sobotnie dylematy

 

Kilka dni temu byłam u mojego pana doktora Zbigniewa i dostałam następną blokadę. Tylko, że ta blokada coraz mniej działa, niestety, widać moja ręka już się do takiego leczenia przyzwyczaiła i normalnie w nocy mnie nadal boli. Może ten ból jest nieco mniej intensywny, ale jednak jest i tak uciążliwy, skoro mnie potrafi kilka razy w nocy wybudzić? No i ca dalej z taką ręką robić?
Ano chyba powinnam pomyśleć o operacji, czyli naprawieniu tego pierścienia stożka rotatorów, bo tu najprawdopodobniej  tkwi przyczyna moich cierpień.
Nawet znalazłam w Krakowie specjalistę od takich operacji, rzecz jednak w tym, że taka operacja nie jest ( u niego) opłacana przez NFZ, a więc jest też pewnie i droga, skoro sama wizyta u niego kosztuje 200 zł.
Może jednak znajdę gdzieś też taką możliowść wykonania zabiegu w  ramach funduszu, chodzi mi tylko o to, żeby zabieg zrobiony był skutecznie i wreszcie moja mordęga z ręką się skończyła.
Ta noc była podobna do poprzednich, co już nieco wyprowadza mnie z równowagi, bo zgoda, jestem już osobą starszą, ale nie na tyle starą, abym tylko  wciąż musiała utyskiwać na swoje życie.
Na razie czekam na zapisane mi zabiegi, mam nadzieję, że Maciek będzie pamiętał i w końcu załatwi mi jakiś dogodny dla mnie termin, o czym między innymi tu w tym blogu mu przypominam. Może ten laser i masaże nieco ulżą w bólach, chociaż na troszkę, zanim pomyślę do końca, jak skutecznie sprawę raz do konca doprowadzić.

Dzisiaj sobota, niestety chłodna i ponura, nie ma się więc czym cieszyć.
Tomek z dziećmi i psem pojechali sobie do Zawoi, więc w domu cisza i spokój, jesteśmy same z Moniką i jest fajnie.
A miało być gwarnie, bo dzisiaj Mia obchodzi swoje ósme urodziny, ale rodzinna impreza została przeniesiona o tydzien później, czyli dziecinne rumory i tak mnie nie ominą, co się odwlecze to nie uciecze, jak mówi stare polskie przysłowie.

Aha, mamy w domu ” zamontowany” dodatkowy, fantastyczny dzwonek do drzwi w postaci szczekającej Pepy. Wczoraj byłam sama w domu z psem, miałam zamknięte z powodu przeciągów drzwi do przedpokoju, no i oczywiście mój telewizor głośno grał, więc nie słyszałam, że ktoś do drzwi dzwoni. Ale za to dzielna Pepa miała dom pod swoją psią, czujną kontrolą i tak ujadała pod tymi drzwiami, że zmusiła mnie w końcu do wpuszczenia gościa do domu.
No i po co w takim razie montować dzwonki? Tylko co będzie  wtedy , gdy Pepa  będzie poza domem?  Kto mnie zmusi, abym drzwi gościom, albo domownikom otwierała ?, zwłaszcza, że większość domowników własnych kluczy do mieszkania nie posada.

Miłego  odpoczynku.