Jeżeli można powiedzieć, że jakiś pogrzeb był ładny, to ten był śliczny, bardzo ujmujący.
Było tak wielu Jego przyjaciół, kto późno przyszedł nie miał szans nawet wślizgnąć się do Kaplicy, gdzie odbywała się Msza św. w intencji dusży ś.p. Zygmunta.
Przed Kaplicą czekała na Niego orkiestra, która odprowadziła Go aż do ostaniego miejsca podróżowania po tym ziemskim padole.
Ale najbardziej wzruszające były syreny trzech karetek, które żegnały Zmarłego.
Odezwały się w momencie, gdy pochód żałobny przechodził koło wrót cmentarza, a najdłużej i najbardziej głośno żegnała Go Jego własna karetka, ta, którą do ostatnich możliwych dla Niego chwil pracy woził chorych.
Nie było cżłowieka, który by nie był wzruszony tym akcentem, łzy same kręciły się w oczach jak i wtedy, gdy podczas składania trumny do grobu trębacz zagrał Ciszę.
A potem mogiłę pokryły wieńce i znicze…..
Wracamy do życia…..
