m&m czyli wspomnień czar

a jednak…….

 Czyżby Ciocia Juta  o mnie nie zapomniała? Czy to raczej również była ingerencja jednej z moich wiernych czytelniczek, która świetnie zapamiętała mój wpis sprzed miesiąca, w którym wspominając Ciocię Jutę napomknęłam o dużej paczce m&m’s, które zawsze od niej dostawałam.
I taka duża paczka m&m’sów znów do mnie  prosto z USA wczoraj dotarła, czym zrosiła moje oczy, wróciły wszystkie wspomnienia…….
Odległe, a jakże miłe.To już nie chodzi o te kolorowe cukierki, które teraz zajęły miejsce w moim barku, wracają chwile mojego pobytu w Stanach. Kiedy to było? oj bardzo, bardzo dawno, bo w 1984 roku, czyli 29 lat temu, a są takie, jakbym to ja dopiero co ze Stanów wróciła.
Pamiętam,  Stryjostwo  miało taką małą śliczną kudłatą sunię ( nie pamiętam rasy) Blitz. Co jakiś czas ciocia brała ją do fryzjera, aby przystrzyc włosy, wtedy już po strzyżeniu zakładali jej  obok uszek takie piękne czerwone kokardki. I właśnie przypominam sobie moment, gdy tak pięknie ustrojona sunia po powrocie do domu skierowała się do mojego pokoju, aby przede mną pląsać radośnie, jakby chciała mi powiedzieć, popatrz jaka jestem teraz śliczna. Bo rzeczywiście była śliczna i taka szczęśliwa, cieszyła się, że się podoba…… ( to takie charakterystyczne dla płci żeńskiej).
Dużo we mnie jeszcze jest tych wspomnień, a jednak znów odczułam, że następna część epoki dla mnie się zakończyła.
Ostatnio jakoś stałam się bardziej sentymentalna i wiele różnych wspomnień do mnie wraca. Szczególnie moje wspomnienia wracają ku mojej bliższej Rodzinie, która już bezpowrotnie ode mnie odeszła. Łapię się, że na przykład różne słyszane w TV piosenki wiążą się dla mnie z powrotem  pamięcią do nieco starszych części mojego życia, w największym wymiarze związane są one  z moją siostrą, z którą przeżyłam jednak bardzo blisko prawie sześćdziesiąt lat mojego życia.
I często wtedy moje oczy zachodzą łzami i zastanawiam się jak to jest, że moja tęsknota za nią jest  każdego dnia coraz większa, czas wcale nie leczy ran, wręcz przeciwnie, często je rozdrapuje od nowa.
Może i dlatego ostatnio stałam się taka smutna? A to, że bolą mnie ramiona też jest wytłumaczalne, przecież właśnie okolica karku, ramion i górnej części klatki piersiowej jest siedzibą wszelakich stresów, to tam one najczęściej właśnie się umieszczają i stają się powodem wszelakich bólów.
A czy jest na to jakaś rada? Raczej nie, bo jak można uciszyć ból duszy?
Bardzo smutny, taki refleksyjny i płaczliwy  jest ten dzisiejszy wpis, przepraszam, ale to wszystko przez te m&m’sy, które mnie do wspomnień nakłoniły.

Ale nie zapominam o dniu dzisiejszym, wszak dzisiaj mamy kolejną środę. Popatrz Ulu, a dopiero co pisałaś, że to wręcz niemożliwe, że ten czas tak szybko pędzi, a jednak. Mam odczucie, że tydzień składa się z samych śród, może to i dobrze, bo wtedy jestem w duchowej łączności właśnie  szczególnie z Tobą Ulu.
Więc dzisiaj prócz  uśmiechów i całusów posyłam Ci pięknego, wiosennego kwiatka.

Miłej środy, mimo, że dla mnie niezbyt się  ona milo zaczęła, bólem.
A co to jest ból????  to taki  ohydny twór, który każe człowiekowi o 4 rano wyskakiwać z łóżka.
Znów jeden dzień do tyłu, chociaż popołudniu idę na wizytę do pana doktora Zbigniewa.
Ale dzięki bólowi ten dzisiejszy wpis jest dokonany tak bardzo wczesną godziną.

P.S. i jeszcze  dodatkowo jeden mały kolec bólu i troski tkwi w moim sercu, ale nie będę teraz o tym wspominała

schizofrenia

 

Schizofrenia to zaburzenie psychiczne występujące u około 0,5% populacji.  Objawia się ono zwykłe pod koniec dojrzewania, albo w okresie wczesnej dorosłości. Z racji różnorodności objawów, wielu badaczy uważa schizofrenię za zespół zaburzeń w funkcjonowaniu mózgu. Najogólniej rzecz biorąc schizofrenia przejawia się rozpadem osobowości. Przypadki schizofrenii są silnie zindywidualizowane, do najczęstszych objawów zaliczają się: stopniowa utrata kontaktu ze światem zewnętrznym (stany autystyczne), ambiwalencja (współwystępowanie sprzecznych uczuć), zobojętnienie emocjonalne, a także brak odczuwania związku między emocjami, a myślami. Chorobie towarzyszą także dodatkowe objawy, m.in.: urojenia, złudzenia, omamy, stany katatoniczne (nadmierna ruchliwość bądź nieaktywność ruchowa), zaburzenia pamięci, zmiany w mowie, piśmie oraz osobowości.

A o to te słowa wczoraj w Kropce nad I zwierzył się mecenas Rogalski, niegdyś prywatny adwokat Jarosława Kaczyńskiego : żyłem w schizofrenii. Nie mogę nadal  w to się zagłębiać, nie mogę kłamać o rzeczach, które wcale nie miały miejsca i nie ma żadnych na to dowodów, ze takie rzeczy się wydarzyły.
I chwała Panie mecenasie panu za to, że wreszcie pan oprzytomniał i w tych dziwnych schizofrenicznych manewrach Antosia M pan nie bierze udziału.
Co najlepsze  jest jeszcze wielu członków Pisu, którzy również też w te antosiowe bzdury nie wierzy i od nich się odżegnuje.
I chociażby nie wiem jak piękniś Adam H przekonywał, że wybuchy, mgła, trzy osoby, które przeżyły tą katastrofę były i nie wiem jak straszył pisowskich niedowiarków ostrymi reperkusjami, prawdy nie da się dłużej  zaciemniać, tylko po to, by zdobyć wyborczą popularność. Na razie według ostatnich sondaży PIS ma niewielką przewagę nad PO, ale gdy będziemy więcej nagłośniać krętactwa trupy pana Jarka nareszcie i tym wielkim przeciwnikom Tuska  ( bo teraz ci co chcą głosować na Jarka są przeciwko Donaldowi – historia odwróciła się o 360 stopni) opadną opaski z oczu i zobaczą, że to co głosi Jarek, Antek, Adaś to tylko jedno wielkie oszustwo. I że wcale nie chodzi im o dojście do sterów rządów, by cokolwiek zrobić dla Polski i dla Polaków ( nawet nie mają wcale żadnych propozycji, wszystko to co głoszą jest patykiem na wodzie pisane), oni chcą dojść do rządów, by zmienić historię, postawić Lecha Kaczyńskiego jako męża stanu, ( pewnie Jarka przy okazji tez, bo jak może być tylko jeden brat bliźniak mężem stanu, drugi też musi, obowiązkowo) i rozliczyć za katastrofę  smoleńską osoby, które może jakiś tam wpływ na brak należytego przygotowania , ale i tak wszystkim wiadomo, że główni sprawcy tej katastrofy leżą w grobach ( jeden nawet został uhonorowany i spoczął na Wawelu), tak nawet i pan mecenas twierdzi.. Zresztą ko by wtedy śmiał się sprzeciwiać panu prezydentowi, chociażby wraz z bratem największą bzdurę wymyślili
Więc jednak schizofrenia, szkoda tylko, że zostali w nią zanurzeni wszyscy Polacy, i ci „prawdziwi”, bo chcieli, lub zostali zamuleni i ci „nieprawdziwi”, czyli tzw zaprzańcy i zdrajcy narodu, chociaż bronią się przed tym zanurzeniem w tej paranoi rękami i nogami.
Poczekajmy do tych następnych wyborów, mam nadzieję, że pisiaki coraz większe błędy będą popełniać  i coraz więcej najpierw ich członków, potem wyznawców i zwykłych ludzi od nich się odsuną, co bardzo odbije się na spadku poparcia dla Pisu. Wiem, wierzę, że takich czasów się doczekam.
Niestety też jestem w podobnej kropce, o inni, na kogo teraz trzeba będzie głosować, bo PO robi wszystko, aby stać się coraz bardziej niewiarygodną partia, pisowcy wiadomo – odpadają,  może grupa Rysia – Misia będzie miała coś do powiedzenia? na razie ta polityczna formacja dopiero się ‚ wyrabia”
A pamiętacie? na początku i grupa Palikota teoretycznie  nie miała siły przebicia i……..do sejmu jednak się dostała.
Że co?, że popieram lewactwo? A co to właściwie oznacza? Na pewno nie to, co propagandystyczne głosi kacza rodzina i obecny Kościół.
Wiara jest indywidualną sprawą każdego człowieka i nikt z Kościołem nie zamierza walczyć ( przynajmniej tak, jak to histerycznie pis głosi).
Kto jest wierzący ten do Kościoła będzie należeć, a kto jest innowiercą, albo osobą niewierząca będzie żyć według własnej recepty i nikt im sposobu życia  narzucać nie będzie, przecież i  Pan Jezus nie narzucał swojej woli,  szedł za nim ten, kto czuł, że tego potrzebuje, Bóg  też dał nam wolną wolę i ją szanuje,, dopiero potem będziemy z niej się rozliczać.
Zresztą lewicowe poglądy to nie tylko wiara, to i socjalne spojrzenie na człowieka, co w dobie pazernego i krwawego kapitalizmu bardzo się przydaje, a także głoszą tolerancję wobec drugiego człowieka, szanując go takim, jakim jest.

No to sobie popolitykowałam troszkę, już dawno tego nie robiłam przecież.
Miłego wtorku 🙂

P.S. A rodzinka już powróciła do domu z amerykańskich, smutnych  wojaży, całe szczęście, że już są, bo nie muszę dłużej  trzymać kciuków , aby samolot szczęśliwie , bez żadnych turbulencji wylądował.

najlepiej w domu

 

Wszędzie jest wspaniale, ale jednak najlepiej w domu.
Zmęczona zgiełkiem i zamieszaniem powróciłam wczoraj wczesnym popołudniem, cala szczęśliwa, do domu. Nie zrozumcie mnie źle, taka uroczystość jest wspaniała, ale ja najwidoczniej odwykłam już od wszelakich wrzaw i huków, więc po przyjściu do domu runęłam w łóżko jak nieżywa i odespałam jakieś 2 godziny wszystkie stresy.
Chyba nie dobre ze mną, skoro takie uroczystości zamiast radości przynoszą mi stresy? Jestem na codzień przecież w domu z dzieciakami, ale trochę starszymi, już ten wrzask nie jest taki dotkliwy, a gdy za bardzo krzyczą, zamykam po prostu drzwi,  cóż na to poradzę, że ostatnio uwielbiam ciszę?
Magda twierdzi, że zaczynam się sama w sobie zamykać i unikać ludzi, VIP też stwierdził, że ostatnio bardzo na niekorzyść się zmieniłam…. nie, na pewno nie pójdę do psychiatry, muszę sama z tym sobie dać radę. Przypuszczam, że wszystkiemu jest winien stres związany z permanentnymi bólami kręgosłupa i ramion, w związku z tym idę dzisiaj na kolejną blokadę do doktora Zbigniewa, może uda mi się załatwić masaże klasyczne kręgosłupa? Nie żadne tam mazanie jakimiś aparatami, jak mi ostatnio zapisał, ale prawdziwy klasyczny masaż kręgosłupa, najlepiej całego. A jeżeli takiego skierowania nie dostanę będę zmuszona sama opłacić sobie takie masowanie, co jest niestety drogą inwestycją. Ale w co mam w końcu inwestować, jak nie w swoje zdrowie?
Dzisiaj aparat mam zepsuty, więc zamiast do pracy idę do pana doktora, a co dalej? zobaczymy. Bo przecież nawet gdy dostane skierowanie będę musiała odczekać swoje na termin, nawet po znajomości.

Nareszcie sondaż jest korzystny dla PIS, więc czekam cierpliwie, kiedy ta manna z nieba będzie mi spadała prosto do nóg, a jeżeli tak nie będzie, biorę krzyż, flagę, orła z czekolady i coś tam jeszcze, co mi do rąk wpadnie  i idę protestować pod siedzibę tych, którzy obiecują, że po wyborach zapewnią nam złote góry.
KTO IDZIE ZE MNĄ??????

Życzę przyjemnego tygodnia, podobno już pogodnego i słonecznego i poniedziałku spokojnego tez – bo to chyba trudno po tylu wolnych dniach do pracy wracać?

nadal w Modlnicy

 

Moje świętowanie nadal trwa.Nie ma chyba nic bardziej gorszego niż namolny gość, ale tak po
prawdzie to Magda nie chce  mnie do domu wypuścić, więc siedzę sobie do oporu, a co?

Prawdę powiedziawszy to użyłam jak pies w studni, bo wszyscy wiedzą, że weekendowa pogoda oblała egzamin, dopiero
dzisiaj robi się ciepło i słonecznie, a wspaniała pogoda ma być dopiero jutro, chyba tylko po to, żeby na następny
weekend już się zepsuć, tylko co mnie obchodzi przyszły weekend?, ten był najważniejszy.

Jutro mam do pracy dopiero na popołudniu, tylko nie wiem, co będę w niej robić, skoro RYKIGNA ( czytaj aparat) znów
się zepsuła, po prostu dysk obsługujący komputer aparatu nie wytrzymał trudów i się całkowicie zawiesił.Teraz znów pewnie
z firmy Simens trzeba będzie sprowadzić nowe oprzyrządowanie, a to trwa.
Jedyna dla mnie pociecha, to to, że aparat zepsuł się w piątek popołudniu i nikt nie powie, znowu Ciotka zepsuła bo wtedy
Akurat urzędował przy aparacie Jarek. I to wcale nie znaczy, że on zepsuł, po prostu dysk padł, co się zdarza, ale już wiem ile by
było ględzenia, ot tak, tylko by pogadać.

Te ostatnie trzy dni byłam bez mojego telefonu, albowiem już w piątek mi się zawiesił i Matylda nie pytając mnie czy znam swój
pin zresetowała mi telefon, więc włączyła się blokada telefonu, a ja numer pinu mam skrzętnie schowany w pudełku w domu,
oczywiście, że go nie pamiętam, w dodatku nie było przez  ten weekend nikogo w domu ( wszyscy pojechali do Zawoi) i nikt
nie mógł tajemnego ciągu liczb odczytać. Straszne, jak można trzy dni żyć bez komórki???
Więc gdy tylko wpadnę do domu zaraz odszukam  zapisek mojego pinu ( jest nowy, bo mam przecież nowy telefon i jeszcze go nie
pamiętam) i będę mogła sobie telefonować do woli, tylko do kogo? Mój Jaś od jabłonki ciągle się nie odzywa 😦

No to fajnej niedzieli życzę, a ja czekam, jak mnie w końcu wyekspediują do domu, gdzie nareszcie sobie odpocznę.
Może jestem i wredna,bo nie powinnam narzekać ale przyznam, że jestem nieco tym jazgotem i ciągłym zamętem zmęczona.
Ot, kaprysy starszej pani, lubi błogi spokój i ciszę

Deszczowy dylemat

 

Jaką porę roku właściwie mamy? czy to jesień, czy wiosna? Czy mamy miesiąc maj, czy listopad?

Za oknem deszcz ponury i zimno to raczej wygląda, nie ma się czym radować.
Radowaliśmy się wczoraj, już wystarczy, żal tylko tych dzieciaczków, które przez cały biały tydzień w tych mających nieskazitelny
mieć wygląd ubrankach  do kościoła codziennie biegać będą, mam nadzieję, że od jutra pogoda się poprawi, bo inaczej biały tydzień
W zabłocony tydzień się zamieni.
W co się bawić? w co się bawić?,no cóż Jasiowi do zabawy pozostała tylko jedna kuzynka Marynia, reszta dzieci już w
własnych domach, a  i dorośli pewnie wspominają wczorajszą uroczystość.
Trzeba przyznać, że Magda jako Pani domu i Babcia Irenka  – pani domu Bis, stanęły na wysokości zadania i cała domowa oprawa
uroczystości przebiegała bardzo sprawnie, nie mówiąc, że i bardzo smakowicie. Pewnie nawet i sam Mistrz Wierzynek nie potrafiłby
takich smakowitości przygotować. Skromnie nie wspomnę o moich pysznych sałatkach, które niestety w nadmiarze innych wspaniałości
zniknęły w tłumie, musiałam się pogodzić z tym, że nie byłam w związku z tym chwalona pod niebiosa (oj, chyba brak mi wrodzonej
skromności), nie mniej czasami nieśmiały głos pochwały gdzieś tam się przebijał, na szczęście.
Ale furorę zrobił specjalny tort komunijny Jasia

 

prawda, że  piękny???
Taki wspaniały tort mogła Jasiowi sprawić tylko Babcia Irenka.

Nadmienię tylko, że wszyscy domownicy, tzn córki Magdy i jej kuzynka Matylda też uwijały się jak ukropie, tak  sprawnie nie
działały by żadne kelnerki nawet  w najlepszej knajpie. Moja pomoc może niewidoczna, ale bardzo skuteczna, ograniczała się tylko
do mieszania zupy-krem  z brokułów, ( dzieło Magdy),dzięki  tylko temu  się się nie przypaliła, oto jak bardzo potrzebny jest
dobry podział pracy.
W każdym bądź razie wszyscy goście byli bardzo zadowoleni z naprawdę wspaniałej gościny gospodarzy, tylko niektórzy z
wielkim i niekłamanym  smutkiem musieli się już późnym popołudniem  pożegnać, aby wrócić do Żawoi.

Następna taka wielka uroczystość to pewnie będzie już wesele któregoś z dzieci Magdy, dopiero Magda i Babcia Irena będą miały
pole do popisu!!!

W całym ferworze wczorajszych uroczystości zapomniałam o jeszcze ważnej rodzinnej uroczystości.
Wczoraj czterdzieści lat minęło mogli byśmy zaśpiewać naszej Basi Kochanej ( pamiętacie, był kiedyś taki skecz).
Wszystkiego najlepszego Basiu, zdrowia wiele, miłości od i dla swojej wspaniałej Rodzinki no i powodzenia w prowadzeniu
firmy.
Niestety nieobecna była z nami ciałem, albowiem uczestniczyła  wraz  ze swoją mamą w uroczystościach pogrzebowych w
odległym USA, inaczej i ona byłaby wczoraj z nami siedziała za Komunijnym stołem,a tak reprezentowały ją jej dzieci Matylda
I Leon, no i oczywiście jej mąż Paweł.
Również i  mój bratanek Łukasz był tylko ze swoją żoną Elą, ich dzieci pozostały na majówce w Zawoi i to do nich się
właśnie tak spieszyli.

No to teraz w oczekiwaniu na słonko i ewentualnie na następną wspaniałą rodzinną uroczystość życzę wszystkim miłej niedzieli

 

 

 

 

 

 

Potrójne święto ( plus jedno smutne)

 

Dzisiaj mam aż trzy święta w jednym dniu.
Przede wszystkim dzień ustanowienia Konstytucji 3 Maja
Po drugie ( a właściwie powinno być po pierwsze) Uroczystość Najświętszej Maryi Panny
Ale na pewno dla całej naszej rodziny najważniejszym świętem będzie I -sza Komunia Jasia, syna Magdy. Szkoda, że Babcia Ania nie doczekała tego pięknego święta, za to ja będę dzisiaj  pełniła honory seniora rodu, chociaż nie będę wcale  najstarszym gościem Jasia.
Cała kościelna oprawa odbędzie się w kościele w Zielonkach ( pod Krakowem, bo w tamtejszej parafii Jasiek chodzi do szkoły, a więc i na religię), a potem wszyscy jedziemy do domu Magdy, gdzie będziemy biesiadować, jak stary zwyczaj nakazuje, przy rodzinnym stole. Żadna restauracja, tylko w domu. I to mi się podoba.
Bo może trzeba więcej z siebie dać, więcej trzeba włożyć wysiłku, ale myślę, że i dla Jasia i dla zaproszonych  dzieci będzie to lepsze, zawsze sobie będą mogli potem po ogrodzie polatać, o ile oczywiście deszcz nie pokrzyżuje planów. A i pewno rodzinka lepiej czuć się będzie w domowej atmosferze, a nie tam, gdzie
wyfioczeni kelnerzy na białych talerzach podają wyszukane, ale wcale nie znaczy, że smaczne dania, to takie wszystko tylko na pokaz.
Obiad w restauracji trwałby około dwie godziny i potem cała rodzinka by się rozeszła. A tak dłużej wszyscy będziemy sobie ze sobą mogli pobyć.
A na pewno przy dużej ilości dzieciaczków będzie wesoło, jakoś przetrwam ten jazgot, trudno, czasami trzeba zęby zacisnąć, bo nerwowa się jakoś ostatnimi czasy zrobiłam i wrzaski potęgują w mojej głowie niesamowity ból, ale dla Rodziny, Panie, dla Rodziny……
Jak już wczoraj pisałam, ja też swój mały udział w dzisiejszym  przyjęciu mam, obydwie sałatki wybornie mi się udały i mam nadzieję, że gościom będą smakowały.
Dla mnie są bardzo smaczne, ale cóż, nigdy nie byłam zbyt skromna i zawsze swoje kulinarne dzieła chwaliłam.
Co prawda zabraknie dzisiaj głównego konesera  smaków moich kulinarnych wyczynów, szkoda, ale na pewno znajdzie się ktoś, kto te sałatki pochwali :-).
Przynajmniej taką mam nadzieję.

No i jak zawsze do beczki miodu zawsze wpadnie łyżka dziegciu, chociaż trudno tak to nazwać
Ale przy wszystkich radosnych dzisiejszych uroczystościach trzeba dodać jedną smutną, która odbędzie się dzisiaj w odległej Minnesocie ( USA), oczywiście z siedmiogodzinnym przemieszczeniem czasu.
Otóż dzisiaj odbędzie się pogrzeb mojej zmarłej przed prawie miesiącem stryjenki Jutty. Dlaczego tak późno? Ano widać Stryjek i jego dzieci czekali, aż na tą uroczystość zjedzie się cała rodzina, rozsiana po całym świecie, aby godnie i z odpowiednią rodzinna oprawą Ciocię pochować na pobliskim cmentarzu.
Naszą krakowską część rodziny reprezentuje moja Kuzynka Marysia, moja bratowa Zosia i jej córka Basia. Poleciały tam już w poniedziałek, aby przez te  kilka dni przyzwyczaić się do zmiany czasu no i oczywiście, aby trochę pobyć z osamotnionym Wujkiem i trochę powspominać stare, dobre dzieje, na pewno Wujkowi takie duchowe wsparcie bardzo się  teraz przyda.

Ale takie jest już życie, jedni się radują ( i konsumują orła z czekolady), inni krytykują i wcale się nie cieszą, tak dla zwyczaju, tylko po to, by być przeciw, obojętnie, czy to jest  akurat potrzebne, czy nie)
To taka moja mała wrzutka polityczna, bez której mój dzisiejszy wpis nie był kompletny.
Czasami człowiek musi, inaczej się udusi……u………

No to ja idę się dzisiaj radować, chociaż czekoladowego orła tam wcale nie będzie, ale  za to będą liczne inne pyszności,nie tylko z czekolady, a wszystkim życzę miłego świętowania

święto flagi

2 maja jest oficjalnym dniem Flagi Rzeczy Pospolitej

A ja się pytam gdzie ten obiecywany przez media gorący, słoneczny i przepiękne weekend?
To chyba jakaś wielka ściema była.
Dzisiaj musiałam o 9 rano włączyć światło, tak ciemno się nagle zrobiło.
A gdzieś tam w oddali na szczęście słychać pomruki burzy, tylko patrzeć, jak do nas przyjdzie, na razie tylko pada deszcz.
Jutro ma być podobno jeszcze gorzej.
Biedne te dzieciaczki przystępując do I-szej Komunii św. – biedny nasz  mały Jaś.

Jestem niewyspana, bo znów mnie bóle wszelakie w nocy nachodziły, czasami mam wrażenie, że noc jest jak taki wstrętny, czarny pająk, który otacza mnie swoimi mackami i mnie dławi.
I wtedy tak bardzo chciałabym zaśpiewać piosenkę :

Przytul mnie, lampą w nocy bądź
Przytul mnie, prowadź mnie poprzez mrok
Tak daleko jest brzask, aż nie widać go stąd
Przytul mnie, z twych ramion zbuduj schron 

Ba, tylko komu mam tą piosenkę zaśpiewać?, no komu?
Kto zechce mnie przytulić i w nocy udzielić schronienia?

No to zaraz przypominają mi się słowa piosenki Danuty Rinn:

Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy,
mmm, orły, sokoły, herosy!?
Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów,
gdzie te chłopy!? – gdzieeee????

no i dalej jest odpowiedź:

Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma,
nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma,
nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma….
gdzie te chłopy, gdzie te chłopy, gdzie te chłopy, gdzie te chłopy? 

Ano, nie ma, niestety………
Może kiedyś?, ale to już przeszłość……..

Żarty na bok, ale fakt, ostatnio noce mam koszmarne. Aby zasnąć puszczam sobie na komputerze jakiś, serial, przeważnie Rodzinę Zastępczą, bo ona działa na mnie kojąco. No i przy niej rzeczywiście przysypiam, ale gdy wyłączę już całkowicie komputer, bo wydaje mi się, że teraz na pewno już zasnę, natychmiast sen odchodzi, a powracają wszelakie możliwe bóle i złe wizje, nawet poduszka wtedy zaczyna przeszkadzać pod głową, bo nie jest wystarczająco chłodna, by się do niej przytulić. W końcu zmęczona zasypiam, by po dwóch godzinach znów oczy otworzyć i zabawa z bólami i poduszką zaczyna się od nowa.  I tak historia powtarza się kilkakrotnie w ciągu jednej nocy, aż  w końcu silny ból około 5 – 6 rano wygania mnie całkowicie  z łóżka.
No i jak mam potem normalnie egzystować???

Dzisiaj jest dzień sałatkowy : wszystko na jutrzejszą uroczystość Komunijną Jasia. Jako dobra Ciocia- Babcia postanowiłam zrobić dwie sałatki:
Jedną ziemniaczano-porowa-śledziową, a drugą ryżowo-kurczakowo- ananasowa z kukurydzą.
Mam nadzieję, że obie będą smaczne.
No to zabieram się do roboty, a wszystkim dnia miłego życzę, bo ze słonkiem dzisiaj na pewno się raczej pożegnamy.
A może jednak będzie jakaś niespodzianka?

niech się święci…………

1 Maja

 

Niech się święci 1 Maja

Niech się święci nasza ( tzn moja i Uli) ulubiona środa. ( brr, zimno, deszczowo, brrrr, beeee)
Ale trudno, dzisiejsza środa jest taka jaka jest, następna będzie na pewno piękniejsza, Ulka głowa do góry, ślę co środowe  całuski do Poznania

Niech się święci Borussia, która co prawda wczoraj przerżnęła  w meczu z Real Madryt, ale to ona własnie będzie  grała na Wembley o mistrzostwo Ligi Mistrzów.

Wczoraj była taka mała ankieta z  hiszpańskimi czy niemieckimi ( nie pamiętam)  kibicami, którzy usiłowali wymówić nazwisko naszego znanego piłkarza,wszystko to przypominało, tylko nie Błaszczykowski. No proszę kibice mieli kłopoty z wymową, a piłkarze Borussi mieli kłopoty z pokonaniem Barcelony.
Zawsze ktoś musi mieć pod górkę

Ja tej kolejnej już nocy też miałam pod górkę, już trudno było powiedzieć co mnie bolało, a co nie bolało, w każdym razie ból postawił mnie na dwie nogi
już przed  5 rano, czyli chyba bardzo wcześnie, jak na świąteczny dzień. Nie szkodzi, w ciągu dnia uda mi się odespać, tym bardziej, że rodzinka dzisiaj jedzie do Zawoi i będzie błoga cisza , która wspaniale  sprzyja drzemce.

NO TO SOBIE ŚWIĘTUJMY !!!!