Zamówiłam na dzisiaj i słonko i dobrą temperaturę, bo przecież dzisiaj jest dzień specjalny, dzień I-szej Komunii św naszej Emilki.
I…….niestety pada deszcz, co już nie jest dobrym symptomem, że może, jednak, gdzieś tam słońcu uda się kilka promyczków z niebiesia wysłać, aby te odświętnie ubrane dzieciaczki nieco ogrzać i dodać im dobrego humoru i pewności siebie, bo na pewno są i tak wystarczająco zestresowane.
Tak, tak, sama pamiętam ile to nerwów wtedy człowiek stracił, a przecież to taki ważny dzień dla dziecka. Już sama nie wiem, co bardziej straszne, czy ten wczorajszy dzień, gdy po raz pierwszy przystępowało się do konfesjonału, by swoje małe grzeszki księdzu wyznać na spowiedzi, bo jakież to grzechy mogłyby takie drobiny mieć, że były niegrzeczne, że nie zawsze słuchały rodziców czy dziadków, albo pani w szkole, że czasami skłamali, albo się pokłócili z kolegami, czy z koleżankami w szkole? Ale to i tak wystarczające dla nich duże przeżycie, podchodzą bowiem zawsze z obawą, aby żadnego grzechu nie zapomnieć, więc na wszelki wypadek spisane je mają na karteczce. też tak mieliście?
No i dzisiaj nadszedł ten dzień, gdy każda dziewczynka wyglądać będzie jak królewna z bajki, a młody chłopak jawi się królewiczem, wszyscy odświętni i pięknie ubrani, najważniejsi w tym dniu dla całej rodziny.
Cała uroczystość w kościele wcześniej była dokładnie przygotowana i przećwiczona, ale zapewne nie jedno serduszko mocniej uderzy, gdy już w kościele się znajdą, gdy będą po raz pierwszy czynnie brać udział w Mszy św, modląc się, śpiewając no i przystępując do swojej pierwszej komunii.
A potem będzie spotkanie z całą rodziną, rodzicami, babciami, dziadkami, Wujkami i ciotkami (czasem nawet zaplącze się taka ciocia babcia, jak na przykład ja), będą kuzyni i kuzynki, z którymi po wspólnym posiłku będzie można trochę pohasać, o ile pogoda oczywiście pozwoli, ale jednak wciąż trzeba będzie uważać, by ta biała sukienka nadal białą pozostała, bo przecież potem przed dziećmi biały tydzień (za moich czasów takiego tygodnia nie było), też wtedy trzeba iść do kościoła w tej samej szacie). No i chyba najprzyjemniejsza część imprezy : prezenty, prezenty, prezenty, ba, ale kto ich nie lubi dostawać, chyba każdy się nimi cieszy, albo udaje, że się cieszy, ale dzieciaczkom zawsze każdy prezent się podoba.
Za mich czasów przeważnie były to zegarki, potem przyszedł czas na rowery, oczywiście nie pomijając złotych łańcuszków, krzyżyków, kolczyków, czy bransoletek, jeszcze nieco później modne były prezenty w postaci laptopów, Ipadów, teraz już nawet nie chce myśleć, co jeszcze tym małym dzieciom można ofiarować, bo przecież na samochody są jeszcze zdecydowanie za młodzi, ale…kto wie? Może i dlatego bardzo często ludzie dają dzieciaczkom koperty z pieniędzmi, aby później sami rodzice mogli zadecydować i kupić to, co rzeczywiście jest dziecku potrzebne.
I to jest chyba całkiem dobra koncepcja, bo kto wie najlepiej jak spełnić marzenia dziecka, jak nie rodzice???
Tak więc dzisiaj jest tak bardzo ważny dzień również i dla mnie, bo spotkam się z dużą częścią mojej rodziny ze strony mojego brata i spędzimy wspólnie miły czas. Dlatego nie chciałabym go psuć sobie jakimiś politycznymi uwagami, a przecież wczoraj tyle się w Warszawie działo…… może w następnym moim wpisie wrócę do tego tematu, dzisiaj zaprzątam moją głowę całkiem innymi sprawami.
Muszę przyznać, że bardzo zaniepokoił mnie ten dzisiejszy deszcz, oczywiście w związku z nim znów „odezwały się” złowrogo moje kostki, ale przecież będę ratowała się jak zwykle Nimesilem, może chociaz troszkę on ten ból uśmierzy, bo przecież nie mogę się dzisiaj krzywić, stękać, kwękać, muszę byś uśmiechnięta i radosna. Na wszelki wypadek oczywiście zaczarowałam ten deszcz swoim zwyczajowym ABRA KADABRA, DESZCZU IDŹ PRECZ, może i tym razem to zaklęcie wraz z zakręconym w młynek środkowym palcem prawej reki pomogą?????
No to pomału kończę już ten mój wpis, muszę zacząć pomału szykować się do wyjazdu Wraz z kilkoma osobami z mojej rodziny pojedziemy zamówioną limuzyną do kościoła, który jest przecież za Krakowem, a potem stamtąd do zabytkowego Dworku w Tomaszowicach, gdzie odbędzie się po komunijne przyjęcie.
Przyznam, że mimo, że często jeżdżę w tę okolicę, bo przecież Modlnica jest bardzo niedaleko od Tomaszowic, jeszcze nigdy w tym Dworku nie byłam.
Dwór w Tomaszowicach – mieści się w XIX-wiecznym budynku otoczonym przez piękny park. Jest on zlokalizowany zaledwie 12 km od centrum Krakowa.
Bardzo jestem ciekawa, tym bardziej, że oglądana przeze mnie galeria zdjęć bardzo mnie zainteresowała.
Po prostu lubię takie klimaty:-)
No to życzę wszystkim miłej i nie lejącej niedzieli i spokojnie spędzonych chwil na niedzielnym odpoczynku, a ja się już odmeldowuję do swoich obowiązków.
