nadal w Modlnicy

 

Moje świętowanie nadal trwa.Nie ma chyba nic bardziej gorszego niż namolny gość, ale tak po
prawdzie to Magda nie chce  mnie do domu wypuścić, więc siedzę sobie do oporu, a co?

Prawdę powiedziawszy to użyłam jak pies w studni, bo wszyscy wiedzą, że weekendowa pogoda oblała egzamin, dopiero
dzisiaj robi się ciepło i słonecznie, a wspaniała pogoda ma być dopiero jutro, chyba tylko po to, żeby na następny
weekend już się zepsuć, tylko co mnie obchodzi przyszły weekend?, ten był najważniejszy.

Jutro mam do pracy dopiero na popołudniu, tylko nie wiem, co będę w niej robić, skoro RYKIGNA ( czytaj aparat) znów
się zepsuła, po prostu dysk obsługujący komputer aparatu nie wytrzymał trudów i się całkowicie zawiesił.Teraz znów pewnie
z firmy Simens trzeba będzie sprowadzić nowe oprzyrządowanie, a to trwa.
Jedyna dla mnie pociecha, to to, że aparat zepsuł się w piątek popołudniu i nikt nie powie, znowu Ciotka zepsuła bo wtedy
Akurat urzędował przy aparacie Jarek. I to wcale nie znaczy, że on zepsuł, po prostu dysk padł, co się zdarza, ale już wiem ile by
było ględzenia, ot tak, tylko by pogadać.

Te ostatnie trzy dni byłam bez mojego telefonu, albowiem już w piątek mi się zawiesił i Matylda nie pytając mnie czy znam swój
pin zresetowała mi telefon, więc włączyła się blokada telefonu, a ja numer pinu mam skrzętnie schowany w pudełku w domu,
oczywiście, że go nie pamiętam, w dodatku nie było przez  ten weekend nikogo w domu ( wszyscy pojechali do Zawoi) i nikt
nie mógł tajemnego ciągu liczb odczytać. Straszne, jak można trzy dni żyć bez komórki???
Więc gdy tylko wpadnę do domu zaraz odszukam  zapisek mojego pinu ( jest nowy, bo mam przecież nowy telefon i jeszcze go nie
pamiętam) i będę mogła sobie telefonować do woli, tylko do kogo? Mój Jaś od jabłonki ciągle się nie odzywa 😦

No to fajnej niedzieli życzę, a ja czekam, jak mnie w końcu wyekspediują do domu, gdzie nareszcie sobie odpocznę.
Może jestem i wredna,bo nie powinnam narzekać ale przyznam, że jestem nieco tym jazgotem i ciągłym zamętem zmęczona.
Ot, kaprysy starszej pani, lubi błogi spokój i ciszę