Post scriptum

 

Dostałam właśnie wiersz Mariana, który przypomina tamte dni , godziny strachu i upokorzenia.

Proszę przeczytajcie 

 

      CZY PAMIĘTACIE ?

 

Grudniowy , zimowy poranek za oknem,

koksownik na rogu ulicy,

zgrzyt gąsienicy na bruku,

cisza złowroga, przesiąknięta strachem…

czy pamiętacie ?

Bezradność człowieka i jego oczy,

skrzypienie wojskowych butów

za twoimi plecami,

ku tobie patrol złowrogo kroczy…

czy pamiętacie ?

Przechodzień przekrada się pod ścianą,

pod pachą tobołek ukryty,

jaką tajemnicę ze sobą dźwigałeś,

strachem podszyty ?

czy pamiętacie ?

Co mówiliście matki swoim dzieciom,

gdzie ojcowie, synowie , bracia…

rozdarte serca niepewne jutra…

czy pamiętacie ?

Minęły lata a wciąż przed oczami,

ofiary tamtego niedzielnego poranka,

a nas żywych ?

przeszył serca ból między pokoleniami…

„…żeby Polska była Polską…” śpiewaliśmy

bez strachu…

czy pamiętacie ?

Pamiętamy !!!

 

13 grudnia

 

Dzisiejsza data sama ciśnie pod rękę temat, o którym należy wspomnieć.

26 lat temu obudziłam się w śliczny ,mroźny, niedzielny poranek.

Zdziwiło mnie nieco, że po włączeniu telewizora nie pokazał mi się żaden program ( chyba wtedy już były trzy programy, w tym jeden lokalny, chociaż nie jestem pewna).

Wzięłam swoją bokserzycę Tinusię na spacer do parku Jordana i tam dowiedziałam się dopiero, że w nocy wprowadzono stan wojenny.

Byłam przerażona, jak chyba wszyscy wówczas.

Nikt nie wiedział jaki los go czeka, ja byłam tym bardziej przestraszona, że posiadałam wówczas kartę mobilizacyjną (personel medyczny , obojętnie na wiek i płeć podlegał wówczas wojskowej ewidencji).

Nawet przy pomocy mojej rodziny, zaopatrzona  na drogę w sernik od sąsiadki, stawiłam sie do mojej jednostki w Szpitalu Wojskowym, gdzie miałam przydział. Na szczęście okazało sie, że w tym chaosie nawet tam nie panowali nad sytuacją i odesłali mnie o domu.

Na drugi dzień w przychodni dostałam następna kartę mobilizacyjną, mimo moich protestów, że jedną taką juz posiadam, zresztą do całkiem innej jednostki wojskowej i wówczas zaczęłam się modlić, żeby rzeczywiście nie wprowadzili powszechnej mobilizacji,  bo napewno w którejś z tych jednostek musieliby potraktować mnie jako dezertera.

Ten chaos trwał całe trzy lata, z tym, że w późniejszym już okresie może rygory stanu wojennego nieco zelżały, chociaż były napewno utrudnieniem codziennego życia.

Przede wszystkim wprowadzenie godziny policyjnej ograniczało poruszanie się po mieście ( jak naprzykład miałam mojemu pieseczkowi wytłumaczyć, że siusiu może robić tylko do godz 20-22, a potem już nie wolno nam wychodzić na ulicę??), a i w dzień nie całkiem było bezpiecznie chodzić po ulicach, bo nigdy nie wiadomo było, kiedy człowiek natknie się na wodne armatki przejeżdżających akurat ulicami zomowców.Spotkanie z nimi nigdy nie należało do przyjemnych, obojętnie, czy było się w tym momencie demonstrantem, czy przypadkowym przechodniem .

Na szczęście ten koszmar minął jak zły sen, ale nie wszyscy zapomnieli…właśnie oglądam w programie Kawa czy herbata heppenimg , urządzany przez warszawską młodzież, pod tytułem  młodzież pamięta. 

I bardzo dobrze, bo chociaż biorący udział w tym heppeningu młodzi urodzeni są wiele lat później niż  

ten koszmar  się  odbywał, napewno należy wracać do tych czasów, traktować jako jeden z tragicznych momentów  powojennej  historii Polski i pamiętać, że to kiedyś naprawdę się działo.

Ale na szczęście dzisiaj mamy o wiele spokojniejszy dzień, niż ten sprzed 26 lat , spokojnie więc wyruszam do mojej pracy.

A swoja drogą, nie lubię trzynastki……..

Tfu, na psa urok.