Kosz róż

 

Jedna róża dla Uli to stanowczo za mało,, dzisiaj przygotowałam dla Ciebie Uleczku cały kosz. Mam nadzieję, że już z wojaży powróciłaś i kosz stąd zabierzesz, cały jest dla Ciebie przecież.
Cieszę się Ulu, że znów jesteś wraz ze znajomymi „w rejsie”, że znów świeci słonko, że znów jest wiosna.
Serdecznie Cię pozdrawiam i całuski z Krakowa przesyłam.

Dzisiaj to wstrętne katarzysko obudziło mnie przed czwartą rano. Miałam tak zapchany nos, że koniecznie musiałam przyjąć pozycję pionowa, inaczej pewnie bym się udusiła.
Wstałam więc, wypiłam poranną kawkę, coś tam na Face zamieściłam i…poszłam dalej spać. Głowę z tego kataru mam tak pełną, tak mi się w niej kreci.
Chyba już nigdy tego kataru się nie wyleczę, będzie już zawsze.
Czy na katar można umrzeć???????
Dlatego dzisiaj mój wpis jest nijaki, zakatarzony, nieciekawy, bo tak właśnie wygląda  dzisiaj mój świat, do niczego.
No to idę się dalej kurować, bo na jutro mam zapisanych sporo pacjentów i muszę mieć trzeźwą głowę.
Co prawda na pewno do jutra kataru jeszcze się nie pozbędę, ale może będzie chociaz troszeczkę lepiej.
Przykro m tylko, że akurat ten byle jaki wpis przypadł na środowy dzień, gdy powinnam się cieszyć spotkaniem z Ulą, ale…dzisiaj nic mnie nie cieszy, wszystko denerwuje.
A swoją drogą, jak można w środku pięknego miesiąca, maja złapać tak ohydną infekcję???
Pozdrawiam wszystkich i …do lepszych czasów.