Nauka chodzenia

 

No i cofnęłam się o jakieś dziesiąt lat i zaczynam od nowa uczyć się chodzić. Tak, po ostatnim upadku znów zaczęłam bać się, że znów się gdzieś wywalę.
Putek to dobry ” nauczyciel”, bo co prawda od czasu do czasu kręci się pod nogami, ale na ogół prze na przód na wyprostowanej lince, a ja mknę za nim.
Prawa – lewa, pięta, palce i znów pięta, palce i myśleć, myśleć jak się te koślawe nóżki stawia, To straszne, ale wyraźnie się uwsteczniam, dobrze chociaż, że nie w myśleniu. Ale gdy ktoś ma chore nogi, niestabilne kolana i w dodatku pewnego rodzaju zaburzenia równowagi, która od czasu do czasu mnie  dobiegają……
Dlatego muszę wzmóc w sobie szczególną uwagę, bo ile razy można upadać i ile czasu trzeba się bać najprostszej drogi??? Zaczęła mnie chyba jakaś anty upadkowa  psychoza opanowywać. Pamiętam, że kiedyś właśnie moja Ciocia Irena zaczęła bać się ulicy, tego ruchu, tych nierównych chodników i….. przestała wychodzić z domu, no chyba, że kto ją pod rękę poprowadził. Ja za bardzo nie mam na kogo liczyć, żeby mnie prowadził, każdy zajęty swoimi własnymi i licznymi zajęciami, muszę sobie radzić sama, czyli wprowadzić terapię chodzenia. Na poruszanie się tylko taksówkami raczej mnie nie stać, chociaż dosyć często tego środka lokomocji ostatnio używałam, przyznaję się bez bicia.
Putek jest u mnie jeszcze dwa dni, więc kilka spacerków mnie z psem czeka, ale potem muszę sama opanowywać trasę.
To dziwne, do niedawna wcale chodzenie nie sprawiało mi tyle problemów, co ostatnio, może kiedy zapomnę o tym nieszczęsnym upadku będzie lepiej.?
Na szczęście za oknem ponura pogoda, nie mam nic przeciwko temu, żeby przestał wreszcie ukrop z nieba spływać.
Że jestem egoistką, bo cieszę się pochmurną pogodą, podczas,gdy inni mają urlopy i chcieliby ciepło  pięknego słonka poczuć na własnej skórze?
Otóż dobrze, jestem egoistką, wolno mi, wszak już. jestem po urlopie ha ha.
Miłej niedzieli