Panie Kawusia! Naprawdę czytam Twoje wiersze i fraszki, są wspaniałe i za nie
bardzo Ci dziękuje, okraszają po prostu mój skromny blog 🙂

Kilka dni temu szłam sobie przez Krakowski Rynek i taką piękna , już świecącą się
choinkę sfotografowałam!!!!!!
Czy czujecie już ten przedświąteczny dreszczyk?
Jeszcze nie?
A to sprzątać przed świętami kiedy będziecie?
A kiedy pierniki, makowce, serniki piec będziecie?
A od kiedy Pan Karp w wannie pływać będzie?
Oj pamiętam te czasy, gdy kąpać się przed świętami Bożego Narodzenia w waninie nie
można było, bo tam pływały sobie karpie.
I jak trzeba było bardzo uważać, żeby mydło do wanny nie wpadło, bo ryby odrazu snęły.
Ba, kto teraz kupuje żywego karpia? Na ogół kupuje się już zabitego, a nawet najczęściej
juz nawret sfiletowanego, to takie wygodne, bo zawsze powstawał ten sam problem, kto
właściwie tej biednej rybie ma skrócić jego dni żywota?
Pamiętam, że zawsze uciekałam wtedy do ostatniego pokoju i zamykałam nie tylko drzwi, ale
zatykałam nawet uszy, żeby tego głuchego stukotu zabijanie nie słyszeć !
A wcześniej te biedne rybki w wodzie się pławiły, dolewało im się świeżej wody, żeby je
trochę dotlenić. Trzeba było bardzo uważać, żeby nie nalewać zbyt dużo wody, bo karp po
prostu wyskakiwał z wanny i rano zbierało się takiego nieszczęśnika z posadzki w łazience.
Hah, pamiętam dni, gdy Marcin, który już wtedy zajmował sie sprzedażą karpia, nie miał
jeszcze swojej firmy z basenami – wchodziło się do łazienki, a tam kłębiły się masy
biednych, nieco podduszonych małą powierzchnią do pływania karpie.
Matko, tak było już na jakieś dwa tygodnie przed wigilią, co trochę tego karpia ubywało,
natychmiast przyjeżdżała nowa partia, a ja tylko marzyłam o chwili, gdy nareszcie
będę mogła zająć miejsce, w których te biedaki akurat pływały.
No cóż, teraz mam brodzik i zasadniczo karpie by mi nie przeszkadzały, ale też i nie
kupuję, jak pisałam, żywego karpia – czyli same dogodności przed świętami, można się
pluskać i w wannie i w brodziku do woli.
Jedyne rybki, które u nas pływają, to te akwariowe, więc ani im, ani mnie konkurencja
w rozkoszach kąpieli zdecydowanie nie grożą
Zresztą od dystrybucji świątecznej rybki jest w naszej rodzinie Jacek, a my z Magdą
będziemy zamieniać te Jackowe karpie na potrawy : karpo po żydowsku, zupę rybną
no i obowiazkowo na karpia smażonego.
Mniam, już się oblizuję na samo wspomnienie tych przyszłych smakołyków.
No i oczywiście obowiązkowo będzie barszcz z uszkami ( nie z myszami, jak w tej reklamie
telewizyjnej!!), oczywiście obowiązkowo kapusta z grzybami i kompot z suszu.
No i na deser kutia( jak tylko uda mi sie ją zrobić), bo trzeba koniecznie zjeść na Wigilię
jedną potrawę z maku orzechów i miodu – to przynosi obfitość i szczęście w roku następnym.
Oj pracowity to dla niektórych tydzień będzie, na szczęście Magda sprawiedliwie rozdzieliła
między siebie Agnieszkę i mnie przygotowywanie potraw, tak więc u nas będzie raczej
dosyć spokojnie – grunt to dobra przed świąteczna strategia, prawda?
Dzisiaj przywitał mnie w miarę pogodny poniedziałek, nawet temperatura jest znośna,
ma sie nieco ku odwilży, no cóż, jednak chyba spełni się ludowe przysłowie: gdy Barbara
po lodzie ( a była, oj bardzo nawet mroźna była) to Święta będą po wodzie.
Może nie do końca będzie po wodzie ( a gdzież to słynne Białe Boże Narodzenie), ale
nie powinno być takich mrozów, jak dotychczas i jakoś jednak na ta Wigilię do Magdy dojadę,
a tak się martwiłam, jak ja po tych zaspach i lodach będę tam miała szansę dotrzeć.
Dzisiaj idę na zmianę popołudniową , po firmowej Wigilii tylko miłe wspomnienia oraz
zdjęcia pozostały!!, dzisiaj normalny dzień pracy !!!
Mam zarejestrowanych kilka osób, więc będę miałaco robić – znów bieganie do weterynarzy i
z powrotem, ale chyba już się do tych wędrówek przyzwyczaiłam, nie są dla mnie aż tak
straszne, chociaż jednak chyba wolałabym, żeby to urządzenie do wywoływaniu w końcu u
mnie w przychodni zadziałało.
W tym roku na pewno na to nie ma szans, a w przyszłym….zobaczymy.
No to uśmiechnijcie się , zakasać prosze rękawy i ….do roboty !!!!
Trzymajcie się cieplutko w ten zimno- cieplejszejszy jednak dzień , u mnie chyba słonko
ma zamiar wyjść zza chmur, a teperatura taka bliżej zera, a nawet za kilka dni może
nawet plusowe stopnie osiągnąć.
A na Białorusi normalnie, prawie, że „demokratycznie”.
Dobrze, że Polacy podobnie demokracji nie pojmują.