środa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Halo, Uliczku, mam dla Ciebie piękną, nieco zapłakaną różyczkę, ale widzisz, że to jest tylko  rosa, czyli łzy szczęścia.
A takie łzy nie bolą, a raczej radują, więc tego właśnie dzisiaj Ci życzę.
Pewno też podobnie jak ja byłaś wczoraj na Magdy imieninach, och, zapomniałam Cię poprosić, żeby Jej złożyć ode mnie  imieninowe życzenia, dużo radości i słodkiego każdego dnia, wiesz, że Agrafkę bardzo lubię i bardzo miło, podobnie jak Jej Rodziców wspominam.

Tak jak już wczoraj  rano pisałam, zaraz po pracy podjechałyśmy  z Magdą zrobić stosowne imieninowe zakupy, między innymi Wermut i sok grejpfrutowy,  a potem do sklepu ogrodniczego, gdzie kupiłyśmy piękny krzak żółtej róży. Gdy pani dowiedziała się, że to mój prezent urodzinowy dla Magdy sama dodała jej od siebie kilka sadzonek niecierpka. Po przyjeździe Magda musiała podkosić kawałek  trawki obok grządki przeznaczonej na te małe szadzonki i.. niechcący uszczypała sekatorem  kawałek kociej łapki, czym bardzo się zdenerwowała.To był nieszczęśliwy przypadek, bo akurat gdy Magda zamykała szczypce kot wsadził tam swoją łapkę.Było trochę krwi, trochę Magdzinych łez, ale na szczęście nic się złego kotku nie stało, ju za godzinę zaczął swoje polowanie na to, co się koło niego rusza, głównie na muchy. Co prawda nie bardzo mu się to udaje, bo najpierw się zaczaja, a potem łapkami usiłuje przydusić muchę, ale ta zawsze mu ucieka. Chociaż sama widziałam, jak przydusił dwie muchy latające koło okna do szyby, złowił je i…zjadł. W terenie z tym łapaniem much różnie bywa, no chyba, że kotek nauczy się fruwać, bo już wyskakuje wyoko za muchą, ale zawsze spada na cztery łapki.

Pod wieczór przyszła siostra Jacka – Aga z malutką Różyczką, posiedzieliśmy na tarasie sącząc ten wermut ze sokiem, oczywiście Aga nie mogła wznieść  z nami  toastu, bo musiała samochodem wrócić do swojego domu.
Ale i tak było bardzo przyjemnie, mimo, że wiał bardzo nieprzyjemny chłodnawy wiatr ale jakoś na tym tarasie przetrwaliśmy aż zrobiło się ciemno i Aga sobie pojechała.
Ja jeszcze tą ostatnią noc też spędziłam w Modlnicy, ale dzisiaj po pracy wracam już do domu, wszystko kiedyś musi si przecież skończyć.
Tej nocy też spałam wspaniale, ale już przed piątą rano kot zaczepiał mnie pazurkami do zabawy. Nie jestem pewna, czy to jest dobra pora na takie kocie harce. A teraz zwinął się w mały kłębuszek i smacznie sobie śpi. Tak to z tymi kotkami bywa.
To by było tyle na dzisiaj. Życzę kolejnego wspaniałego dnia, podobno jeszcze do końca lipca „grożą” nam te kanikuły, a potem…..zobaczymy