No i znów byłam upadłą kobietą
A było to tak : wyszłam z Putkiem rano na spacerek. Na przeciwko był z panem na spacerku wielki wilczur, więc chwilkę Putka przytrzymałam, aby do jakiegoś zwarcia nie doszło. Piesek przeszedł już na drugą stronę plantek, więc ruszyłam do przodu i…. poplątałam sobie nogi, zupełnie jakbym była stonogą co najmniej i runęłam jak długa na ziemię. Oczywiście kolano rozwalone, a jakże. Były wielkie trudności z powstaniem z ziemi, bo tej nogi nie mogłam zgiąć, ale na szczęście pomogła mi pani i ten pan od wilczura, który natychmiast swojego psa przywiązał i poleciał mi z pomocą, sympatyczny człowiek, znam go zresztą. gdyż niedaleko nas mieszka i zawsze ma wilczury.
Tak zawsze boję się upadku i masz babo placek, wcale nie musi być ślisko, żebym się wywaliła.
Oczywiście to wina przede wszystkim tuszy ( niestety) i mojej niezgrabności, ale przecież nie mogę się całkowicie w domu zamknąć i nigdzie nie ruszać.
A może jednak laseczka???????, zawsze to trzecia noga. A że trochę wstyd???? no cóż, wszak pierwszej młodości kwiatem już nie jestem, a przecież laski tylko używać mogę idąc gdzieś dalej, w pracy nie muszę się nią wcale posługiwać.
Zresztą czy kalectwo to wstyd???? A niestety nie jestem całkiem pełnosprawną osobą, nawet jak widać po tej kuracji nie wiele zyskałam na zdrowiu. Moje biedne, schorowane kolana i stopy nie pozwalają mi stawiać prostych kroków i stąd to zachwianie równowagi.
I niech mi ktoś mówi co chce, nie będę chodziła ” normalnie”, wolę stawiać te stopy szeroko, tak jak żaba je stawia, bylebym tylko nie upadała, bo wtedy człowieka ogarnia taka złość, taka bezsilność……….
Najwyżej najbliżsi będą do mnie mówić teraz „moja żabko” 🙂
Ale humor na cały dzień niestety mam skwaszony, bo kolano otarte nieco piecze, ale więcej doskwiera wstyd dotyczący tej całej akcji upadku i powstawania.
Dobrze, że dźwigu nie trzeba było zamawiać ha ha. ( bo spory słodki ciężar do góry trzeba było dźwignąć )
A po wyleczeniu otartego kolanka muszę wprowadzić nową gimnastykę – powstawanie z ziemi. muszę się usprawnić w tym kierunku, bo nie zawsze będę mogła liczyć na męskie silne ramiona.
Gimnastyka, gimnastyka……… nawet Rodowicz ją zachwalała w jednym ze swoich przebojów.
No i dieta, ta obowiązkowo, tylko co robić, gdy się chce jeść???
Niedawno przeczytałam gdzieś w internecie, że jest nowy pomysł na wprowadzenie do diety odchudzającej….czekolady. Oczywiście nie byle jakiej czekolady, tylko gorzkiej i oczywiście nie w nadmiernej ilości tylko 1-2 kosteczki. Ma ona za zadanie wprowadzenie uczucia sytości i pobudzać wydzielanie endorfiny, która daje uczucie szczęścia ( z diety????).
Tylko nikt nie powiedział, jak to się na ma przykład do zwiększonego poziomu cukru.
Z tymi dietami to jest jedna wielka kołomyja, bo żadna nie jest pod każdym względem doskonała.
Ktoś powie: jedz tylko jarzyny i chude mięso gotowane, chude wędliny, dobrze, ale jak długo takie coś bez smaku można jeść na okrągło?
Toć w taki sposób odżywiania można doprowadzić się do całkowitej depresji. Co mi z tego, że będę chuda (???), jeżeli nie będę miała żadnej radości i motywacji do życia? Będę skwaszona i nieszczęśliwa????
Każda dieta powinna być urozmaicona i…wesoła, żadnego umartwiania się za życia, no chyba, że się jest jakimś derwiszem, czy ascetą.
Ja ascetka nie zamierzam być, więc muszę opracować własną dietę, pewnie najważniejsze bez pieczywa i bez tłustych mięs, ale te ostatnio i tak mi nie służą jakoś ostatnio, bo po tłustych potrawach boli mnie brzuch.
I tu raz powrócę jeszcze myślami do Mszany, gdzie jedzenie było bardzo smaczne i wcale nie tłuste, raczej nawet powiedziałabym, że dietetyczne, a co ciekawe nawet raz podany przez nich bigos również nie uczynił spustoszenia w moich jelitach, chociaż normalnie powinien mi się przypominać.
Wszystko zależy od używanych produktów no i od rodzaju ich oprawiania. Niestety wszystkie potrawy, które jadałam w restauracjach obok mojej pracy sprawiały mi jelitowe kłopoty, a wszystkie potrawy podawane w Mszanie były wprost balsamem na mój schorowany żołądek.
Jaki wniosek z tego?? – przenieść się do Mszany na stałe, ha. ha, dobre by to było, tylko many, many, many……
A wiec muszę zastosować własną dietę, przestać stołować się gdzie bądź, jeść często i mało i to co wolno prawie bezkarnie jeść.
I to będzie moim motto na najbliższe miesiące.
