Pięknie zaczął nam się ten poniedziałek, ten cały tydzień.
Chciałabym, żeby takim pozostał aż do następnej niedzieli, pełen słonka, ciepła i radości.
Wczorajsza niedziela tez była piękna, wiec wyszłam na chwilkę na spacerek po parku. Ale jakoś nudno mi tam było… Posiedziałam chwilkę na ławce, przeglądnęłam jakąś gazetę, którą ze sobą przyniosłam i…stwierdziłam, że jednak nie mam jeszcze na tyle siły, żeby dłużej tu siedzieć.
Zresztą, wbrew moim przewidywaniom, nie było wcale dużo ludzi w parku, ot tacy pojedynczy przechodnie, pan z dwoma brązowymi buldożkami, jakaś pani ze starszą panią, pewnie jej matką, pod rękę. Nawet dzieciaków nie było wcale widać.
Przypuszczam, że ta piękna aura wszystkich poza Kraków wywiozła.
Wróciłam więc do domu, otwarłam sobie szeroko drzwi na mój całkiem zielony balkon i siedząc na kanapie, dokonałam reszty czytania mojej prasy.
Właśnie w kuchni jest popołudniu najfajniej, w pokoju już niestety szybko robi się ciemno.
No może nie jest szczęśliwa obecna bliskość śmietnika na podwórku, bo stamtąd przylatują te wredne bzyczące muchy, ale nie można mieć wszystkiego, wszak mieszkam na wysokim parterze i mam takie warunki, jakie mam.
Zresztą, jak już pisałam, za oknem mam sporo zielonych drzew, pnącza jak zielone liany teraz płożą mi się nie tylko po ścianie balkonu, ale także i po posadzce balkonu, tak więc czuję się, jakbym mieszkała gdzieś w jakiejś dzikiej puszczy. Zastanawiałam się, czy nie trzeba cos z tymi lianami zrobić, ale nie, niech sobie rosną, najwyżej, gdy już nachalnie będą wchodzić mi do kuchni, lekko je przytnę.
Przez kilka dni jakoś nie zaglądałam do moich bocianków, tak się jakoś składało, dzisiaj z podziwem patrzyłam, jak te pisklaki już wyrosły. Są spore, żywotne i okropnie rozrabiają. Oczywiście ciągle są nienasycone i tata bocian ciągle musi przylatywać z nowa porcją jedzonka. Nawet ten najmniejszy, najpóźniej wykluty bocian, co prawda jeszcze odstaje od swojego rodzeństwa, ale też dzielnie staje w szranki życia, resztą jest on szczególnie przez mamę bocianią hołubiony, no prozę co znaczy serce matki, wie, że on najwięcej potrzebuje jeszcze jej pomocy.
W gnieździe co chwilę trwają jakieś przeróbki, rodzice znoszą patyki, którymi poprawiają i uszczelniają koronę gniazda i nową ściółkę w gnieździe układają.
Ostatnie newsy polityczne? Pis znów zalicza wsparcie w sondażu. Nie wiem, czy taki sondaż może być wiarygodny, skoro jest zlecany i opłacany przez rządzących. Bo nie wierzę, żeby aż tak dużo idiotów po Polsce chodziło, którzy widząc wszystkie wpadki rządzących, ich arogancję i butę, ich indolencję nadal ich wspierali. Najlepszym sondażem będą wybory, tylko….. wciąż nie widzę, żeby PO miała na tyle siły, żeby mogła bezboleśnie przejąć stery rządów, zbyt mało ludzi im wierzy i słusznie, zbyt dużo za uszami mają. A jak nie PO, to kto?? No właśnie, kto ?, nie ma takich jak na razie na politycznym horyzontem. Przykre tylko, że KOD, który miał siłę przebicia, bo tak spontanicznie zrodził się wybuchu niezadowolenia, nagle sam siebie obezwładnił nieodpowiednim przywódcą. Co prawda po ostatnich wyborach zmieniły się już siły przywódcze w tym stronnictwie, ale wątpię, że to, co raz zostało niszczone, da się łatwo odrestaurować. W każdym razie nowy szef KODU, Krzysztof Łoziński będzie miał przed sobą bardzo trudne zadanie i nie wiem, czy uda mu się wyprowadzić ten ruch na prostą na tyle, żeby w niedalekiej przyszłości mógł on cokolwiek w polityce zmienić.
Widzę ciemność, ciemność widzę – powtarzam słowami Maxa z kinowego szlagieru Seksmisja.
Tym bardziej, że niestety odchodzą prawdziwe autorytety tego świata, ostatnio odszedł prof Zbigniew Brzeziński, wybitny politolog, doradca prezydenta Cartera, nasz wielki Polak, który rozumiał i znał politykę i który zawsze starał się przekazać nam swoją wiedzę i chęć do pozytywnego myślenia. Niestety, ostatnio czas dla nas nie jest łaskawy. Oczywiście rządzący są na tyle bezczelni, że potrafią podnieść swoją rękę, rzucając kalumnie, chociażby słownie na dobre imię profesora, przy okazji krytykując wszystkich innych, którzy ośmielają się być przeciwnym ich smoleńskiemu wyznaniu.
Wyznają zasadę, kto nie z nami, to przeciw nam, a takich należy zniszczyć i niestety to robią, bezwstydnie, bez skrupułów, metodami podobnymi do tych komunistycznych, które podobno zwalczają , tylko dlaczego sami tacy właśnie są???
Ale kiedyś nastąpi koniec, każde szaleństwo ma przecież swój koniec. I oby było to jak najszybciej, zanim cały świat całkowicie od nas już nieodwracalnie odejdzie i nie będzie uznawał nas za swoich partnerów.
Nie chce tak pesymistycznie kończyć mojego wpisu na początek nowego tygodnia, więc może okraszę go jeszcze jakimś wesołym kawałem?
Zawsze najlepsze są te o niesfornym Jasiu:
Pani do Jasia:
– Jasiu znasz Mickiewicza, Sienkiewicza i Makuszyńskiego?
– A czy pani zna Łysego, Grubego lub Zenka?
– Nie…
– To co mnie pani straszy swoją bandą?!
No to życzę wszystkim pomyślności na dzisiaj i na cały tydzień. Oby do …lata 🙂
