Nawet nie chce mi się ani myśleć, ani pisać o tym, co się w Polsce dzieje. Czuję się, jakbym wróciła do lat pięćdziesiątych – szesćdziesiątych, gdzie totalny marazm człowieka ogarniał.
No, raczej w latach pięćdziesiątych nie wiele jeszcze o otaczającym mnie świecie wiedziałam, to był czas dzieciństwa, lalek i różnych zabaw, ale potem moja świadomość już po mału ogarniała bezmiar nonsensów. Tylko dlaczego na stare lata znów do tego samego muszę wracać?
Ale wtedy wydawało się, że nie jest możliwe, by coś się mogło zmienić, a teraz?………
Wszystko jest możliwe, tylko cierpliwości co raz mniej……
Dzisiaj jest sobota, więc zwalniam się od złych myśli i oddaję się samym przyjemniościom. A sen jest najlepszym na to lekarstwem.
Przynajmniej jest w nim wesoło, oczywiście, gdy nie śnią jakieś horrory, no i nic nie boli, jest ciepło, bo ostatnio troszkę jednak marznę w moim mieszkanku, szczególnie w łapki, mimo, że włączone jest ogrzewanie.
Ostatnio jakoś wymagam bardzo wiele snu,. Zawsze twierdziłam, że w poprzednim życiu byłam chyba niedźwiedziem, który w gawrze przesypiał zimę.
Ja też najchętniej bym tę zimę przespała ( oczywiście z wyjątkiem Świąt, bo to czas raczej wesoły) i obudziła się, gdy za oknem będzie rano już jasno i zielono.
Okropnie nieprzyjemna jest ta pobudka „w środku nocy”, a tak niestety jest jeszcze o 7 rano, niby noc, a już wstał nowy dzień.
Chociaż następny tydzień będzie ciekawy, w przyszły piątek czeka mnie pracownicze spotkanie, tzw Wigilia Pracowników.
Tak szybko ten rok minął…Znów trzeba będzie sięgnąć po swój aparat fotograficzny.
Najwyższa pora, bo ten ostatnio już leży tylko w szafce. Jakoś nie mam okazji na fotografowanie, już ta pasja jakoś mnie opuściła. Kiedyś latałam po grządkach i innych zakątkach, by cos w obiektywie uwiecznić, teraz co najwyżej moim Iphonem od czasu do czasu jakąś fotkę zrobię.
Tak więc trzeba aparat fotograficzny odkurzyć, naładowac baterie…..
Sukienka, specjalnie na tę okazję zakupiona już jest gotowa i czeka w szafie na swoje 5 minut.Tylko jeszcze jaką fryzurkę ułożę, uśmiech na usta przywołam i będzie O.K. Co prawda na to jeszcze troszeczkę trzeba poczekać, ale co to jest te 6 dn w porównaniu z wiecznocią? zleci jak z bicza strzelił.
A potem już tylko malutki tydzień i prawdziwej Wigilii czas nastąpi.
Ale kutii w tym roku nie będzie, przecież i tak mało kto ją je, a i mój brzuch też pewnie by takiego nadmiaru „pysznosci” nie wytrzymał.
Ostatnio znów mam zły czas i zastanawiam sie nawet, czego naprawdę będe mogła na Wigilii bez przykrych konsekwencji spróbować.
Ale tort imieninowy jednak muszę upiec, jednak pozostanę chyba przy moim klasyku, czyli torcie kokosowym, on mi najlepiej wychodzi.
Miałam co prawda inne plany, ale nie będe eksperymentować.
Ale póki co, cieszę się sobotnim leniwym dniem i wskakuje już do łóżeczka. Moze mnie dzisiaj jednak nikt nie odwiedzi?
A tak jeszcze kapinkę snu mi się przyda.
Oczywiście od czasu do czasu „wskoczę” na swoją farmę, bo tam zawsze jest sporo roboty.
Taka mała odskocznia od codzienności.
W TV niewiele do oglądania, więc jakis filmik sobie na Ipli lub gdzie indziej znajdę i ogladnę.
Ot relax na całego.
A i tak przecież na spacerowanie dzisiaj nie ma odpowiedniej aury, przynajmniej nie będzie mnie kusić na wydawanie pieniędzy, bo zawsze okazuje się, ze całowiek idzie kupić jedną rzecz, a wraca z pełna siatką i bez „stówy” w kieszeni, ot taka drożyzna przecież.
Dobrej soboty
Życze przy
