chorutka, biedniutka

 

 

Dalej chora.
Wczorajsze popołudnie, wieczór i noc przeleżałam pod kołdrą i kocem, ubrana w 2 swetry i tak szczękałam z zimna zębami.
Może nawet miałam gorączkę, nie wiem, bo nie miałam siły nawet jej mierzyć.
Dzisiejszy dzień też poświęcam na kurowanie się w łóżeczku, nawet na zakupy sobie nie poszłam, trudno, będę żyła na resztkach, które mam w domu.
No nie, aż tak źle wcale nie jest, zawsze coś do jedzenia się znajdzie, przynajmniej schudnę troszkę. I tak już prawie 2 kg straciłam oszczędniejszym jedzonkiem.
Dzisiaj jednak musiałam pościelić na chwilkę łóżko, bo przyszedł pan Józio i oczyścił mi komputer, może dlatego czasami zasilanie siadało, zobaczymy.
Na razie komputer działa i całe szczęście.
A swoją drogą, kto choruje w taką pogodę?
Nawet papierosy mi nie smakują, ale od czasu do czasu sobie (z przyzwyczajenia) podpalam. Może to jest okazja, żeby to świństwo definitywnie jednak rzucić?
Tylko co ja będę wtedy robiła, jeść nie wolno, pić nie wolno, palić nie wolno – Armagedon !!
No nic, idę nadal się kurować Cześć  Do jutra

moje na piąteczek

 

Kogo nie cieszy tak piękny i słoneczny dzionek, jak ten nasz dzisiejszy, zwłaszcza, gdy jest to piątek?
Od samego rana, a obudziłam się już po godzinie piątej, podziwiam słoneczko i pięknie oblany jego promieniami mój park.
Aż dusza się raduje. Szkoda tylko, że „coś” wlazło mi w prawa stopę i nie bardzo mogę ją obciążać, ale już ją nasmarowałam i może popuści?
To następny urok samodzielnego mieszkania, można się smarować rożnymi maściami,, o różnych zapachach i nikomu to nie przeszkadza.
Niech żyje wolność, wolność i swoboda…….
Znów popadam w okres apatii politycznej, po prostu już nawet nie mam co pisać, bo nic się nie zmienia i to jest całkiem zła wiadomość.
Co prawda wczoraj w Krakowie znów była manifestacja i kontrmanifestacja z powodu państwowego obchodu pogrzebu  prezydenta wszech czasów, pod Wawelem zebrali się wielbiciele i anty wielbiciele Jarosława i znów dochodziło do pyskówki. Ale to też robi się to nudne.
Jarosław ze świtą państwową (za nasze pieniądze zresztą) już obchodzi  w Warszawie miesięcznice katastrofy smoleńskiej, a w Krakowie miesięcznicę pogrzebu braciszka, zatrudniając w to masę policji, która z urzędu musi uspakajać nerwowy ciemny i nie ciemny lud.
Dobrze, że Jarosław jeszcze nie wpadł na pomysł obchodu miesięcznicy powtórnej ekshumacji zwłok prezydenckich i potem, kilka dni później, ponownego jego pochówku.
Ale w tej pisiej paranoi wszystko jest możliwe, wszystko przed nami.
Może jednak nikt z „pisiej rodziny” nie czyta mojego blogu i nie podrzuciłam im tym samym nowego pomysłu na nowa hucpę?
Na ogół każdy normalny człowiek w rocznicę, a nie w miesięcznicę) śmierci  idzie na grób  zmarłego najdroższego, a nie harcuje wtedy jak jakiś Lajkonik po warszawskim placu, toteż ten „Lajkonik”upatrzył sobie na harce Kraków kilka dni później, tylko raz jeszcze podkreślam, szkoda, że za nasze pieniądze.
Niestety ma ciągle ten warszawsko – krakowski Lajkonik swoich wyznawców, mimo, że coraz bardziej widać w jak jest okropnie zakłamany i w jak okropnie zakłamanym środowisku przebywa. Może kiedyś wreszcie jego wyznawcy zdejmą te różowe pisie okulary  i popatrzą normalnie na świat?
Wszystko zresztą na to wskazuje, bo coraz więcej pisich błazeństw i pisich ohydnych przekrętów na wierzch wypływa, poczekajmy cierpliwie.

I co to ja pisałam o pogodzie?
Może lepiej nie pisać, żeby nie zapeszać? niech świeci radośnie sobie to słonko, a moja prawa stopa niech się myli twierdząc, że jednak będzie padało, a może będzie i burza?

Na poprawę humoru może jakiś fajny kawał przytoczę?

– pani zawsze płaci u nas w sklepie takimi nowymi banknotami – dziwi się kasjerka w sklepie
– a bo mam w domu taką maszynkę do robienia pieniążków !
– a to jest legalne?
-jak najbardziej, tylko ma jedną wadę,  ona okropnie chrapie.

no to jeszcze jeden uśmiech:

Mąż spogląda na żonę i pyta;
– skąd masz nowy kapelusz?
– kupiłam – odpowiada zona
– a skąd wzięłaś pieniądze? – docieka mąż
– znalazłam odpowiada żona
– ciekawe gdzie ?
– jak to gdzie? w twoim portfelu 🙂

No to teraz już całkiem uśmiechnięci możemy chwilkę jeszcze popracować, by z radością rozpocząć kolejny weekend.
Niech i on cały będzie taki piękny i ciepły  jak ten dzisiejszy poranek/

Kosz róż

 

Jedna róża dla Uli to stanowczo za mało,, dzisiaj przygotowałam dla Ciebie Uleczku cały kosz. Mam nadzieję, że już z wojaży powróciłaś i kosz stąd zabierzesz, cały jest dla Ciebie przecież.
Cieszę się Ulu, że znów jesteś wraz ze znajomymi „w rejsie”, że znów świeci słonko, że znów jest wiosna.
Serdecznie Cię pozdrawiam i całuski z Krakowa przesyłam.

Dzisiaj to wstrętne katarzysko obudziło mnie przed czwartą rano. Miałam tak zapchany nos, że koniecznie musiałam przyjąć pozycję pionowa, inaczej pewnie bym się udusiła.
Wstałam więc, wypiłam poranną kawkę, coś tam na Face zamieściłam i…poszłam dalej spać. Głowę z tego kataru mam tak pełną, tak mi się w niej kreci.
Chyba już nigdy tego kataru się nie wyleczę, będzie już zawsze.
Czy na katar można umrzeć???????
Dlatego dzisiaj mój wpis jest nijaki, zakatarzony, nieciekawy, bo tak właśnie wygląda  dzisiaj mój świat, do niczego.
No to idę się dalej kurować, bo na jutro mam zapisanych sporo pacjentów i muszę mieć trzeźwą głowę.
Co prawda na pewno do jutra kataru jeszcze się nie pozbędę, ale może będzie chociaz troszeczkę lepiej.
Przykro m tylko, że akurat ten byle jaki wpis przypadł na środowy dzień, gdy powinnam się cieszyć spotkaniem z Ulą, ale…dzisiaj nic mnie nie cieszy, wszystko denerwuje.
A swoją drogą, jak można w środku pięknego miesiąca, maja złapać tak ohydną infekcję???
Pozdrawiam wszystkich i …do lepszych czasów.

Złapał katar Katarzynę…. A psik

…Katarzyna pod pierzynę…….. A psik !

 

 

Co prawda nie jestem Katarzyna, więc pod pierzynę nie wskoczę, ale……od kilku dni  czułam w gardle nieprzyjemne drapanie, taka jest właśnie  to charakterystyczna  przepowiednia dla przeziębienia.
No i tak się stało, chociaz przecież naprawdę bardzo o siebie dbałam, pilnowałam, żeby nie siedzieć na przeciągu, zresztą chodziłam po domu w nieco grubszej bluzce i swetrze, ale jednak… A może po prostu się przegrzewałam i dlatego teraz mam tego rezultaty?
No bo raczej od nikogo się nie zaraziłam, nikt w moim otoczeniu ostatnio nie chorował.
A teraz zastanawiam się, czy jednak nie za szybko dzisiaj wyłączyłam ogrzewanie? Jeszcze poprzedniej nocy co prawda miałam go włączone, ale rano już obie stopki dałam w dół, koniec, przecież w końcu mamy już połowę maja, ba, nawet już jest po połowie maja, najwyższa pora na wyłączenie ogrzewania.
Temperatura jest rzeczywiście nieco wyższa, nawet w nocy była powyżej 10 stopni, jeżeli jednak będę marzła, zawsze mam szanse przynajmniej na noc włączyć piec na najniższe wartości.
A to wszystko jest spowodowane brakiem doświadczenia w samodzielnym ogrzewaniu mieszkania, do tej pory byłam zdana na decyzje MPEC, to oni decydowali czy kaloryfery mają jeszcze grzać, czy już nie. Nie ukrywam, że jednak spora rolę odgrywają tutaj płatności, bo niestety elektryczne ogrzewanie do tanich raczej nie należy, ale z drugiej strony, trudno jest trząść się z zimna i trzaskać zębami  we własnym domu
Najbliższe dni przyniosą mi odpowiedź na pytanie, czy sezon grzewczy w tej chwili uznałam już za zakończony.
I tak będzie pewnie gdzieś do połowy września, no może do pierwszych dni października, gdy o godzinie 22 znów charakterystyczny stuk da mi znać, że piec jest już włączony.
A póki co, teraz muszę nastawić się na nieco trudniejsze dni z zapchanym nosem, co do przyjemności raczej nie należy, ale wiadomo, nieleczony katar trwa tydzień, a leczony – siedem dni :-).
Najgorsze oczywiście są noce, gdy nos całkowicie się zapycha i trzeba go jakimiś kropelkami potraktować (o ile oczywiście ma się takie pod ręką).
No i całkiem na złość pogoda dzisiaj znów się skiepściła, temperatura do wysokich raczej nie należy, tak około 10 stopni teraz w Krakowie jest na termometrze, no i ponuro, czasami może i padać….. Ale nie, nie złamię się, pieca nie włączę, bo noc jakoś przetrwałam w całkiem niezłej kondycji, nie licząc oczywiście tego zapchanego nosa, a dzisiaj po domu będę chodziła jednak w getrach, a nie w sukience, chociaż już powinnam nieco myśleć o lżejszej garderobie.
Za to już znowu słonko jutro nam zaświeci…podobno. Ale jak na razie do kitu z taką pogodą.
Co gorsze, to przeczytałam gdzieś tam na necie, że całe to lato będzie raczej kiepściuchne, deszcze, burze, nawet i tornada nam grożą, i jak tu żyć panie prezydencie????
A propos: PAD na samodzielność bardzo chce się wybić, biedny prezes już całkowicie zgłupiał i nie wie, czy mu pozwolić na to, czy nie, bo może to być dla prezesa politycznie niebezpieczne, gdy pacynki spod ręki mu się wymykają, najpierw  PAD, potem mogą się i inni przeciwstawić, gdy zobaczą, że jednak można się postawić na niezależność. Dla nas to i lepiej, bo coś tam w Pisie pęka, na razie okropnie trzeszczy, ale gdy ta skorupka już będzie całkiem w kawałkach, kaczy pomiot może liczyć tylko i wyłącznie na samozagładę.
Z radośniejszych wiadomości : w Przygodzicach już wesolutko, pisklęta klują się jeden po drugim, charakterne są chyba, po rodzicach, żarłocznie wsuwają te węże, robaki i żaby, świetnie z nimi sobie dając radę.
Znalazłam jeszcze jedno bardzo ciekawe gniazdo do obserwacji, tam kamera jest tak bliziutko umieszczona, że wydawałoby się, że sami w tym gnieździe z bocianami siedzimy. Tylko trochę tam ciasno…..
https://www.youtube.com/watch?v=gscrByqJw_Y&feature=youtu.be

W tym  drugim gnieździe mieszkają sobie   Lotka i Piórek (skądinąd ładne imiona im nadali) i do wczoraj doczekali się trójki fajnych, wesołych bocianków, ale jeszcze jedno jajeczko czeka na wyklucie, może to już dzisiaj będzie finał okresu lęgowego i rozpoczną normalne rodzinne życie?
Polecam obserwację obu gniazd, fajna sprawa, mówię Wam.

Życzę przyjemnego wtorku, od jutra już na pewno będzie prawdziwa wiosna.

Pstryk i….pozostaje ciemny ekran

 

 

Jak często tak się dzieje? Różnie, czasami mój komputer działa nawet kilka godzin, czasami już nawet po 15 minutach się wyłącza.
A ile razy dziennie można go odpalać? Najgorzej jest wtedy , gdy chcę go przeskanować, a on akurat postanowił mi zrobić swoje pstryk. Pech, bo akurat już dość długo się skanował, a teraz muszę zaczynać od początku…..
Napisałam błagalną prośbę do mojego Pana Józia, niestety została ona bez odpowiedzi. Wczoraj przez moment widziałam na Face Booku zieloną kropkę przy jego nazwisku, znak, że był na czacie, więc znów napisałam i……..nic, cisza, tylko kropka szybko znikła……..
Dziwne jest to zachowanie pana Józia, nigdy mnie tak nie traktował, czyżby o coś na mnie się pogniewał?
Ale i tak powinien napisać mi: pani Ewo, nie mogę do Pani przychodzić, nie mam na to po prostu czasu, proszę sobie znaleźć kogoś innego do naprawy komputera, wtedy przynajmniej wiedziałabym, na czym stoję. Po prostu lubię jasne sytuacje, a nie domysły. No i inna sprawa, co mam w takiej sytuacji robić?
Czy jeszcze poczekać na jakąś informację od pana Józia (ja jednak wierze w ludzi), czy szukać…
Niby wpadałam na taki jeden mały pomysł, znajomi mojej Gospodyni ma znajomych komputerowców, może  oni by zaglądnęli do mego sprzętu?
Może po prostu nie jest to jakas straszna awaria, może trzeba go przeczyścić, wiecie, często jest tak, że jest  wewnątrz zakurzony i nie działa wtedy sprawnie  wiatraczek, sama nie wiem.
Ale jakąś decyzję w tej sprawie muszę podjąć, bo mnie wkurza to, że muszę często ten komp włączać i wszystko co tam robiłam zaczynać od początku.
A przecież komputer dla mnie jest zbyt ciężki i niewygodny do noszenia na tyle, że nie mogę go po prostu do punktu naprawy na przykład na Żabiniec zanieść. Musiałabym prosić o pomoc kogoś, kto by mi ktoś go w domu rozłączył, potem mnie z komputerem zawiózł, po naprawie przywiózł i znów mi podłączył komputer do sieci. Wszystko to jest okropnie skomplikowane, więc dlatego wolałabym, żeby taka naprawa (o ile to się oczywiście da radę zrobić) nastąpiła w domu.
Ale jak to już wczoraj pisałam : kłopoty to moja specjalność.
Zresztą kto tych kłopotów nie ma? jedni większe, prawdziwe, drudzy mniejsze, ale też dokuczliwe, jak na przykład ten mój.

A z innej beczki : ale pięknie wreszcie jest na tym polu (dworze), słonko od rana przepięknie i wesoło świeci, aż chce się żyć.
Nie wiem jeszcze, jak będzie z temperaturami w nocy, co akurat na tyle mnie interesuje, że nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam, że wyłączyłam już ogrzewanie.
No bo po co płacić, skoro zimna już nie ma. Ale zobaczę po przyjściu z pracy, czy taka temperatura mi na noc wystarczy, jeżeli ocenię, że jest mi jeszcze zimno, najwyżej jeszcze piec na noc włączę, a niech tam, marznąć nie będę.
No, ale wydaje mi się, że jednak jakoś wytrzymam, przecież zbyt cieplarniane warunki wcale nie są takie zdrowe.
Zresztą, nie wiedzieć czemu i tak jestem nieco podziębiona, drapie mnie w gardle no i od czasu do czasu sobie kicham na ten świat.
Na razie jakiegoś dużego kataru nie mam, ale kto wie, co się z tego jeszcze wykluje, zawsze wszelakie przeziębienia wlaśnie drapaniem w gardle u mnie się zaczynają.

Oczywiście nie zapomniałam o tym, że dzisiaj Solenizantkami są Wszystkie Zosie

 

Wszystkim Zosiom i Zosieńkom w Dniu Ich Imienin wiele radości z życia, wiele miłości i serdeczności na co dzień i od święta życzę.
Szczęśliwego Dnia Imienin i wszystkich dni po nim następujących.

A Nam Wszystkim życzę, by ten poniedziałek był początkiem pięknego, słonecznego tygodnia, bez żadnych kłopotów, trosk i łeż.
Wszystkiego dobrego na dzisiaj i na cały ten nadchodzący tydzień.

niedziela, czyli jest do kitu

 

 

Chyba komputery dzisiaj na mnie się obraziły, ale oba na raz?
Stacjonarny co chwilę się sam wyłącza, pstryk i nie ma ekranu. Mały, czyli laptop daje się łaskawie włączyć, ale działa niczym mucha w maśle.
Nie wiem co się dzieje, bo dwa dni temu była u mnie Olka i próbowała laptop włączyć, niestety nie było na nim dostępu do internetu. Sama zresztą potem kilkakrotnie go wypróbowywałam i to samo, dostępu do internetu brak. Nie wiem czemu, przecież mam w domu ruter i przez Wi-Fi nie powinno być żadnych trudności, a jednak…..
Tak więc nie wiem, jak ten dzisiejszy mój wpis będzie wyglądał, pewnie niewiele napiszę i dobrze, bo po co się rozpisywać, gdy są trudności no i brak tematu?
W Przygodzicach jak dotąd są 2 pisklaki, ale w trzecim jajeczku jest już spora dziurka, dzisiaj wykluje się na pewno trzecie pisklę.
Przyznam się, że wczoraj lekko się zdenerwowałam, gdy zobaczyłam, że pół godziny przed północą Dziedzic jeszcze nie powrócił do gniazda.
Ale to hultaj, pomyślałam sobie, tak samotnie mamę i dzieciaki pozostawić na pastwę losu?
Ale całe szczęście nic złego się nie stało, o już podejrzewałam, że może zrobił skok w bok i do innego gniazda zawędrował, albo….co nie daj Panie Boże wpadł na jakieś druty elektryczne i go poraziło. No tak mogło być, gdy się po nocy szwenda bez rozumu, a ptaki wieczorem, jak wiadomo źle widzą.
Ale wszystko na szczęście skończyło się pomyślnie tatuś- bocian wrócił około północy (chyba nie był pod wpływem??) i zajął się troskliwie rodzinką.
No a duży komputer? nie wiem, na razie go skanuję (dlatego blog piszę na laptopie) i zobaczymy, bo coś ostatnio Pan Józio mnie zaniedbał i nie odpowiada na moje rozpaczliwe prośby o pomoc. Przecież nawet nie wiem, gdzie szukać pomocy, kto przyjdzie do domu (prócz pana Józia) mi przeglądnąć sprzęt, przecież nie będę ciężkiego komputera na plecy brać i do punktu nosić.
No to mam kłopot, ale przecież kłopoty to moja specjalność!!!

Dzisiaj od rana piękna i słoneczna pogoda. Nie mogła być to taka tydzień temu, gdy Emilka szła do Iszej Komunii??
No, ale narzekać też nie mogę, bo w sumie popołudniu wtedy też się rozjaśniło i nawet lekko nasłoneczniło.
Zresztą niech inne dzieciaki, które dzisiaj przystępują do swojej Iszej komunii też mają piękny dzień.
A tak już będzie przez resztę majowych niedziel.
No i niespostrzeżenie jutro mija pierwsza połowa maja, bardzo szybko.
Nie zapominajcie jutro o Zosiach, które będę obchodziły dzień swoich imienin.
Ale, co tu mówić, stanowczo ten czas za prędko płynie, ja na to się nie zgadzam.

Miłej niedzieli życzę

Przygoda w Przygodzicach

 

Jest, jest pisklak – w Przygodzicach  radość wielka, pierwsze bocianię opuściło skorupkę i ……od razu wesoło stara się rozglądać, co na tym dziwnym świecie słychać. Tak wczoraj wieczorem cieszyłam się podoglądając rodzinkę z Przygodzic.
Co prawda jest taki malutki, malusieńki, że prawie nie widać go na tym zdjęciu, ale musicie mi uwierzyć na słowo.
Zresztą ktoś na forum puścił filmik z bocianiątkiem w roli głównej – ale on jest ruchliwy.
No i sama czuwałam, czyhałam, aż Przygoda wstanie z tych jajeczek i udało mi się ten ruch pisklaka samo ocznie dojrzeć, teraz tylko to poświadczam. oczywiście bardzo z tego powodu zadowolona.
Teraz czekam na klucie się następnych bocianków, a będzie się to działo mniej więcej w podobnych okresach jak i składanie jajek, czyli przerwa miedzy pisklakami powinna następować co dwa dni.
Ale dzisiaj rano znów niespodzianka, nowy,drugi pisklak też już jest w gnieździe.. Obraz, który zobaczyłam dzisiaj w Przygodzicach istotnie z filmu typu Love story.
A było tak : Przygoda leżała sobie spokojnie na jajeczkach i drzemała, nadleciał Dziedzic, delikatnie ją po główce pomiział, za którymś razem poskutkowało, bo samica wstała i wtedy właśnie zobaczyłam drugiego pisklaczka , też był bardzo żywotny, wyciągał wysoko swój dziobek.
Tata bocian cierpliwie poprawiał podściółkę gniazda, a potem z dzioba wypuścił jedzonko, które przyniósł  dla pisklaczków, uczta była wspaniała. Mama bocianica obserwowała swoją rodzinkę, potem poprawiła swoje piórka i poleciała na swoje śniadanko, zasłużyła przecież.
Naprawdę te przekazy z kamery w Przygodzicach są bardzo wzruszające, zapraszam wszystkich chętnych do oglądania : http://www.bociany.ec.pl/

Na szczęście pogoda wróciła do majowej normy i oby ten fakt się utrwalał.
Co prawda rano padał dosyć spory deszcz, ale po południu słonko zaświeciło, było nawet dosyć ciepło, więc mogłam sobie troszkę po Krakowskim Parku pobaraszkować i Pokemonki połapać.
Zmartwiłam się tylko, że nie znalazłam tych dwóch małych kaczuszek, które jeszcze kilka dni temu po tafli stawu  pływały. Schowały gdzieś się na tej wysepce? Być może, bo tam miały takie kryjówko-we miejsca na wysepce A może nie zauważyły, że deszcz przestał już padać? Chociaż nie wiem, czy akurat kaczkom deszcz by przeszkadzał. W każdym bądź razie dzisiaj idę raz jeszcze popatrzeć na staw i będę wyszukiwała tam moich kaczuszek. Chyba nic złego im się nie stało, co?.

s

A oczywiście fontanna też już w Parku działa i pięknie to wygląda, zobaczcie sami

A wczoraj przeczytałam raz jeszcze w Gazecie Krakowskiej artykuł o przebudowie naszego Parku, będzie teraz to prawdziwy ogród ze wspaniałymi kwiatami, ale również i będzie sporo miejsc rekreacyjnych dla dzieci i dla dorosłych. Projekty są bardzo ciekawe i z wielkim rozmachem przygotowane, tak więc jeżeli wszystkie te zamierzenia  rzeczywiście  planowo zaczną się w najbliższym czasie, już w przyszłym roku będę mieszkać w pobliżu najpiękniejszego parku – ogrodu  w Krakowie. Tylko jak na razie nic się tam jeszcze nie dzieje………. na co oni czekają?

Znów jakiś pazurzasty dzionek wstał, już zadziałałam i słoneczko przywoływałam, zobaczymy, czy tym razem moje Abra kadabra znów poskutkuje.
Życzę przyjemnej soboty wierząc, ze chociaż popołudniowe godziny będą znów słoneczne.

tajskie lody

mhm –  pycha !!!!

 

Zmiany na krakowskich ulicach nieraz zaskakują.
Do niedawna obok przystanku autobusowego, na którym wsiadam jadąc do pracy była najzwyklejsza budka z prasą i z papierosami.
Miejsce całkiem dobre, bo przecież ruch tam jest spory, ludzie chętnie kupują a to gazetę, a to bilet autobusowy, a jednak facet budkę zamknął na amemn.
Wcale z tego powodu się nie zmartwiłam, bo raczej rzadko tam kupowałam papierosy, mam swoją ulubioną panią w kiosku przy ul Lekarskiej, a i pan był całkiem niemiły, jakby łaskę robił, że cokolwiek sprzedaję, zresztą na ogół zamykał okienko, wystawiał dobrze znany nam z czasów PRL-u napis, nieczynne, albo zaraz wracam i znikał.
Zresztą nawiasem mówiąc na początku Lea też stoi taka budka papierosowa, gdy tam zaczęłam mieszkać, czyli jakiej 8 miesięcy temu, budka była czynna, od wielu miesięcy tez jest na głucho zakratowana, ani widu, ani słychu z niej nie dochodzi. Zresztą podobnie „zniknęła” budka na przystanku autobusowym koło Parku Krakowskiego, pomór jakiś na te kioski przyszedł, czy co?
No, ale wracam do tej budki koło  tego pierwszego wspomnianego przystanku, stanęłam tam jak wryta, bo nagle okazało się, że w tej budce sprzedają lody tajskie. Dziwne te lody, takie nietypowe, jak nie nasze. Z podziwem patrzyłam, jak je pan robi na poczekaniu, gdy zgłosił się po nie klient.
Na specjalną blaszaną, zamrożoną płytę wysypuje wcześniej przygotowany proszek z czekolady, albo z suszonych chyba  owoców, dolewa do tego śmietankę i specjalną łopatka najpierw ją ubija i wyrabia na masę lodową, a potem rozmasowuje na tej zimnej blasze (podobno ma ona temperaturę nawet minus 20 stopni).
Z tej masy tworzy zgrabny prostokąt, który specjalnymi łyżko – nożykami dzieli na 4-5 pasków i każdy taki pasek na tej łopatce roluje i układa do pudełka.
Jedna taka porcja to 4-5 takich lodowych rurek, które polewa bitą śmietaną, posypuje czekolada lub owocami, ewentualnie może polać to jeszcze dowolnie wybraną polewą owocowa i na końcu dodaje andrucik w postaci rurki. Taka porcja kosztuje ok 8 zł.
Musi to być chyba i bardzo dobre, a ile kalorii przy tym posiada????
Na pewno więcej, niż zwyczajne lody, już jak obserwowałam jak on to przygotowuje czułam, że  już  z samego patrzenia utyłam około pól kilograma.
Jest to nowość na naszym polskim rynku, ale z tego, co przeczytałam o tych lodach w internecie, stają się one coraz bardziej popularne.
A może kiedyś jednak skuszę się na taką porcyjkę? Najwyżej potem przez tydzień nie będę stawała na wadzie i nie będę robiła sobie pomiarów cukru. A co mi tam. Czasami nawet odchudzając się trzeba od czasu do czasu zgrzeszyć, bo bez grzechu życie byłoby okropnie nudne.

A ponieważ ostatnio czasy nie są za wesołe, o czym tak często pisałam w moich blogach może jakaś mała rozrywka?

 

Podczas mszy świętej młody chłopak szeptem pyta siedzącą obok w ławce panią:
– nie wie może pani jakie jest tutaj hasło Wi-Fi
– Chryste, Panie !!!
– dziękuję, ale ze spacją, czy bez??????
Ot taka odskocznia od tego co się dzieje, a dzieje się, oj dzieje.

Cały wczorajszy dzień w internecie ozdobiony był białymi różami, które na znak poparcia Dla Obywateli  RP zostały zamieszczane na przeróżnych stronach Face. Również słowne potyczki odbywały się wczoraj wi w Sejmie, gdzie niektórzy opozycjoniści weszli na salę z białymi różami, co już rozsierdziło nie tylko zwyczajnego posła, ale także i kwaczących jego popleczników, którzy przekonywali, że to co się działo pod Pałacem było karygodne.
Owszem, zgadzam się, było karygodne, że ludzie, którzy wychodzący z kościoła, w który chwilę wcześniej modlili się gorliwie, bili pokłony i przyjmowali komunię św, po wyjściu lżyli przeciwników niewybrednymi słowami Oto dowód na tę „katolicką miłość” moherów:

KOCHAJ BLIŹNIEGO, JAK SIEBIE SAMEGO !!!!

To zdjęcie było zrobione właśnie 10 kwietnia pod Pałacem, widać na nim tę pełną miłości katolicką , pełną miłości twarz  starszej jakby nie było pani, odgrażającej się komuś z opozycji.
Babciu! różaniec do rączki i na kolanach wracaj do kościoła błagając, by Pan Bóg przebaczył ci twoją niewierność i sprzeniewierzenie się Twoim poleceniom.

No i w końcu tam pod Pałacem dwa dni temu opozycja nie krzyczała, nie przerywała ich pseudo katolickich  obchodów, to właśnie Kaczyński stojąc na swoim stołeczku krzyczał na opozycję, lżył ich i im groził. To ja się pytam, po której stronie było widać tę nienawiść???
Boże, jak rzeczywiście musi bym omamiony ten ciemny lud, że nie widzi tego, co im Kaczyński prawie, że na widelcu podaje, jak pokazuje swoją wielką nienawiść do ludzi, do Polski i w dodatku tę nienawiść wkłada w usta swoich przeciwników.
Już naprawdę trzeba być strasznie głupim, żeby tego nie widzieć.

A zmieniając temat : No to nam się już wiosna skończyła chyba, znowu leje. Nie można powiedzieć, żeby słonko zbyt mocno się napracowało, poświeciło tylko wczoraj i co, poszło spać????
A dzisiaj piątek przecież, początek weekendu przecież i ma być pięknie, a nie deszczowo!!! A nie jest ZNÓW TEN OKROPNY DESZCZ!!!!
Ale może poczekamy troszkę i jednak znów się rozjaśni, znów zaświeci nam nasze kochane słoneczko?

Wspaniałego piątku życzę

nareszcie wiosna????

Temperatura wreszcie drgnęła i wywindowała słupek rtęci nieco  w górę.
Tak jest przynajmniej w Krakowie, bo jak jest na północy Polski nie wiem dokładnie, wszak wczoraj tam szalała regularna zima.
I co najlepsze, gdy porównywali temperaturę z 10 grudnia 2016 i z dnia wczorajszego, ta wczorajsza była zdecydowanie bardziej zimowa.
Temperatury w maju niższe niż w grudniu, czy to jest normalne?
Przecież w maju kiedyś nie ogrzewało się mieszkać centralnym ogrzewaniem, czy piecami, teraz nadal one działają.
Jednym słowem zwariować można.

A teraz, specjalnie dla Jarusia zamieszczam symbol  skrajnej głupoty i skrajnej nienawiści. Niech   jeszcze raz, czytając mój blog, nieco się
podenerwuje 🙂 🙂 🙂

 

Bo już taka nienawistna i głupia, totalnie zresztą ,jestem  i już.  Po prostu  człowiek gorszego sortu.
Wolno mi, wszak sam Kaczynski twierdził, że żyjemy w wolnej , demokratycznej Polsce.

Chyba pobiłam wczoraj rekord wejść na mój blog, było ich aż ponad 120, sporo. Nie doczekałam się co prawda  zwyczajowego, co środowego komentarza od mojej Uleczki, ale jest wytłumaczona, była poza domem, z tym, że różę retro odebrała, o czym powiadomiła mnie na Face Booku.
Nie wiem, jak długo będziesz wojażowała Uleczko, ale życzę Ci samych ślicznych i miłych chwil, wszak i pogoda nam dopisuje, nareszcie dopisuje.
A swoją drogą, wczoraj biała róża dla Ulki, dzisiaj dla Jarka, czy to nie za dużo? Ale to był tylko zbieg okoliczności, skąd mogłam przypuszczać, że ten piękny biały kwiat, jakby nie było królowa wszystkich kwiatów, tak okropnie Jarosława z równowagi wyprowadzi?

Moje „maturalne dzieci” są już w dość zaawansowanym stadium zdawania, można powiedzieć, że omalże już osiągnęli z bardzo dobrym skutkiem tę dorosłość, tylko, żeby te egzaminy przełożyły się potem na przemyślane, dorosłe decyzje! A o to wcale nie jest łatwo, gdy się ma wciąż jeszcze te naście lat. Wspaniały, cielęcy wiek, gdy wydaje się, że już wszystkie rozumy się pojadło i wszystko wie się najlepiej, a tu jeszcze nie jeden raz strumień lodowatej wody za kołnierz się wyleje. Bo tak właściwie, to człowiek całe życie czegoś się uczy i podobno….głupi umiera. No nie wiem, czy całkiem głupi, bo w końcu kiedyś na tych błędach czegoś nauczyć się można, jakieś wnioski wyciągnąć można, z tym, że nie zawsze są one łatwe do przeprowadzenia.
Szkoda, że nie ma takiej możliwości skorzystania z wehikułu czasu, do którego by się wsiadło, zaplanowało dzień, do którego chciałoby się wrócić, by zmienić przyszłość. Tak może być tylko w fantastycznych książkach, czy fantastycznych filmach, które zresztą bardzo lubię, ale to tylko bajki dla grzecznych dzieci, no i tych trochę starszych dzieci też.
Już od wielu stuleci zastanawiano się, jak taki wehikuł wynaleźć, jak na razie jest to nieosiągalne. Prędzej polecimy w kosmos i osiągniemy nieodstępne dotąd planety, niż uda nam się cofnąć czas. A zresztą, czy to na pewno miałoby takie pozytywne skutki? Wszak w przeszłości wiele się działo i dobrego i złego, zostawmy ją więc w spokoju i żyjmy teraźniejszością. Może ją przynajmniej uda nam się ją zmienić?

No to co? nareszcie wiosna, jak napisałam w tytule swojego blogu? Oby.
Już chyba każdy za nią tęskni.
Życzę pięknego i słonecznego czwartku

Róża retro

 

 

 

Taka inna, taka ciekawa, w stylu retro, ale dla Ciebie Urszulko !! Bo nasze życie ne zawsze jest przecież kolorowe, czasami zdarzają się takie biało – czarne obrazy, ale nie oznacza to wcale, że jest mniej intrygujące.
Ale Tobie życzę Ulu samych kolorowych i pięknych dni w tym wiosennym czasie.
Co prawda pogoda nas jak na razie nie rozpieszcza, ba, gdzieniegdzie jeszcze zima powraca i śniegiem straszy, ale jej niedoczekanie, niech precz sobie idzie.
Uleczko, różane pozdrowienia z Krakowa Ci posyłam, tym bardziej wesołe, że właśnie już od rana słonko nam w Krakowie przyświeca, znak, że wiosna powróciła. I mam nadzieję, że nie tylko do Krakowa, ale także i do ślicznego Poznania, czego serdecznie Ci życzę. Baw się dobrze, spacerując (a może i biegając)  z tymi swoimi kijkami i ciesz się, ze już na tyle Twoje nóżki wyzdrowiały, że możesz robić to, co lubisz.
Ja niestety nadal kwękam na to moje lewe kolano, ale ratuję się czym mogę, a to maściami, a to opaska magnetyczną, która jest chyba jednak zwyczajna ściemą, oj, nie wiem, czy nie podzielę jednak Twojego losu i pod skalpel z tym kolankiem nie pójdę, ale co będzie, gdy ból przeskoczy na tę drugą nogę?
Aż strach nawet pomyśleć, więc staram się jednak troszkę łazić, z bólem i ze łzami w oczach, ael na takie jak Twoje spacery jednak się nie zdecyduję, chociaz moje kijki gdzieś tam w kącie czekają na lepsze czasy.
Raz jeszcze serdecznie Cię Uleczku pozdrawiam.

Dzisiaj mamy już 10 maja. Co ta data oznacza? Ano znów „przedstawienie” przed Pałacem Prezydenta, znów Jaruś, aby być bardziej widoczny, wejdzie na swoje schodki, znów będzie przemawiał do swojego ciemnego ludu, znów po raz n-ty powie, że są już blisko prawdy i blisko zwycięstwa.
Jakiej prawdy? – ano tej pisowskiej, w którą już nawet chyba i on nie wierzy, a która jest wciąż paliwem wyborczym dla jego partii, przynajmniej tak mu się zdaje.
Jakiego zwycięstwa? Ano trudno pojąć właśnie, jakiego, skoro sam niedawno mówił, że mamy w Polsce wolność, no to z kim i z czym on właściwie chce zwyciężać.
Ale ciemny lud wciąż jest w niego zapatrzony, wprost spija z ust jego wezwania i bijąc brawa wrzeszczy w pisim obłędzie „JAROSŁAW, JAROSŁAW”
Dobrze, że nie dodają Polskę Zbaw, bo on ją przecież już zbawił, czego niestety fatalne skutki wszyscy na codzień przerabiamy.
Ech, szkoda nawet pisać, każdego 10 dnia miesiąca taka szopka odbywa się w Warszawie, a kilka dni później, w rocznicę pogrzebu prezydenckiej pary w Krakowie. Każdy normalny człowiek własną żałobę przeżywa we własnym sercu, w cichości ducha, zanurzając się we wspomnieniach, które powinny pozostać intymnymi. Powinny, ale w przypadku Kaczyńskiego tak nie jest, on w te dwa dni tworzy wprost happening, w który zatrudnia najwyższe władze państwa, wojsko, policję i kilkadziesiąt, no może w porywie  kilkaset swoich wielbicieli. Wcale nie jest powiedziane, że tym którzy odeszli, takie happeningi się podobają, tam świat wygląda już całkiem inaczej, nie jest obłudny i bezmyślny,
A potem ten zwyczajny, prosty poseł, teoretycznie nie pełniący żadnych funkcji państwowych, ale realnie trzęsący całym państwem dziwi się, że tylu ludzi przeciwnych jest robienia szopki z tej tragedii, szczególnie, że te dwie wielkie „imprezy” są organizowane za pieniądze podatników. Dlaczego dwa razy w miesiącu mam dopłacać do fanaberii pana Kaczyńskiego? Wolałabym te pieniądze wydać na kwiatki i znicze dla moich Rodziców. Czy nie mam racji???

No tak, słonko świeci, jeszcze co prawda temperatura nie jest za wysoka, ale podobno od jutra ma się zdecydowanie poprawić i może nawet osiągnąć 20 stopni. Ale nie jest źle, byle do przodu.
Miłej środy dla Uli i miłej środy dla Wszystkich, którzy tak licznie odwiedzają mój skromny blog, za co bardzo serdecznie dziękuję i pozdrawiam