obiecałam

 

 

 

Miał Być dzisiaj długi wpis. Tak wczoraj obiecałam, gdy miałam utrudniony dostęp do internetu.
Od kilku dni już tak było, już chyba nawet w blogu kiedyś o tym wspominałam, niby był dostęp do internetu, ale nagle gdzieś zniknął. Zgłosiłam usterkę dwa dni temu i….. Najpierw mi powiedzieli, że usterka regulaminowo do 72 godzin będzie usunięta,  z tym, że nadal internet raz miałam, raz nie. Do wczoraj . Rano działał jeszcze w kratkę, ale po krótkim czasie zupełnie zaniknął.
Dostałam za to SMSa, że usterka jest poważniejsza, niż przewidywali, więc przesuwają termin naprawy aż do 13 listopada, czyli do przyszłego poniedziałku. Nie powiem, nieco mnie to zdenerwowało, bo jednak… co tu kryć, od tego „cholerstwa” jestem uzależniona, no a poza tym moja gra w Wiejskie życie wymaga codziennego logowania się, bo za to dostaję dodatkowe punkty no i  różne nagrody. Na całe szczęście dokupiłam kiedyś sobie ruter na dodatkowe minuty, z tym, że owy ruter bardzo szybko się rozładowuje i muszę go mieć przypiętego do laptopa. Nie ważne, ze działa tylko z laptopem (z dużym komputerem jakoś nie mogłam znaleźć połączenia), wreszcie po coś sobie ten swój laptop odświeżyłam, dodając nowy dysk. Rzeczywiście laptop działa prawie bez zarzutu, wystarczyło tylko odnaleźć na nim  odpowiedni dostęp do internetu, umieszczony w dodatkowym ruterze i…zacząć działać.
I tak zrobiłam, udało mi się wszystko elegancko podpiąć, odnaleźć, wpisać odpowiednie hasła itp i gdy już weszłam z radością na moje Wiejskie życie, rozdzwoniła  się moja komórka. Okazało się, że zadzwonił technik z Orangu, żeby mnie poinformować, że usterka została osunięta i prosił, abym sprawdziła, jak internet u mnie działa, gdyż są w pobliżu mojego domu i gdyby coś nie tak działało natychmiast by mnie odwiedzili, by ewentualną usterkę w domu usunąć (mogło się tak zdarzyć przecież, że przerwa w połączeniu była na poziomie mojego  mieszkania). Na szczęście okazało się, ze wszystko poprawnie działa i nikt nie musi mnie w moim mieszkanku nachodzić, nie rozumiem tylko, czemu kazali mi  czekać, nie wiem, pewnie po to, by ich potem chwalić, jacy to są wspaniali i jak szybko frontem do klienta się ustawiają. A pewnie tak jest, bo od razu jakąś ankietę o ich wspaniałej działalności miałam wypełniać. Tylko… jakoś tej ankiety wcale nigdzie na telefonie nie odnalazłam.
No dobra, oddaję im rację, że nie są taką beznadziejna firmą, za jaką niestety na rynku słyną.
No dobra, już skończę z tymi peanami na cześć firmy Orange. Zresztą każdy, kto używa telefonów komórkowych, a teraz przypuszczam, że już prawie wszyscy to robią wiedza, że firmy obiecują różnorakie ulgi, nagrody, premie, a rzeczywistość jest taka, że nikt nic drugiemu za darmo przecież nie da. Firma musi na siebie jakoś zarobić, tam nie pracują wcale same św. Mikołaje, więc…..

No własnie, pomału zbliża się już ten przedświąteczny okres, jeszcze tylko kilka dni listopada (szybko przelecą, mam nadzieję) i już ten siwy pan z brodą będzie znów prezenty grzecznym dzieciom rozdawał. Ja co prawda nie liczę na żaden prezent, ale lubię ten czas, gdy do Gwiazdki się zbliżamy, a własnieśw Mikołaj jest jej prekursorem.
Mam nadzieję, że doczekam szczęśliwie rodzinnej Wigilii bo…
Wczoraj wchodząc do pokoju miałam wrażenie, że na moim fotelu, koło komputera siedzi …… moja siostra.
Po chwili ta wizja co prawda zniknęła, ale jestem głęboko przeświadczona, że to jednak Ona mnie odwiedziła.
I mam nadzieję, że tylko odwiedziła, a nie, że po mnie przyszła…….
Jakoś jeszcze nie mam ochoty do opuszczenia tego świata, chociaż tamten drugi jest ponoć piękniejszy. Przyjdzie stosowna pora, gdy o tym się przekonam ( a może jednak nie, bo „tam” nic nie ma???)
Zresztą i tak nie mamy wpływu na to, co się będzie działo, prawda?

Dzisiaj rozpoczynamy weekend.
Zapowiada się mgliście i nawet coś o opadach śniegu przebąkiwali.
Ciekawe, czy  zasypie dzisiaj na tyle nasza Stolicę, że pewien „Wódz” straci głos i nie będzie znów nam bajek opowiadał .
Przecież jeszcze dwa dni temu był tak bardzo chory…..
Niestety, licho „swoich” tak szybko nie bierze..
Nie, żebym źle temu panu życzyła, ale najwyższa pora, żeby nareszcie przestał bajdurzyć.

No to szykujcie botki, rękawiczki i szaliki bo prawdziwa zima nadchodzi…
Póki co, miłego piątku i miłego weekendu, nie koniecznie w śniegu spędzonego?

przerwa techniczna

 

 

Szanowny Orange przedłuży czas naprawy internetu aż do 13 listopada.Dobrze, że nie do końca grudnia, albo na przykład do roku 2023
Też tak mogłoby .
Więc mój wpis do blogu w te dni jest ograniczony, co mam nadzieję moi wierni Czytelnicy zrozumieją i do mnie oo 13 listopada powrócą
Może coś tam uda mi się dziennie skrobnąć, al nie obiecuję.Życzę miłych chwil przy czytaniu konkurencyjnych blogów.
I czekam na powrót internetu i na powrót moich Czytelników 

P.S. Z ostatniej chwili : własnie mi podłączyli znów internet HURRA

Jutro sdo Was powrócę w dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugim wpisie 🙂

a tu niespodzianka….

znowu środa 🙂

 

A skoro środa, to oczywiście róże, Ulka i ja.
O przepraszam są jeszcze moi mili Blogowicze, o których też wcale nie zapominam, ale kto zna mój blog wie, że środa jest dniem dla Uli i dla mnie szczególnym i to własnie w tym dniu zawsze są dodatkowe słowa dla Uleczki.
No to serdecznie Cię pozdrawiam Uleczko, w jesiennej oprawie dnia, mglistej, ale a szczęście nie dżdżystej, czasami nawet jakimś promieniem słonecznym okraszonym. Całusy z Krakowa przesyłam.

Dzisiaj nie wiele napiszę w moim blogu, a to z przyczyn czysto technicznych, po prostu zrywa mi internet i co chwilkę jestem bez połączenia z neostradą. Już usterkę zgłaszałam wczoraj, dostałam odpowiedź, że do 72 godzin mój problem rozwiążą.
Tym czasem ja wpadam w nerwy, szczególnie, gdy muszę kilkakrotnie to samo na mojej farmie sadzić, bo po każdym takim  rozłączeniu netu okazuje się, że to co nasadziłam gdzieś zniknęło. Ile razy to samo można sadzić???
Przegapiłam już moją paprykę, bo nie zauważyłam, że mi zniknęła, a ona aż 10 godzin potrzebuje na  dojrzewanie. Trudno, muszę nauczyć się cierpliwości, albo….. od uzależnić się od gry, co przyznaję. łatwe nie będzie.
Zresztą ten krótki mój  dzisiejszy wpis w blogu też kilkakrotnie musiałam powtarzać, więc nie ma sensu się dzisiaj rozpisywać, może jutro, albo pojutrze, albo kiedyś tam, gdy wreszcie naprawią mi to połączenie (a naprawią???) napisze kilka słów więcej.Na razie pozdrawiam Ulkę i wszystkich moich przemiłych Gości mojego Bloga i życzę przyjemnej środy.
Grunt, żeby deszcz nam nie padał, reszta może być. A i wiatr niech  nas dzisiaj nie otula swoimi zimnymi podmuchami. Przecież jesień tez może być miła, nieprawdaż?
Chociaż już zaczyna być nieco smutniej, bo coraz więcej  liści ubywa, niedługo pozostaną na drzewach tylko suche badyle….

dzisiaj…..

 

Dzisiaj nie będzie nic o polityce. Już się przez ostatnie dnie wystarczająco uwewnętrzniłam. I tak moje polityczne dywagacje nic nie pomogą, póki Polacy są ciemni jak tabaki w rogu i dają się w bambuko robić, o czym świadczy ostatni chociażby sondaż.
Gdzie oni te sondaże robią? w Toruniu, czy pod kościołami, gdy gawiedź po sumie wychodzi?????
Chociaż ostatnio  Szydełkowa popularność nieco spadła,  gawiedź chce wyraźnie igrzysk pod tytułem, co się w Polsce stanie, gdy Kaczyński premierem zostanie?
Co się wtedy stanie? łatwo przewidzieć, ale czas to pokaże, byle jak najszybciej, bo już oczami mojej bujnej wyobraźni  widzę jak pis w niebyt popada…..
Niestety rujnacja Polski będzie tak ogromna, że następny rząd będzie miał sporo problemów, by wyprowadzić Polskę na demokratyczne (normalne) tory.

A miało nie być o polityce…..
No to może słowo o serialach?
Na tapetę wezmę mój ulubiony „M jak miłość” Sporo osób już z tego serialu odeszło, kilka osób rzeczywiście realnie  zmarło, chociażby ojciec Łukasza, czy ostatnio Lucjan, a wiele osób pożegnało się z serialem, bo po prostu już odechciało się im nadal w nim grac.
No więc wymyślają reżyserzy mniej lub bardziej prawdopodobne scenariusze, chociażby śmierć Hanki w kartonach, czy śmierć ulubionego Tomka na wskutek odniesionych ran, teraz z kolei będziemy żegnać się z Alą, żoną Pawła, dziewczyna pojechała do Londynu,m tam zdradziła męża (to w życiu też się zdarza) i zaszła z Anglikiem w ciążę, więc opuści na zawsze Polskę i zamieszka w Londynie, razem ze swoją córką Basią.
Żal mi Pawła, jest to jeden z bliźniaków, który od początku nie ma szczęścia do miłości, chociaż stale jej oczekuje i jest na nią otwarty. W przeciwieństwie do Piotra, który już w liceum poznał swoją przyszłą żonę ,zakochał się w niej , w dodatku była ona  mężatką , która do końca nie wiedziałam, czy chce w tym związku z Pawłem być, co chwilę zmieniała zdanie, odchodziła i wracała, teraz po wielu latach znów zawróciła Pawłowi w głowie, czy  tym razem skutecznie?
Po drodze Paweł zakochany był w Magdzie, z którą jednak, mimo obopólnej przychylności, nie mógł stworzyć przyszłości,, miał też kilka innych miłostek, niestety nie potrafił ich dłużej utrzymać. Nie miał szczęścia, zawsze trafiał albo na krętaczkę, albo na niewłaściwą osobę. W końcu wydawało się, że ułożył szczęśliwie sobie życie z Alą, a tu tymczasem…….jego żona go zdradziła.  Widać tak w życiu jest, jeden ma szczęście do miłości, drugi jej szuka przez całe życie, a gdy wydaje mu się, że ją  znalazł, okazuje się, że to wcale nie miłość, tylko jakaś namiastka, czasami wręcz ułuda.Ale to jest tylko serial, chociaz i w naszym życiu podobnie bywa.
Młodzi zakochują się w sobie, wydaje im się, że całe życie razem spędza, ale nie potrafią potem przełamać barier codzienności, oddalają się od siebie, szukają nowych dróg, niestety już osobno.Ktoś powie, widać to nie była prawdziwa miłość.
A czy taka naprawdę istnieje?Chyba naprawdę w bardzo małych przypadkach.
W każdym bądź racie, patrząc na całe swoje życie mogę stwierdzić: PRAWDZIWA MIŁOŚĆ NIE ISTNIEJE!!!!  i już.

I takim stwierdzeniem kończę mój jesienny wpis. O 7 rano była jeszcze szarzyzna, po godzinie czwartej popołudniu już tez jest szaro, szybko zapada zmrok i noc.
Byle do wiosny.

jest nadzieja??????

 

 

 

Nawet nie przypuszczałam, że wczorajszy mój wpis znajdzie tyle aplauzu, pozytywnych komentarzy.Jednak nie do końca w Polsce panuje znieczulica. Jednak sa ludzie, których los innych obchodzi.
Szkoda, że nie dotyczy ro rzadu. To populiści, którzy kupują swoje głosy rozdawnictwem jednym, ale równoczesnie zabieraniem innym.Tak złego, aroganckiego i antypoolskiego rzadu nie mielismy od czasów komunistów.
I to łatwo powiedzieć, że poprzedni rząd był złodziejem, że okradał społeczeństwo.Jednak nie tak do końca jest to prawda. Wiadomo, ludzie są różni i tam znaleźli się karierowicze, którzy po trupach do majątku dojść chcieli.
Ale Polakom nie odpowiadała  ciepła woda w kranie, chcieli czegoś więcej, no to mają. Arogancję, butę, a do tego bezczelność rządu która przechodzi już ludzkie pojęcie.
Ale jest nadzieja.Podobno pani premier Beata Szydło oddała się w ręce samego GURU
A czemu mnie to cieszy?
Bo widzę w tym wielką nadzieję na upadek tego rządu.
Przypomnijcie sobie czas sprzed wyborów, gdy Kaczyński nie cieszył się jednak poparciem, wręcz wiadomo było, że jeżeli stanie do wyborów jako przyszły premier, Pis przegra.
Sprytnie schował się za plecami Beaty i ją ustanowił twarzą nowej władzy. Chwyciło, tym bardziej, że przyszła premierka naobiecywała złote góry, ludzie poszli na to jak na lep. Niestety nadal pani Szydło ma spore dosyć poparcie, widać bardzo umiejętnie kłamie i dla niektórych co tu mówić umysłowo nierozgarniętych jest omalże wyrocznią.
A teraz ta wyrocznia sama odchodzi. Sama? raczej dostała propozycję nie do odrzucenia, za to obiecali jej jakieś lukratywne stanowisko w Unii. Co prawda prestiżowo  to nie to samo, .co premierowanie, ale tu nie o prestiż, a o hajc chodzi. A ten powinien być niezły, bo jednak europosłowie troszkę wysokie mają te zarobki.
Nie zazdroszczę, ale jednak wiem, że ich praca rzadko kiedy przekłada się na zarobione pieniądze. No chyba, że Pis już całkiem z kretesem przepadnie (co daj panie Boże Amen), wtedy i pani Broszka raczej będzie mogła liczyć na celę więzienna, niż na luksusy w Euro Parlamencie.

Złe teraz czasy nastały. Starsze osoby (której jestem też i przedstawicielką) coraz bardziej czują, że są opuszczeni przez innych. Często zdarza się, że nie mają pieniędzy nie tylko na lekarstwa, ale również na jedzenie, czytałam wczoraj o przypadku, gdy starszy człowiek szukał w kieszeniach 20 groszy, które zabrakło mu do małego bochenka chleba. Niestety, nie znalazł, a pani sprzedawczyni nie chciała mu o te 20 groszy taniej chleba odsprzedać.
Owszem, ktoś z kolejki chciał pomóc, ale starszy pan odmówił, był na to za dumny. Ale co jest lepsze być dumnym i nie brać jałmużny, czy być po prostu głodnym????  A przecież i tak chleb, który jest przeterminowany później wyrzucają, nie lepiej było go komuś głodnemu ofiarować?
Ech to nasze człowieczeńswto w kościołach tylko widoczne.
Rząd jest syty, tego nie rozumie, ludzie to widzą i zaczynają szemrać. Starsze osoby nie upomną się o swoje, nie zastrajkują, to my, społeczeństwo powinniśmy w ich imieniu o poprawę ich losu wystąpić. Tylko….
No własnie, kto to ma zrobić Solidarność pana Dudy, który dba o swoje ( i pieska Kacperka) dobro?
Starszych ludzi łatwo otumanić, a są tacy, którzy to wykorzystują, na przykład taki Ojczulek z Torunia.Czytałam wczoraj na FB post i zastanawiałam się, czy płakać, czy się śmiać.
Był to apel jakiejś „Katoliczki”, która błagała o oddanie zguby, medalika z podobizną Ojca Rydzyka, który to medalik miał jej zapewnić życie wieczne. Ciekawe, ile za to „cudo” zapłaciła????? 
Ciekawe, czy niektórzy  ludzie naprawdę nie widzą, że ten szatan w ludzkiej skórze, nazywany Ojcem Rydzykiem to normalny wyzyskiwacz i złodziej???Ludzie. czy my już wróciliśmy do średniowiecza, że życie wieczne za kawałek blachy wykupujemy?
A co na to powie nasz dobry Bóg, który mówi: nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną.On wyganiał kupców ze Świątyni, Rydzyk taką „świątynie”buduje, ale nie dla ludzi, ale dla wzbogacenia się, do powiększenia jeszcze swoich ziemskich dóbr, z których czerpać będzie coraz większa forsę.
Nie mam siły do takiego  życia
A to dopiero…poniedziałek. Co nam ten tydzień przyniesie?
Ciekawe, czy Kaczyńskiemu uda się katarek zwalczyć i znów za 4 dni stanie już całkiem zdrowy na podeściku, by sobie ulżyć w pluciu.
A głupi naród znów mu  poklaszcze w łapki.   ZGROZA!!

No to życzę dobrego tygodnia, dzisiaj jest słonko, niech przynajmniej ono opromienia nasze szare, trudne życie

janosiki

 

 

Złe jest to państwo, którym starym, schorowanym ludziom pieniądze odbiera.
Już wiele w Polsce było przypadków, gdy własnie ludzie  nagle pozbawieni na na starość środków do życia, targnęli się na własne życie.
Wczoraj znów czytałam o takim przypadku, o żonie zmarłego już człowieka, pracującego w tamtych „komunistycznych” latach w którymś z resortów, nie odpowiadających dzisiejszej „dobrej zmianie”

Dopadli i tę biedną kobiecinę, która  dostawała świadczenia emerytalne przyznane jej  własnie po śmierci męża. Dostaje ona teraz na rękę 850 zł miesięcznie. Sam czynsz za mieszkanie musi opłacić w wysokości 650 zł, tak więc na opłaty prądu, na lekarstwa i na życie pozostaje jej zaledwie 250 zł miesięcznie.
Pewnie prąd opłaca w wysokości około 70 zł (to i tak nie jest wysoka kwota), więc na „resztę” zostaje jej około 150 -180 zł, podzielić to przez 30 dni miesiąca, dziennie wypada jej około 6 zł. Akurat na bochenek suchego chleba jej może starczy, pod warunkiem, że nie będzie wykupywała lekarstw, w co nie wierzę, bo właśnie na starsze lata zaczynają człowieka dopadać wszelakie choróbska, a leki są niestety szalenie drogie.

WSPANIAŁA DOBRA ZMIANO!!! Czy naprawdę nie widzicie, że jesteście zwykłymi szalbierzami??? Nie dość, że oszukujecie społeczeństwo, mamiąc  ich obietnicami prawie bez pokrycia (już zaczynają nawet zabierać niektórym osobom to sławetne 500 plus, na którym wygrali wybory), to w dodatku nie liczycie się z osobami, które zdane jest własnie na opiekę państwa. To nie są darmozjady, to są ludzie, którzy swoje życie, swoje zdrowie, poświęcili na pracę w takich czasach, w jakich im przyszło  własnie żyć.
To nie ich wina, że w Polsce wtedy był komunizm, oni wykonywali pracę, którąś ktoś wykonywać musiał.
Ja nie mówię o prokuratorach, którzy wydawali wtedy wyroki na ludzi, na przykład pan Stanisław Piotrowicz, który mimo, że był przedstawicielem komunistycznego reżimu, teraz świetnie osadził się w pisowskich realiach i sam oskarża ludzi, pośród których kiedyś brylował swoją komunistyczną arogancją. Ja mówię o tych szeregowych pracownikach Milicji Obywatelskiej, która wtedy pilnowała porządku  w kraju, która wykrywała przestępstwa, mówię o strażakach, którzy podobnie jak wtedy dbali o mienie społeczne, a teraz nagle stali się nie wiedzieć czemu wrogami Polski. I mówię o wielu innych porządnych ludziach, którzy pracowali w branżach nieodpowiadających pojęciom dzisiejszej władzy, a którzy teraz za swoja długoletnia pracę są po prostu   k  a  r  a  n  i  !!!!!

A najbardziej okrutne jest w tym fakt, że stosowana jest odpowiedzialność zbiorowa. Nie sprawdzają wcale, co kto rzeczywiście w  tym czasie robił, jak sprawował swoje funkcje, tylko palcem wskazywane jest: pracowałeś w resorcie, który nam się nie podoba, to odbieramy ci pieniądze i już, nie ma zmiłuj się.
A co będzie, gdy kiedyś przyjdą czasy, (wszak ta „dobra zmiana” nie będzie na szczęście  wiecznie rządzić), gdy będą pieniężnie i nie tylko karać tych, którzy teraz „szaro rządzą się” w dzisiejszym Pisie?  Czy wtedy też będą za dobrą zmianą, która biednym odbiera a bogatym, rządzącym w comiesięcznych wysokich premiach daje wysokie apanaże???
Przykre dla mnie były niektóre komentarze zamieszczone pod wspomnieniami rozżalonej emerytki, będącej praktycznie bez środków do życia, a przy tym zbyt dumnej, by prosić o pomoc, po prostu wstydziła się swojej biedy, nawet nie chciała wyciągnąć reki do swojej córki, która chciała jej pomóc.
A te wszystkie idiotki  wychwalające Pis za 500 zł z plusem nie współczuły wcale tej kobiecie, wręcz były oburzone, że śmie ona się o jakieś pieniądze upominać..
Dobrze się komuś mówi, gdy te pieniądze ma, gdy państwo za nic daje im 500 plus, własnie odbierając tym starszym osobom. Ciekawe, czy taka jedna z drugą z tych  pisowskich kretynek przeżyłaby miesiąc za 800 zł renty, czy emerytury, będąc do tego i starszą i schorowaną osobą???
Przeraża mnie wręcz głupota niektórych Polaków, bo nie  można być aż tak krótkowzrocznym i nieczułym na czyjaś krzywdę tylko dlatego, że mi jest dobrze. Ale takie niestety instynkty wznieca w Polakach ta partia, która jest właściwie wrogiem dla Polaków, dla Polski. Im chodzi tylko o to, by ludzi między sobą skłócić,  siać pośród nich ferment nienawiści, niestety im się jak dotąd udaje. Ale ciągle mam nadzieje, że do czasu.
Te metody, które teraz Pis stosuje podobne są do dawnych stalinowskich czasów, za chwilę za swoje poglądy będziemy zamykani, więzieni, karani, a nagradzani będą donosiciele, jak ongiś.

Znany i bardzo lubiany satyryk Artur Andrus został zmuszony do odejścia z radiowej trójki, mimo, że pracował tam ponad 20 lat i był bardzo lubionym przez ludzi człowiekiem, za humor, za dobre słowo, za mądre podejście do rzeczywistości. Dali mu wybór, albo Radiowa Trójka, albo Szkło Kontaktowe. Pan Artur nie zastanawiał się długo, podjął decyzję, że w reżimowych mediach nadal występować nie będzie, jest człowiekiem wolnym i chce robić i mówić to, o czym chce, nikt mu nie będzie nakazywał jedynej słusznej drogi.
Brawo panie Arturze. W jego ślady poszedł Wojciech Ziemiński, który też odszedł z Radiowej Trójki  stwierdzając, że  jego wytrzymałość na świństwa już się skończyła i najwyższa pora powiedzieć  „dobrej zmianie’ wyraźnie  NIE!!!!!!

KTO NASTĘPNY????????????

Im nas będzie więcej, tym lepiej, bo ten dziwny dla Polski czas musi wreszcie się skończyć głośnym upadkiem PISU.
I ta oszukiwana część Polaków musi wreszcie spojrzeć prawdzie w oczy, nie może być ciągle mamiona czczymi obietnicami i karmiona nienawiścią do innych.

DOSYĆ!!!!!! MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA!!!!!!!

Zeźliłam się dzisiaj w moim blogu. Już dawno nic na temat polityki nie pisałam, ale moja wytrzymałość też wreszcie pomału się kończy. Nawet kosztem tego, że ktoś wreszcie ukróci moją „antypaństwową” działalność na moim blogu.
Ale nie mogę milczeć. Nie jestem zakłamanym pis(d)owcem.
Dla mnie TAK  znaczy TAK, a NIE, NIE.
Nienawidzę obłudy, chamstwa, arogancji i wszelakiej nieprawości, a takie czasy niestety, przy aplauzie niektórych, nie bójmy się powiedzieć, zidiociałych Polaków, nastąpiły.
Bo jaki to Polak, jaki to Katolik, który co prawda pacierze z różańcem w ręku  klepie, ale jest na ludzką krzywdę nieczuły i zezwala na bezeceństwa????
Niech ich piekło pochłonie. AMEN
i tyle na dziś. Mimo, że jest to święta niedziela.
Wolę pomodlić się w domu, niż w świątyni, w której tez na wszelkie świństwa przeciwko ludziom zezwalają i jeszcze niektórzy czynnie biorą w tym udział, oczywiście za mamonę. 

CZEKAM NA LEPSZE CZASY!!!!!!

nic ciekawego, po prostu sobota

 

 

 

Ot taka sobie nawet słoneczna i pogodna. Jeszcze przynajmniej troszkę odsapu przed jesiennymi szarugami.
I nic nowego na działkach się nie dzieje.
Nawet pisać dzisiaj nie ma o czym.
Więc tylko zdjęcie sobie wstawię i pożyczę wszystkim miłego weekendu.
Ot. co.
Czasami i od blogu trzeba troszkę odpocząć…..

HURRA!! Kupiłam sobie botki

 

Nareszcie! Nie, nie jakieś super eleganckie, bo przecież  najważniejsze jest to (przynajmniej dla mnie),  by buty były wygodne i pasowały do moich graślawych, schorowanych stópek.
Chyba jednak miałam wczoraj dobry dzień. A wszystko to przez….Nimesil, do którego powróciłam.
Nogi  po wypiciu tej  przeciw bólowej mikstury  jakoś mnie nie bolały, więc wymyśliłam sobie, że przed pracą pójdę jeszcze sobie na plac – na Nowy Kleparz i tam sprawdzę, jak się sprawy obuwnicze mają. Nie powiem, żeby było sporo tych stoisk z butami, ale…..
W pierwszym przystanęłam na chwilkę i zobaczyłam buty, na widok których już mi zaczęło świdrować w głowie. Nie, stanowczo takie wydziwonione obuwie nie jest dla mnie odpowiednie.  Podeszłam do następnego stoiska, ale tam była bardzo niesympatyczna sprzedawczyni, która chyba łaskę mi robiła, że mnie musi obsługiwać. Była wręcz opryskliwa, gdy pytałam na przykład o inny kolor buta, wręcz naśmiewała się, że widzę, co jest wystawione, więc stwierdziłam, że u takiej sklepikarski, której nie zależy na kliencie nie ma co kupować. Niech sobie tam stoi i marznie i nic nie zarabia, skoro tak uważa, że jest lepiej. Przyznam, że byłam już zrezygnowana i zaczęłam kierować się do wyjścia z placu, gdy mój wzrok padł na jeszcze jedne botki na następnym stoisku. Wydawały się wygodne, więc spytałam pani sprzedawczyni, która akurat konsumowała obiad, czy mogę je gdzieś zmierzyć.
Ależ oczywiście, zapraszam do przymierzalni, tam ma pani stołeczek, usłyszałam jej miłe słowa i stwierdziłam, że jednak bywają czasami miłe panie sklepowe, którym zależy na dobrej sprzedaży. Botki były fajne, tylko wydawały mi się nieco za wąskie w palcach, więc chciałam je oddać, ale pani podała mi wtedy inne botki, o większej tęgości stopy. Tak, to był mój numer i chyba dobry to był wybór. Dokupiłam jeszcze wkładki do butów, ale jeszcze nowych butów  nie ubrałam, bo akurat zrobiło  się zbyt ciepło na noszenie obuwia z futerkiem w środku.
No własnie, okazuje się, że nie umiem się odpowiednio ubierać. W poniedziałek tak bardzo zmarzłam, że na wszelki wypadek wczoraj ubrałam aż dwa swetry na siebie i było  mi wręcz gorąco, pogoda się poprawiła na tyle, że temperatura była dość przyzwoita, niestety tylko jeszcze zaczął kropić deszcz, a potem wręcz deszcz się nasilił.
Ale po powrocie z pracy deszcz mi już nie przeszkadzał, przynajmniej  pod deszczowy podkład szumu kropel wręcz świetnie mi się spało.
No, ale do pracy jakoś doszłam od autobusu całkiem niezłym krokiem (Brawo Nimesil), a po drodze jeszcze odebrałam z naprawy mój laptopik.
Co prawda pan powiedział, że procesor w nim jest niestety trochę za słaby, ale i tak jakość pracy się przez ten nowy dysk SSD poprawiła. Rzeczywiście, Od razu w przychodni jeszcze sprawdziłam, jak on działa, pozbierałam więc całkiem szybko wszystkie plony, chciałam zobaczyć, czy nie ma jakiej s usterki, póki jeszcze byłam w pobliżu punktu naprawy. Nie musiałam jednak skorzystać z  reklamacji, wszystko działało poprawnie.
Ale przyznam, jestem zadowolona z tej naprawy, rzeczywiście o wiele szybciej laptop działa i co najważniejsze, nie muli.
Zobaczymy, co będzie dalej, na razie laptop działa bez zarzutu, może jednak przedłużyłam mu na te 2-3 lata życie?

Na wszelki wypadek jednak ubrałam sobie przed wyjściem z pracy te botki i kilka razy po placyku przed przychodnia w nich się przeszłam. Tam i z powrotem, tam i z powrotem i..wydawały się rzeczywiście wygodnymi butami. Ale dopiero wyjście w nich w teren  pokaże, na ile są wygodne. Tylko jeszcze muszę poczekać, bo na botki jest jeszcze za wcześnie, jest mi  w nich stanowczo za gorąco.

No i tak mi minął wczorajszy dzionek, całkiem miło, chociaż…a nie warto o tym wspominać. Czasami musi się coś nie udać, ce la vie

A dzisiaj od rana znów deszczowo. Ciekawe, a zapowiadają miły, słoneczny weekend. Tylko który????????

Jednak przy wypitej drugiej kawie świat nie wydaje się aż taki zły, więc życzę wszystkim spokoju na piątek, sobotę i niedzielę.

MEMORY

 

 

Pisałam we wczorajszym blogu, że nie mogłam odnaleźć wierszy pana Kawusi i…nie zawiodłam się. Liczyłam, że to właśnie Ty Ulu taki wiersz umieścisz, bo przecież wiem, że świetnie się rozumiemy i umiemy czytać między wierszami.
Dzisiaj jest Dzień Zaduszny, dzień wspomnień o naszych Ukochanych Bliskich, Przyjaciołach, więc tym bardziej stosowne będzie przytoczyć tutaj właśnie, napisany  kiedyś z tej okazji wiersz przez pana Kawusię, co prawda  już umieściłaś go w moim blogu, ale w komentarzach, które nie każdy czyta, a chciałabym, żeby ten piękny wiersz był dla wszystkich dostępny.

 

Listopadowe sumienie ….

Wiatry przykryły niebo ołowianą chmurą ,
Cmentarz przytłoczony zaduszkowym modleniem ,
Dni te ponure , owiane smutkiem i zadumą ,
są ,
listopadowym cmentarnym widzeniem…..

Idziemy wśród nagrobków i sosen strzelistych ,
Groby jak kurhany swym drugim wcieleniem ,
Ukryte wśród astrów i chryzantem złocistych ,
są ,
listopadowym cmentarnym cieniem …

Liście już spadły , szeleszczą pod naszymi nogami ,
Mącąc miejsca gdzie duchów są schronieniem ,
Serce do tych co nas kochali i modlitwy do nich ,
są ,
listopadowym cmentarnym pacierzem …

Stoimy nad grobami swych przodków w zadumie ,
Nad minionym ich życiem i ich wspomnieniem ,
Wraz z wiatrem niosącym zapach świerku i świecy ,
są ,
listopadowym cmentarnym sumieniem…

MK.
31.10.2006 roku

 

Ten piękny wiersz ma dla mnie szczególne znaczenie teraz, gdy Pana Kawusi już nie ma między nami, gdy jest w tym lepszym świecie, po drugiej stronie tęczy i łaskawym wzrokiem na nas spogląda, wiedząc już to, co dla nas wciąż jest niedoścignione…..

To jest właśnie to moje listopadowe sumienie…….

Nadal jestem przeziębiona, mimo, że przez dwa dni nie wychodziłam z domu. Nie było sensu wystawiać się na ekspozycję zimnego, wręcz lodowatego wiatru, gdy organizm i tak już jest chory. Dzisiaj muszę wyjść, idę przecież do pracy, ale już ubiorę się ciepło, „na cebulkę”, czyli będę miała conajmniej dwa swetry na sobie.

w przychodni, w której jest ciepło, mogę jeden zawsze  przecież z siebie zdjąć.
Wydaje mi się, że tak bardzo wtedy na tym przystanku przemarzłam i ciągle nie mogę się pozbierać.
Na razie mam tylko przytkany nos, kicham, ale obawiam się, że mimo rutinoscorbinu i Apapu, które zażywam, nie ominie mnie jednak większy katar.
Jedyny ratunek to gorąca herbata z….cytryną, Można by ewentualnie  dolać do niej kilka kropel rumu, czy spirytusu, ale nigdy nie lubiłam herbaty „z prądem”, a poza tym, przecież nie mogę być w pracy pod wpływem alkoholu, nawet jeżeli jest on tylko podany w leczniczej dawce.
Właściwie szkoda, że nie zdążyłam zaszczepić się przeciwko grypie, ale….. prawdę powiedziawszy nie za bardzo w te wszystkie szczepionki wierzę.
Przecież katar, ewentualnie grypowe powikłania są raczej i tak nieuniknione, bo przebywamy pośród ludzi i tam nawzajem się częstujemy czyimiś wiruskami. To tylko jeszcze zależy od naszej odporności, jeżeli ją posiadamy, nasz organizm da radę takie wirusy zwalczyć, albo od razu i nie ma wtedy żadnej infekcji, albo dosyć szybko i wtedy takie grypowe choroby przechodzą w miarę spokojnie.
Trzeba więc spożywać sporo witaminy C, zawartej właśnie w cytrynach, limonkach, powinno tez zażyć  rutinoscorbin (co właśnie czynię) i ewentualnie zaopatrzyć się w całą pakę chusteczek higienicznych, chociaż osobiście wolę ręczniki papierowe, a dla nosa bardziej miękkie, niż chusteczki no i tak szybko nie przemakają po wytarciu nosa.

Pogoda? Przecież wszyscy to już wiedzą, ta przyjemna, ciepła jesień też odeszła, przyszły jesienne wiatry, słoty i ta ciągle panująca ciemność.
No i co z tego, że rano koło 7 mej jest już jasno, skoro tak szybko,  teraz przed godziną 17, a za kilka dni już, o 16 zapada noc.
A ja tak strasznie nie lubię chodzić po ulicy, gdy jest ciemno, po prostu się boję.
Tylko, że teraz niestety jest ten najmniej przyjemny czas….

No to powodzenia na dzisiejszy czwartek, może jakiś promyczek słoneczny gdzieś tam przemknie pomiędzy chmurkami???



szczególna środa

 

 

 

 

Szczególna, bo prócz  tradycyjnej róży zawiera Uleczko nasze wspomnienia, o tych, o których wciąż pamiętamy, którzy od nas odeszli.
Myślę tu o wszystkich naszych Przyjaciołach z pokoju 50 plus na Polchacie, pamiętasz?

Może nie będziesz pamiętała Stana, który odszedł od nas najwcześniej, dziwny to był człowiek, bardzo skryty, ale  prawy i nigdy nienawidził kłamstwa, ani głupoty.
Nasze ple ple o niczym nie raz Go bardzo irytowało, ale jednak przychodził, jednak chciał nas widzieć.
Niestety zła choroba na niego opadła i Go zabrała, stanowczo za wcześnie zabrała.
Nie wiem, czy pamiętasz Marka – Typka, wesołek  był tak z Niego, zawsze wszystkich potrafił dobrze rozbawić, wszyscy bardzo Go lubiliśmy. Na Polchacie poznał w naszym pokoju Danę, zakochali się w sobie, tak, na odległość, ale ta miłość przetrwała.
Dla niej Marek przeniósł się ze Suwałk do Gliwic i zamieszkał tam z Daną. Byli szczęśliwi tylko kilka lat, znów ciężka  choroba Marka ich rozdzieliła.
Marzeniee, wspaniała nasza Jola, o tym miłym niku, też bardzo lubiana przez „współmieszkańców” pokoju 50 plus. Jola miała serce na dłoni, zawsze dobrą radą służyła, nie była zawistna,  zawsze była bardzo serdeczna. Raz odwiedziłam Ją w realu, mieszkała na Dolnym Śląsku. Boże, jaka Ona była gościnna . Pamiętam, że wtedy byłam na diecie optymalnej, która to dietę specjalnie dla mnie i u siebie zastosowała, nawet specjalny dietetyczny, optymalny  chlebek dla mnie piekła.
Byłyśmy jeszcze razem też w Jastarni na wczasach, to bardzo miłe dla mnie wspomnienia, niestety i tu choróbsko powaliło wydaje się pełną energii i wigoru Jolę. Pamiętam, gdy wspomniała mi, że lekarze coś niepokojącego u Niej w brzuchu wynaleźli, zbagatelizowała to słowami : ale się nie dam. Niestety, pani z kosą przyszła po Nią  też stanowczo za wcześnie. 
Ale teraz wspomnę już czasy, które na pewno Ulu pamiętasz. Wspomnę o naszej Kochanej Hnovci o której nie sposób zapomnieć. Serdeczna, bardzo koleżeńska i wielki wesołek Pamiętam nasze spotkania, na których Halinka- Hnovcia była taka wesoła, pogodna, była duszą naszego towarzystwa.
A pamiętasz malutką Krysię – Micrę? Taka niepozorna, wydawało się, że jej nie widać, nie słychać, a jednak zawsze też była z nami, taka serdeczna, tez brała udział w naszych realnych spotkaniach w Krakowie.
No i na koniec oczywiście wspaniały Pan Kawusia – Marian, którego znałam tak długo jak Stana, marzeniee, czy Hnovcię.
MKawusia zawsze był, może nie był bardzo rozmowny, ale bacznie obserwował, co się dzieje i brał udział w naszych spotkaniach.
Wiadomo, mężczyzna, tez nie lubił głupich pleciug na necie, a my za to zawsze to uwielbiałyśmy, śmiechów, chichów, czasami z niczego nie było końca.
Ale nigdy nie krytykował, stał z boku, a jeżeli już się do rozmów wtrącał, to zawsze bardzo rzeczowo i bardzo stanowczo zabierał głos.
Uwielbiałam Go, poznałam Go przecież dużo wcześniej niż Ciebie Ulu, bo to On własnie przychodził tam jeszcze przed Waza córką Agrafką i przed Tobą.
Myślę, że i On bardzo mnie lubił, na pewno, przecież obdarował mnie tyloma wspaniałymi swoimi wierszami.
Może jeszcze o Kimś, kto był z nami, zapomniałam, ale wiem, że mój blog prócz Ciebie czyta też czasami Wandula, która również była bywalczynią  tego sławetnego pokoju 50 plus na Polchacie, może mi jeszcze o Kimś przypomnicie???? A może wspomieniowo i nasza Zosia – Słoneczko dzisiaj tu zawita i też swoje dwa słowa doda?

Otaczam dzisiaj szczególną moją pamięcią nasze Koleżanki i Kolegów, wspominając miłe wspólne chwile, które niestety już nie powrócą, a jednak wciąż głęboko w naszej pamięci tkwią.
Kiedy to było?? Nie tak dawno, może 10 lat, może kilka lat dłużej, co to jest na przeciw wieczności?
Właśnie, wieczności, Oni tam na nas już wszyscy czekają, czatując teraz we własnym gronie i też wspominając ten miły, wspólny dla nas czas.

Miałam wielką ochotę przytoczyć dzisiaj jeden z tych pięknych jesiennych wierszy pana Kawusi.
Niestety, gdzieś sprytnie je pochowałam na moim komputerze, nie mogę ich odnaleźć.
Ale myślę, że samo to wspomnienie o Nim i o Wszystkich innych Przyjaciołach, z którymi na necie się spotkałam, a z niektórymi nadal spotykam, będą wspaniałym  mottem do dzisiejszego dnia zadumy.