chorutka, biedniutka

 

 

Dalej chora.
Wczorajsze popołudnie, wieczór i noc przeleżałam pod kołdrą i kocem, ubrana w 2 swetry i tak szczękałam z zimna zębami.
Może nawet miałam gorączkę, nie wiem, bo nie miałam siły nawet jej mierzyć.
Dzisiejszy dzień też poświęcam na kurowanie się w łóżeczku, nawet na zakupy sobie nie poszłam, trudno, będę żyła na resztkach, które mam w domu.
No nie, aż tak źle wcale nie jest, zawsze coś do jedzenia się znajdzie, przynajmniej schudnę troszkę. I tak już prawie 2 kg straciłam oszczędniejszym jedzonkiem.
Dzisiaj jednak musiałam pościelić na chwilkę łóżko, bo przyszedł pan Józio i oczyścił mi komputer, może dlatego czasami zasilanie siadało, zobaczymy.
Na razie komputer działa i całe szczęście.
A swoją drogą, kto choruje w taką pogodę?
Nawet papierosy mi nie smakują, ale od czasu do czasu sobie (z przyzwyczajenia) podpalam. Może to jest okazja, żeby to świństwo definitywnie jednak rzucić?
Tylko co ja będę wtedy robiła, jeść nie wolno, pić nie wolno, palić nie wolno – Armagedon !!
No nic, idę nadal się kurować Cześć  Do jutra