

Dla mnie znowu smutna data.
19 listopada 1960 roku umarła moja Mamusia.
Najwspanialsza ze wszystkich Matek, Jedna, Jedyna, Najdroższa i Najukochańsza.
Miałam wtedy zaledwie 10 lat………….
To bardzo niesprawiedliwe, gdy mama opuszcza 10- letnie dziecko, niezdolne do samodzielnego życia.
Pewno, że otoczona jeszcze byłam wtedy opieką Babci i mojego Taty, ale to nie to samo….
To niepowetowana strata na całe życie, nigdy nikt mi podobnej do matczynej miłości dać już nie potrafił……
Pamiętam ten wspaniały sen, któru miałam jako 10 letnie dziecko, tuż po śmierci Mamusi
Byłam na polu, pustym polu, na którym nic nie rosło i nagle pojawił się kwiatek, który rósł i rósł z tej pustej ziemi,a z niego wyszła moja Mamusia. Dalszy ciąg mojego snu był już w naszym domu.
Chciałam się do niej przytulić,ale ona była tak jakby koło mnie, ale zarazem tak daleko…..
Tylko umiałam jej powiedzieć : KOCHAM CIĘ MAMO.
Nawet nie płakałam, gdy powiedziała, że musi juz iść, znów znalazłyśmy się obie na tym samym polu,a mama powoli się odemnie oddalała, zamieniła się znów w kwiatek, który nagle znikł.
Sen, który nigdy więcej już mi się nie przyśnił, ale pamiętać go będę do końca mojego życia.
Przepiękny, pokazujący, że Ona jest zawze koło mnie i nademną czuwa……..
MOJA UKOCHANA MATEŃKA – w tym roku minęło 97 lat od daty Jej urodzin, pewno i tak nie byłoby Jej z nami,ale odeszła tak wcześnie, miała zaledwie 50 lat.
Pokonał ją rak……. a tak bardzo kochała życie i ludzi i nas.
KOCHAM CIĘ MAMO !!!!!