Dorotko, trzymaj się!

Dla Dorotki, która dzisiaj ma operację, trzymam za nią mocno kciuki, bo to bardzo poważna operacja.

Okazuje się, że odkąd nie piszę o polityce, mój blog jest mdły, nijaki i mało poczytny.
A tam i tak o polityce nie ma po co pisać, bo jaka jest, wszyscy widzą.
W Polsce teraz nie ma prawdziwego rządu, rządzą 2-3 dziennikarze, którzy zakumulowane gdzieś brudy  podsłuchów wyciągają i wszystkich szantażują, a naród szaleje z radości, że Tuskowi ktoś wreszcie świnię podłożył.
Dopiero się będą cieszyć, gdy Kaczor do władzy dojdzie. Na razie Yaro  pokazuje bardzo dobrotliwe oblicze i ściąga do siebie niewiernych odszczepieńców, żeby potem ich schrupać z rubasznym uśmiechem na ustach. A później zacznie się „rzeź”
Ale ja podobno się nie znam, więc zamilczę, poczekam, aż narzekać zaczną ci, którzy teraz w tej kaczej euforii się tarzają.

Wczoraj bardzo dziwna burza u nas była, pioruny trzaskały jak cholera i to całkiem blisko mojego domu ( nawet wyłączyłam na wszelki wypadek odbiornik TV i komputer), a ani jedna kropla deszczu nawet  nie spadła, ba, cały czas świeciło słonko. Zadziwiające zjawisko, zaiste.

Jak to dobrze, że mam ten wiatraczek, jednak trochę miesza mi to powietrze, tylko niestety trochę zbyt głośno chodzi. Wczoraj popołudniu zastanawiałam się, co te samoloty tak dzisiaj latają nad mim domem, a to się okazało, że to nie samoloty, tylko mój wiatraczek buczy. Czuję się więc jak w ciągłej podróży 🙂

Miłego dzionka życzę

leniwy, gorący poniedziałek

 

I co tu robić z takim pięknym dniem. Niektórzy odpoczywają inni nie.
Ja w tej chwili chłodzę się wiatraczkiem. Na taki gorący dzień najlepsze na obiad naleśniki z serem.
Takie sobie właśnie usmażyłam i zjadłam w akompaniamencie ” Mariny” – na podwórko obok trwa jakaś budowa i panowie włączyli sobie skoczne melodie.
Czułam się jak na wczasach.A teraz idę dalej odpoczywać
Miłego popołudniowego poniedziałku.

Madzia

 

Dziś są Twoje urodziny i to właśnie z tej przyczyny
składam tutaj Ci życzenia, by spełniły się marzenia,
zdrowia, szczęścia, pomyślności i samych na co dzień radości
Byś pogodną zawsze była, nasza solenizantko miła.
Niech Cię los szczęśliwy spotka, wygraj wreszcie w tego Lotka,
aby ogród z Twoich snów był realny teraz i tu.

Wszystkie inne wiadomości dzisiaj bledną w obliczu Magdy urodzin, nie są ważne, dlatego nie dodaję nic jeszcze do mojego blogu dzisiaj, żeby podkreślić ważność dzisiejszego dnia.
Aha, te życzenia nie są spowodowane żadnym podlizywaniem się, po prostu  Magda to wspaniała Kobieta i na takie wyróżnienie dzisiaj zasługuje.
Wszystkim życzę przyjemnej niedzieli

Już lepiej

 

O, jest  zdecydowanie lepiej, bo po poprzedniej nocy wczoraj obudziłam się bardzo zmaltretowana. Dorwało mnie zapalenie dróg moczowych, ból i pieczenie niesamowite, przyznam, że sobie powyłam z bólu. W nocy każdy ból ma dodatkowo zwiększony poziom i człowiek jest tym bardziej bezradny, gdy nie ma odpowiedniego lekarstwa pod ręką. Ale jakoś udało mi się do rana dotrwać. Poprosiłam o pomoc Maćka i już niedługo potem dziewczyny przyniosły mi odpowiednie lekarstwa. Teraz jestem w trakcie zażywania, więc  pozytywna reakcja już jest, co prawda ból gdzieś tam w oddali jeszcze daje o sobie znać, ale jest tak nikły, że można by powiedzieć, że prawie nie istnieje. W każdym bądź  razie ostatnią noc przespałam całkiem spokojnie ( tylko raz w nocy wstawałam do toalety, ale zaraz spałam z powrotem), tak więc można by powiedzieć, że już jestem omalże zdrowa.
I tak trzymać.
Dzisiaj piękna i słoneczna sobota nam się zapowiada, pozdrawiam wszystkich na wakacjach i tych, którzy odpoczywają  tylko na weekendowym pobycie
Miłego dnia

HURRA jest ju Ulka

Hurra!!! HURRA!!! No to jeszcze kilka różyczek do kompletu Jej dodam, mimo, że to nie środa 🙂


Gratuluję Ulku wspaniałego urlopu i jestem pełna podziwu dla Twoich zmagań z kijkami i z trasami, które przy ich pomocy pokonywałeś.

Wczoraj od samego rana miałam bardzo nerwowy dzionek. O godzinie ósmej dziesięć zadzwonił do mnie monter z Taurona, który powiadomił mnie, że jeżeli nie wpłacę 419 zł do godziny dwunastej w południe na konto dystrybucji Taurona, przyjdzie wyłączyć mi prąd.
Strasznie się zdenerwowałam – na czym polega problem? Otóż kiedyś pobierałam energie z Taurona i na jednym rachunku miałam policzone i za przesył i za zużycie energii. Jakoś wtedy nikomu nie przeszkadzało rozdzielić to na dwa różne ( jak teraz już się zorientowałam się) konta, był jeden klient i firma sama sobie moje rachunki rozdzielała. Teraz gdy energię pobieram od konkurencji (Novum) nagle okazuje się, że posiadam w Tauronie  dwa różne konta, jedno dla opłat za energię, już nieczynne, bo nie mam co tam wpłacać i drugi za przesył, za który mi policzyli to 400 z czymś złotym. Niestety przegapiłam tą różnicę tych dwóch numerów kont i wpłaciłam na stare konto, czyli tak jak zwykle. No i moje pieniądze ‚usiadły” sobie na pierwszym koncie i nikt się  jakoś nie zainteresował, dlaczego mam 400 zł nadpłaty, przecież im już za prąd nie płacę, tylko płacę za to w Novum.
Firma Tauron ( sprzedaż) bez najmniejszych skrupułów przez jakieś 2-3 miesiące obracała moimi pieniędzmi, tymczasem druga część Tauronu upomina się o braki, które posiadam na ich koncie. Nie rozumiem, mam przecież  przypisany jeden numer Klienta i nawet jeżeli rachunki się nie zgadzały, firma powinna sama  uregulować te nieprawidłowości, skasować moje I-sze konto i przelać na to drugie konto, tak mi się przynajmniej wydaje. A tu okazuje się, że nie wie prawica, co czyni lewica, typowy polski sposób załatwianie klientów. A może to zemsta za to, że przeszłam do Novum?

No ale rano przyznam byłam wręcz przerażona, że  ten monter rzeczywiście przyjdzie ( swoją drogą dziwny sposób załatwiania mają ze swoim klientem, to nie dzwonią z biura i mnie o tym informują, tylko dzwoni zwyczajny  monter i oznajmia, że zaraz przyjdzie mi prąd wyłączy), więc szybko zadzwoniłam do biura obsługi klienta i co się dowiedziałam? Ano rzeczywiście na moim koncie jest nadpłata ponad 400 zł, ale niestety oni nie mogą mi przelać tych pieniędzy do dystrybutora, ewentualnie, jeżeli wyrażę taką zgodę, mogą mi przelać te pieniądze na moje konto PKO. No nie, śmiech na sali, ale łaska, 2 albo 3 miesiące bezprawnie moje pieniądze przetrzymywali, a teraz ewentualnie mi je zwrócą ( a co z odsetkami??).
Oczywiście wyraziłam zgodę na taki przelew i pani odnotowała co potrzeba i przełączyła mnie do działu dystrybucji. No i tam zaczęła się polka od początku.
Nie wzięli pod uwagę, że mylnie przelałam pieniądze na to konto co dotychczas , muszę je do godziny wpłacić i potwierdzić wpłatę mailem, tylko, że okazało się, że tym razem wchodzi w rachubę kwota ponad 740 zł. Czemu?, pytam, przecież rano było 400 zł, ale pani powiedziała że jest nowa faktura ( ale gdzie to nie wiem, bo jej nie dostałam) i muszę im wpłacić tą większą kwotę   jeszcze dzisiaj do godziny 12- stej, potem będzie „egzekucja”.
Co miałam robić, pomyślałam, że lepiej z nimi się nie kłócić, bo nagle się okaże, ze powinnam wpłacić półtora tysiąca złotych, nie wiadomo za co.
No to dokonałam tej wpłaty, skopiowałam ją  do maila, który im wysłałam, odebrałam od nich maila, że moje  potwierdzenie do nich dotarło, więc spokojnie poszłam sobie do pracy.
I tu pomyliłby się ktoś sądząc, że na tym moje „elektryczne” kłopoty się skończyły.
Po pracy otworzyłam drzwi ( jednak bez większych kłopotów zamek ustąpił, przynajmniej tyle) i patrzę, oświetlenie w akwarium rybek działa, to znaczy, że jednak prąd jest, płynie sobie w przewodach, jak gdyby nigdy nic.
Otwieram komputer, a w nim pocztę i…czytam wiadomość, że format mojego potwierdzenia wpłaty był przesłany nie tak jak potrzeba ( ja otworzyłam ten plik i go skopiowałam) i w związku z tym nie przyjmują do wiadomości o mojej wpłacie, ( chociaż wcześniej ją potwierdzili), czyli egzekucja nadal wisi nad moją głową.
Musiałam więc zatelefonować do PKO i dokładnie dowiedzieć się, w jaki sposób formalnie mogę przesłać to potwierdzenie.
Po zastosowaniu instrukcji podanej przez miła panią z banku wysłałam to potwierdzenie  raz jeszcze ( słowo daję, że było takie samo, no może zabrakło wcześniej nagłówka Bank PKO) i po dość nawet krótkim czasie dostałam powtórną  odpowiedź z banku o potwierdzeniu mojej wpłaty. Mam nadzieję, że na tym moje kłopoty się skończyły, ale tak sobie pomyślałam, po co ta całe fanaberie ze strony Tauronu, przecież już jutro będą przecież mieli tą moją wpłatę na koncie, przecież mamy XXI wiek i przelewy nie chodzą miesiącami z jednego na drugie konto.
Teraz czekam tylko na potwierdzenie tych dwóch faktur, za które dzisiaj zapłaciłam ( a niech nie spróbują mi ich wysłać, to pójdę do pana dyrektora firmy Tauron z gębą wielką jak brama Floriańska) no i na zwrot tych moich nadpłaconych pieniędzy, odsetki już im podaruję, bo i tak wielkie nie są.
A swoją drogą jednak jak tak dobrze policzyć, to w sumie teraz zamiast mniej to więcej płacę za prąd, bo co prawda Novum niezbyt ma wielkie ceny za zużycie prądu, ale za to Tauron ściąga za przesył jakieś dziwnie podejrzane wielkie sumy, w dodatku raz na tydzień dostaje od nich monit na kolejną wpłatę, mimo, że dopiero co zapłaciłam.
Musze to dokładnie rozpatrzyć, bo nie wiem, czy ktoś mnie tutaj w konia nie robi, na początku było O.K. a  teraz ….szkoda nawet gadać ( pisać)

A teraz  z innej beczki: jednak warto swojemu prywatnemu ” barometrowi na kościach” zaufać. Nie na darmo tak mnie 2 dni temu te kości darły.
Do południe było całkiem, całkiem, co prawda słonka nie było, ale nie padało. Magda podwiozła mnie pod przystanek autobusowy i zamiast od razu wsiąść do nadjeżdżającego autobusu umyśliłam sobie zakupy dla szczura ( i nie tylko ) zrobić. Kupiłam mu karmę , marchewkę  i 3 jabłuszka, a dla mnie malinki i borówki.
Niestety zmitrężyłam troszkę czasu i zaczęło coraz bardziej intensywnie  padać. Oczywiście byłam bez parasolki, ale czekałam pod wiatą ( oczywiście obowiązkowo przemakającą, bo jakże mogłoby być inaczej), myślałam, że deszcz się uspokoi. Ale gdy już wysiadałam z autobusu ulewa nasiliła się bardzo wydatnie, od przystanku do domu mam  nie za wielki znów kawałek, ale mam dwa przejścia ze światłami po drodze, na których trzeba chwilę poczekać  na zmianę sygnalizacji ( nie da się ich przejść za jednym zamachem).
Tak więc do domu wróciłam w charakterze całkiem zmokłej kury, aż włosy musiałam wycierać ręcznikiem, bo wyglądały, jakbym dopiero co spod prysznica wyszła.
Tak jak widać, miałam wczoraj dzień pełen przygód, na szczęście przynajmniej drzwi wejściowe nie stawały mi oporem.
Ale dzisiaj już jest dzisiaj i……..
Jak na razie nie pojawił się u mnie żaden monter, ani żaden monit, całe szczęście.
Pogoda też zastanawia się, czy spełnić przepowiednie prognostyków, czy nie, więc na razie niebo jest zachmurzona, a słonko od czasu do czasu usiłuje się przebić przez kożuch obłoków i jak na razie przegrywa. Dobrze, że przynajmniej nie jest zimno, bo ci na wakacjach pewno się i tak denerwują, że to nie taka pogoda, jaką sobie zamawiali.
Miłego dnia.

środa z czy bez?


ULU WRÓĆ!!!!!
Dzisiaj już kolejna środa miałaby być bez Ciebie?  Nie tak miało  być,  tylko przez dwie środy miałaś być nieobecna, a tu już trzecia kolejna różyczka na Ciebie czeka.
Nic specjalnego się w tym czasie  nie działo, no może prócz polityki, ale to i Ciebie i mnie nie obchodzi przecież. I bardzo dobrze, bo robi się ta polityka  coraz bardziej dziwna i mało zjadliwa. Szczególnie, że podsłuchy podkopały nie tylko polską polityką, teraz głośno jest we Francji o przekrętach byłego prezydenta Sarkozy-ego, nawet powiedziałabym, że ta francuska wersja polityki jest bardziej ostra od naszej. Ale przynajmniej znów jest o czym mówić.
A to teraz już wiem na pewno, po czym też żołądek tak ciągle mnie boli????
Ale jednak się za Tobą  wirtualnie stęskniłam, bo zawsze czekałam, gdy się pokażesz i dasz znak, że u mnie gościłaś.

Moja rodzina, tym razem wraz z psem, pojechała  na wakacje i znów spokój i cisza błoga mi tylko  pozostaje.
Jak to jest, z nimi źle, bez nich źle……….. chyba jednak się starzeję.
Na gospodarstwie zostały tylko rybka no i oczywiście szczur.
Gorzej tylko, że  ten nowo założony zamek do drzwi chyba się lekko przesunął i bardzo trudno jest teraz otwierać wejściowe drzwi.
Wczoraj na szczęście była jeszcze w domu Renia, która usłyszała moje dobijanie się, a dzisiaj kto mi otworzy drzwi, no kto?????
Czuję, że przez dwa tygodnie będę zmuszona mieszkać na klatce schodowej, do czasu, aż oni nie przyjadą.
Bez przesady, ale każdy mój powrót do domu obarczony będzie stresem, otworzę te drzwi, czy nie i ile na to czasu będę potrzebowała.
Jakiejś lichej materii jest ten klucz, trochę za miękki i pewnie dlatego ugina się w zamku.
Jak coś, muszę przy sobie nosić numer telefonu do ślusarza, ha ha, dobre, nie musi być super przystojny, grunt, żeby dobrze zreperował mi te drzwi.
A może już na wyrost się już martwię? Zobaczę, co się będzie działo po moim powrocie z pracy.
A ja sobie chodzę po mieszkaniu i śpiewam : ” wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni, gdy nie ma w domu dzieci, to jesteśmy niegrzeczni”
Oj nie, ja będę bardzo grzeczna, imprez nie planuję, od alkoholu stronię…… gości nie zapraszam.

No dobra, na pocieszenie podam za TVN – 24 ( a ja im ciągle wierzę!!!), że ten weekend będzie bardzo ciepły, bardzo słoneczny i bardzo relaksowy, bo wszelkie złe humory rozpłyną się gdzieś w prawie południowym klimacie. Teraz  nawet chyba pani minister Bieńkowska na klimat narzekać nie będzie mogła.
A więc kto może  niech szykuje się do wyjazdu, ja pozostaję w domu.
Miłego dnia, mimo, że do weekendu jeszcze prawie  trzy dni.