boisz się korona wirusa?????

To się bój, bo jest czego się bać !
Dopóki był od nad w miarę odległy, dopóki obejmował kraje azjatyckie, nie czuło się takiego zagrożenia.
Niestety, ten złośliwy wirus przyleciał, a może i przyjechał do Europy i jest już całkiem blisko, bo we Włoszech.
W obecnych czasach, gdy granice Europy są szeroko pootwierane, a ludzie korzystają z dobrodziejstw podróży i poznawania świata, możliwość zarażenia się tym wirusem wydatnie wzrosła.
Pierwszą taką znaną pandemią była grypa, popularnie nazywana Hiszpanką, ( głównym miejscem rozpościerania się tej choroby była Hiszpania), która rozpowszechniła się najpierw w USA, ale potem głownie wraz z armią rozparła się również i w Europie, siejąc wielkie zniszczenia wśród ludzi. Pandemia przetoczyła się w okresie 12 miesięcy w latach 1918–1919, w trzech osobnych falach, przez  Europę, Azję, Afrykę i Amerykę Północną.
Wywoływał ją wirus krwotoczny zapalenia płuc (a więc dosyć porównywalny do obecnego korona wirusa), wywołany przez wyjątkowo groźną odmianę podtypu  H1N1 wirusa A grypy,  który zabijał przeważnie w przeciągu pierwszych dni od zachorowania, głównie osoby starsze i osoby mające kłopoty z układem odpornościowym, ale ci, którzy ten pierwszy atak choroby odparli, byli już później uodpornienie na wszelakie podobne choroby. Przeważnie powodem licznych zgonów było krwotoczne zapalenie płuc bardzo , trudne do opanowania. Nie mniej spowodowała ona wtedy na świecie sporą ilość zgonów, podobnie jak i poprzednia straszna epidemia czarnej ospy.
Niestety, jak widać, co jakiś czas taka pandemia rozpościera się po świecie i przynosi niesamowite śmiertelne żniwo.
Na szczęście w Polsce jak dotąd nie zanotowano jeszcze zachorowań na tę strasznie groźną chorobę, nie mniej trzeba być bardzo ostrożnym, tak jak pisałam przy dzisiejszej migracji ludzi niestety taka możliwość występuję.
Wczoraj przedstawiciele naszego rządu srożyli już swoje piórka podczas konferencji, które w tej sprawie powołali, rzekomo nasz kraj jest już przygotowany na ewentualne zabezpieczenie Polaków przed tym niebezpieczeństwem, ale znając możliwości naszej Służby Zdrowia, niestety nie jestem pewna, czy w razie wybuchu takiej epidemii w Polsce rzeczywiście potrafimy ją opanować.
Już sama nie wiem, która epidemia jest groźniejsza dla Polaków, ta ewentualna, która do nas może z Włoch nadejść, czy już ta panująca u nas epidemia głupoty i chamstwa, z która na codzień niestety się spotykamy, głownie dzięki miłościwie panującej nam prawicy.
Niestety, obie są bardzo trudne do opanowania, zbyt dużo Polaków „zarażonych” a raczej porażonych jest całkiem nielogicznymi i sprzecznymi z wszystkimi zasadami nie tylko demokracji, ale i z zasadami normalnego sposobu życia, które powinno toczyć się w normalnie działającym państwie.
Bo nie da się ukryć, ze niestety obecna Polska nie funkcjonuje jako normalny kraj, jesteśmy jakaś republiką mafijną kolesiów, którzy na siłę opanowali stery rządowe i rządzą krajem według swojego widzimisię.
Niestety, a może i dla nas dobrze, że tak się stało, stery rządów zaczynają wymykać się z jednych rąk człowieka całkiem psychicznie zachwianego, doprowadzając jednak do wewnętrznych, można rzec, gangsterskich potyczek pomiędzy pozostałymi grupami ludzi z prawicy, co czyni nas kraj całkiem już poza marginesem krajów liczących się w świecie, już nie mówiąc o tym, że zwiększa to tylko niebezpieczeństwo naszej suwerenności.
Niestety jeszcze ponad 30 procent polskiego społeczeństwa tego nadal nie widzi, nie wiem, co by musiało się strasznego stać, żeby ci ludzie zrozumieli, że sami sobie szkodę wyrządzają.
Strach nawet pomyśleć, co będzie dalej………….
Na razie teoretycznie jesteśmy na ścieżce prowadzącej do zmian, wszystko zależy od majowych wyborów nowego prezydenta, bo jeżeli ten obecny pełniący obowiązki prezydenta pozostanie, marnie dalsze losy Polski widzę.
Bardzo to smutne, ale jakże prawdziwe stwierdzenie.
Ktoś kiedyś powiedział : „obyś żył w ciekawych czasach”, no może w tej chwili tych wszystkich „ciekawostek” mamy nadmiar i to z każdej prawie strony i nie mogę powiedzieć, że przynoszą one spokój i radość życia, gdy człowiek nad sobą czuje miecz zagrożeń.
Ludzie myślący mówią sobie, co z nami dalej będzie, co będzie z naszymi dziećmi, wnukami, jaką Polskę dla nich szykujemy.
I to jest niestety problem wielu osób, które czują niepokój z powodu niemożności wycofania się z tego marazmu.
To jest taki nasz labirynt życia, z którego można będzie się wycofać tylko wtedy, gdy złapiemy za odpowiednia nitkę. Ale czy potrafimy ją odnaleźć?

Chyba można rzec, że mamy już prawie przedwiośnie, co prawda gdzieś tam śnieg jeszcze dzisiaj popadał sobie, ale przypuszczam, że to są już ostatnie podrygi tej zimy.
I całe szczęście, najwyższa pora na zmiany, przynajmniej na początek niech ta prawdziwa wiosna do nas przybędzie, potem będziemy sięgać po więcej.
Miłego wtorku Wszystkim życzę.

remontowy poniedziałek

Ja chyba pod złą gwiazdą w ten rok wkroczyłam, remont na remoncie i remontem pogania.
Nie powinnam narzekać, wiem, ale denerwują mnie te utrudnienia na klatce schodowej, mam nadzieję, że remont tego podwórka w tym tygodniu dobiegnie już końca i będę mogła spokojnie, bez nerwów, z tych schodów bez rozłożonych na nich szmat i drewien sobie schodzić.
Może dla niektórych osób nie jest to problemem, niestety dla mnie jest i to ogromnym.
Oczywiście muszę dodać, że będzie jeszcze zamontowana barierka przy tych wejściowych schodach, tylko ciągle nie wiem kiedy, bo wszelakie trudności ostatnio Wojtkowi, który ma tę barierkę zamieścić, na drodze stają i wciąż pracę przy tej barierce odkłada na następne dni.
Ale kiedyś ta gehenna się chyba skończy, przeżyłam remont mojego mieszkania, przeżyję i ten.
Tylko że zawsze podczas każdego remontu czuję ten niepokój, takie zagrożenie,……. już tak niestety mam, moja psychika wyraźnie na wszelkie anomalie, a szczególnie właśnie na remonty źle reaguje.
Wczoraj wieczorem na przykład bardzo denerwował mnie wiatr, który wył jak potępieniec. Wyobrażałam sobie, co by było, gdyby ktoś podczas takiej wichury na ulicy się znalazł, chyba go by ten wiatr porwał.
Ale fakt, dostałam wcześniej Alert RCB , który mnie przed wichura przestrzegł, ba, nawet polecił nie wychodzić bez potrzeby z domu.
Okropne są te pogodowe anomalie, ale niestety sporo ludzi wydaje się nie przejmować tymi klimatycznymi zagrożeniami, a już szczególnie nasz rząd, który nie popiera nowoczesnej energetyki, czerpanej nie z węgla, a z farm wiatrowych.
Niestety jak wiemy nasz premier nie podpisał międzynarodowej umowy o odejściu od węgla, ba, nawet ostatnio górnicy wykorzystali czas wyborczej kompani do wdrożenia protestów i dostali podwyżki płac, byleby tylko nie stanęli na drodze Pisowi do wygranej. Niestety, nie rozwiązuje to wcale naszych problemów, nadal sprowadzamy drogi węgiel z Rosji i na nim opieramy naszą politykę energetyczną, niestety niezgodnie z założeniami krajów unijnych, troszczących się jednak głównie o ekologię.
Nasz nieudolny rząd niestety nadal myślami jest w XIX wieku, gdy węgiel był jedynym dostępnym źródłem energii. Oczywiście poniesiemy tego skutki nie tylko w niedopłatach przez Unię dla naszej polityki energetycznej, ale przede wszystkim nadal świadomie niszczymy swój kraj, swoje środowisko, po którym niedługo tylko zgliszcza pozostaną.
A jak myślicie, skąd tyle chorób nowotworowych bierze się wśród Polaków? To przez niszczenie naturalnego środowiska, przez jego zanieczyszczenie.
Może jest to cena, którą płacimy za nowoczesność, ale okazuje się, ze nawet te nowoczesne wynalazki można skutecznie i mądrze ujarzmić, tylko do tego niestety trzeba jasnych umysłów, a nasz rząd niestety takimi nie dysponuje.
Dzisiaj na szczęście ten wiatr trochę się uspokoił, ale pewnie niebawem znów jakiś huragan nas nawiedzi i znów będą wynikające z tego kłopoty, pozrywane dachy, czy przewody energetyczne, powywracane drzewa, które blokują przejazdy, już nie mówiąc o szkodach ekologicznych, przecież takie rosnące drzewo to źródło zbawczego dla nas tlenu, to pochłaniacz dwutlenku węgla, a więc im więcej zdrowych drzew rośnie, tym lepsze są warunki życia mieszkańców i tak zapylonych już miast.
A niestety proces rośnięcia nowego drzewa, nowego źródła naszego zdrowia jest bardzo długi, trwa co najmniej kilka lub kilkanaście lat.
Straszna jest myśl, że tak nierozsądne decyzje rządowych indolentów działa na naszą szkodę.
Biedne te nasze dzieci, biedne te nasze wnuki i prawnuki, pozostawiamy im niestety klimatyczna pustkę.

A ponieważ dzisiaj znów rozpoczynamy nowy tydzień, życzę Wszystkim na ten dzisiejszy poniedziałek i na cały tydzień samych pomyślnych godzin, samych radosnych wydarzeń.
To już ostatni tydzień miesiąca lutego, a w marcu przecież przychodzi do nas prawdziwa wiosna, chociaż już teraz pewne jej namiastki można zauważyć.
Zatem POWODZENIA !!!

szaro – buro i ponuro

I znów mamy listopad tego lutowego poranka. Ba, nawet na całą niedziele taki deszczowy dzień zapowiadają.
Szkoda, bo niedziela to dzień odpoczynku, można by sobie gdzieś na spacerek pójść, a tu……..chyba tylko przyjdzie ogląda.c TV, albo…….. spać.
Akurat z tym drugim nie mam żadnego kłopotu, bo spać uwielbiam, zwłaszcza taki deszczowy jak dzisiaj dzień.
Wypiłam już jedną kawkę, z druga czekam na gościa, który….albo przyjdzie, albo nie, nie wiadomo.
Póki co znów „kawę na ławę” oglądać będę i podziwiać będę nie tylko te kłótnie w tym programie występujące, ale przede wszystkim ten niesamowity tupet, z jakim przedstawiciele Pisu w tej odsłonie wykazują.
Nie wiem, jak można tak bez zmrużenia oka opowiadać takie banialuki, ja bym się ze wstydu spaliła, gdyby ktoś jawnie wykazywał mi, że kłamię, ale oni nie, idą w zaparte. Trzeba mieć naprawdę gruba skórę, albo…niezbyt dobrze pod sufitem, żeby złej sprawy tak zażarcie bronić.
Ale niestety kłamliwa podłość jest cechą rozpoznawalną każdego pisiora siedzącego na rządowej ławie. Zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że czy wcześniej, czy później za to odpowiedzą?
Jedno trzeba przyznać, tak bezczelnego rządu do tej pory w Polsce jeszcze nie było, nawet te rządy komunistyczne przy tym obecnym słabo wypadają
Do tego jeszcze całkiem jawnie wprowadzają całkiem autorytarne, reżimowe zasady prześladowań tych, którzy są przeciwko nim, czego dowodem jest represjonowanie biednego starszego człowieka, który z niepochlebnym afiszem wystąpił na wiecu Dudy. Dobrze, może nie powinno nikogo obrażać, nikomu nie można powiedzieć nawet tej prawdy, że jest durniem, ale zęby z tego powodu od razu wyciągać takie konsekwencje? zapominają niestety ich również bardzo agresywne i chamskie wystąpienia za czasów poprzedniego prezydenta Komorowskiego, przezywając go Komoruskim, czy atakując go innymi przezwiskami i częstując gwizdami.
A podobno wszyscy wobec prawa są równi, a nawet kiedyś Pis twierdził, że naród ma prawo wyrażać swoje niezadowolenie. Tylko niestety, gdy to niezadowolenie tyczy ich członków ich stosunek jest bardziej ostry.
Na szczęście dla nas, a niestety na nieszczęście dla całej Polski, bo pokazujemy światu złe strony naszego państwa, trwa coraz bardziej brutalna walka w obozie władzy, kiedyś kolesie od wódki, dzisiaj zaciekli wrogowie ostrzą swoje kosy przeciwko sobie. No, niestety wizerunek naszego państwa całkowicie już w czach świata poległ.
Ale nadzieja już niedługo, w maju, najpierw trzeba jednak odsunąć obecnego para prezydenta od władzy, potem już będzie łatwiej zwalczyć tę „dobrą zmianę”< która przynosi Polsce tylko samo zło.
Wczoraj dostałam maila z propozycja pracy przy wyborach prezydenckich, mogłabym sobie nieźle podreperować swój budżet. Ale……… dokładnie raz jeszcze przeczytałam ten mail i okazało się, że muszę zdobyć 15 podpisów dla….zjednoczonej prawicy O co to, to nie za nic nie podpiszę się pod żadną prawicą, nawet gdyby złote góry mi obiecywali To już wolę jeść suchy chleb i popijać go zimną wodą, niż im dać szansę na wygraną.

Miłej niedzieli życzę, chociaż jest deszczowa.
Zaraz przyjdzie do mnie Maciek na kawkę 🙂

elektryka prąd nie tyka……

…. a jak tyknie – elektryk zniknie.

Od rana jestem dzisiaj bardzo zabiegana. Po pierwsze musiałam zrobić zakupy, żeby coś do pustego żołądka wrzucić.
Teraz gotuję bardzo upartego twardego woła i czekan, kiedy trochę zmięknie, będzie do niej pyszny sosik chrzanowy,ziemniaczki i mini marchewka Jak ja lubię taką sztuka mięs – przynajmniej jest to w miarę dietetyczna, bo to przecież gotowana potrawa.
Ale do rzeczy : co ma wspólnego z tym elektryk?
Ano ma, bo dzisiaj przed południem przyszedł do mnie Wojtek i wreszcie wymienił mi bezpieczniki w przedpokoju, może teraz już nie będzie je tak często wywalać?
Oczywiście wypiliśmy przy okazji kawkę, oczywiście zjedliśmy przy okazji chrust (oczywiście kupny, a nie daj Boże przeze mnie smażone), bo właśnie sobie uprzytomniłam, że już jest prawie koniec karnawału, a ja tylko raz, w tłusty czwartek, pączki jadłam, a chrustu jak do dzisiaj nie spróbowałam. No to dzisiaj ten błąd naprawiłam, wiedząc zresztą, ze ma mnie odwiedzić Wojtek.
Szarlotkę przecież można jeść w każdy czas, w ten karnawałowy pora na chrust.
A w tym tygodniu już Środa Popielcowa rozpocznie Wielki Post, koniec swawoli i rozpusty, trzeba zacząć się umartwiać.
Wiec dlatego kto może dzisiaj bierze udział w tak zwanych ostatkach, czyli w przed postowe hulanki w te ostatnią sobotę karnawału.
A moja ostatnia sobota karnawału przejdzie niezwykle spokojnie, przed telewizorem i wcale nie martwię się z tego powodu, że nie będę dzisiaj balowała, po prostu nawet by mi się nie chciało.
Zresztą to już nie ten pesel na hulanki……. pozostawiam to młodszemu pokoleniu.
Niech dzisiaj hulają do woli !!!!
Polityką też dzisiaj nie będę się zajmowała, dzisiaj zapewniam sobie tylko totalny relaks od wszelakich stresów i kłopotów
I takiej udanej tej karnawałowej jakby nie było soboty, albo balowej, albo spokojnej Wszystkim życzę

a nie mówiłam?????

A nie mówiłam, że Basia nie wytrzyma i furę pączków na Tłusty Czwartek napiecze?
Nie powinnam się chwalić Jej zdjęciem, co innego, gdyby to były moje, przeze mnie usmażone pączki, ale tak pięknie wyglądały, zwłaszcza na tle tych żółtych tulipanków, że nie mogłam się oprzeć, żeby je Wam nie pokazać.
BASIU JESTEŚ WIELKA!!!!!!
Okazuje się, że również i Bożenka pochwaliła się we wczorajszym komentarzu usmażonymi przez siebie pączkami.
DZIELNE OBIE DZIEWCZYNY !!!!!
I chociaż nie miałam okazji tych pączków spróbować wiem, że na pewno były one smakowite.
No tak, duch Prawdziwej Polskiej Gospodyni w narodzie tak całkowicie jeszcze nie ginie.
Ale jeszcze trzeba lubić wypiekami się parać, Basi zawsze to wychodzi.
I nawet tak na ucho Wam powiem, że mam już przez Basię przyrzeczony urodzinowy tort przez Nią osobiście upieczony na moje 70 – ste urodziny .
A to już tak niedługo, jeszcze tylko 58 dni pozostało do tego Wielkiego Dnia.
Czyli tylko 57 dni będę „sześćdziesiątka”, potem szóstka w siódemkę się przemieni i…….. już będzie leciało i leciało……
Tylko wciąż nie wiem, czy z tego powodu mam się cieszyć, czy może martwić?????
Zresztą wczoraj miałam taki mały powrót do moich lat dzieciństwa i młodości, bowiem jak już pisałam, Łukasz zajął się dokumentacją naszego rodu i naprawdę było sporo dokumentów, listów, zdjęć i wspomnień, które albo całkiem nie znałam, to te które są bardzo odległe ode mnie, albo te, w których moja pamięć wracała do minionych lat.
Podziwiam trud, który Łukasz włożył w tę naprawdę syzyfowa pracę, ale wszystko to dla potomnych zostanie, bo może warto czasami wspomnieć o tych naszych przodkach, których już z nami nie ma, a dzięki którym niejako i my na tym świecie istniejemy?
A w moim domu znów remont. Tym razem na szczęście już nie u mnie w mieszkaniu, ale rozgardiasz jest na klatce schodowej, bowiem wykładają nam podwórko nową kostką i cały materiał muszą przez klatkę schodową wnosić, co niestety bardzo utrudnia wchodzenie po schodach, jeszcze gorzej jest ze schodzeniem, bo brak poręczy i te płótna na schodach i rozłożone belki drewniane robią schody niebezpiecznymi. Ale trzeba przyznać, że mimo, że pogoda na takie prace budowlane nie jest zbyt przychylna, chłopaki uwijają się jak w ukropie i niebawem praca będzie dokończona, a potem……. już właścicielka umówiona jest z…oczywiście że z Wojtkiem, który piękną barierkę przy schodach wejściowych zamontuje i wtedy już całkiem bezpiecznie będę po tych schodach sobie ganiała.
Czyli jak to mówią: wszystko idzie ku dobremu, najpierw remont u mnie w mieszkaniu, który przyniósł mi tyle wygód, potem to pięknie zmienione podwórko (wypadałoby jeszcze jakiegoś ogrodnika zatrudnić, żeby piękne kwiaty tam zasadził, wtedy można by mile popołudnie na ławeczce w ogródku spędzać, ale to chyba już za wiele żądam???), potem ta barierka przy schodach…….
Ach ten Wojtek, jak to dobrze, że kiedyś Kazik mi go polecił, że go poprosił, żeby zajął się moim mieszkankiem, naprawdę jest to złota rączka, o czym niebawem przekona się nie tylko Kaśka- właścicielka, której klatkę schodową zmieni w bezpieczną przestrzeń, ale pewno i moja Magda też będzie niedługo już szczęśliwa, gdy Wojtek wyremontuje również i jej łazienkę.
Można więc ze spokojem rzec : WOJTEK DOBRODZIEJ 🙂
Żyć, nie umierać, życie czasami bywa jednak piękne.
Pogoda dzisiaj niestety animuszu do życia nie dodaje, ale niech sobie troszkę popada, szybciej zielono się zrobi, już malutkie listeczki na niektórych krzewach się pojawiają.
Miłego piątku (mimo nie najlepszej pogody) życzę, niech wszystko układa się i dzisiaj i przez cały weekend po Waszej myśli.

OSTRZEGAM !!!!!! BĘDZIE TŁUSTO !!!

I niech nikt dzisiaj nie oprze się pokusie, bo co tradycja to tradycja, pączek i chrust musi być!!!!!
Na dzisiaj zawieszamy wszelakie diety, wagę chowamy głęboko do szafy i….wsuwamy same pyszności.
I tak trzeba powiedzieć, że w obecnych czasach idzie się na łatwiznę, po prostu idzie się do jakiejś cukierni, bliższej lub dalszej, kupuje się już gotowe produkty, a potem tylko przekłada się je na paterę, zaparza się do pączków kawkę i już, możemy TŁUSTY CZWARTEK czcić do woli.
Jedyną trudnością, którą ewentualnie trzeba w tym dniu pokonać, to ewentualne stanie w kolejce, szczególnie w tych bardziej znanych cukierniach. W każdym mieście już dzień przed tłustym czwartkiem lokalne gazety podają rankingi najbardziej smacznych pączków, ale czy ja wiem……….. byleby tylko nie był on za bardzo słodki i nie za bardzo tłusty.
Ciekawe, ile pączków dzisiaj wsuniecie? Ja planuję tylko dwa, nie chcę się za bardzo zasłodzić, no i chcę sobie tych wyrzutów sumienia potem zaoszczędzić, bo jakieś na pewno będą……
Właściwie to nie powinnam zjeść ani jednego pączka, ale…. jakby taki tłusty czwartek bez skonsumowanego pączka wyglądał? Byłby co najmniej dziwny.
Dawniej to były czasy. Grube (na ogół) kucharki, które opiekowały się na codzień domowym ogniskiem państwa brały wielkie, koniecznie gliniane michy, do których dosypywały przesianą mąkę, wcześniej zrobiony zaczyn drożdżowy, wbijały cale jajka, surowe żółtka, im więcej, tym pączki były lepsze, dodawały mleka i mięsiły w tych makutrach ciasto tak długo, aż przybierały odpowiednią konsystencję (ważne było, żeby ciasto było dobrze napowietrzone) i podwoiło swoja wielkość, dokraszając powstałe ciasto płynnym ciepłym rozpuszczonym masłem. Cały proces wyrabiania ciasta na pączki na ogół trwała około godzinę. Najważniejsze było utrzymanie odpowiedniej temperatury w kuchni, żeby nie daj Panie Boże ciasto się nie przeziębiło. Następnie misę zakrywało się lnianą ściereczką i oddawało się do leżakowania, znów pilnując, aby była odpowiednia temperatura powietrza. Leżakowanie na ogół trwało kilka godzin, znów ciasto musiało podwoić swoją objętość. Gdy ciasto było już odpowiednio wyrośnięte, robiło się z niego malutkie placuszki, na środku którego kładło się pyszną, oczywiście domowej roboty konfiturę, najczęściej była to konfitura z róży, ewentualnie ze smażonych wiśni i w rękach z placuszków robiło się bardzo delikatnie, by nie wyciekła ze środka konfitura, kulki . Takie kulki kładło się na wysypaną mąką deseczkę, znów się je nakrywało ściereczkę i poddawało dalszemu leżakowaniu i dalszemu rośnięciu.
Tak więc proces przygotowania ciasta na pączki trwał bardzo długo.
A gdy surowe pączki były już odpowiedniej wielkości, rozpuszczało się w olbrzymim rondlu smalec wieprzowy, musiało go być sporo, tak, by pączki swobodnie w nim pływały, wrzucało się kulki do bulgoczącego smalcu, który musiał być bardzo gorący, aby pączki w nim się, smażyły, a nie nasiąkały smalcem, bo inaczej byłyby wtedy niedobre, kluchowate i okropnie tłuste. Oczywiście rondel przykrywało się na chwilę pokrywką, a gdy już były one podsmażone z jednej strony, delikatnie przewracano je na druga stronę, znów nakrywając pokrywką, wtedy na pączku po bokach robiły się takie charakterystyczne złote obrączki. Usmażone pączki wykładało się na papierowe serwety, aby pozbyć się z nich nadmiaru tłuszczu, a gdy już, nieco przestygły, najczęściej posypywało się je cukrem pudrem, pomieszanym z wanilią, można też było pączki lukrować.
A potem……….. wiadomo, przystępowało się do rytualnego tłustoczwartkowego obżarstwa.
Ja piekłam pączki chyba tylko jeden raz, ale zajęły mi one praktycznie cały dzień, tak więc już potem nigdy więcej za produkcję pączków się nie brałam, wolałam jednak iść do cukierni po „gotowce”, może nie takie pyszne, jak te domowe, ale ile pracy sobie mogłam zaoszczędzić.
Za to z moich lat dziecinnych pamiętam, jak moja Babcia Helenka i jej córki Hela i Janka zawsze smażyły na tłusty czwartek chrust, bardzo często w tym procesie smażenia ( a potem pałaszowania) chrustu, czyli faworków brałam czynny udział.
Teraz raczej mało jest osób, którzy za taki proces smażenia pączków się biorą, w mojej rodzinie, z tego co wiem, chyba tylko jeszcze Basia para się tymi tłustoczwartkowymi wypiekami, ale Ona po prostu to lubi.
No to po tak długim dzisiejszym opisie tej tłustoczwartkowej tradycji pora na to, bym Was na te przynajmniej wirtualne pączki zaprosiła, co właśnie czynię, życząc Wszystkim: SMACZNYCH PĄCZKÓW, SMACZNEGO CHRUSTU, SMACZNEGO ŁASUCHOWANIA!!!!!

TŁUSTY CZWARTEK, TŁUSTY CZWARTEK, SŁONKO ZAŚWIECIŁO,
BĘDZIE SMACZNIE I WESOŁO, BĘDZIE BARDZO MIŁO !!!!!!

zielona środa

Pomarzyć można przecież Uleczko, prawda?
A że dzisiaj kolejna środa i to nieco w wiosennych barwach, więc i dzisiejsza różyczka dla Ciebie jest zielona.
Zieleń to  kolor natury, kojarzy się z życiem i harmonią. Stanowi też  kolor uzdrowienia,  nadziei  i wolności, czyli to wszystko o czym myślę, a wiem, że i Tobie te wartości są bliskie.
Więc życzę Tobie ( i sobie też), aby wszystkie te przesłanki tej pięknej zielonej różyczki się spełniły, bo życie w harmonii i nadziei jest bardzo przecież ważne, a i o tę prawdziwą wolność, bez żadnych zakłamań i perfidii będziemy niedługo, bo już w maju, upominać się podczas prezydenckich wyborów.
Bądź Uleczko szczęśliwa i wesoła na tym przedwiośniu, bo ten najpiękniejszy czas wciąż jest przed nami, już tylko o kilka kroków.

Wczoraj miałam bardzo przyjemny czas, bo miałam miła wizytę Diany, Ksawra i oczywiście Kochanej Zelduni.
Mój Boże, jeszcze nie tak dawno przynoszono ją jako małą kukiełkę, zawiniętą w kocyk, a ja wyobrażałam sobie moment, gdy Zeldunia będzie biegała wesoło po moim mieszkaniu.
A było jej wczoraj pełno wszędzie, trzeba było mieć oczy na około głowy, bo strasznie jest ciekawska, w każdy kącik zaglądała, a już wszelkie kurki od kuchenki i od pralki niezmiernie ją interesowały, co chwilę je przekręcała i trzeba było ją bardzo pilnować. Co prawda miała do dyspozycji świeżo wyprane, pachnące zabawki: misia Pandę, oraz pluszowego małego misia i mapkę, ale jednak kurkami tak fajnie się kręciło, no a pralka świeciła przecież kolorowymi lampkami……. zdecydowanie były one ciekawsze od zabawek. Spryciula z tej Kochanej Zelduni.
No ale na koniec zwyciężyła bajka puszczona na laptopie, która tak się Zelduni spodobała, że nawet nie chciała się ubierać, gdy przyszła pora powrotu do domu, jej sprzeciw był bardzo zdecydowany NIE i już.
Nie muszę chyba dodawać, że zarówna Diana jak i Ksawer byli pod wrażeniem mojej łazienki, ale również i nowa część kuchni również im się bardzo spodobała. Rzeczywiście, teraz zlewozmywak wraz ze szafkami, jedną na dole, pod zlewozmywakiem, gdzie można schować w jednej połowie kosz na śmieci i w drugiej są półki na wszelakie potrzebne w kuchni płyny do sprzątania, a drugą podświetlaną, wiszącą szafką , w której jest schowany ociekacz na naczynia zupełnie zmienił wygląd całej kuchni. Zupełnie inaczej kuchnia wygląda, gdy nic nie jest na wierzchu, wszystko jest pochowane, jest teraz po prostu w kuchni porządek.
Bo nic tak nie zagraca mieszkania, jak porozwalane w nieładzie śmieci (mimo, że były w kuble, ale „straszyły”), czy umieszczone na wierzchu (tak jak miałam) wszelakie butelki z płynami, czy ociekające na wierzchu naczynia.
Zresztą sam „oblazły” stary zlewozmywak, który pamiętał chyba Cesarza Franciszka, obramowany nieco nadgniłą już ze starości dyktą zawsze mnie deprymował – to trzeba było koniecznie zmienić, skoro nikt przede mną tego nie chciał zrobić.
Każdego dnia na nowo odkrywam piękno mojej łazienki i czuję tę radość z tego, że jednak się zdecydowałam na tę zmianę, a tu muszę przyznać, że duchowe ( i nie tylko) wsparcie Maćka bardzo mi w tym pomogło i za to jestem Mu bardzo wdzięczna. Zresztą to Maciek był niejako architektem tej nowej łazienki, a jej przemeblowanie bardzo pozytywnie na wygląd łazienki wpłynął, zrobiła się optycznie jakby nieco większa, niż poprzednio, może to szczegół, ale na przykład przeniesienie zwyczajnej muszli klozetowej w inne miejsce już spowodowało, że zrobiło się w łazience luźniej. Resztę dopełnił oczywiście Wojtek, który szafkami uczynił tę łazienkę bardziej funkcjonalną, a jej oświetlenie, prócz głównego górnego światła dodatkowymi małymi dwoma lampkami dodała łazience uroku.
No nie, trzeba powiedzieć, że miałam wielkie szczęście podczas tego remontu, a dzieci mojej Siostry, zarówno Magda, jak i Maciek, stanęły na wysokości zadania, gdyby nie Oni, pewno nadal musiałabym się w tym koszmarku, jaki był, pluskać.
Ale nie tylko za tę łazienkę Ich kocham……….. Jak to dobrze, że Ich mam 🙂
Znalazłam ( przy pomocy Darki zresztą) kiedyś zdjęcie z poprzedniej łazienki, oczywiście tylko jej kawałka, ale królowała na nim ta okropna landara, czyli stara kabina prysznicowa, a za nią stały drewniane półki – to był cały wystrój tej łazienki ( o straszących rurach i wystających ze ściany przewodach nawet nie wspomnę). Zastanawiałam się nawet, czy nie umieścić zdjęcia tego reliktu przeszłości, ale nie chcę nikogo tym koszmarkiem straszyć, a i sama chcę jak najszybciej zapomnieć o tamtych niezbyt miłych kąpielach.
Dzisiaj jest już inaczej, całkiem fantastycznie i dlatego jestem taka naprawdę zadowolona i dlatego tyle o tej łazience piszę.
O nowej łazience i o nowym zlewozmywaku właściwie marzyłam od samego momentu wprowadzenia się na moje tutejsze mieszkanko i proszę, co prawda trzy i pół roku musiałam czekać, ale naprawdę się opłaciło.
Boże, jak ja mogłam tak przez te trzy i pół roku mieszkać???????
Bardzo krytyczna dzisiaj jestem dla siebie, ale w pełni zasłużyłam na tę samokrytykę, dobrze, że się w porę z tego marazmu obudziłam, no i miałam koło siebie bliskich memu sercu ludzi, którym mogłam zaufać i się na nich nie zawiodłam.
Bo co prawda wciąż nie jest to moje własne mieszkanie, ale przecież to ja teraz w nim mieszkam i oby było tak jak najdłużej.
Bo teraz czuję się tak, jakbym od nowa do tego mieszkania się wprowadziła.
Jestem po prostu S Z C Z Ę Ś L I W A !!!!!!!!

Środa wstała nieco pochmurna, ale nic to, przecież dopiero jest dosyć wczesna godzina, chociaż parę dni temu o tej porze słonko już świeciło.
Ale mam nadzieję, ze wiatr chmury przegoni precz i słonko do nas dzisiaj zawita.
Dzisiaj Magda mi zameldowała, że różyczki w Jej ogródku delikatnie już pączki puszczają, czyli jednak zbliżająca się wiosna ma się trochę na rzeczy?
Jak ja lubię tę porę roku, gdy właśnie pączki na drzewach przekształcają się w maleńkie listki……………a ta pora już tuż, tuż……

Miłej i słonecznej środy, niech ptaszki swoim świergotem obwieszczają nam dobrą nowinę, że zbliżają się już te wyczekiwane ciepłe, słoneczne, listkami zielone dni, gdy nasze życie odradza się od nowa.
Może ta wiosna przyniesie nam również i polityczną odnowę Polski???????

Lubię sobie takie ładne gify do blogu wstawiać, od razu staje się on, bez względu na jego treść weselszy.
Maszerowałam wczoraj przez mój Park, bacznie się rozgladałam, ale jeszcze śladów wiosny tam nie widziałam. Mój Park jeszcze ciągle pogrązony jest w zimpwym a raczej po zimowym śnie, chociaz słonko świeci i nawet przyjemnie było na moment na ławeczce przycupnac i do słonka twarz wystawić.
Za to przechodząc przez skwerek nidaleko Żabinca, tak na wysokości Ogródka Działkowego stanęłam na chwilę jak wryta, bo na tych niewielkich krzewach zdecydowanie pojawiły się już pączki i maluteńkie, ledwo widoczne, ale jednak zielpne listki.
Czyli wiosna juz nadciaga, jeszcze powoli, jeszcze nieśmiało, ale…..z

A dlaczego o tym piszę? Ano, już niem mogę doczekać się moich wizyt w ukochanym Parku no i nie ukrywam spotkań z Lolą, za którą już się dosyć stęskniłam, wszak minęło już kilka miesięcy, gdy ją tam spotykałam.
Mam nadzieję, że gdy już się ociepli, „owiośni” Lola znów będzie swojego pana na spacerki do Parku wyciągała i znów będziemy mogły piłeczką się pobawić.
Fajnego wtorku,. jak widać niewiele dzisiaj miałam do napisania, czasami tak bywa

Dzień KOTA

Wszystkim Kotkom, tym szaro burym dachowcom, tym rudym i tym wysoko urodzonym w Dniu Ich Święta łapkę serdecznie ściskam.
Nasze miłe pupilki to szaleni indywidualiści, robią to, na co w danej chwili mają ochotę, wcale nie przejmując się swoimi właścicielami, chociaż trzeba przyznać, że są do nich bardzo przywiązani, ale kochają ich na swój koci sposób
Pamiętam, jak w nieco przedłużonej gościnie był u mnie kot Banzaj.
Podczas pierwszej wizyty bardzo długo mnie po prostu nie tolerował, gdy siadałam koło niego na kanapie ostentacyjnie przenosił się w inne miejsce, jakby chciał powiedzieć: ” odejdź, nie lubię cię, ja mam swoją ukochaną panią Dianę i tylko jej dam się do siebie zbliżyć, dam się pogłaskać.
Uwielbiał przesiadywać na parapecie okna i przez szybę obserwować ulicę, wyglądając na niej swojej Diany, czemu dawał wyraz swoim przejmującym miauczeniem, które wyraźnie przekładało się na słowa „Diana, Diana”.
Czyżby Banzaj nauczył się mówić?
Po kilku dniach troszkę się uspokoił i uznał, że Ciotka Ewa nie jest taka zła, wszak codziennie rano przygotowuje dla niego miseczkę z pysznym kocim jedzonkiem (zresztą każdego dnia miał inną saszetkę, a to z wołowiną, a to z kurczakiem, czy z rybką – po prostu podlizywałam mu się, nie da się tego ukryć). Już przede mną nie uciekał, dawał się pogłaskać, a z czasem nauczył się jeździć na moim ramieniu. Może „myślał”, że poprzedni właściciele go porzucili i musi się do nowego już przyzwyczajać?????
Ale i tak na pieszczoty pozwalał tylko wtedy, gdy jemu to odpowiadało, często po prostu wybierał samotność. Nie można było powiedzieć, że był kotem gościnnym, niezbyt lubił towarzystwo, gdy tylko usłyszał dzwonek domofonu, natychmiast wynosił się do łazienki i chował się tam za brodzikiem i z kryjówki wychodził dopiero wtedy, gdy nieproszony gość sobie już poszedł, albo gdy uznał, że ewentualnie można zbadać panującą sytuację, czy można ewentualnie łaskawie się z przybyłym gościem przywitać. Oczywiście wszystko zmieniło się, gdy Ksawery po niego po 2 tygodniach przyszedł, by zabrać go do domu, Banzaj bardzo chętnie mnie opuścił i z radością do swojego domku powrócił.
Druga nieco dłuższa wizyta Banzaja w moim domu była mniej dramatyczna, ale nie mniej sfrustrowany następną zmianą, potrafił zostawiać złośliwe ślady swojego kociego niezadowolenia. No i znów oczywiście jego ulubioną kryjówką przed nieznajomymi była łazienka, a dokładnie bezpieczne miejsce za, a właściwie pod brodzikiem. Nawet Ksaweremu trudno go było stamtąd wyciągnąć, musiał demontować dół brodzika. by upartego i bardzo obrażonego kociaka stamtąd wyciągnąć.
Taki był ten kot Banzaj.
Teraz pewnie miałby kłopoty z kryjówką w łazience, bo miły zakątek za brodzikiem został już usunięty, a brodzik do ściany już jest mocno przytwierdzony, nie pozostawiając żadnej nawet szczeliny do wślizgnięcia się pod nią.
A może kiedyś znów mnie ten łobuz Banzajek, czyli Bandziorek, jak go pieszczotliwie nazywałam, odwiedzi???
To takie moje kocie wspomnienia związane z Ich świętem.
Lubię kotki, ale jednak zdecydowanie wolę psy, co już nie raz podkreślałam, może dlatego, ze psy są bardziej przyjacielskie, bardziej potrafią ujawniać swoje uczucia do właścicieli????
A ponieważ nie mam warunków na posiadanie psa, nie będę miała żadnego zwierzątka w domu. Wracam się do lat dziecinnych i miś Panda, oraz mały kudłaty misiek, którego kiedyś tam dostałam od koleżanki j i małpka muszą mi do towarzystwa wystarczyć. Zresztą Panda pozostała u mnie po wyprowadzce Kamilki jeszcze ze Smoleńsk i tu ze mną też się przeprowadziła, a małpkę dostałam też kilka lat temu od Oliwki.
Zresztą w każdym człowieku drzemie coś jeszcze z dziecka, więc takie pluszaki są miłym powrotem do tamtych lat.

Można powiedzieć, że pogoda robi nam się coraz bardziej wiosenna, dzisiaj w Krakowie ma nawet podobno być nawet 15 stopni ciepła, więc jak na miesiąc luty, całkiem spora temperatura. Zresztą przyroda też jest nieco tą temperaturą dezinformowana i na wszelki wypadek nieśmiałe drobne pierwsze pączki na drzewach gdzieniegdzie się pojawiają.
Przeszkodą jest tylko dokuczliwy wiatr, który kapelusze z głów może zrywać, ale przynajmniej nie pada deszcz i łamanie rozłożonych parasoli nam nie grozi.

Z tych przykrych raczej wiadomości muszę odnotować następną stratę, jaką poniosła polska kultura, wczoraj odszedł on nas nieodżałowany reżyser Jerzy Gruza, którego kultowe filmy i seriale są nam wszystkim doskonale znane.
Smutne, odszedł następny Wielki Artysta z grona tych, którzy kojarzą mi się z moją epoką. Znów coś się skończyło…….

O polityce nie bardzo chce mi się dzisiaj nawet wspominać, po wczorajszej niezwykle barwnym widowiskowo i ideowo , ale całkowicie bezbarwnym merytorycznie hucznym rozpoczęciu Dudowej kampanii mogę tylko powiedzieć : NIHIL NOVI SUB SOLE Jak dotąd pisowscy kłamali, tak nadal kłamią i starają się zaczarować rzeczywistość, pisia propaganda leje się wprost hektolitrami, jednak nie są tak już całkowicie przekonywujący, jak poprzedniej kampanii.
DUDA, NIE WRZESZCZ NA NAS, MY SIĘ CIEBIE NIE BOIMY, CO PRZY URNACH POKAŻEMY!!!!!

Miłego i kolorowego poniedziałku, szukajmy tych małych zaczątków listków na drzewkach, bo to przynosi radość, że przyroda pomału budzi się do życia, pora, żebyśmy i my się już obudzili. JUŻ NA TO CZAS !!!!
Życzę też udanego całego tygodnia.

P.S Aha! Darce, która mnie wczoraj ze swoim Tatą Maćkiem odwiedziła, też moja łazienka bardzo się spodobała.
Zresztą i V.I.P. był wczoraj pod wrażeniem, gdy dzieło Wojtka mógł podziwiać.
I wcale się nie dziwię, bo po prostu mam cacusianą tę łazieneczkę.
Uwielbiam w niej przebywać!!!!!

dobre słowo na niedzielę

A ze ładny dzionek wstał sobie, słonkiem skoro świt zaświecił, piękny kobiecy portrecik dzisiaj Wam zamieszczam.
Przyjemnie jest tak zaczynać niedzielę, mimo, że właściwie ponad pól nocy się znów nie przespało. Nie wiem, czy jakieś zawirowania w tej pogodzie są, czy co, w każdym bądź razie wiele nocnych godzin spędziłam na oglądaniu na Neflixie serialu Grand Hotel.
Podobno kiedyś ten serial „leciał: w naszej polskiej telewizji. Nawet muszę przyznać, że jest ciekawy, sporo rzeczy w nim się dzieje, czasami niesamowitych, z pogranicza dwóch światów, czasami z podle realnymi knowaniami, ot takie, jakie jest i nasze życie.
Nie chcę psuć sobie i Wam tej pięknej niedzieli, tylko wspomnę, że festiwal kłamstw w pisowskim wydaniu Kampanii Prezydenckiej już się wczoraj rozpoczął. Ale było szumnie i kolorowo, im więcej kłamstw, tym więcej bara, które mają chyba te wszystkie nieprawności przykryć.
Ciekawe, ile ludzi nabierze się na ten blichtr?
I tak aż do 10 maja będą nas mamić czczymi obietnicami „najwspanialszego prezydenta RP”.
Czy tez tak sądzicie, że jest najwspanialszym prezydentem? ja mam całkiem odmienne zdanie, co na pewno potwierdzę krzyżykiem w odpowiednim miejscu na liście wyborczej, bynajmniej nie przy nazwisku DUDA.
A z ciekawostek z tamtego wczorajszego dnia to jedna z wyliczanek w wykonaniu nad prezesa zalet obecnego pana prezydenta to :”ma żonę”
No tak, stary kawaler chyba musi zazdrościć, że istnieje taka instytucja jak żona, szkoda, że tak późno sobie o tym przypomniał, może trochę mniej żółci teraz by się z niego wylewało, gdyby te miody małżeństwa na sobie poczuł?
No dobra, nie będę się nad starokawalerstwem owego pana rozprawiała, tym bardziej, że ja też jestem panienką i to już raczej tego nieco starszego sortu, ale mimo to tyle złości w sobie nie posiadam,. może dlatego, że jednak miałam kogo kochać, był ktoś ważny koło mnie w życiu???
Bo tak własnie w życiu jest, nie można go strawić tylko na żalach i złościach, czasami kawałek serca trzeba pokazać ludziom, nie tylko kotom.
I znów nadmienię, że nie mam nic przeciwko kotkom, miłe nawet z nich są stworzenia, zresztą podobnie i psy, ale jednak zwierzęta nie mogą być jedyną kwintesencją naszego życia.
Ale nie mi jest dane meblowanie komuś życia, każdy żyje według własnego pomysłu, byleby przy tym innym życia nie zatruwał.

Odpoczynku wiele na dzisiaj, podobno to ma być bardzo ciepły, jak na te porę roku i słoneczny dzionek.
Dzisiaj zauważyłam, że już około 6.30 robiło się widno za oknem, a tak niedawno jeszcze wtedy pełna noc trwała….