
…. pomyśleć, że te 4 dni lenistwa tak szybko minęły i jutro znów do pracy trzeba gnać. 😦 Dobrze chociaż, że nie na rano … oj, minęły te czasy wstawania przed piątą rano i całe sczęście.Zresztą cały następny tydzień pracuje popołudniu ( z wyjatkiem porannego piątku), Jak tak się z perspektywy czasu popatrzę ( hehe, jaka to perspektywa, niecałe 2 miesiące, no może już prawie całe),okropnie się poniewierałam cały dzień, żadnego szacunku nie miałam dla swojego zdrowia i samopoczucia , ten cały dzień w pracy, te dojazdy ( a teraz nieszczególna byłaby pora na podróże) no i te stresy….. Na szczęście to już za mną, minęło i chyba dobrze się stało. Dzisiaj rozmawiałam z Kesyy na gg i dowodziłam, że powiedzenie „nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło” ma jednak sens. Może w momencie, gdy cos idzie nie po naszej myśli, buntujemy się, ale juz po pewnym czasie zaczynamy dostrzegać i dobre strony zaistniałej sutuacji. Zawsze sobie powtarzam, tak się stało, bo tak musiało widać być. A wierzę, że Opatrznośc nademną czuwa ( już nieraz w życiu miałam tego dowody)
A Ona wie najlepiej, co dla mnie dobre……
