Pisałam we wczorajszym blogu, że nie mogłam odnaleźć wierszy pana Kawusi i…nie zawiodłam się. Liczyłam, że to właśnie Ty Ulu taki wiersz umieścisz, bo przecież wiem, że świetnie się rozumiemy i umiemy czytać między wierszami.
Dzisiaj jest Dzień Zaduszny, dzień wspomnień o naszych Ukochanych Bliskich, Przyjaciołach, więc tym bardziej stosowne będzie przytoczyć tutaj właśnie, napisany kiedyś z tej okazji wiersz przez pana Kawusię, co prawda już umieściłaś go w moim blogu, ale w komentarzach, które nie każdy czyta, a chciałabym, żeby ten piękny wiersz był dla wszystkich dostępny.
Listopadowe sumienie ….
Wiatry przykryły niebo ołowianą chmurą ,
Cmentarz przytłoczony zaduszkowym modleniem ,
Dni te ponure , owiane smutkiem i zadumą ,
są ,
listopadowym cmentarnym widzeniem…..
Idziemy wśród nagrobków i sosen strzelistych ,
Groby jak kurhany swym drugim wcieleniem ,
Ukryte wśród astrów i chryzantem złocistych ,
są ,
listopadowym cmentarnym cieniem …
Liście już spadły , szeleszczą pod naszymi nogami ,
Mącąc miejsca gdzie duchów są schronieniem ,
Serce do tych co nas kochali i modlitwy do nich ,
są ,
listopadowym cmentarnym pacierzem …
Stoimy nad grobami swych przodków w zadumie ,
Nad minionym ich życiem i ich wspomnieniem ,
Wraz z wiatrem niosącym zapach świerku i świecy ,
są ,
listopadowym cmentarnym sumieniem…
MK.
31.10.2006 roku
Ten piękny wiersz ma dla mnie szczególne znaczenie teraz, gdy Pana Kawusi już nie ma między nami, gdy jest w tym lepszym świecie, po drugiej stronie tęczy i łaskawym wzrokiem na nas spogląda, wiedząc już to, co dla nas wciąż jest niedoścignione…..
To jest właśnie to moje listopadowe sumienie…….
Nadal jestem przeziębiona, mimo, że przez dwa dni nie wychodziłam z domu. Nie było sensu wystawiać się na ekspozycję zimnego, wręcz lodowatego wiatru, gdy organizm i tak już jest chory. Dzisiaj muszę wyjść, idę przecież do pracy, ale już ubiorę się ciepło, „na cebulkę”, czyli będę miała conajmniej dwa swetry na sobie.
w przychodni, w której jest ciepło, mogę jeden zawsze przecież z siebie zdjąć.
Wydaje mi się, że tak bardzo wtedy na tym przystanku przemarzłam i ciągle nie mogę się pozbierać.
Na razie mam tylko przytkany nos, kicham, ale obawiam się, że mimo rutinoscorbinu i Apapu, które zażywam, nie ominie mnie jednak większy katar.
Jedyny ratunek to gorąca herbata z….cytryną, Można by ewentualnie dolać do niej kilka kropel rumu, czy spirytusu, ale nigdy nie lubiłam herbaty „z prądem”, a poza tym, przecież nie mogę być w pracy pod wpływem alkoholu, nawet jeżeli jest on tylko podany w leczniczej dawce.
Właściwie szkoda, że nie zdążyłam zaszczepić się przeciwko grypie, ale….. prawdę powiedziawszy nie za bardzo w te wszystkie szczepionki wierzę.
Przecież katar, ewentualnie grypowe powikłania są raczej i tak nieuniknione, bo przebywamy pośród ludzi i tam nawzajem się częstujemy czyimiś wiruskami. To tylko jeszcze zależy od naszej odporności, jeżeli ją posiadamy, nasz organizm da radę takie wirusy zwalczyć, albo od razu i nie ma wtedy żadnej infekcji, albo dosyć szybko i wtedy takie grypowe choroby przechodzą w miarę spokojnie.
Trzeba więc spożywać sporo witaminy C, zawartej właśnie w cytrynach, limonkach, powinno tez zażyć rutinoscorbin (co właśnie czynię) i ewentualnie zaopatrzyć się w całą pakę chusteczek higienicznych, chociaż osobiście wolę ręczniki papierowe, a dla nosa bardziej miękkie, niż chusteczki no i tak szybko nie przemakają po wytarciu nosa.
Pogoda? Przecież wszyscy to już wiedzą, ta przyjemna, ciepła jesień też odeszła, przyszły jesienne wiatry, słoty i ta ciągle panująca ciemność.
No i co z tego, że rano koło 7 mej jest już jasno, skoro tak szybko, teraz przed godziną 17, a za kilka dni już, o 16 zapada noc.
A ja tak strasznie nie lubię chodzić po ulicy, gdy jest ciemno, po prostu się boję.
Tylko, że teraz niestety jest ten najmniej przyjemny czas….
No to powodzenia na dzisiejszy czwartek, może jakiś promyczek słoneczny gdzieś tam przemknie pomiędzy chmurkami???
