wręcz niesamowite !

     

 

Dzisiaj wręczam Ulce ostatnią różę w 2017 roku.
Piękną, zimową, pełną śnieżnych gwiazdek.
Następna róża będzie już witała Nowy 2018 rok.
Szybciutko nam ren rok minął Uleczko, zanim się obróciliśmy, już miesiąc grudzień i to w dodatku jego ostatnie dni na kalendarzowej kartce zagościły.
Myślę, że to był bardzo udany dla Ciebie rok, pełen wspaniaych Przyjaciół, z wieloma radosnymi chwilami, z pieknymi wycieczkami w przemiłym towarzystwie, a co najważniejsze, zdrowy, a to przcież takie nieodzowne w naszym życiu.
Więc życzę Ci Uleczko, aby następny rok był jeszcze lepszy, jeszcze pełniejszy w wesołe przygody, jeszcze weselszy.
I oczywiście, zebyś nie zapomniała o swojej Przjaciółce z Krakowa, która co środe dla Ciebie najpiękniejszą z możliwych róż wyszukuje.
Baw się dobrze w Sylwestra Uleczko, sama, czy wśród Przyjaciół, bo trzeba jakoś z radością Nowy Rok przywitać i oczekiwać, co nowego nam on przyniesie.

Jak to mówią? święta, święta i po świętach.
Te trzy dni (wliczając Wigilię) szybciutko mijają, a tyle jest do nich przygotowań….
Ale właściwie ten okres przygotowań, spędzony w kuchni, też należy do przyjemnych.
Szzególnie, gdy się ma koło siebie jakichś pomagierów.
Jak juz pisałam, prawie cały ogrom takich przygotowań spadł na Magdę w tym roku, ale świetnie z tym się uporała, zdała egzamin na piatikę z wielkim plusem.
Wszystko było bardzo smaczne i w sumie bardzo urozmaicone w ilości i w jakości tego  świątecznego jedzonka.
Moja pomoc w tym roku ograniczyła sie tylko do krojenia sałatki (nawet potem sama Magda ją przysmaczała) i do krojenia grzybków i ogórków do sosu tatarskiego.
I co jest najśmieszniejsze w tym wszystkim,  ten sos i ta sałatka były ledwie przeze mnie spróbowane, bo niestety musiałam oszczędzać swóje brzusio, które i tak w końcu sie zbuntowało. Tylko nie rozumiem  dlaczego, skoro nawet wigilijną  kapustę, którą tak lubię, próbowałam tylko niecałą łyżeczkę.
Niestety to są skutki podjętej kiedys mojej drastycznej operacji na żołądku, teraz wiele rzeczy jest dla mnie nie do zjedzenia.
Ale nie powinnam narzekać, przynajmniej mi jest nieco lżej żyć
Po tych moich brzusznych poświątecznych tarapatach dzisiaj raczę się tylko niezbyt świeżą, nieco podeschłą chałką z Ramą i przyznam, bardzo mi takie jedzonko dzisiaj odpowiadało.
Pewnie mój brzusio jeszcze nie wydobrzało, bo rano nawet  zwyczajowa kawa z mlekiem mi nie smakowała, wypiłam tylo niecałe pół kubka tej kawki, reszta wylądowała w zlewie.
No nie, chyba jednak troche się obrażę w końcu na mój brzuszek, bo zgodze się, że nie lubi smazonego, nie lubi sosów i sałatek, ale żeby na porannąkawkę wybrzydzał???

Wczoraj w Modlnicy była przepiękna pogoda. Gdy wyszłam na taras nawet sie zastanawiałam, czy mamy Wielkanoc czy Boże Narodzenie.
Ponieważ teraz, w święta było dosyć wiosennie, pewnie na Wielkanoc jak nic śniegiem nam sypnie, nie pierwszy zresztą raz, taką mamy jakąś zwariowaną tę aurę.

Dzisiaj w Krakowie też pełno słoneczka, a temperatura może nawet dzisiaj dojść do prawie 10 stopni pana Celsjusza.
Gdzie te niegdzisiejsze zimy? Pamiętam dawne Święta Bożego Narodzenia, pełne śiegu, bielutkie,  mroźne…
Nie, ja tam wcale nie narzekam, nie cierpię zimy i śniegu, no chyba, że przez okno na niego patrzę.
A teraz patrzę na tę różę dla Ulki, obsypaną bialymi gwiazdkami śniegu i znów do Ulki się uśmiecham 🙂

Wszystkiego dobrego na te ostatnie dni tego poczciwego starego roku Kochani.
Następny będzie lepszy, bo bez……… ciiii…….wiadomo, znów polityczne myśli mnie naszły