delikatna jak aksamit

Z najlepszymi pozdrowieniami z Krakowa Ulu dzisiaj posyłam Ci samą delikatność, jedwabno – muślinową różę, jako wyraz ciągłej, a nie tylko środowej sympatii dla Ciebie.
Wiem, że już niedługo. za kilka dni, planujesz swój urlop nad morzem, mam nadzieję, ba, życzę Ci, aby ten czas  był dla Ciebie i Twoich Przyjaciół wyjątkowy, miły, ciepły i pełen serdeczności i dobrej zabawy.
Będę tu na Ciebie Uleczko czekała, w każda środę, obojętnie, czy będziesz tu zaglądała, czy nie, zawsze dla Ciebie pozostawię różę, zawsze będę o Tobie pamiętała i myślała, bo na tym nasza Przyjaźń właśnie polega, z daleka, a jednak blisko……
Baw się dobrze, śmiej, spaceruj i ciesz się, ze życie jest takie piękne.

Bo życie jest piękne, nawet gdy…..wirus jakiś człowieka omota i nie chce sobie odejść precz.
Ale dzisiaj powiedziałam mu już : DOSYĆ !! Nie będziesz mnie nadal dręczył i…zdecydowałam się, że idę jednak do lekarza. Sama dalej sobie nie poradzę, wirusisko jest silniejsze i atakuje dokładnie wszystko : i nos i głowę, oskrzela, brzuch i wszystkie kostki, nawet palce u rąk.
Pewnie dostanę jakiś antybiotyk, który pochłonie tego szalejącego  w moim organizmie dziada i wszystko wróci do normy.
Bo w chorobie świat tak pięknie jednak nie wygląda, a przecież nie można cały czas tylko narzekać i narzekać…
A właśnie, nawet miałabym jeszcze jeden ku temu powód. Właśnie rozpoczęto remont w moim Parku i na początek otoczyli go ohydną, falistą blachą. Wygląda to bardzo nieładnie i przykro się robi, gdy ta blacha jest widokiem z mojego okna.

Sami przyznacie, że nie wygląda to sympatycznie, ale taką decyzję na remont parku podjęto  i nie mam nic do gadania w tej materii.
Będę się przez ponad rok (bo na tyle zaplanowano ten remont) czuła się, jakbym zamieszkała na placu budowy, za to potem……
Ma być cudownie, ogrody kwiatów, ślicznie wyposażone w ławki i kolorowe kosze alejki, miejsca zabaw dla dzieci i dla dorosłych, czyli coś, na co ten Park w zupełności zasługuje. Mam nadzieję, ze doczekam się tej chwili, gdy tu, w swoim blogu będę już mogła te wszystkie wspaniałe zmiany udokumentować.
Ale jak już pisałam, to trochę niestety potrwa, na razie więc w tej „budowlanej formie” będę musiała jakoś przetrwać przez tę wiosnę, jesień, zimę, następną wiosnę i kawałek, a może nawet i całe następne lato ten niezbyt sympatyczny czas. Jakoś to będzie….. z czasem nawet pewnie przywyknę do takiego, a nie innego widoku.
Bo co to jest czas jednego roku? Niewiele, przecież już niedługo powiem, mieszkam tu, na swoim nowym mieszkaniu  już rok, szybko to minęło.
Więc i ten następny rok wyczekiwania na piękne widoki za oknem też przeminą jak zły sen.

A deszcz sobie chlupie i chlupie. Takie chlup, chlup w mojej głowie szumi, denerwuje, z niepokojem patrzę za okno, na ten deszczowy świat, w który za niedługo będę musiała iść. Nie czuję się na tyle dobrze, żebym szła rześkim krokiem, przyznam, że ta choroba dosyć mnie osłabiła i mam wrażenie, że za chwilkę się wywrócę. Ale nie, nie poddam się przecież tak łatwo!. Jakoś trzeba się w sobie zebrać, to, że teraz jest nie najlepiej, wcale nie oznacza, że jutro, już po zażyciu antybiotyku, będzie weselsze i bardziej dla mnie łagodne do przetrwania.
Życzę wszystkim pogody ducha w ten deszczowy dzień, zawsze przecież jest jakieś jutro, prawda? Oby było lepsze!