Chmury, chmury, chmury

 

Przez moment świeciło słonko. Ucieszyłam się nawet, bo wciąż nam tego naturalnego światła jest brak. Ale to chyba zbyt pośpieszna radość, chmury nadciągnęły…….
I to nadciągnęły nad całą Polskę, jest coraz bardziej szaro i nawet taki wielki zryw, jakim był Marsz Wolności już został przykryty przez wszystkich ich przeciwników.
Według jednej słusznej partii był to nieudany wiec wichrzycieli, którzy chcą zniszczyć demokratyczną Polskę.
Kiedyś już o tych wichrzycielach słyszałam, ale to już było dawno temu, myślałam, że nie wrócą te słowa, niestety wróciły.
A sam Wielki Wódz stwierdził, że mamy najlepsza na świecie demokrację, żaden kraj takiej nie ma.
Czy to kpina, czy głupota?
Demokracja oznacza przecież rządy Ludu (demos – lud) a nie rządy jednostki (Kaczynski – ta ja- państwo) jak najbardziej świadczą o autokratyzmie.
Autokratyzm to system władzy państwowej, w którym nieograniczona władza należy do jednego człowieka i jest sprawowana poza jakąkolwiek kontrolą społeczną. .
Czy u nas jest inaczej?  Jedna osoba uzurpuje sobie prawo o decydowaniu za losy państwa, ba, nawet za losy poszczególnych osób w Polsce i siłą narzuca im swoje poglądy, oburzając się, że są osoby, które jego poglądów nie chcą podzielać.
 Dobrał sobie swoich popleczników, którzy ślepo nie tylko że wykonują jego rozkazy, ale równocześnie tę jego propagandę rozszerzają, nawet wtedy, gdy do końca sami w nią nie wierzą. Ale czego nie robi się dla kariery politycznej, tym bardziej, że bez tego wymuszonego posłuszeństwa byliby osobami nie radzącymi sobie samodzielnie w życiu, po prostu byliby nikim.
I na razie ten festiwal głupoty politycznej dalej trwa, może już nie kwitnie, jak na początku, gdy obiecano ludziom same wspaniałości, które miały podczas ich rządów nastąpić. Wspaniałości nie nastały, dlatego też i wielu oszukanych zaczyna pomału widzieć, że król jest nagi. Ale on nadal trwa w swoim przekonaniu wyższości nad innymi, swojej wielkości, z tym, że niestety już nie nadąża nad realnością dziejów i coraz więcej błędów popełnia.
Szkoda tylko, że traci na tym wizerunek Polski, która już prawie całkowicie do narożnika została zepchnięta i nawet po zmianie rządów nie będzie jej łatwo stamtąd się wydostać. Niestety jawimy się narodem niezdecydowanym, mało wiarygodnym, łatwo zmieniającym swój wizerunek. I za to niestety nie jest winny tylko nasz rząd, ale my sami, chociażby tym niepoważnym podejściem do parlamentarnych  wyborów w 2015roku, gdy swoją gnuśnością, lenistwem i brakiem wyobraźni pozwoliliśmy tak populistycznej jak Pis partii dojść do władzy.
Jest takie przysłowie, który Polak kupi, że przed szkodą i po szkodzie każdy Polak głupi.
Czy ta druga część przysłowia   miałaby się sprawdzić? Zobaczymy to podczas następnych wyborów samorządowych, a potem parlamentarnych.
Fakt, ze partia PO bardzo zachwiała swoją wiarygodność ostatnimi miesiącami swojej władzy i teraz jest jej trudno odbudować swoją pozycję, zbyt dużo nieprawidłowości zostało zapamiętanych, ale i tak w porównaniu z obecnie rządząca partią jest szalona różnica chociażby w wizerunku naszego państwa.
Czy można porównać dyplomację prowadzoną przez Radosława Sikorskiego, z którego zdaniem liczono się w  Europie w porównaniu z posunięciem dyplomatołka Waszczykowskiego, którego każda polityczna wypowiedź jest żałosną porażką?
Nie można uwierzyć Kaczyńskiemu, że mamy najlepszą demokrację w Europie, nie można dowierzać premier Szydło, że odnosimy coraz większe sukcesy w Europie, gdy rzeczywistość pokazuje inne, całkiem odwrotne tendencje.
O innych naszych „wspaniałych” ministrach pozwólcie, że przemilczę, bo skala ich szaleństw i bezczelności wprost poraża.
Na szczęście coraz więcej rys pokazuje się w rządzącej partii, coraz bardziej rozgrywają między sobą walk podjazdowych o dominację w partii, co może i pewnie doprowadzi w końcu do ich upadku, co daj Panie Boże Amen.
Tylko jak długo jeszcze na to będziemy czekać?
Raz jeszcze pytam, co robi opozycja, prócz czekania, aż przeciwnik się wykrwawi?
Jeden Marsz nie rozwiąże problemów, dopóki naprawdę opozycja silnie nie zwiąże swoich sił, wspólnie nie zawalczy o normalność w Polsce.
Normalność, która pozwoli nam znów powrócić z zacofanego Trzeciego świata do Europy.

Wyjdź nasze słonko na te niebiosy, zza tych chmur, i na  co odzień i w naszej polityce i rozświeć nam nasze oblicza, rozgrzej nasze zgrabiałe kości i dodaj otuchy, by słowami Wyspiańskiego można było powiedzieć   : a ja myślę, że panowie dużo by już mogli mieć, tylko im się nie chce chcieć”.
I to nie „panowie” w zrozumieniu słów wodza, który swoją partię na panów lansuje, ale my wszyscy musimy wreszcie zacząć chcieć.
Powstań narodzie, na nowo się odródź w swojej mądrości, która naszym wielu  przodkom przypisywana była.

Dobrego dnia.

a jednak to działa

 

 

Moje Abra Kadabra, moje deszczu idź sobie, moje słonko przybądź zdało wczoraj egzamin.
Mimo, że rano padał deszcz, akurat około 11 ustąpił, było trochę chłodno,  był dosyć intensywny wiatr, ale potem….wyszło słonko, naprawdę, nie kłamię i zrobiło się całkiem przyjemnie, można nawet było wyjść na taras, czy do ogrodu, porobić tam zdjęcia, czy nawet udało się  posiedzieć na fotelikach w palarni umieszczonej poza budynkiem.
Ciągle nie rozumiem, na jakiej to zasadzie działa, czyżbym była jednak czarownicą????
Ale nawet jeżeli tak, to całkiem niegroźną czarownicą, skoro odsyłam złą pogodę i przywołuję słonko.
Koło 11 przed południem przyszła do mnie młodzież, czyli Julka Diana, Patka, Ksawer i Staszek i wszyscy razem pojechaliśmy specjalnie zamówioną limuzyną do Kościoła. Ale zadaliśmy szyku podjeżdżając eleganckim BMW.
Właśnie na początku był spory i dosyć chłodny wiatr i te biedne dzieci w białych ubrankach trochę trzęsły się i z zimna i pewnie troszkę z emocji, stojąc przed kościołem, ale gdy już zostały w uroczystym pochodzie wprowadzone do kościoła ich minki były zdecydowanie lepsze.
Kościół był pełen ludzi, licznie przybyły rodzice i rodziny  dzieci przystępujących do I-szej komunii i ledwo znalazłam miejsce do siedzenia, ale jakoś udało mi się i to w dodatku tuż niedaleko siedzącej w ławce wraz z dziećmi Emilki.
Trzeba przyznać, że msza święta była bardzo starannie przygotowana, wszystko było świetnie dopracowane aż do perfekcji, tylko tyle, że ta cała uroczystość trwała bardzo długo, bo po skończonej mszy były podziękowania, a potem wspólne zdjęcia dzieci przy ołtarzu, to wszystko bardzo przedłużyło czas  jej trwania.
Na  szczęście nasz pan kierowca cierpliwie czekał, aż wyjdziemy z kościoła i odwiózł nas na miejsce biesiady, czyli do Dworku w Tomaszowicach.
Było tam kilka budynków, w których odbywały się wczoraj  podobnie jak nasza uroczystości, my mieliśmy zarezerwowane stoliki w Oranżerii, z tym, że prócz nas były tam obsługiwane jeszcze dwie inne komunie, Nie ważne, wszyscy się pomieścili, każda rodzina siedziała w „swoim kącie”, a obsługa świetnie sobie dawała radę z gośćmi. Jedzonko było owszem, bardzo smaczne, ale wychodziliśmy też i na zewnątrz, gdzie można było zapalić papierosa no i robić sobie zdjęcia na łonie natury, a były tam naprawdę wspaniałe, pełne kolorów plenery zdjęciowe.


Posiedzieliśmy tam około 3, może 3 i pół godziny, potem  umówiona byłam z Magdą, że po mnie przyjedzie, wszak mieszka niedaleko Dworku i odwiozła mnie do domu. Porządna ta Magda, chyba jednak rzeczywiście musi mnie kochać 🙂
Poczekałyśmy na wyniki sondażu, które napłynęły z Francji po wyborach prezydenckich i z wielką radością usłyszałam, że wygrał mój zdecydowany faworyt Emmanuel  Marcon. Myślę, że to jest bardzo dobra wiadomość nie tylko dla Francji, ale i dla Europy, bo zdecydowana prawica, którą reprezentowała w wyborach Le Pen została odsunięta na bok. Francuzi zdecydowanie powiedzieli populistom NIE, zdecydowanie nie zgadzają się na wyprowadzenie Francji z Unii Europejskiej, nie chcą, aby Francja podzieliła losy rządów autorytarnych typu Trump, Orban, czy Kaczyński, Ze strachem patrzymy na Turcję, gdzie łamane są prawa ludzkie, czy mamy pozwolić, żeby tak działo się u nas?
Nawiążę teraz do sobotniego Marszu Wolności, który odbył się w sobotę w Warszawie. Zdecydowana rzesza Polaków wyszła na ulice Warszawy,  aby sprzeciwić się niszczeniu demokracji, niszczeniu Konstytucji, sianiu zamętu i nienawiści, sianiu kłamstw, którymi pisia propaganda stale nas karmi.
Pewnie, że jeden taki Marsz wiele nie zmieni, ale już widać strach rządzących, którzy wiedzą, że nie mogą tak jak planowali, bez żadnych ograniczeń, bez liczenia się z opozycją i z Polakami zmieniać kraju według swojej pisiej modły. Na to nie ma zgody większości Polaków, nie tych 19 procent, którzy  przez kłamstwa dali się Pisowi omamić, którzy dali im władzę prawie absolutną, ale nie na tyle, żeby mogli zdecydować większością o zmianie naszej Konstytucji, a mimo to starają się drogą okrężną doprowadzić do takiej zmiany zarządzając referendum, mające dać im poparcie.
Otóż nie uzyskają takiego poparcia, mimo, że wytrwale do tego dążą, chcąc sobie w ten sposób przedłużyć swoje antydemokratyczne rządy w nieskończoność, bo i takie prawa w swojej nowej konstytucji mogą sobie zastrzec,  zbyt mocno Polacy są zdeterminowani, aby im nie powiedzieć TAK.
I chyba właśnie ten Marsz wolności pokazał, że jednak rząd Pisu ma się zacząć czego bać, że nie są już tak całkowicie pewni tego, co robią, a przy okazji  każdy ich z ostatnich ruchów jest niedopracowany, ba nawet skandalicznie szkodliwy.
Niebezpiecznie się dzieje na świecie, ale  przegrana prawicowych przywódców najpierw w Austrii, teraz we Francji daje nadzieję, że nie uda się wywrócić całej polityki do góry nogami, nie dojdą do głosu ludzie, którzy kierują się nie dobrem narodu, nie troską o swój kraj i inne kraje w Europie, ale głównie kierują się własnymi partyjnymi, partykularnymi interesami, mogącymi doprowadzić świat na kraj wojny.
W obecnej sytuacji, gdzie zło czai się w świecie Mahometa, trzeba zdecydowanie wesprzeć swoje siły, aby wspólnie  wystąpić przeciwko islamizacji  świata, nie wolno teraz myśleć tylko o swoich prywatnych rozgrywkach, zbyt wiele mamy do stracenia. Wciąż grożąca nam III wojna światowa może przynieść naprawdę tragiczne skutki !!!!

Znów wstał bury poniedziałek, zgodnie zresztą z prognozami pogody, ale jest jedna bardzo optymistyczna wiadomość: otóż od czwartku zdecydowanie pogoda ma wrócić na wiosenne tory (ale od którego czwartku???) Musimy więc się jeszcze na te kilka dni uzbroić w cierpliwość.
Życzę wszelkiego dobra na dzień dzisiejszy i na wszystkie siedem dni tego tygodnia i……..czekamy na powrót  tej prawdziwej wiosny!!!

no i jaka będzie ta niedziela???

 

 

Zamówiłam na dzisiaj i słonko i dobrą temperaturę, bo przecież dzisiaj jest dzień specjalny, dzień I-szej Komunii św naszej Emilki.

I…….niestety  pada deszcz, co już  nie jest dobrym symptomem, że może, jednak, gdzieś tam słońcu uda się kilka promyczków z niebiesia wysłać, aby te odświętnie ubrane dzieciaczki nieco ogrzać i dodać im dobrego humoru i pewności siebie, bo na pewno są i tak wystarczająco zestresowane.
Tak, tak, sama pamiętam ile to nerwów wtedy człowiek stracił, a przecież to taki ważny dzień dla dziecka. Już sama nie wiem, co bardziej straszne, czy ten wczorajszy dzień, gdy po raz pierwszy przystępowało się do konfesjonału, by swoje małe grzeszki księdzu wyznać na spowiedzi, bo jakież to grzechy mogłyby takie drobiny mieć, że były niegrzeczne, że nie zawsze słuchały rodziców czy dziadków, albo pani w szkole, że czasami skłamali, albo się pokłócili z kolegami, czy z koleżankami w szkole? Ale to i tak wystarczające dla nich duże przeżycie, podchodzą bowiem zawsze z obawą, aby żadnego grzechu nie zapomnieć, więc na wszelki wypadek spisane je mają na karteczce. też tak mieliście?
No i dzisiaj nadszedł ten dzień, gdy każda dziewczynka wyglądać będzie jak królewna z bajki, a młody chłopak jawi się królewiczem, wszyscy odświętni i pięknie ubrani, najważniejsi w tym dniu dla całej rodziny.
Cała uroczystość w kościele wcześniej była dokładnie przygotowana i przećwiczona, ale zapewne nie jedno serduszko mocniej uderzy, gdy już w kościele się znajdą, gdy będą po raz pierwszy czynnie brać udział w Mszy św, modląc się, śpiewając no i przystępując do swojej pierwszej komunii.
A potem będzie spotkanie z całą rodziną, rodzicami, babciami, dziadkami, Wujkami i ciotkami (czasem nawet zaplącze się taka ciocia babcia, jak na przykład ja), będą kuzyni i kuzynki, z którymi po wspólnym posiłku będzie można trochę pohasać, o ile pogoda oczywiście pozwoli, ale jednak wciąż trzeba będzie uważać, by ta biała sukienka nadal białą pozostała, bo przecież potem przed dziećmi biały tydzień (za moich czasów takiego tygodnia nie było), też wtedy trzeba iść do kościoła w tej samej szacie). No i chyba najprzyjemniejsza część imprezy : prezenty, prezenty, prezenty, ba, ale kto ich nie lubi dostawać, chyba każdy się nimi cieszy, albo udaje, że się cieszy, ale dzieciaczkom zawsze każdy prezent się podoba.
Za mich czasów przeważnie były to zegarki, potem przyszedł czas na rowery, oczywiście nie pomijając złotych łańcuszków, krzyżyków, kolczyków,  czy bransoletek, jeszcze nieco później modne były prezenty w postaci laptopów, Ipadów, teraz już nawet nie chce myśleć, co jeszcze tym małym dzieciom można ofiarować, bo przecież na samochody są jeszcze zdecydowanie za młodzi, ale…kto wie?  Może i dlatego bardzo często ludzie dają dzieciaczkom koperty z pieniędzmi, aby później sami rodzice mogli zadecydować i kupić to, co rzeczywiście jest dziecku potrzebne.
I to jest chyba całkiem dobra koncepcja, bo kto wie najlepiej jak spełnić marzenia dziecka, jak nie rodzice???
Tak więc dzisiaj jest tak bardzo ważny dzień również i dla mnie, bo spotkam się z dużą częścią mojej rodziny ze strony mojego brata i spędzimy wspólnie miły czas. Dlatego nie chciałabym go psuć sobie jakimiś politycznymi uwagami, a przecież wczoraj tyle się w Warszawie działo…… może w następnym moim wpisie wrócę do tego tematu, dzisiaj zaprzątam moją głowę całkiem innymi sprawami.
Muszę przyznać, że bardzo zaniepokoił mnie ten dzisiejszy deszcz, oczywiście w związku z nim znów „odezwały się” złowrogo moje kostki, ale przecież będę ratowała się jak zwykle Nimesilem, może chociaz troszkę  on ten ból uśmierzy, bo przecież nie mogę się dzisiaj krzywić, stękać, kwękać, muszę byś uśmiechnięta i radosna. Na wszelki wypadek oczywiście zaczarowałam ten deszcz swoim zwyczajowym ABRA KADABRA, DESZCZU IDŹ PRECZ, może i tym razem to zaklęcie wraz z zakręconym w młynek środkowym palcem prawej reki pomogą?????
No to pomału kończę już ten mój wpis, muszę zacząć pomału szykować się do wyjazdu Wraz z kilkoma osobami z mojej rodziny pojedziemy zamówioną limuzyną do kościoła, który jest przecież za Krakowem, a potem stamtąd do zabytkowego  Dworku w Tomaszowicach,  gdzie odbędzie się po komunijne przyjęcie.
Przyznam, że mimo, że często jeżdżę w tę okolicę, bo przecież Modlnica jest bardzo niedaleko od Tomaszowic, jeszcze nigdy w tym Dworku nie byłam.
Dwór w Tomaszowicach –  mieści się w XIX-wiecznym budynku otoczonym przez piękny park. Jest on zlokalizowany zaledwie 12 km od centrum Krakowa.
Bardzo jestem ciekawa, tym bardziej, że oglądana przeze mnie galeria zdjęć bardzo mnie zainteresowała.
Po prostu lubię takie klimaty:-)
No to życzę wszystkim miłej i nie lejącej niedzieli i spokojnie spędzonych chwil na niedzielnym odpoczynku, a ja się już odmeldowuję do swoich obowiązków.

kolejny dzień to sobota

 

 

Dzisiaj mam przerwę od trzymania kciuków.
Matematyka tez poszła nieźle, z tym, że podobno, w porównaniu z zadaniami z zeszłego roku były one o wiele trudniejszej.
Dziewczyny dały sobie rade, o Franku niestety nic bliżej nie wiem, ale mam nadzieję, że i on był zadowolony z dzisiejszego egzaminu.
Dalszy ciąg matur nastąpi….już w przyszłym tygodniu.

Wczoraj, wbrew zapowiedziom i wbrew moim dolegliwościom reumatycznym, popołudnie okazało się całkiem przyjemnym i ciepłym dla nas czasem.
Dziwiłam się troszkę, bo wczoraj moje stopy zastrajkowały i nie chciały mnie w ogóle nosić, musiałam co jakiś czas siadać na ławce, lub gdzieś na fotelu w pobliskiej kawiarni, dzięki temu napiłam się wczoraj bardzo pysznej, prawdziwej kawy z ekspresu, a nie jak zawsze rozpuszczalnej.
Co prawda kawa rozpuszczalna była na powitanie wczorajszego dnia, ale nie da się jednak ukryć, ta prawdziwa kawa z ekspresu smakuje całkiem inaczej, czyli wyśmienicie, a jej pyszny smak długo pozostaje w ustach.
Ale udało mi się pozałatwia wszystko co sobie  zaplanowałam i fryzjera i pedicure i kupiłam też u Jubilera  śliczna srebrną łyżeczkę dla Emilki.
Nareszcie mam krótką piękną fryzurkę, taką jak lubię, w odpowiednim, nie siwym kolorze.
A co z tymi moimi stopami?? No nie wiem, na to badanie jeszcze się nie zapisałam (trochę drogo), ale nie jet wykluczone, że jednak na takie badanie i na te specjalnie wyprofilowane do mojej stopy wkładki kiedyś jednak się zdecyduję. Bo naprawdę strasznie jest to przykre, gdy każdy krok jest wielkim cierpieniem.  Wtedy nie tylko, że cierpię, ale również jestem na siebie zła, wprost wściekła, chociaz mojej winy w tym niewiele.
Jednak coś z tej zmiany pogody jest na rzeczy, a w przyszłym tygodniu podobno mogą nawet przyjść….mrozy.
No to co będzie z tymi pięknymi roślinkami, które już są całkiem pokaźne, a co będzie z owocami, skoro mróz ma drzewka zmrozić. W maju? Śnieg??? Chyba rzeczywiście ten świat zwariował. I to nie tylko polityczny, ale i ten normalny, wokoło nas.
A jednak te moje nóżęta nie pomyliły się… późnym wieczorem, a właściwie już początkiem nocy przyszedł do nas deszcz i to nawet całkiem nie mały.
A dzisiejszy poranek wstał znów naburmuszony, chociaz ostatnio pogoda lubi nam robić kawały, może i dzisiaj nagle nam niebo się rozsłoneczni, podobnie jak wczoraj ?. Dzisiaj dla mnie pogoda nie jest najważniejsza, ważny będzie jutrzejszy dzień, bo znów nie wiem, jakie wierzchnie ubranie mam na siebie włożyć, żeby nie zamarznąć.
Co prawda śnieg (???) ma spaść dopiero w przyszłym tygodniu, ale….. ciągle jakoś nie mogę w to uwierzyć, abym znów w bieli się miała obudzić.
Mogę sobie tylko  zaśpiewać słowami podobnymi do tego szlagiery sprzed lat : Może to wszystko przez te atomy, że zwariowaną pogodę mamy.
No na pewno ta dziura ozonowa, która niestety się powiększa, jest jedną z przyczyn zmian klimatycznych na ziemi, gdy na wskutek zmniejszonej ilości ozonu  pochłania ona promieniowanie ultrafioletowe, dobiegające do naszego globu, co jest niezwykle szkodliwe dla wszelkich żyjących organizmów, również i ludzi, bo jest przyczyną wielu chorób, już nie mówiąc że powodują niepowetowane szkody w rozwoju naszej roślinności, powodując ich trwałe uszkodzenia. Spowodowane jest to  wytwarzaniem zbyt dużo szkodliwych gazów, w tym freonu, wytwarzanych podczas zbyt intensywnego procesu zachodzących zmian przy stosowaniu przez ludzi wiele szkodliwych czynników, które można by było, a nawet powinno się  stopniowo eliminować.
Dlatego ekologia zajmuje teraz bardzo ważne miejsce pośród problemów naszego życia i coraz więcej ludzi stara się nią zajmować podnosząc alarm, gdy zbyt wiele wskaźników normy zostają przekroczone.
To nam wszystkim powinno zależeć na tym, aby ograniczać szkodliwe emisje, aby żyć zdrowiej i nie być narażonym na wiele groźnych chorób.

Dzisiaj rozpoczynamy weekend, a więc życzę Wszystkim, by przeszedł on w miłym i jednak ciepło – słonecznym klimacie.

Było (podobno) nieźle

 

 

Na szczęście całej mojej trójce maturzystów tematy przypadły do gustu i bez trudu z nimi dali sobie rady.
Najgorzej miała Oliwka, bo w sumie wczoraj pisała dwa razy swój egzamin z języka polskiego, rano od 9 do 12 podstawowy, a potem po przerwie, popołudniu pisała egzamin rozszerzony. Na pewno wróciła zmęczona jak diabli do domu, a tu dzisiaj znów trzeba matematykę pisać.
Każdy z nich. pisze co prawda z matematyki  egzamin tylko  podstawowy, ale matematyka, to matematyka, nie ma łatwo, czyli nie ma to tamto jak mawiał Henio Lermaszewski  w serialu „Dom”.
Jednym słowem, znów dzisiaj moje pięści „będą zatrudnione”, znów będę zaciskała kciuki.
Ale tak to już jest, gdy jest spora rodzinka i teraz akurat młodzież nam dorasta. Za rok z kolei będę się martwiła o Polę – córkę Moniki.
Taki to już jest los Cioci Babci. A jak się potem posypią cioteczne prawnuki to…ho ho ho…….
A dzisiaj mam całe popołudnie wypełnione po brzegi, mam zamówiona wizytę u fryzjera i u pedicure, a wcześniej u specjalistki od stóp, która będzie dobierała odpowiednie dla mnie wkładki. Fajna sprawa, co prawda nie zdążę zrobić sobie u niej jutro  badania komputerowego moich stópek, (są wyznaczane terminy na takie badania),  muszę umówić się na nie w późniejszym terminie, ale chwilowo kupię wkładki „przejściowe”, dopiero potem, już po badaniu i po  wynikach, będę u niej zamawiała specjalne wkładki do moich nóg, tak by mi się wygodnie w nich chodziło. Bardzo ciekawa jestem, czy to badanie rzeczywiście będzie skuteczne, bo przecież dobrze dobrane wkładki i dobrze dobrane do mojej nogi buty są dla mnie w tej chwili najważniejsze, nawet gdybym musiała nieco więcej za buty zapłacić, no, pożyjemy, zobaczymy, może rzeczywiście to jest dobra metoda na moje obolałe nogi???
Jutro jeszcze muszę odwiedzić jubilera, gdzie chcę wybrać prezent komunijny dla Emilki (myślałam o srebrnej łyżeczce), muszę jeszcze kupić ładne rajstopy, bo niestety nie zapowiada się na ciepłą pogodę w niedzielę, a zresztą elegancka kobieta nosi rajstopy (względnie pończochy) nawet przy wysokiej temperaturze, to jest takie uzupełnienie do ubioru.
Muszę przecież elegancko wyglądać, bo jestem jakby nie było jedną z nestorów tej rodziny.
Tak więc na nudę narzekać dzisiaj nie będę, gorzej, że pewnie pogoda trochę będzie krzyżowała moje plany, ale zauważyłam, że ostatnio stało się omalże regułą, że gdy wybieram się do fryzjera, zaraz zaczyna padać deszcz. Taki już ten mój los.
Byleby temperatura nie była tylko zbyt niska, bo marznąć nie cierpię.
Żal i wtedy tych małych dziewczynek w pięknych, cienkich, komunijnych sukienkach, dopiero one będą się trzęsły z zimna, gdy będzie ulewa i temperatura niewielka, a taką niestety na niedzielę zapowiadają.
Ale nie ubiegajmy faktów, czasami w dwa dni pogoda potrafi się diametralnie zmienić, może nas tym razem miło zaskoczy?

Wczoraj w pracy rozmawiałam z bardzo miłą pacjentką, jakoś tak zgadałyśmy się na temat surfowania po internecie i przy okazji wspomniałam Jej, że pisze mój blog. Zainteresowała się nim i obiecała, że tutaj zaglądnie.
Więc jeżeli rzeczywiście zabłądziła pod moją blogową strzechę, serdecznie Ją witam jako mojego nowego Czytelnika, miło pozdrawiam i zapraszam do czytania moich wspomnień i uwag dotyczących i przeszłych i bieżących czasów.

 

Życzę wszystkim przyjemnego dnia, przecież dzisiaj mamy piątek, czyli początek weekendu. 

Dziś matura

 

Dzień nerwów nie tylko dla zdającej młodzieży, ale również i dla ich rodziców. Ile to matek  dzisiaj będzie obgryzać nerwowo pazury, ilu ojców będzie posuwistym krokiem przechodzić się tam i z powrotem, obydwoje nie przytomni, nie będzie docierać do nich żadne polecenie służbowe, myślami będą wraz ze swoim nieszczęsnym dziecięciem na maturalnej sali.
Znacie to a autopsji??? na pewno! Myślę, że bardziej denerwujący ten dzień będzie właśnie dla rodziców, niż dla ich dzieci, bo ci drudzy już pogodzeni z losem, mając świadomość, że są lepiej, czy gorzej przygotowani, nie mają już innego wyjścia, jak zasiąść na drewnianym stołku, za stolikiem pełnym papierów i pisać, pisać, pisać.
Pewnie, ważne jest to co, ile i jak napiszą, bo od tego zależą przyszłe losy tego nieszczęśnika. Teraz jest po prostu całkiem inny sposób egzaminowania, niż za moich czasów, teraz zdaje się tylko egzamin maturalny i on jest przepustką na ewentualne dalsze studia.
Przynajmniej zdaje się jeden egzamin, bo dawniej najpierw zdawało się maturę, a potem egzamin wstępny na wybrany wcześniej kierunek studiów.
Może to i było cięższe, bo po pierwsze trzeba było zdawać nie jeden, a dwa egzaminy, a po drugie już na początku klasy maturalnej trzeba było się zdecydować, co dalej studiować będę, gdzie mam złożyć papiery. Teraz jest więcej kombinacji, bo co prawda jest podział na klasy matematyczno- fizyczno – biologiczne i na klasy o decydowanym profilu humanistycznym, ale…… nawet w ostatniej chwili można zadecydować, że chce się dodatkowo zdawać jakiś przedmiot, z tym, że jednak szanse dla takiego zdającego są chyba mniejsze, niż dla tego, kto przez 3 lata rozszerzał swoje wiadomości w wybranym profilu, a poza tym nie składa się papierów na studia jak dawniej z góry, tylko w ostatniej chwili, już po ogłoszeniu wyników egzaminów maturalnych, w dodatku można je składać na kilku uczelniach, w dodatku w dowolnej uczelni w Polsce.
Nie jestem tylko pewna, czy ten sposób zdawania matury i zarazem egzaminu wstępnego nadal będzie obowiązywał po słynnej reformie szkolnictwa – pewnie nie, bo ta reforma raczej ma tendencje do cofania się, niż do mądrych, przynoszących pozytywne skutki edukacji  w stylu europejskim.
Ale wydaje mi się, że szkoda by było psuć to, co teraz młodzież w wieku, w którym decydują się na sprecyzowanie swoich poglądów na dalsze życie, osiągnęła. Przecież ten sposób zdawania  zwiększa szansę na otrzymanie upragnionego indeksu.

Jak już pisałam, mam dzisiaj trójkę abiturientów licealnych w swojej najbliższej rodzinie, którzy dzisiaj podejdą do swojego pierwszego poważnego egzaminu z dorosłości. Myślami dzisiaj jestem z Oliwią, Wiką i z Frankiem (przecież dopiero co były to przecież jeszcze małe dzieci!!), trzymam mocno za nich kciuki, by napisali te swoje wypracowania z języka polskiego najlepiej, jak potrafią, by nerwy ich nie zjadły, a tematy „podeszły” pod ich twórcze umysły. Jutro będą zdawali matematykę, w przyszłym tygodniu język, o i potem podchodzą do egzaminów ustnych.
Nie będę kolejny raz wspominała swojej matury sprzed 50 lat, ale tylko przypominam sobie, że jednak byłam okropnie zdenerwowana, tak bardzo się tymi egzaminami stresowałam, że uszyta na studniówkę spódniczka, w której potem zdawałam maturę musiałam zapinać na agrafkę, bo całkiem ze mnie spadała.
Hmmmm, żeby teraz tak łatwo przychodziło mi to chudnięcie…..
Połamania piór moi Kochani: Olka, Wika i Franek, ale także i wszystkim dzisiaj meczącym się przed tym stresowym egzaminem też życzę powodzenia.
Wszak wszystkie dzieci są nasze!!!!
Jak to mówili? Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera, na szczęście żadne „moje” dziecko nie ubiega się teraz o szlify oficerskie, mam nadzieję, że będą wkrótce dobrymi lekarzami, prawnikami, magistrami innych specjalizacji.

 

A pogoda?? Oczywiście że wybitnie anty majowa, jest pochmurno, i tylko 11 stopni ciepła.
Pewnie nadal będzie padało, coś się aura na nas pogniewała chyba, co prawda w Krakowie padało dopiero pod wieczór, ale za to jaka ulewa była……
Dobrze, że nie trzeba było na zewnątrz wychodzić.
Ale mamy to co mamy, zawsze pozostaje nam jeszcze nadzieja na lepsze jutro.
Miłego czwartku.

na zawsze

Dzisiaj świąteczne róże dla Ciebie Ulu, biało – czerwone, bo dzisiaj mamy przecież świąteczny dzień,  226 -stą Rocznicę ustalenia Konstytucji Trzeciomajowej.
To był bardzo ważny dzień w historii naszego Państwa.  Konstytucja ta regulowała prawo,  wprowadzając ład do zanarchizowanych rządów magnaterii.
Wprowadzała ona trójpodział władzy:ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, taką, z jaką dzisiejszy rząd zajadle walczy.
Może właśnie dlatego dzisiaj jest ona dla nas niezwykle ważna, bo mimo, że już była raz jeszcze po niewielkich zmianach  przyjmowana przez Polaków, jednak mimo niektórych zmian  ta ustawa o trójwładzy nadal była i jest zobowiązująca. I będzie, pomimo, że podniesiono na nią rękę. Daj Boże, że będzie, bo przecież nie można dopuścić do złej zmiany, którą ktoś przewrotnie dobrą zmianą nazwał.

Ale dzisiaj mamy też ważne święto kościelne  Święto Najświętszej Marii Panny, naszej Królowej, której dzisiaj oddajemy w opiekę nasza zagrożoną politycznymi nieprawidłowościami Polskę.
Matko Boża, miej nasz kraj w opiece, nie pozwól mu zginąć, nie pozwól pogrześć Polski.

Ale oczywiście nie zapominam o Tobie dzisiaj Uleczko, bo przecież środa jest naszym szczególnie świątecznym dniem. To takie nasze małe, całkiem prywatne święto, które zawsze ożywa w każdą środę.
I tak, jak napisane jest tuż obok tej róży, to nasze święto będzie trwało Na Zawsze –  FOREVER !!!!!!
Jak zawsze serdecznie Cię pozdrawiam Uleczko, życząc Ci samych miłych, przyjemnych i słonecznych następnych dni, takich, o jakich za pewno marzysz.
Pewnie znam Twoje zamiłowania do spacerków i do wyjazdów, do kontaktów z łonem przyrody, a do tego konieczna jest przecież odpowiednia pogoda, odpowiednia temperatura. I niech tak właśnie będzie, Ulu.
Całuski z Krakowa. Oby słonko świeciło nam od samego rana, aż do późnego wieczoru 🙂 🙂 🙂

 

 

A ten kosz róż ofiarowuję dzisiejszej Solenizantce, mojej Bratanicy, Basi.
Basiu, napisałam Ci już życzenia urodzinowe na Face Booku, nie chcąc się więc powtarzać, życzę Ci w tym szczególnym dla Ciebie dniu, aby to wszystko o czym marzysz, to co zamierzasz, to do czego każdego dnia dążysz zawsze się Tobie spełniało.
100 lat Basiu w zdrowiu, miłości i w szczęściu.

 

A ja dzisiaj Matce Bożej w Dniu Jej Święta  oddaję jeszcze w opiekę troje „moich maturzystów” Olkę, Wikę i Franka.
Niech jutro i w każdy ich następny  egzaminacyjny dzień będzie wraz z nimi na maturalnej sali i da im natchnienie i przypływ wiedzy, aby doskonale napisali swoje maturalne zadania, tak doskonale, by potem żadne z nich nie miało potem kłopotów z dostaniem się na wymarzone studia.
Na pewno razem z ich  Rodzicami będę przeżywała te matury, wspominając swoją, tę sprzed pół wieku, bo właśnie 50 lat minęło jak jeden dzień, a może dwa???????
Mój Boże, ile pozytywnych myśli miał wtedy człowiek w głowie, ile pomysłów na przyszłość, nie wszystkie oczywiscie dało się w życie wprowadzić.
Pamiętam te rozmowy z moim przyjacielem Januszem, z którym twierdziliśmy, że gdy dorośniemy, nasze życie będzie inaczej wyglądało, niż to dorosłe życie naszych najbliższych, ile uda nam się na lepsze zmienić. I co……..życie wszystko zweryfikowało, bo nie udało się za wiele zmienić. Fakt, żyłam wtedy w bardzo trudnych czasach, bo chociaż w domu ptasiego mleczka mi nie brakowało (chociaz jednak byłam nieco zubożona  z matczynych uczuć, która zbyt szybko umarła), miałam Kochanego Ojca, zawsze służącego mi dobrą  i przede wszystkim mądrą radą, miałam kochane rodzeństwo, wspaniałe warunki materialne, ale wiadomo, jak żyło się każdemu z nas w PRL-u, w tych czasach, gdy z jednej strony trzeba było uważać, by się nie narażać, a z drugiej żyć tak, by nie zdradzić  swoich ideałów. I udało mi się to, nigdy ich nie zdradziłam i nadal nie zdradzam, chociaz czasami wydaje mi się, że przezywam swoiste Deja vu, już kiedyś to przerabiałam.
Ważne jest jednak to, by ta dzisiejsza młodzież gdzieś po drodze się nie pogubiła, by wierzyła w dobro, sprawiedliwość, ale nie to udawane, ale to prawdziwe, gdzie słowo Tak, oznacza tak, a słowo NIE, nie.
W czasach mojej młodości wzorem ideałów był Kościół, bo on uczył prawdy, teraz niestety gdzieś on po drodze się pogubił, zatracił  tę prawdę.
Oczywiście nie można uogólniać, bo jest wielu mądrych księży, którzy chcą i głoszą Dobrą Nowinę, którzy rozumieją, jak bardzo można skrzywdzić człowieka złymi słowami, pogardą, kłamstwem.
Dlatego niejednokrotnie staję przed dylematem i zadaję sobie pytanie, czy ja jeszcze wierzę?
I moja odpowiedź brzmi : Tak, wierzę w Boga Ojca Miłosiernego, najlepszego z Ojców, który dba o mnie, który stara się, bym dobrze przeszła przez to trudne życie, mimo, że czasami błądzę, ale Jego wspaniałomyślność zawsze jest gotowa na wybaczenie, a za to kiedyś w nagrodę otrzymam życie wieczne. Kościół to My wszyscy :  i ludzie, którzy do niego przynależą i księża, którzy są jego funkcjonariuszami.
Ale księża są tylko ludźmi, tak samo błądzącymi, tak samo poddawanymi różnym pokusom, którym często niestety ulegają.
Taki jest i teraz ten dzisiejszy Kościół, niestety spora część ulega pokusie przekładania dobra materialnego, nad to duchowe, do którego jest powołane.
I musimy im to wybaczyć, bo miejmy nadzieję, że kiedyś zrozumieją, że źle czynią i będą chcieli na drogę prawdy powrócić.
Na drogę, gdzie słowo będzie słowem prawdziwym,  na  którą ich skierował Chrystus, który też przecież  kiedyś został zdradzony, a jednak w nich nie zwątpił.
I to jest ta moja nadzieja, to moje CREDO na dzisiejszy świąteczny dzień.

No i co z tego, że wstał świąteczny dzień, skoro pogoda nadal nie jest świąteczna, nie jest zachęcająca do spacerów, chociaż dzisiaj wiele dziać się będzie, nie tylko pewno w Krakowie, ale w każdym mieście  Polski, tam gdzie będą pochodami, wiecami, patriotycznymi piosnkami czcić dzisiejszy dzień.
Ja raczej nie będę uczestniczyć w takich obrzędach i to z różnych powodów, o których nawet nie chcę wspominać.
Ale tym wszystkim, którzy dzisiaj świętują życzę przemiłego i udanego dnia.

Dzień Flagi

 

 

 

 Święto Dnia Flagi Polskiej zostało wprowadzone na mocy ustawy z dnia 20 lutego 2004 i jest obchodzone pomiędzy Świętem Pracy obchodzonym w dniu  1 Maja, a Świętem Narodowym 3 Maja, obchodzonym na pamiątkę ustanowienia Konstytucji 3 Maja.
W tym samym dniu obchodzony jest Dzień Polonii i Dzień Polaków za granicą.
W tym dniu odbywają się liczne akcje i patriotyczne spotkania, podczas których wiąże się między innymi kokardę narodową,.
Ciekawostką jest również to, że właśnie w tym dniu, 2 Maja 1945 roku, polscy żołnierze zdobywający stolicę hitlerowskich Niemiec – Berlin, umieścili na Reichstagu flagę polską, równocześnie w tym samym dniu na symbol zwycięstwa zawiesili biało – czerwoną flagę na Kolumnie Zygmunta w Warszawie.

Nie jestem pewna, czy dzisiaj polska Flaga jest dla niektórych taka ważna, chociaż przecież powinna, to jest przecież nasza tożsamość, nasza historia.
Niestety dziwne koła zataczają teraz nasze dzieje, powraca zła fala faszystowskiej przemocy, popierana niestety przez nasz rząd. czyli flagi z falangami zaczynają znów łopotać nad Polską. Może dzisiaj chociaz niektórzy eksponowani na stołkach zastanowią się, co robią z naszej Polski, jak ją poniżają, jak bardzo prowadza ją na kraj przepaści.
Raz już ruch ONR został potępiony, a ten ruch  został rozwiązany, to działo się za czasów II RP, gdy odpowiedni ludzie sprawowali polskie rządy.
Teraz policja ochrania maszerujących młodych faszystów z wyciągniętymi jak kiedyś za Hitlera rękoma w pozdrowienia  „Heil”, a niestety brutalnie rozgania tych, którzy takim faszystowskim pochodom się przeciwstawiają.
Nie rozumiem, czy myślą, że ta organizacja, wroga dla Polski, ochroni ich przed utratą rządów i dlatego są dla nich tacy pobłażliwi ?
Niech nie liczą na to, bo i dla nich może się to źle skończyć, a gdzie jest tak szeroko głoszone przez rządzących słowa : dobro Ojczyzny”?
Bóg, Honor i Ojczyzna, głoszą i jedni i drudzy, lekko rzucając słowa na wiatr, to jest bardzo bolesne, bo nie tylko szkodzą Polsce, ale robią mętlik w niedoświadczonych głowach, które łatwo omamić wielkimi, ale pustymi, bez pokrycia  słowami.

Niektórym OPAMIĘTANIA NA DZISIAJ ŻYCZĘ  !!!!!!

Wczoraj przeczytałam na Face Booku jedną z ostatnich  przepowiedni, która wieszczy, że III wojna światowa wybuchnie jeszcze w tym  miesiącu, w maju!
Straszna byłaby taka wiadomość, ale wiadomo ile niepokojów w tej chwili jest na świecie.
Przede wszystkim złe wieści płyną z Korei Północnej, która zapatrzona w bombę atomową chcą uderzyć na USA, stamtąd  zaś płynie na to odpowiednia riposta, robi się więc niebezpiecznie.
Jutro wybory we Francji i…no właśnie, ważne, żeby populistyczna Marine Le Pen nie doszła jednak do władzy, nie byłby to dla świata radosny news, jest ona zdecydowaną przeciwniczką Zjednoczonej Europy, traktując ją, podobnie jak Trump, Orban, Putin, czy nasz Kaczyński, jako przeżytek.
Wiadomo, jakie są intencje Putina, wszak on z powrotem chce Rosję poprowadzić do potęgi światowej, przyłączając do siebie Ukrainę i inne dawniej podległe ZSRR państwa. Dlatego dziwię się Kaczyńskiemu, który wydawałoby się jest mądrym człowiekiem i powinien politycznie pomyśleć nie tylko we własnym interesie, ale i w interesie państwa, co tak łatwo głosi, a niestety wcale nie przeprowadza. Mściwość niestety jest dla niego w tej chwili największym, najsilniejszym bodźcem, o niczym innym, jak o zemście nie myśli.
Niestety Kaczyński Unię traktuje tylko jako maszynkę do zdobywania od nich pieniędzy, ale kiedyś podpisana z Unią zgoda wyraźnie mówi też o obowiązkach, które spadają na członków Unii.
Musi przypomnieć sobie tragiczne lato 1939 w tragicznych losach wojny pozostawiono nas samych sobie, a obecne polityczne kierunki naszej dyplomacji są niestety żałosne i nie zapewniają nam żadnego bezpieczeństwa,
Nawet NATO, na który tak bardzo liczy Kaczyński ma sporo zastrzeżeń do tego, co obecnie w naszym kraju się dzieje i o ile w przyszłości może pomoże trzeba pamiętać, że głównym motywem tej pomocy będzie tylko zabezpieczenie własnych interesów, własnego bezpieczeństwa, a my znów możemy być tylko wykorzystani, tak jak dotąd historia nasza pokazuje.

Nie myślmy o tragedii wojennych losów, przynajmniej dzisiaj, cieszmy się wolnością i w miarę zaspokojonym naszym bytem, dobrym dniem  ale trzeba być jednak ostrożnym i umieć dokładnie zapoznawać się z obecną sytuacja i odpowiednio do niej się przygotować.

A na dzisiaj życzę przyjemnego dnia.

 



Niech się święci 1-szy maja

 

 

  I niech pozostałe dni tego pięknego miesiąca też będą wspaniałe, słoneczne i co najważniejsze…szczęśliwe.
A ponieważ dzisiaj jest dzień świąteczny, będę daleka od polityki, kiedyś od niej też trzeba przecież odpocząć, chociaż ona sama wytchnienia nam nie przynosi. Ale to tylko tyle na dzisiaj politycznych wynurzeń.
Za to wstał optymistycznie piękny dzień. Słonko od rana już pięknie nam świeci, chociaz nie na tyle, żeby rozgrzać temperaturę powietrza do jakiejś wybitnej temperatury. Ale kto wie, co nam ten dzień jeszcze jest gotowy przynieść.
W każdym bądź razie cieszę się, że nie muszę dzisiaj nigdzie, jak ongiś, maszerować, na jakimś przymusowym pochodzie, mogę za to świętować w dowolnie wybrany i miły mi sposób.
A jakie mam plany na dzisiaj? Na pewno jakiś przyjemny spacer po Parku, może gdzieś na chwilkę nawet buzię do słonka wystawię, chociaz podejrzewam, że znów będę mogła tylko spacerować, a nie na ławeczce przysiadać. Dlaczego ciągle tak mało ławek jest w tym Parku?? Wszak jest to bardzo popularne miejsce do odpoczynku, zwłaszcza teraz, gdy już fontanna działa, gdy po stawie kaczuszki pływają ……….
No i chyba nic ciekawego dzisiaj nie mam niestety Wam do powiedzenia, chyba, że przytoczę ciekawy artykuł z Polityki, dotyczący próby zbudowania sztucznej macicy.
Byłaby doskonałym urządzeniem dla bardzo wcześnie urodzonych dzieci, albowiem, wypełniona podobnym jak u kobiet płynem owodniowym i podłączona do specjalnych urządzeń utrzymujących odpowiednią temperaturę i inne warunki, zbliżone do  tych panujących w prawdziwej macicy pomogły by tym maluchom w odpowiednim czasie „dorosnąć” do samodzielnego życia.
Taki eksperyment na razie był przeprowadzony na młodych jagniątkach i okazało się, że rzeczywiście jagnięce maluchy świetnie potem sobie dawały rady w samodzielnym już życiu. Tylko, czy na pewno będą to również i odpowiednie warunki dla niemowląt wcześniej urodzonych????
Na razie badania te  są przeprowadzane w  Children’s Hospital of Philadelphia w Pensylwanii , nie wiadomo kiedy ( i czy) zostaną wprowadzone życie i czy takie zacofane kraje jak na przykład Polska nie wynajdą tysiąc i jeszcze więcej powodów, żeby ten nadzwyczajny program nie nazwać „dziełem szatana”
Pst, miało nic nie być o polityce!!!
No to życzę wszystkim raz jeszcze przemiłego dzisiejszego dzionka i tego następnego, w którym u nas obchodzić będziemy Dzień Flagi jeszcze następnego jako Święto Maryjne  i rocznice Ustalenia Konstytucji 3 Maja (ciekawe, czy Pis tę konstytucje uznaje??)

Odpoczywajcie zatem w pięknej wiosennej aurze.