i znów od początku la la la

Wstał nowy dzień, wstał nowy tydzień, trzeba jakoś się pozbierać.
Choróbsku mówię zdecydowanie NIE
Zaścielę to moje łoże boleści, w którym prawie że dogorywałam w ostatnich dniach i zaczynam wszystko od początku.
Co prawda jeszcze tak całkowicie nie wydobrzałam, jeszcze katar męczy mnie w moim nosie, jeszcze kaszel otula moje oskrzela, ale ile można chorować?
Fakt, że leczyłam się drogą naturalną, czyli nic nie zażywając, nawet ani jednej aspirynki, Rutinoscorbinu, czy nawet apapu, bo doszłam do wniosku, że jak samo weszło, to i (kiedyś) samo wyjdzie.
A ja mam czas, ja poczekam, przecież nie idę nigdzie na konkurs piękności, żebym czerwonym nosem miała kogo straszyć.
Pacjentów też mam nadzieję straszyć nie będę, ani nikogo zarażać, chociaz może i przydałoby się troszkę kataru komuś sprzedać? Szybciej może by mnie wtedy opuścił.
Znalazłam świetną metodę na smarkatki, ręcznik papierowy jest akurat do takich spraw nieodzowny. Już nawet nie powiem ile rolek takiego papieru zużyłam, sporo mam tylko przez to śmieci, ale to nic, tych zawsze można się przecież pozbyć.
Co prawda nieco jeszcze mi się w głowie mąci, bo fakt, że przez ostatnie 3 dni przyjmowałam głównie pozycję horyzontalną, ukrywając się pod kołderką i pod kocykiem, ale teraz z tej kryjówki już pora wyjść i zobaczyć, jak ludzie po ulicy sobie radośnie chodzą, a ja będę kroczyła razem z nimi, może uda mi się jednak pionowa pozycję otrzymać, tylko, żeby nikt z kolei nie podejrzewał mnie, że jestem w stanie pokazującym na użycie alkoholu, gdy mi się jednak w główce zakręci.
Dzisiaj muszę wyjść nawet troszkę wcześniej z domku, bo już po godzinie 13 stej powinnam być w przychodni, a jednak dzisiaj na dojście do pracy pozostawiam sobie ciut więcej czasu, niż zazwyczaj, żebym powolnym i statecznym, żółwim  krokiem, bez żadnego pośpiechu tam doszła.

A co robiłam ciekawego przez te dni? Właściwie to przyznam, że nawet nie oglądałam telewizji, może tam jakiś jeden odcinek, ale ponieważ najlepiej czułam się w pozycji poziomej, wolałam sobie oglądać jakiś filmik w łóżeczku, na moim komputerze.
Tym bardziej, że w sobotę był u mnie pan Józiu i naprawił mi komputer, już teraz  się nie wyłącza.
Wystarczyło tylko go trochę w środku odkurzyć (zawsze przecież łapie mnóstwo kurzu) i zmienić pasek, który ułatwia wentylację wewnątrz komputera. Widocznie się przegrzewał i dlatego nagle się wyłączał. Teraz mam już z tym spokój, mam nadzieję, że na dłuższy czas. Mogłam nawet oglądać film na całym ekranie, a nie na małym okienku, jak ostatnio.
Jak więc widać, pomału wracam do świata żywych. Bardzo się tylko cieszę, że tyle osób wspierało mnie w tych dniach mojej choroby, bo zawsze z Przyjaciółmi choruje się o wiele łatwiej.

I co jeszcze ciekawego ? Właściwie nie powinnam sobie psuć tak pięknego poniedziałku politycznymi wywodami. I nie będę, niech się dzieje co chce, tylko mówię, że mi się to co się dzieje akurat nie podoba.
Pewnie nie tylko mnie, ale…. na razie musimy żyć w takiej post PRL-owskiej rzeczywistości, z nadzieją, że ona minie jak zły sen.
Niestety dużo jest tych omotanych kłamstwami, a rząd nawet nie mrugnie okiem przy każdej swojej następnej rewelacji, którą do tego bukietu nieprawdy można włączyć. Gdy czytam niektóre fora, za głowę się łapię, gdy przeglądam niektóre komentarze, czysto brzmią one jak tam spod Pałacu Prezydenckiego i czytam zwyciężymy, a przecież nie ma żadnej wojny, w której naród udział bierze, więc kto i z kim chce zwyciężać? .
Tak niestety jeden mściwy człowiek poprzewracał  wielu normalnym ludziom w głowach, teraz cierpimy wszyscy.
 Mam tylko pytanie :jak to długo ta szopka  trwać będzie????
Ile jeszcze dowodów trzeba przytaczać na to, że nie było zamachu, że nie było wybuchów, że ta okropna katastrofa samolotowa  spowodowana był pychą i chciwością na władzę człowieka, który teraz swoje kompleksy, że brata na śmierć wysłał, leczy dręczeniem nas wszystkich.

Dość, już nie pisze dalej, wszystko to wiecie sami najlepiej.
Życzę miłego poniedziałku, bo taki, jaki on będzie, będzie cały następny tydzień