Niestety deszczem rozpoczęliśmy nowy tydzień. Nie jest to wcale optymistyczna wiadomość, ale różnie może jeszcze być.
Może na przykład śniegiem poprószyć, może i słonko nam na niebiesie zabłysnąć.
Na razie trzeba zaopatrzyć się w cieplejsze kurtki, szaliki no i oczywiście w parasole.
Już pisałam, że jest to najbardziej znielubiona przeze mnie pora roku. Wtedy i myśli moje są tak ponure, jak dzisiejszy dzień i nawet dwie kawy nie wiele mogą to zmienić.
Ale przeżyć te dni jakoś trzeba.
Wczoraj popołudniu jakaś chandra znów siadła na moim nosie i dosyć radykalne kroki przeprowadziłam, szczególnie wobec pewnej osoby. Nie wiem, czy to dobre, jeszcze dzisiaj nie rozważałam tego faktu, muszę sobie dać na to czas.
Możliwe, że ta osoba ma rację, że jestem nieco kapryśna, ale to nie o kaprysy chodzi, po prostu czasami już cierpliwość się wyczerpuje i nadchodzi czas, gdy wiesz, że i tak, choćbyś nie wiem jak się starał, nic nie zmienisz.
Widać akurat takie myśli wczoraj napłynęły do mojego mózgu i stąd takie były moje decyzje. Nie ważne, czas pokaże, czy mam czego żałować, czy nie.
W każdym bądź razie za oknem buro- ponuro i podobna w mojej duszy „pogoda” panuje.
Już pisałam, byle do wiosny.
I to by było na tyle na dzisiaj, jakoś do pisania długich wynurzeń też dzisiaj modły nie mam.
Zresztą, o czym tu pisać, jak jest, wszyscy widzą i wiedzą, jest delikatnie mówiąc, nieciekawie.Może ten tydzień przyniesie jakieś „polepszenie doli”???
Powodzenia.
A ja uzbrajam się w ciepły szalik, parasolkę i wyruszam w ten deszczowy świat.
