
Tak, tak, jutro po połnocy rok 2010 przejdzie do historii.
I bradzo dobrze, bo nie był to wcale dobry rok.
Naznaczony piętnem katastrofy w Smoleńsku i tym wszystkim, co nadal po tej
katastrofie za nami się ciagnie i ciągnie, wydaje się bez końca.
Coraz więcej bzdur i wymysłów tych, którzy na katastrofie chcą swój kapitał polityczny
zdobyć, a fe, nieładnie!
A jaki dla mnie to był rok?
Właściwie całkiem przyzwoity, bez jakiś niesamowitych wzlotów no i na szczęście bez
upadków, fizycznych i psychicznych zresztą.
Dzisiaj po raz ostatni do pracy się wybieram – bo jak pisałam, Bardzo Dobra Dyrekcja w
dniu jutrzejszym ofiarowała nam w noworocznym prezencie dzień wolny od pracy w
Sylwestra..
Dbają o swoich pracowników, by mieli czas do baletów jutrzejszych się przygotować –
fryzjer, kosmetyczka, ostatnie przymiarki u krawcowej…..
Tak, tak, ja też na bal sylwestrowy na białą balową salę się przygotowuję.
Nawet zakupiłąm już mój obowiązkowy sylwestrowy trunek – czyli ajerkoniak.
Nie wiem dlaczego, ale tak od kilku lat właśnie w Sylwestra popijam sobie tą pyszną
jajeczną nalewkę i jestem happy.
Każdy ma w końcu swoja własną tradycję – nieprawdaż?
I co tu jeszcze napisać? Acha słowko do Kawusi, który nie omieszkał swoje kilka
przytyków do mojego wiersza napisać – no cóż, sama Go sprowokowałam.
Nie każdy może być Mickiewiczem, czy Słowackim Juliuszem,
a ja nic na to nie poradzę, dopóki będę żyła
że wiosnę nad zimę ( wbrew sklerozie) uwielbiać muszę
jaka by piękna ta zima nie była.
No i chyba na tym mój dzisiejszy wpis kończyć będę, bo pomału zbierać się do mojej
ukochanej pracy muszę ( eee, teraz to wyraźnie się już podlizałam}
Cześć, trzymajcie się ciepło w ten przedostatni tego roku zimowy dzień.
A za moim oknem właśnie słonko zaświeciło !!!!!!