opóźnienie nie z mojej winy

    

 

 

 

Wczesnym porankiem internet działał jeszcze bez zarzutu. No i własnie miałam zabrać się za pisanie mojego blogu ….. a tu nagle….PUFF, internet zaniknął.
Poczekałam  sobie kwadransik, oczywiście wcześniej po majstrowałam przy ruterze, ale nic to nie pomogło. Więc sięgnęłam po telefon i zatelefonowałam do mojego ukochanego Orangu, a tam….
Tam nagrana była wiadomość: jeżeli dzwonisz w sprawie problemów z internetem uprzejmie informujemy, że własnie rozpoczęliśmy rozwiązywanie tego problemu,. No i oczywiście grzecznie przeprosili i poprosili o cierpliwość?
Trudno, pomyślałam, najwyżej dzisiaj blogu nie będzie, a raczej będzie dopiero popołudniową pora napisany, ale co z moją fermą, na której co prawda bez mojego udziału i tak wszystko sobie rośnie, tylko zbierać nie będzie miał kto.
Pocieszające było tylko to, że nikt nie twierdził w tym komunikacie, że naprawa będzie rozwiązana do 72 godzin.
Dobra jest, pomyślałam, chociaż trzeba przypomnieć, że nawet poprzednią usterkę stosunkowo szybko, bo w 24 godziny usunęli.
Cierpliwość to bardzo ważna cecha, z którą wcale nie jest łatwo konkurować, zwłaszcza, gdy ktoś jest tak nadpobudliwy, jak ostatnio ja.
No cóż, wyraźnie listopadowa aura nie służy mi  i albo dopada mnie depresja (zwłaszcza wieczór, gdy już ciemno i głucho za oknem), albo napada na  mnie fala złości i wtedy wcale nie żałuję, że jestem sama, bo pewnie temu, kto byłby koło mnie, uszy musiałyby zwiędnąć.
Co do tej ciszy, to wcale nie powinnam narzekać, bo już niedługo taką błogą ciszą pewnie cieszyć się będę, a to z tytułu tego, że cały plac dziecinnych zabaw w Parku zrobili prosto pod moimi oknami.
Już sobie wyobrażam te wrzaski, piski i płacze, które przez calutki dzień będą stamtąd dochodziły. No, ale dzieciaki przecież gdzieś wyżyć się musza, tylko dlaczego pod moimi oknami?
Co prawda okna mam nowe, dosyć szczelne i nadmiar harmideru powinien wyciszyć, ale przecież trudno w lecie, a wtedy będzie  na pewno w parku dziecinny  ruch od rana do wieczora, siedzieć przy zamkniętym oknie, zwłaszcza, gdy temperatury będą dosyć wysokie, a takie kiedyś będą prawda????

Wszystko dobre, co się dobrze kończy, więc internet nawet w dosyć przyzwoitym czasie mi przywrócili i dzisiaj znów mogę się w nim do Was odezwać.

Dzisiaj rano oglądałam sobie ciekawy program Galileo, w którym miedzy innymi tłumaczono, dlaczego guziki do  męskich ubrań są przyszywane po innej stronie, niż jest to w ubraniach kobiet. Związane jest to z dawnymi czasami, gdy mężczyźni w rękach trzymali broń w prawej ręce, a guziki po lewej stronie przeszkadzały by im w z wyjmowania jej zza pazuchy. Odwrotnie było u kobiet, ponieważ dawne damy na ogół ubierane były przez swoje damy dworu i łatwiej było im własnie zapinać guziki  umieszczone własnie po lewej  stronie szaty.
A  tak w ogóle to skąd się wzięły guziki?  Były   ozdobami , na początku stosowano w tym celu muszelki, które stopniowo własnie guzikami zastąpili, dopiero potem zauważyli, że można je stosować do spinania dwóch brzegów materiału.Fajne są takie programy, człowiek całe życie dowiaduje się bardzo interesujących rzeczy, o których nie  miał pojęcia, obojętnie jak długo by nie żył.

Dzisiaj znów piątek, czyli zaraz rozpocznie się weekend, tylko… jaki on będzie?
Zapowiadali niby, że będzie on słoneczny, ale jakoś ponuro to na razie widzę.
Ale i tak wiele pogody ducha na te dni odpoczynku życzę.