Dla Dorotki, która dzisiaj ma operację, trzymam za nią mocno kciuki, bo to bardzo poważna operacja.
Okazuje się, że odkąd nie piszę o polityce, mój blog jest mdły, nijaki i mało poczytny.
A tam i tak o polityce nie ma po co pisać, bo jaka jest, wszyscy widzą.
W Polsce teraz nie ma prawdziwego rządu, rządzą 2-3 dziennikarze, którzy zakumulowane gdzieś brudy podsłuchów wyciągają i wszystkich szantażują, a naród szaleje z radości, że Tuskowi ktoś wreszcie świnię podłożył.
Dopiero się będą cieszyć, gdy Kaczor do władzy dojdzie. Na razie Yaro pokazuje bardzo dobrotliwe oblicze i ściąga do siebie niewiernych odszczepieńców, żeby potem ich schrupać z rubasznym uśmiechem na ustach. A później zacznie się „rzeź”
Ale ja podobno się nie znam, więc zamilczę, poczekam, aż narzekać zaczną ci, którzy teraz w tej kaczej euforii się tarzają.
Wczoraj bardzo dziwna burza u nas była, pioruny trzaskały jak cholera i to całkiem blisko mojego domu ( nawet wyłączyłam na wszelki wypadek odbiornik TV i komputer), a ani jedna kropla deszczu nawet nie spadła, ba, cały czas świeciło słonko. Zadziwiające zjawisko, zaiste.
Jak to dobrze, że mam ten wiatraczek, jednak trochę miesza mi to powietrze, tylko niestety trochę zbyt głośno chodzi. Wczoraj popołudniu zastanawiałam się, co te samoloty tak dzisiaj latają nad mim domem, a to się okazało, że to nie samoloty, tylko mój wiatraczek buczy. Czuję się więc jak w ciągłej podróży 🙂
Miłego dzionka życzę