nie jestem sam

 

 

Nie jestem sam, gdy śpiewam Wam, szczęście jest we mnie…..

Było, ale zgasło, zabrało nam najpiękniejszy z istniejących głosów, pewny, silny, przemawiający do nas swoim brzmieniem i swoją miłością.
Taki był właśnie Zbigniew Wodecki, Mistrz- wirtuoz głosu, fortepianu, skrzypiec i trąbki.
Wspaniały człowiek, którego głos w Polsce wszyscy znali, począwszy od dzieci, którym piosenką opowiadał o przygodach wspaniałej, rezolutnej pszczółki Mai, skończywszy na nas wszystkich, dla których wszystkie wyśpiewane i wygrane Jego piosenki są często nauką dnia powszedniego.
Zacznij od Bacha, bo on właśnie swoimi dziełami daje nam piękno tego życia, ciesz się z każdej chwili na tym świecie, ceń muzykę, bo ona jest i będzie mottem naszego życia – to wszystko jest, a raczej niestety już było, mottem  życia Mistrza Zbigniewa Wodeckiego.
Wspaniały Krakowianin, który kochał swoje miasto, bo tu czuł się najlepiej. Czasami, gdy pracowałam jeszcze w Szpitalu Kolejowym, spotykałam Go w naszym Szpitalu,  do którego wpadał, odwiedzając po przyjacielsku Oddział Chirurgiczny. Przenikał przez t korytarze, umykał nimi. a Jego charakterystyczna, bardzo bujna fryzura powiewała w powietrzu.
Co można powiedzieć więcej?
Żal, olbrzymi żal, odszedł następny Wielki Człowiek, Prawdziwy Mistrz tego, co ukochał już w swoim dzieciństwie – Muzykę. Ona brzmiała każdego dnia bardzo pracowitego Jego życia, a to wszystko co robił, śpiewał, grał, było Jego wielką pasją.
Był moim rówieśnikiem, urodził się dokładnie w tym samym roku co ja w 1950. Nie był więc stary, jeszcze miał przed sobą wiele zadań, jeszcze tyle mógł osiągnąć, tyle wygrać, wyśpiewać, serce niestety odmówiło mu posłuszeństwa, był zmuszony go „zreperować” i ta operacja przyniosła mu niestety tragiczne skutki, udar mózgu i śmierć.
Pozostawił nas samych, już tylko w archiwalnych clipach będziemy mogli posłuchać Jego głosu, już tylko na archiwalnych filmach będziemy Go mogli oglądać… Żal, olbrzymi żal….
Nie rozpieszcza nas ten rok, odchodzą od nas sami Wielcy, wspaniali Artyści, jeszcze nie pozbieraliśmy się po śmierci Wielkiej aktorki Danuty Szaflarskiej przezywaliśmy śmierć mistrza Młynarskiego i naszego ulubionego aktora Witolda Pyrkosza, teraz przyszła kolej na następne smutne rozstanie.
Bardzo to smutne, z każdą taką śmiercią odchodzi od nas piękna cząstka naszego życia, naszych radości, wspomnień…..
Nie spodziewałam się tej śmierci, bo którą zresztą śmierć można przewidzieć, gdy przychodzi nie o czasie,  stanowczo za wcześnie…….
Wydawało mi się, że Wodecki będzie zawsze, że jest nieśmiertelny….niestety, gra i śpiewa teraz w tym lepszym świecie, przed tronem Boga daje swoje wirtuozowskie koncerty……
Nam tylko pozostaje tylko…ŻAL…..

Wstał  nowy, piękny, słoneczny dzień. Dla nas słoneczny, dla nas radosny, chociaz tak wiele osób w ten poranek się smuci.
No to może zacznij  ten dzień  od Bacha, jak radził Mistrz :

Gdy musisz wstać,
choć tulisz tak pod głową obłoczek snu
i słów tyle znasz uczonych cicho przez noc,
a tu dzień wstaje już kolorowo – witaj!

Gdy musisz wstać,
bo słońce już zawiesza na szczytach wież
poranny swój szal i rusza, cień długi marsz,
wokół drzew krząta się ptaków rzesza – witaj!

Zacznij od Bacha, nim słońce po dachach
zeskoczy, jak kot po nocy ćmej…
I zacznij od Bacha, gdy w progu się waha
ktoś, kto winien wejść, a może nie…