Napisałam dzisiaj bardzo długi wpis i…wszystko znikło.
Niech ten Blog.pl tam i z powrotem.
Nie chce mi się drugi raz to samo pisać, jestem po wczorajszym dniu rozleniwiona.
Napiszę tylko, że było bardzo, bardzo przyjemnie na tej wczorajszej Firmowej Wigilii i do domu wróciłam około 23.
Byłam jedną jedyna „fotoreporterką”, jakoś w tym roku nikt nie kwapił się robić zdjęć, całe szczęście, że zdążyłam na czas swój aparat przygotować i naprawdę porządnie naładować te baterie, nie zawiodły mnie przez cały wieczór, przynajmniej raz!
Jedzonko było bardzo pyszne i powiedziałabym, że nawet nazbyt obfite, były dania typowo wigilijne, czyli barszcz uszkami, karp smażony z surówką i ziemniaka,i, a potem był jeszcze zimny i ciepły bufet z pierogami, łososiem i przepysznym śledziem.
Mniam, jak mi smakował.
Wszyscy byli elegancko ubrani i mieli dobre humory. W tym roku usiadłam przy fajnym stoliku, gdzie było bardzo rozmownie i miło, na pewno się nie nudziłam.
No i oczywiście zajęłam się fotografowaniem wszystkich uczestników, nawet nie najgorzej te zdjęcia mi wyszły.
Jedynym mankamentem było to, że przy tej restauracji nie było parkingu, musiała więc Magda zaparkować samochód spory kawał drogi dalej.
Ale po obfitej kolacji taki spacerek wieczornymi ulicami Krakowa był nader przyjemny.
Akurat Magda zaparkowała naprzeciwko Szpitala Kolejowego, tego, w którym ongiś pracowałam.
A teraz ten pusty budynek straszy tylko ciemnością i wydawało mi się, że słyszę głosy duchów, buszujących po szpitalnych korytarzach i nawoływania „siostro…siostro”….. wróciły wspomnienia.
Ot to tylko taka moja bujna wyobraźnia, ale zawsze, gdy przejeżdżam koło szpitala, a zwłaszcza, gdy jest to wieczorem jakiś żal mnie za gardło ściska, no cóż, jakby nie było przepracowałam tam całe 20 lat, a szpital zlikwidowali, a budynek straszy pustką.
Dzisiejsze przedpołudnie spędziłam na całkowitym poimprezowym relaksie, chociaż wódeczki, ani żadnego innego alkoholu nie piłam, ale jednak nadmiar pysznego jedzonka, nie m bezpowrotnie zniknęło.
Byłam dzisiaj tylko na małych zakupach, właściwie to miałam zakupić tylko chleb, a skończyło się, jak to się skończyło, czyli na pełnej torbie zakupów,
Ba, bawet o Rossmana zahaczyłam, bo skończył mi się już tusz do rzęs i do kresek. Mimo, że często się nie maluję, ale jednak trzeba takie precjoza „poprawy urody” przy sobie mieć.
Wszyscy wiemy, że teraz nie jest najlepsza pora roku, ale dzisiaj nawet najmniejszy promyk słonka nie zdołał się przebić przez gęstą powłokę chmur, a temperatura odczuwalna była o wiele niższa, niż ta, która de facto była na termometrze,
Było mi wręcz zimno, ba cały czas odczuwam to zimno…..
Życzę miłego wieczoru, bo za oknem znów ciemno….
