Wyleciałam

 

                             

 

 

Wyleciałam z rankingu top 100 – to było do przewidzenia.

Ostatnio, co widać z moich statystyk mój blog zrobił się wyraźnie nudny.

Bo swoją drogą o czym tu pisać, skoro nic szczególnego się nie dzieje?

Nie martwie się tym wcale ( napewno???), wiem, że jeszcze zaistnieję, tylko zła passa minąć musi.

Ach, ta passa, raz człowiek jest pod wozem, raz na, grumt, żeby zawsze do przodu.

Święta już za pasem, aż w głowie się nie mieści, że ten rok tak szybko zleciał….

Pierwsza uroczystość – firmowa wigilia- już za 3 dni, napewno będziemy wspominać na niej Zygmunta – smutne to, gdy ktoś z takiej rodzinnej jakby nie było grupy pracowników odchodzi.

No bo tak, większość w naszej pracy jest powiązana więzami rodzinnymi, ale Ci, którzy nie są, raczej chyba tego nie odczuwają.

Wszystkich równo serdecznie tam się traktuje.

A w pracy najważniejsze są przecież miłe stosunki.

I może ktoś kogoś o coś tam opieprzy, ktoś z kimś się pokłóci,. ale wszystko potem szybko mija i wraca do normy,

Ot taka burza w szklance wody….

Robi się coraz zimniej, niestety też coraz bardziej ślisko, na osiedlu Żabiniec, gdzie mieści się przychodnia ( właśnie od tej nazwy wzięło się to moje idę do żabek) mało kto dba o okoliczne dróżki i łatwo sobie połamać kończyny.

Wczoraj dłużej przez to siedziałam w pracy, czekałam aż Łukasz zakończy pracę i podrzuci mnie autem do pętli autobusowo- tramwajowej ( zwanej szumnie Dworcem), przerażała mnie perspektywa poślizgów  niekontrolowanych,

Niecierpię zimy przez ta śliskość i mróz też.

Więc oby do wiosny