Hurra!!! HURRA!!! No to jeszcze kilka różyczek do kompletu Jej dodam, mimo, że to nie środa 🙂

Gratuluję Ulku wspaniałego urlopu i jestem pełna podziwu dla Twoich zmagań z kijkami i z trasami, które przy ich pomocy pokonywałeś.
Wczoraj od samego rana miałam bardzo nerwowy dzionek. O godzinie ósmej dziesięć zadzwonił do mnie monter z Taurona, który powiadomił mnie, że jeżeli nie wpłacę 419 zł do godziny dwunastej w południe na konto dystrybucji Taurona, przyjdzie wyłączyć mi prąd.
Strasznie się zdenerwowałam – na czym polega problem? Otóż kiedyś pobierałam energie z Taurona i na jednym rachunku miałam policzone i za przesył i za zużycie energii. Jakoś wtedy nikomu nie przeszkadzało rozdzielić to na dwa różne ( jak teraz już się zorientowałam się) konta, był jeden klient i firma sama sobie moje rachunki rozdzielała. Teraz gdy energię pobieram od konkurencji (Novum) nagle okazuje się, że posiadam w Tauronie dwa różne konta, jedno dla opłat za energię, już nieczynne, bo nie mam co tam wpłacać i drugi za przesył, za który mi policzyli to 400 z czymś złotym. Niestety przegapiłam tą różnicę tych dwóch numerów kont i wpłaciłam na stare konto, czyli tak jak zwykle. No i moje pieniądze ‚usiadły” sobie na pierwszym koncie i nikt się jakoś nie zainteresował, dlaczego mam 400 zł nadpłaty, przecież im już za prąd nie płacę, tylko płacę za to w Novum.
Firma Tauron ( sprzedaż) bez najmniejszych skrupułów przez jakieś 2-3 miesiące obracała moimi pieniędzmi, tymczasem druga część Tauronu upomina się o braki, które posiadam na ich koncie. Nie rozumiem, mam przecież przypisany jeden numer Klienta i nawet jeżeli rachunki się nie zgadzały, firma powinna sama uregulować te nieprawidłowości, skasować moje I-sze konto i przelać na to drugie konto, tak mi się przynajmniej wydaje. A tu okazuje się, że nie wie prawica, co czyni lewica, typowy polski sposób załatwianie klientów. A może to zemsta za to, że przeszłam do Novum?
No ale rano przyznam byłam wręcz przerażona, że ten monter rzeczywiście przyjdzie ( swoją drogą dziwny sposób załatwiania mają ze swoim klientem, to nie dzwonią z biura i mnie o tym informują, tylko dzwoni zwyczajny monter i oznajmia, że zaraz przyjdzie mi prąd wyłączy), więc szybko zadzwoniłam do biura obsługi klienta i co się dowiedziałam? Ano rzeczywiście na moim koncie jest nadpłata ponad 400 zł, ale niestety oni nie mogą mi przelać tych pieniędzy do dystrybutora, ewentualnie, jeżeli wyrażę taką zgodę, mogą mi przelać te pieniądze na moje konto PKO. No nie, śmiech na sali, ale łaska, 2 albo 3 miesiące bezprawnie moje pieniądze przetrzymywali, a teraz ewentualnie mi je zwrócą ( a co z odsetkami??).
Oczywiście wyraziłam zgodę na taki przelew i pani odnotowała co potrzeba i przełączyła mnie do działu dystrybucji. No i tam zaczęła się polka od początku.
Nie wzięli pod uwagę, że mylnie przelałam pieniądze na to konto co dotychczas , muszę je do godziny wpłacić i potwierdzić wpłatę mailem, tylko, że okazało się, że tym razem wchodzi w rachubę kwota ponad 740 zł. Czemu?, pytam, przecież rano było 400 zł, ale pani powiedziała że jest nowa faktura ( ale gdzie to nie wiem, bo jej nie dostałam) i muszę im wpłacić tą większą kwotę jeszcze dzisiaj do godziny 12- stej, potem będzie „egzekucja”.
Co miałam robić, pomyślałam, że lepiej z nimi się nie kłócić, bo nagle się okaże, ze powinnam wpłacić półtora tysiąca złotych, nie wiadomo za co.
No to dokonałam tej wpłaty, skopiowałam ją do maila, który im wysłałam, odebrałam od nich maila, że moje potwierdzenie do nich dotarło, więc spokojnie poszłam sobie do pracy.
I tu pomyliłby się ktoś sądząc, że na tym moje „elektryczne” kłopoty się skończyły.
Po pracy otworzyłam drzwi ( jednak bez większych kłopotów zamek ustąpił, przynajmniej tyle) i patrzę, oświetlenie w akwarium rybek działa, to znaczy, że jednak prąd jest, płynie sobie w przewodach, jak gdyby nigdy nic.
Otwieram komputer, a w nim pocztę i…czytam wiadomość, że format mojego potwierdzenia wpłaty był przesłany nie tak jak potrzeba ( ja otworzyłam ten plik i go skopiowałam) i w związku z tym nie przyjmują do wiadomości o mojej wpłacie, ( chociaż wcześniej ją potwierdzili), czyli egzekucja nadal wisi nad moją głową.
Musiałam więc zatelefonować do PKO i dokładnie dowiedzieć się, w jaki sposób formalnie mogę przesłać to potwierdzenie.
Po zastosowaniu instrukcji podanej przez miła panią z banku wysłałam to potwierdzenie raz jeszcze ( słowo daję, że było takie samo, no może zabrakło wcześniej nagłówka Bank PKO) i po dość nawet krótkim czasie dostałam powtórną odpowiedź z banku o potwierdzeniu mojej wpłaty. Mam nadzieję, że na tym moje kłopoty się skończyły, ale tak sobie pomyślałam, po co ta całe fanaberie ze strony Tauronu, przecież już jutro będą przecież mieli tą moją wpłatę na koncie, przecież mamy XXI wiek i przelewy nie chodzą miesiącami z jednego na drugie konto.
Teraz czekam tylko na potwierdzenie tych dwóch faktur, za które dzisiaj zapłaciłam ( a niech nie spróbują mi ich wysłać, to pójdę do pana dyrektora firmy Tauron z gębą wielką jak brama Floriańska) no i na zwrot tych moich nadpłaconych pieniędzy, odsetki już im podaruję, bo i tak wielkie nie są.
A swoją drogą jednak jak tak dobrze policzyć, to w sumie teraz zamiast mniej to więcej płacę za prąd, bo co prawda Novum niezbyt ma wielkie ceny za zużycie prądu, ale za to Tauron ściąga za przesył jakieś dziwnie podejrzane wielkie sumy, w dodatku raz na tydzień dostaje od nich monit na kolejną wpłatę, mimo, że dopiero co zapłaciłam.
Musze to dokładnie rozpatrzyć, bo nie wiem, czy ktoś mnie tutaj w konia nie robi, na początku było O.K. a teraz ….szkoda nawet gadać ( pisać)
A teraz z innej beczki: jednak warto swojemu prywatnemu ” barometrowi na kościach” zaufać. Nie na darmo tak mnie 2 dni temu te kości darły.
Do południe było całkiem, całkiem, co prawda słonka nie było, ale nie padało. Magda podwiozła mnie pod przystanek autobusowy i zamiast od razu wsiąść do nadjeżdżającego autobusu umyśliłam sobie zakupy dla szczura ( i nie tylko ) zrobić. Kupiłam mu karmę , marchewkę i 3 jabłuszka, a dla mnie malinki i borówki.
Niestety zmitrężyłam troszkę czasu i zaczęło coraz bardziej intensywnie padać. Oczywiście byłam bez parasolki, ale czekałam pod wiatą ( oczywiście obowiązkowo przemakającą, bo jakże mogłoby być inaczej), myślałam, że deszcz się uspokoi. Ale gdy już wysiadałam z autobusu ulewa nasiliła się bardzo wydatnie, od przystanku do domu mam nie za wielki znów kawałek, ale mam dwa przejścia ze światłami po drodze, na których trzeba chwilę poczekać na zmianę sygnalizacji ( nie da się ich przejść za jednym zamachem).
Tak więc do domu wróciłam w charakterze całkiem zmokłej kury, aż włosy musiałam wycierać ręcznikiem, bo wyglądały, jakbym dopiero co spod prysznica wyszła.
Tak jak widać, miałam wczoraj dzień pełen przygód, na szczęście przynajmniej drzwi wejściowe nie stawały mi oporem.
Ale dzisiaj już jest dzisiaj i……..
Jak na razie nie pojawił się u mnie żaden monter, ani żaden monit, całe szczęście.
Pogoda też zastanawia się, czy spełnić przepowiednie prognostyków, czy nie, więc na razie niebo jest zachmurzona, a słonko od czasu do czasu usiłuje się przebić przez kożuch obłoków i jak na razie przegrywa. Dobrze, że przynajmniej nie jest zimno, bo ci na wakacjach pewno się i tak denerwują, że to nie taka pogoda, jaką sobie zamawiali.
Miłego dnia.