chłodna niedziela

Na chłodną niedzielę najlepsze są kwiaty skąpane w słonku, od razu człowiekowi lżej. Chociaż kilka promyczków spoza chmurki się wydostało, może potem będzie lepiej?
I oby tak było, bo dzisiaj duża część mojej  rodziny wybiera się o Parku Linowego na urodziny aż dwóch solenizantów.
Na szczęście mnie nie zaprosili, bo pewnie miałabym duże kłopoty z łażeniem po tych linach. Pozostanę więc cała szczęśliwa  w domu w ciszy i w spokoju.

Wczoraj miałam  na obiedzie VIP-a i podałam polentę z gulaszem i pieczarkami, pycha.
Polenta to włoska odmiana naszej kaszy kukurydzianej, może jest troszkę drobniejsza. Niektórzy tą potrawę z kaszy kukurydzianej  nazywają
mamałygą.
Ja ułatwiłam sobie sprawę, bo kupiłam już gotową polentę, taki półprodukt, który następnie odgrzałam na patelni, gulasz z pieczarkami był już produktem
moich rąk.
Z tą mamałygą to okropna robota, bo trzeba tą kaszkę gotować około godzinę, stale mieszając, by się nie przypaliła, a ta ma szczególną ku temu
skłonność.
Od razu przypomniała mi się moja kochana ciocia Irena, która taką mamałygę bardzo lubiła i często ją gotowała.
A teraz proszę jaka wygoda,  kupisz  ją już  gotową, więc połowa roboty z głowy, chociaż gdyby ktoś bardzo się postarał i taką kaszę
przypalić przecież można.
Polentę można podawać w różnej formie, można podać jako dodatek do drugiego dnia ( tak jak ja uczyniłam jako dodatek do gulaszu), można zapiekać w piekarniku np z żółtym serem, albo nawet podać ją na słodko ze śmietanką i różnymi owocami, jako pyszny deser.
Ale mój wczorajszy zamysł kulinarny był taki jaki był, najważniejsze, że gościowi bardzo smakowało, bo o to przecież chodziło.
Co prawda nie wiem, czy akurat takie danie było anty cukrzycowe, ale na wszelki wypadek pomiaru cukru rano nie uczyniłam, po co się niepotrzebnie.
stresować?
Życzę wszystkim miłej niedzieli, a tym gościom z Parku Linowego wspaniałej zabawy.
Podobno ciepło znów nadchodzi…….