A w Krakowie, nie tylko na Brackiej, pada śnieg…..

 

 

 

HURRA!! Pada śnieg!!!!
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr , ZNÓW pada to białe świństwo z nieba !!!!!
Wcale się nie cieszę z tego powodu, nawet ani troszeczkę, ani odrobinkę. Nie cierpię zimy i  śniegu,  ani gdy gdy jest mokro i cierpię … gdy bolą wszystkie kości.
Własnie, bolą mnie nóżki, oj bolą, chyba zapowiadały ten śnieżne opady już co najmniej od 2 dni, dlatego tak te nożyska   mnie rwały i nadal rwą.
Zaraz po porannej kawce wypiłam….poranny Nimesil, jakoś muszę do południa się pozbierać, żeby do pracy dotrzeć.
Obawiam się, że znów czas taksówek nastał, co wyraźnie nadszarpnie mój budżet, ale zawsze lepiej bezpieczną nogą dotrzeć do pracy, niż gdzieś znów zaryć nosem w jakiś beton.
Odbiję sobie te finansowe niedobory na wiosnę, gdy już bezpieczna będzie moja droga.
Co mam poradzić, że te moje nogi są takie niesprawne i oporne?  Jakoś człowiek musi się ratować.
A zresztą tak sobie pomyślałam, że przecież nikt (na szczęście) w mojej kieszeni nie siedzi i moich funduszy nie podlicza, nie muszę się też z nikim nimi dzielić. Co najwyżej pod koniec miesiąca, a ten już tuż tuż, będę chleb z Ramą wpieprzała. A co? Nie koniecznie mięsko i kiełbaskę trzeba konsumować, zresztą ostatnio i tak prawie żadna kiełbaska, prócz tej morlińskiej z piersi kurczaka, mi nie smakuje.

Jakby to powiedział V.I.P???  –  bo ty jesteś Ewa W.  Tak zgadza się, jestem Ewa W., jestem już (niestety) starszą panią (naprawdę? niemożliwe, a wczoraj jeszcze byłam małą Ewunią) i  muszę w miarę komfortowo układać swoje życie, wszak ono mam tylko jedno i to nie wiadomo, jak jeszcze długie…..
Zresztą każdy układa swoje życie według swojej modły i tak jak ja nie krytykuję kogoś innego sposób na życie, tak i nikt niech nie krytykuje mojego życia, prawda?
l
Wczoraj, późnym popołudniem miałam niespodziewaną wizytę Maćka. Tak po prawdzie, to czułam, że on przyjdzie, bo jednak raz na 2 tygodnie starą ciotkę odwiedza, porządny siostrzeniec z Niego.
I bardzo dobrze, bo zawsze jest w czymś pomocny, a to trzeba słoik odkręcić, butelkę z olejem otworzyć ( ach te moje niezbyt sprawne ręce), albo baterię w glukometrze wymienić, co prawda próbowałam ją wymienić sama, ale jakoś niezbyt zgrabnie mi to wyszło.
Szkoda tylko, że nie miałam już ani precelków, ani paluszków, które on lubi (jakoś dziwnie szybko mi w tym tygodniu  „wyszły”), ale posiedzieliśmy przy kawce i trochę pogadaliśmy o tym i owym, głownie o kłopotach w Służbie Zdrowia, bo przecież oboje jesteśmy to z racji wykonywanych obowiązków zainteresowani.
Na szczęście „politycznie” jesteśmy po tej samej stronie, więc do żadnych konfrontacji we wczorajszych dysputach nie doszło.

A gdy Maciek już sobie poszedł, usiadłam na kanapie w nieoświetlonej kuchni, bo własnie zbliżała się godzina 19 -sta i oddałam się rozmyślaniom o tych smutnych chwilach sprzed 57 lat. Pomodliłam się za moją Mamusię, poprosiłam tez Ja o opiekę nie tylko nade mną, ale przede wszystkim nad jej wnukami i prawnukami, każdy z nich na swój sposób takiej opieki potrzebuje. Wspominałam moich Rodziców, moje Rodzeństwo, Dziadków i te wszystkie szczęśliwe chwile, które już przeszły.
Ale nie mogę powiedzieć, że teraz nie jestem też szczęśliwa.
Mam przecież koło siebie tyle Siostrzeńców, Bratanków, którzy jak wiem, o mnie myślą i się o mnie troszczą, za niedługo zostanę Ciocią Prababcią…..  
Czy to nie jest szczęście, że ma się tak liczną i wspaniałą Rodzinę???
Oczywiście, że z nimi przeżywam wszystkie ich kłopoty, upadki, ale cieszę się także i ich radościami, każdą ich szczęśliwą chwilą.
Bo  życie takie już jest, musi w nim być przysłowiowa kropla goryczy, żeby potem móc doceniać to, co w nim jest dobre.

No to mamy znów poniedziałek i przed nami znów długi i niestety zaśnieżony tydzień.
A tak w ogóle, to kto zimę wymyślił? i po co???
No dobra, są tacy, którzy nią się   niej cieszą, bo znów na nartach i na sankach sobie pojeżdżą, więc nie będę już taką malkontentką i miłego poniedziałku i  szczęśliwego całego tygodnia Wszystkim życzę.