Deszczowy dylemat

 

Jaką porę roku właściwie mamy? czy to jesień, czy wiosna? Czy mamy miesiąc maj, czy listopad?

Za oknem deszcz ponury i zimno to raczej wygląda, nie ma się czym radować.
Radowaliśmy się wczoraj, już wystarczy, żal tylko tych dzieciaczków, które przez cały biały tydzień w tych mających nieskazitelny
mieć wygląd ubrankach  do kościoła codziennie biegać będą, mam nadzieję, że od jutra pogoda się poprawi, bo inaczej biały tydzień
W zabłocony tydzień się zamieni.
W co się bawić? w co się bawić?,no cóż Jasiowi do zabawy pozostała tylko jedna kuzynka Marynia, reszta dzieci już w
własnych domach, a  i dorośli pewnie wspominają wczorajszą uroczystość.
Trzeba przyznać, że Magda jako Pani domu i Babcia Irenka  – pani domu Bis, stanęły na wysokości zadania i cała domowa oprawa
uroczystości przebiegała bardzo sprawnie, nie mówiąc, że i bardzo smakowicie. Pewnie nawet i sam Mistrz Wierzynek nie potrafiłby
takich smakowitości przygotować. Skromnie nie wspomnę o moich pysznych sałatkach, które niestety w nadmiarze innych wspaniałości
zniknęły w tłumie, musiałam się pogodzić z tym, że nie byłam w związku z tym chwalona pod niebiosa (oj, chyba brak mi wrodzonej
skromności), nie mniej czasami nieśmiały głos pochwały gdzieś tam się przebijał, na szczęście.
Ale furorę zrobił specjalny tort komunijny Jasia

 

prawda, że  piękny???
Taki wspaniały tort mogła Jasiowi sprawić tylko Babcia Irenka.

Nadmienię tylko, że wszyscy domownicy, tzn córki Magdy i jej kuzynka Matylda też uwijały się jak ukropie, tak  sprawnie nie
działały by żadne kelnerki nawet  w najlepszej knajpie. Moja pomoc może niewidoczna, ale bardzo skuteczna, ograniczała się tylko
do mieszania zupy-krem  z brokułów, ( dzieło Magdy),dzięki  tylko temu  się się nie przypaliła, oto jak bardzo potrzebny jest
dobry podział pracy.
W każdym bądź razie wszyscy goście byli bardzo zadowoleni z naprawdę wspaniałej gościny gospodarzy, tylko niektórzy z
wielkim i niekłamanym  smutkiem musieli się już późnym popołudniem  pożegnać, aby wrócić do Żawoi.

Następna taka wielka uroczystość to pewnie będzie już wesele któregoś z dzieci Magdy, dopiero Magda i Babcia Irena będą miały
pole do popisu!!!

W całym ferworze wczorajszych uroczystości zapomniałam o jeszcze ważnej rodzinnej uroczystości.
Wczoraj czterdzieści lat minęło mogli byśmy zaśpiewać naszej Basi Kochanej ( pamiętacie, był kiedyś taki skecz).
Wszystkiego najlepszego Basiu, zdrowia wiele, miłości od i dla swojej wspaniałej Rodzinki no i powodzenia w prowadzeniu
firmy.
Niestety nieobecna była z nami ciałem, albowiem uczestniczyła  wraz  ze swoją mamą w uroczystościach pogrzebowych w
odległym USA, inaczej i ona byłaby wczoraj z nami siedziała za Komunijnym stołem,a tak reprezentowały ją jej dzieci Matylda
I Leon, no i oczywiście jej mąż Paweł.
Również i  mój bratanek Łukasz był tylko ze swoją żoną Elą, ich dzieci pozostały na majówce w Zawoi i to do nich się
właśnie tak spieszyli.

No to teraz w oczekiwaniu na słonko i ewentualnie na następną wspaniałą rodzinną uroczystość życzę wszystkim miłej niedzieli