Odwiedziny

                   

 

Wczoraj na Żabińcu mieliśmy wspaniałe iście królewskie odwiedziny.

Odwiedziła nas malutka Oliwka wraz ze swoją mamą Anią.

Ale to piękne dziecię maprawdę.

Co prawda nie zabawiała nas ze względu na swój bardzo młody wiek  ( ma dopiero  prawie

2 miesią ce), ale swoją urodą  oczarowała nas dokładnie i uwagę na siebie ściągała.. Każdy

wpatrzony w nią był jak w śliczny obraz.

A panna Oliwka grzecznie sobie na kolankach swojej mamy leżała, oddając się wspaniałej

drzemce,ale  od czasu do czasu po prywatne mleczko sięgała.

Było naprawdę na kogo patrzeć, mała jest śliczna, bardzo grzeczna, a miny, które do nas

stroiła, a to się przeciągneła, a  to buźke w ciup złożyła,  cudowne,szczęśliwe dzieciństwo, aż

pozazdrościć.

W sumie bardzo ciężki był wczorajszy dzień, ciśninie było niskie do tego jeszcze ten

zaduch, wcale nie dziwota, że nogi miałam wczoraj jak balony.

Dzisiaj zapowiada się dzień podobny, też parny i wilgotny z niskim ciśnieniem.

Dlaczego ta pogoda zawsze musi jakieś anomalie przejawiać???

Nie wiem czy tu się pochwaliłam : otóz dostałam od mojej firmy wspaniały prezent w postaci

torby pilotki na kółkach, teraz już przynajmniej nie muszę niczego dźwigać, jakie to

wygodne!!! Wyciągam tylko długą teleskopową rączkę i już torba za mna jedzie.

Zauważyłam, że  takie torby na kółkach zaczynaja być bardzo popularne, niekoniecznie

 tylko pośród osób nieco wześniej urodzonego pokolenia.

Nie będzie dzisiaj żadnych wypracowań o polityce Zbyt jestem zadżumiona pogodą, mimo,

że poranna kawa jest teraz w dwójnasób wypijana, ciekawe, nie piję żadnego alkoholu,

a głowa ciężka, jakbym sobie dobrego winka popiła, oczy ołowiane, ech sks i tyle!

Chociaż przyznam, że wczoraj nieco się obraziłam na Bardzo Ważną Osobę, gdy mi

wytknęła, że te popołudniowe drzemki to objaw….starości.

Czyżby popołudniowa drzemka była przywilejem tylko niektórych wybrańców???

A może to poprostu zmęczenie po napisaniu tych czterech  zadań, ostatnie skonczyłam

wczoraj o północy, i przysięgłam sobie : nigdy wiecej !!!!

Przecież ja juz swoja edukację zakonczyłam dawno, dawno temu!!!

AAA. ale musze jednak małe coś nadmienić ( a jednak nieco politycznie,). Poseł Zbigniew

Ziobro pochwalił się, że całkiem niedawno wstąpił w związek małżeński ( oczywiście musiał

koniecznie dodać, że wziął ślub kościelnu, a jakże, pprzecież inaczej nie spodobało by się

to Ojcu Złożycielowi –  R)  i niedługo na świat przyjdzie małe Ziobrątko.

Oby tylko za politykę potomek się nie brał,  bo jedno zero w polityce  nam juz całkowicie

wystarcza!!!

Miłego przetrwania w tropikalnej pogodzie, byle do weekendu, a to już tak blisko!

 P.S. Bardzo nie lubię być w sosie własnym! Musiałabym cały czas pod prysznicem

siedzieć, bo po kąpieli już po chwili człowiek znów oblany jest potem – okropieństwo!!!

Zagrzmi

    

 

Niestety znów zagrzmi, pobłyska, huragan wznieci, szkód narobi.

Zawsze były anomalie pogodowe w czerwcu, ale nie pamiętam, żeby aż z tak silnymi

skutkami.

Małopolska, jak zawsze chyba najmniej jest poszkodowana, może dlatego, że tam sami

„święci” ludzie żyją??

Strach nadal sieje ta bakteria E-coli ,EHEC. Grożna, powoduje mini zawały wszystkich

narządów.

W Polsce są potwierdzenia u dwóch osób, ale te osoby właśnie powróciły z Niemiec. nie

zaraziły się w rodzimej Polsce.

Czyli śmiało rodzime ogórki i pomidorki możemy podjadać, ale bać się  na wszelki wypadek

nie zaszkodzi.

Zresztą gorąca temperatura, jaka obecnie panuje, zawsze sprzyja rozwojowi tej balterii

E – Coli, tylko dotąd nie przynosiła takich groźnych skutków.

Chociaż wiele robi też panika i sensacja, która koło tej całej sprawy jest wzbudzona.

W każdym bądź razie jarzyny, a szczególnie pomidory i ogórki nie są w tym roku

pozytywnym wiosennym bohaterem , chociaż tak być powinno, bo wg piramidy

żywienia to one powinny być podstawą naszej diety.

Jednak boomu na nie ostatnio szczególnie nie ma i spora część towaru zostaje poprostu

wyrzucana.

Ciekawa jestem tylko, co zrobią teraz te osoby, które alurat przeprowadzają jarzynową dietę

odchudzeniową?

Muszą znależć dla sienie jakąś inna żywieniową alternatywę.

Dzisiaj na rano do pracy, nogi mam okropnie popuchnięte dzisiaj, szczególnie lewa stopa,

oj nieciekawie to wyglada, a opuchlina denerwuje.

Ale nic to, na coś trzeba przecież umierać, może akurat będzie to lewa stopa?

Miłego dnia

gorący poniedziałek

                 

A jednak nie pozbędziemy się tych tropików, przynajmniej przez bieżący tydzień.

A zwiaząne bedzie to takze z gwałtownymi i bardzo agresywnymi burzami, wichurami,

opadami nie tylko deszczu, ale i gradu.

Właśnie bardzo ciekawe jest to zjawisko : w trakcie upałów z nieba spadaja kulki lodu.

Czyli mamy kawałek zimy latem :-).

W polityce też gradowa chmura nad PJN napłynęła – Joanna Rostkowska – Kluzik

zrezygnowała z funcji prezesa swojej partii, po tym, gdy jej a’Kaczyńska polityka nie została

poparta przez większość członków PJN.

Może chciała zbyt wiele, nie wiem, musiała pewnie zdawać sobie z tegi sprawę, że duża

część jej partyjnych koleżanek i kolegów ( szczególnie przypuszczam jej najbliższa

przyjaciółka- założycielka, Pani Ela J.) ciągle są pod niezniszczalnym urokiem pewnego

uroczego Jarka i jawnie przeciw niemu nie wystąpią, mimo, że on wyraźnie ma ich nie tylko

w nosie.

Teraz tej  marnej resztce przyjdzie na kolana upaśc i o litość błagać, a Jarek zastanowi

się, czy do łask ich przywrócić, z tym, że jedno jest napewno. nie mają szans znależć się

na listach wyborczych.

Tak wiec mają przechlapane, bo na listy Pisu liczyć nie mogą, a jako JPN najpewniej

nie przekroczą wyborczego progu i na sejmowych ławach w tej kadencji przynajmniej

nie usiadą.

Ojej, nie dostaną się do koryta? to z czego teraz biedaczki żyć będa???

Inna sprawa, że jest to młoda partia, która mimo szumnych zapowiedzi nie wypracowała

sobie jeszcze żadnej własnej ideologii, miotaja się pomiędzy Pisem a PO, oczywiście

bardziej ku Pisowi się ukierunkowując.

Teraz wszyscy zastanawiają się, jakie będą następne kroki Kliuzikowej i wiernemu jej

Pancyliuszowi, najprawdopodobniej swoja polityczną karierę będą kontynuować

pod skrzydłami PO, która ciągle jeszcze ma spore szanse na zwycięstwo w nadchodzących

wyborach, mimo, że niektóre rankingi przypisują Pisowi wzrost zainteresowania tą

partią.

W gorszej sytuacji jest natomiast pani Elżbieta Jakubowska, która raczej nigdy swojej

prawicy na  swojego ulubieńca nie podniesie i chociaż ostatnio miała bardzo wiele

do powiedzenia w rozlicznych wywiadach dziennikarskich, pewnie jej kariera polityczna

na tym się zakończy.

Bo nie sądzę, żeby dwaj jej wspaniali koledzy : europosłowie E.Kowal i M. Migalski kłopotamii

niejakiej Elżbiety J się przejmowali, oni swoje stanowiska utrzymali, czy więcej im coś

potrzeba? – można przecież z oddali najwyzej co popyskować sobie i pokrytykować

rodaczków, a euro do kieszeni i tak same wpadają.

Ach ta polityka, zawsze musi być brudna?

Życzę przyjemnego poniedziałkui całego tygodnia.

Pamiętajcie : koniecznie trzeba pić spore ilosci płynów!!!

 

dzisiaj wytłumaczona

       

 

Dzisiaj chyba będę wytłumaczona z braku większego wpisu.

Już za mną napisane 3 zadania, przedemną jeszcze tylko jedno do napisania, ale za to

najdłuższe i chyba najnudniesze.

Więc naprawdę brakuje mi już tutaj polotu, wybaczycie?

Szczególnie, że pisałam te zadania wczoraj, a właściwie dzisiaj do 4 rano , potem tylko krótki

trzygodzinny sen i od 7 rano znów tórczośc przy komputerze rozpoczęłam.

Za to zamieszczony kwiatek jest większy, niż zwykle.

Czyli coś za coś.

Miłej niedzieli

Bardzo pracowita sobota

   

Dzisiaj przedemną bardzo pracowita sobota – mam do napisania 4 zadania wypracowania,

mają one  być na conajmniej 2-3 strony każda, dwie na jutro, dwie na poniedziałek.

No proszę, to nie ja do szkoły chodzę ( o przepraszam, trzy zadania są na uniwersyteckie

studia), a zadania zmuszona jestem, pod presja oczywiście, pisać.

Czy to oby nie nazywa się  mobbing?

Ale jakbym bardzo nie była zajęta, to muszę napomknąć chociaż króciutko o bardzo ważnej

rocznicy – otóż 4 czerwca 1989 odbyły się w Poslce  pierwsze wolne , ale kontraktowe wybory

do Sejmu. Kontraktowe, gdyż do wyborów stanęli zarówno przedstawicielie

wolnej, Solidanej j Polski jak i stara polityczna PZPR-owska grupa, która miała

zagwarantowaną część w Sejmie. Zdecydowaną większość nowego Sejmu stanowili

Solidarnościowcy, Senat został w całości przez nich też ustanowiony.

Powiało nowością, nowymi nadziejami, ale trudne były pierwsze w pełni demokratyczne

kroki Polski. Musieliśmy wypracować sobie całkiem nowe standarty państwa, na czele którego

stanął rząd Tadeusza Mazowieckiego. Boże, jaka dumna wtedy byłam z naszej nowej Polski.

Pamiętam, że kiedyś, gdy jeszcze trwał stan wojenny ułożyłam sobie piosenkę, w której

zakonczeniu były słowa ” teraz rządzi świata marność, lecz zwycieży Solidarnosć, zapanuje

praworządność spokój ład” I właśnie wtedy 4 czerwca raz jeszcze te słowa wyśpiewywałam

z radością.

Ale czas pokazał, że wolność to nie zawsze  znaczy praworządność, nie zawsze oznacza

spokój i ład.

Ci Solidarni, których kiedyś połączyła jedna idea wolności i obalenia ustroju socjalistycznego

gdzieś po drodze się poróżnili. Nie ma teraz tej ich spójności, nie walczą jak kiedyś o

dobro Polski, każdy walczy o własne, całkiem prywatne interesy. To jest takie smutne, jak

bardzo te 22 lata rozmieniliśmy na dobne.

Dzisiaj zamiast usiąść  na ławach sejmowych i ustalać co zmienić na lepsze, obrzucają się nasi

dzielni posłowie inwektywami, strasznymi pomówieniami, obelgami.

Dzisiaj nie walczą o wspólność, mimo wielkich głoszonych haseł, że oto Polska jesj

najważniejsza, że zgoda buduje – to są hasła bez żadnego pokrycia, to są tylko  puste

wyborcze slogany, które zaraz po wyborch całkowicie tracą na swojej ważności.

I teraz gdy znów stajemy przed kolejnymi wyborami do parlamentu, te puste obietnice z

każdej strony  znów na wiatr są rzucane, obficie okraszane do tego  przezwiskami,

kłamstwami, kalumniami, każdy chwyt jest dozwolony, byle tylko zdewauować przeciwnika.

Za wszelka cenę pokazać, że idee przeciwnika warte są funta kłaków, że to nasze

hasła są  jedynie słuszne.

Dzisiaj wolno wszystko, nazwać prezydenta kaszalotem , czy premiera matołem, bez

skrupułów, bez ponoszenia konsekwencji, ba,   w imię” demokracji” walcząc o takie prawo do

wyzywania innych.

Czy naprawdę na tym ma demokracja polegać?

Czy tego uczyli nas   nasi pradziadowie, dziadowie, ojcowie? A gdzie szacunek dla drugiej

osoby? nie ma dla niego miejsca w dzisiejszej demokratycznej Polsce?

Mamy demokrację, więc jeden z posłów podczas pikiety przed Kancelarią Premiera z

zawieszonym na szyi pluszowym Koziołkiem Matołkiem zagrzewał  do prostestów przeciwko

karaniu mandatami za obraźliwe słowa pod adresem  przedstawicieli władzy.

Dziwna zaiste to demokracja, a czy tenże poseł nie zdaje sobie z tego sprawy, że to on

kiedyś własnie może być po wyborach obrzucany takimi samymi inwektywami?.

Kto tu większym Matołkiem się okazał????

Zawsze słyszałam, że ten kto obraża innych sam sobie świadectwo wystawia…..

A jak podoba Wam się hasło : „Tusku matole, wasz rząd obalą kibole?”

 Dla mnie to wręcz przerażająca wizja następnej Polski, gdzie przemoc, chamstwo i

bezprawie, a to są cechy owych kiboli właśnie, będą przewodnią myślą pezez okres

panowania  następnej władzy.

Obecna opozycja z całą radością przyklaskują takim hasłom…..

Oczywiście, że powinna być opozycja, ale nie taka, która agresywnnością tylko się wykazuje,

to nie złe słowa powinny kształtować naszą przyszłość.

Czas na jakąś konstruktywną zmianę, czas by powstał rząd, który zjednoczy tych ludzi,

podzielonych na prawdziwych i nieprawdziwych Polaków ,ponieważ wszyscy żyjemy w

wolnej Polsce, w tej wolnej , o którą kiedyś przecież wspólnie walczyli.

A teraz niektórzy śpiewają Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie.

To jakiej Polski oni żądaja od Boga? Naprawdę nie żyjemy w kraju wolnym, bez zaborców,

z możliwością mówienia tego, co komu ślina na język przyniesie?

Czy aby Pana Boga nie proszą o coś, co już mają i nie potrafią tego wykorzystać?

Czy to nie jest nadużywanie Bożej dobroci, to nie jest bałwochwalstwo?

Obecna opozycja nie krytykuje obecnego rządu wskazując nowe możliwości, ona

dla zasady neguje wszystkie rządowe poczynania, podcinając im tym samym nogi,

taka polityka prowadzi do nikąd.

Ale widzę, że polityczna  potyczka  dotarła nawet na mój skromny blog i czasami

rozbrzmiewa sprzecznymi głosami. I dobrze, nie każdy koniecznie musi mieć takie  samo

zdanie jak ja, przyszłosć pokaże przecież kto rację miał.

Bylebyśmy tylko tej przyszłości przeklianć kiedyś nie musieli i nie wspominać z łezką w oku,

za czasów Tuska to dopiero dobrobyt był…..

Koniec moich rozważań na blogu, czas przenieść się na inną stronę mojej  twórczej

działalności.

Życzę wszystkim miłego weekendu a przede wszystkim miłej soboty, wszak nie każdy

nad naukowymi rozprawkami dzisaj męczyć się musi.

 

 

 

 

 

 



 

 

 

To był cudowny dzień

      

 

Jak ja lubię, gdy wszystko się udaje.

A tak było wczoraj i chociaż roboty sporo nawet było, wszystko szło jak po maśle.

I nóżka nie bolała ( nawet orteza nie spadła, doniosłam ją na własnej nodze aż do

samego domku).

No i opatentowałam nową metodę  na wykonanie jednego dosyć trudnego zdjęcia –

zdj, stóp na stojąco. Niby łatwe, tylko tyle, że i lampa i własny brzuch pacjenta

ogranicza możliwości wykonania tego zdjęcia, ale pogłówkowałam i wyjście świetne

znalazłam, pacjenta odchyliła się do tyłu oparta o poręcz odwróconego do jej pleców stołka –

stopy stoją na podłożu, a reszta ciała jest odchylona i nie zasłania.

Genialna jestem, nieprawdaż?

Tylko odrazu mówię: to  jest pozycja dla osób zgrabnych, szczupłych, bo ja siebie

tańczącą na tym stole nie widzę, zaraz bym pewnie spadła.

Na szczęście żaden ortopeda nie wymagał wykonania   u mnie takich

„wygibasowych” zdjęć i też na pewno nie dałąbym się za nic na wykonanie takwych

u mnie , co to to nie.

Tak wiec ogólnie cały wczorajszy dzień był udany, a jednak prawdą jest stwierdzenie,

że praca uszlachetnia.

Dzisiaj też jej troszkę będę miała ( idę wyjatkowo jak na piatek na zmianę popołudniową w

zastępstwie kolegi Jarka) i jezeli tylko nóżka mi dopisze ( nawet dwie!), na pewno też

będzie to udany piatek.

No a jutro – wiadomo, weekend, a zapowiadają go jako śliczny i słoneczny.

OBY!!!!

Z tą bakteria E- coli to rzeczywiście mają spory kłopot, bo jakaś bardzo dziwna

i niespotykana do tej pory to „zaraza” i już 18 ofiar śmiertelnych pochłonęła, dużo więcej

jest zachorowań, na szczęście w porę wychwyconych, nawet ostatnio już drugą

ofiara zachorowania przez nią wykryto w Polsce.

Kto wie, słyszałam nawet taka opinię, czy to nie jest aby jakaś  spreparowana przez

terrrrorystów bakteria, wszak wojnę można nawet na tym froncie prowadzić.

Wcale bym się nie zdziwiła taką informacją , kiedyś ALKAIDA groziła też wojną biologiczną,

która też przynieść może tragiczne skutki. A przecież ta terrorystyczna siatka obiecała 

 krwawą zemstę za zabicie ich przywódcy – Bin Ladena.

Przemoc jest rzeczą straszą, terroryzm to luż rzeczywiście plaga XX i XXI wieku.

Nie mogę tylko zrozumieć, jak według nich Bóg, który jest przeciez nieskończenie

dobry każe zabijać ludzi w Jego imieniu?.

Chyba twórcy tej religii jakoś opatrzenie pojęli Boże zamiary….

Na dzisiaj koniec pisania, muszę jeszcze trochę ogarnąć siebie przed wyjściem.

Miłego piątku wszystkim życzę.

Ogórki

 

 

 Dlaczego ogórek nie śpiewa??

Oróż ostatnio zaśpiewał i powiało grozą.

A podobno wszystkiemu winne były hiszpańskie  ogórki.

Jednak się obroniły, to nie one winne były temu całemu zamieszaniu na wszystkich

możliwych europejskich rynkach .

Jak to jest, wszyscy zawsze powtarzają: jedz warzywa, bo w nich samo zdrowie tkwi.

Otóz niekoniecznie, czasami może sie jakiś złośliwy wirusik w nim przemycić i wtedy

larum się wielkie podnosi.  No nie dziwię się, że popdnosi, bo jednak kilka śmiertelnych

przypadków się zdarzyło, na szczęście nie w Polsce, bo znów były by pewnie podstawy

do postawienia minister  pani Ewy Kopacz tym razem chyba przed Trybunałem Stanu.

Skoro pana premiera Tuska chcą postawić przed komisją parlamentarną za jakąś niewinną

niby  dygresję o guziczkach widać, że polska polityka ginie gdzieś w oparach absurdu.

Teraz każdy Peowiec musi bardzo uważać na swoje każde słowo, bo może to być użyte

przeciwko niemu przez opozycję, która sama chlapie czasami językami co popadnie,

ale widać opozycji to przystoi, partii rządzącej nie.

A co znów w tym dziwnego, że premier może trochę za łakomym okiem spojrzał na

 nieco wyletnioną dziennikarkę, czy niewinny komplemencik można odrazu przejawem

seksizmu nazywać? Duża przesada panowie i panie posłanki, tym faktem oburzone.

Bo najdziwniejsze w tym wszystkim, że to oni własnie, a nie rzeczona dziennikarka tym

faktem zostali zbulwersowani  i ostro z  trybuny zagrzmieli.

Kiedyś pan Brzechwa napisał piękny wiersz „Na straganie”, wczoraj bardzo pięknie pan

Kawusia, uwzględniwszy juz dzisiejsze  realia też o warzywkach wierszyk napisał.

Ba, tylko za czasów pana Brzechwy nie było takich wirusowych zawirowań, chociaż, kto wie,

czy nie było, wszak i wtedy pewnie nie wszyscy tak o higienę dbali, może po prostu wtedy się

o tym tak nie pisało. Media nie były wtedy tak szeroko rozwinięte i o kilku przypadkach

śmiertelnych nie wspominały, no chyba, że juz panowała jakaś epidemia hiszpanki czy jakiejś

innej zarazy.

A ja wczoraj przeprosiłam się ze swoimi trzema ogórkami, leżącymi w lodówce.

Odczekałam, bo skoro zjadłam mizerię w niedzielę i żyję ( bez jakiś specjalnych żoładkowych

kłopotów0, a po drugie wyraźnie widać było, że to były nasze rodzime ogórki – małe i całkiem

zakręcone,a w końcu też i te ogórki uniewinnili, to stwierdziłam, że niewiele ryzykuję robiąc

sobie pyszną mizerię na kolację,

Teraz czekam ( a raczej nie czekam) na reakcję, ale powinno być spokojnie.

Odrazu przypomina mi się inna ogórkowa historia: dawno, dawno temu, gdy pracowałam

jeszcze w przychodi na Azorach ( dla niewtajemniczonych: to dzielnica Krakowa, a nie słynne

wyspy) miałam jako pacjentkę taką bardzo miłą babunię, która wielce zawstydzona wyznała

mi ( tylko podobnie mi się do tego przyznała), że po raz pierwszy w życiu, z przypływu

niezadowolenia dziadek uderzył ją  krzesłem i rozwalił jej nieco głowę

stołkiem.Babcia była tak szczęśliwa z tego faktu, że znalazła dobrą duszę, z którą tym faktem

podzielić się mogła, że przez dłuższy dzień przynosiła mi w podziękowaniu właśnie ogórki.

Miałam ich wtedy taką ilość, że chętnie rozdawałam je koleżankom i kolegom, bo już

na widok ogórków dostawałam trzęsionki.Na szczęście po jakimś dłuższym nieco  czasie

babcia widaću znała, że swój dług wdzięcznosci juz spłaciła ( nawet dostałam od niej koper do

kiszenia tych ogórasów) i sezon ogórkowy, ku mojej wielkiej uldze już się zakończył.

Teraz wspominam to z uśmiechem, ale wtedy było to dla mnie bardzo kłopotliwe, jako, że po

pierwsze krępowała mie ta  babcina hojność, a po drugie akurat wtedy miałam jeszcze

kamienie w woreczku żółciowym i ogórki były akurat dla mnie towarem zakazanym.

Na szczęście kamieni się pozbyłam, woreczka też i teraz ogórki nie są dla mnie szkodliwe, o ile

oczywiście nie pochodzą z terenów zagrożonych pałecząa E- coli.

Po wczorajszej burzy pogoda zdecydowanie nam się skisiła, słoneczko nie świeci , a ciemne

i szare chmury powodują, że mimo, że juz jest siódma rano mam całkiem ciemno w pokoju.

Ale za to można odetchnać pełną piersią.

Chociaz podobno dalsze burze nad Polską wiszą i dzisiaj mogą nas nieco postrazyć

Osobiście nie lubię burzy, nawet gdy jestem w domu, ale to są właśnie uroki wiosennej

i letniej pory.

Mimo to życzę chociaż pogody ducha na dzisiaj, skoro inna pogoda jest nieco

naburmuszona.

P.S. Wczoraj przyszła do mnie smutna wiadomość : Benek, bernardyn mojej sioistry

odszedł sobie wczoraj na psią , wiecznej szczęśliwości  łączkę.

Przypomniałam sobie, jak ja z moim szwagrem przywieźliśmy taką małą kulkę spod Tarnowa

kilka dobrych lat temu.

Bądż szczęśliwy Beniu tam w zaświatach, może drugie twoje życie będzie  bardziej radosne

niż tu na ziemii??

 

DZIEŃ DZIECKA

 

Wszystkim Dzieciaczkom i tym Małym i tym całkiem DUŻYM  wszystkiego najlepszego z okacji

Dnia Dziecka.

Bo kto nie czuje sie w głębi troszkę dzieckiem?

Ech te dobre, beztroskie lata w pamięci się przewijają.

Ja i moja mama ( kiedy to było??), obok tata, trzymają mnie za rękę i idziemy na spacer

razem z moim rodzeństwem, razem z babcia i dziadkiem, a obok kroczy oczywiście pies.

Tyle miłości, tyle szczęścia w tamtych wspomnieniach pozostaje……..

I tak właśnie powinien wyglądać prawdziwie rodzinny model.

Na szczęście w mojej rodzinie nadal powielane są te wzory, które zakorzenili w nas

moi rodzice, a  które póżniej przekazywane były przez moje rodzeńswto i ich dzieci na

następne pokolenia.

Wspólne spacery, wspólne rozmowy, jakieś wesołe rodzinne imprezy…..

Tak często jednak tego w niejednej rodzinie brakuje.

A przecież właśnie ważny jest ten pierwszy etap życia człowieka, on później owocuje

w dalszym naszym życiu, on właśnie pokazuje, jakimi ludźmi to nasze następne pokolenie

będzie.

A na świecie tyle posród dzieci nieszczęścia, głodu, wojny……

( pamiętasz Madziu te biedne dzieci z Bangladesz?)

Zaopiekujmy się tymi rosnącymi naszymi  dzieciaczkami, to oni kiedyś będą

przecież odpowiadać za to jaki będzie świat, Polska, nasze rodziny.

Chrońmy je przed złem, które wiele dzieci dopada, bardzo często wynikające właśnie

 ze zbyt małym zainteresowaniem się tym, co nasza pociecha, puszczana samopas porabia.

Wszystkiego dobrego na dzisiaj i nie tylko