No to mamy przedświąteczną niedzielę.
Drzewiej taki dzień był bardzo waznym dniem w sercach każdego Polaka, bo obowiązkowo właśnie wtedy robiło się główne przedświąteczne zakupy. Dlaczego akurat w niedzielę?
Bo ówczesny rząd był taki szczodry i wtedy właśnie „rzucał” najlepszy, nawet ten reglamentowany towar. Można było więc zakupić nie tylko szynkę, czy inną wykwintą wędlinę, która na ogół była niedostępna, albo trudno dostępna w zwyczajne dni, ale można było tez kupić czekolady i inne choinkowe łakocie, a równiez i wtedy „rzucali” owoce południowe: pomarańcze, bananym, cytryny….No to kolejki rosły i rosły przed każdym sklepem, czesto juz w nocy powstawał tak zwany komitet zakupowy, tzeba było się wpisać na listę i wybrani „pilnowacze” odczytywali co godzinę listę obecności.
A o towar wcale nie było łatwo. Oczywiście największą popularnością, prócz szynek i mięsiwa. cieszyły się poczciwe karpie, które w skandalicznych wręcz warunkach przetrzymywane były w beczkach, czy wannach, a potem w plastikowych workach, bez wody i bez możliwości oddychania były niesione do domu, gdzie były wpuszczane do wanny. Skutkiem tego przez kilka dni nie można się było porzadnie wykąpać, w wannie pławiły się ryby, którym też nie za bardzo to pomieszczenie się podobało i bardzo czesto z niej wyskakiwały na podłogowe kafelki i wiły się niby węże pod nogami.
Zanim weszło sie do łazienki, trzeba było najpierw dokładnie sprawdzać, czy jakaś ryba nie dokonuje właśnie w łazience na ziemi, albo w wannie swojego żywota, bo takie śnięte ryby były niedobre i niesmaczne do przyrzadzania .No i trzeba było oczywiście uważać, zeby przez przypadek kawałek mydła nie dostał się do wanny, bo to oznaczało tylko przedwczesną rybią śmierć.Tak więc z tymi karpiami były same tarapaty, najpierw trzeba było uważać, żeby nie posnęły, a potem trzeba było dokonywać na nich egzekucji.
Był to dla mnie chyba najgorszy przedświąteczny okres, bo zawsze mi sie wydawało, że te biedne ryby krzycza z bólu i strachu przed zabijaniem, chociaż podobno ryby głosu nie mają. Ale na pewno przeczuwały swój koniec, dlatego były takie podenerwowane. A ja zamykałam się w ostatnim pokoju i mocno zaciskałam uszy, żeby nie słyszeć tego okropnego łoskotu, który przy zabijaniu tych biednyh rynbek odchodził z łazienki.
A teraz jest o wiele prostsza sprawa, idziesz do sklepu rybnego ( o ile jeszcze istnieją), czy do marketu i kupujesz już porcjwną na filety rybe. Nie musisz więc potem jej zabijać, oprawiac, targać z niej łusek i skrzeli, czy uważać, zeby nie pękł woreczek z żółcią, bo ryba bstawała się wtedy gorzka.
Jedyny mankament to to, że nie masz rybch łusek, a według tradycji, takie dwie lub trzy łuski umieszcvzone w portfelu przynosiły bogactwo na cały następny rok. Zawsze jednak jakąś łuskę od Jacka dostaję i chowam ją do portfela, a nuż to będzie prawda i przez cały rok portfel nigdy nie będzie pusty????? Do tej pory jakoś ta zasada działała…..
Jutro już pomału trzeba pomyślec o zakupach, ale nie będę niczego dźwigała, już do tego się nie nadaję, po prostu zamówię wszystkie cięższe towary chociazby w Tesco.
Zresztą znów pewno musiałabym wzbudzać litość ludzi dobrego serca i znaleźć kogoś, kto mi ciężkie zakupy zaniesie do domu, bo rączki teź juz dźwigać nie pozwalaja. Ale jest to niestety krepujące, wiec zamówię przez Tesco, zapłace za towar i za usługę dostarczenia i mam problem z głowy.
Od czego w końcu są pieniądze???
Zresztą tyle człowiek do tych świąt się naprzygotowuje (nawet ja, mimo, że święta spędzę u Magdy), a potem tylko dwa, czy trzy dni i…po świętach.
Ale przygotować sie trzeba taka jest tradycja!
Nie będzie tortu kokosowego jednak, dostałam zadanie: upiec sesrnik. Ba, niby prosta sprawa, ale…..
Muszę poszukać jakiegoś fajnego przepisu, a i tak piec będe chyba dopiero u Magdy w sobotę.
Dzisiaj rano obudził mnie biały pejzaż za oknem. Pierwsza moja myśl: no to Magda się „ucieszy”. Ona, podobnie jak ja, nie lubi śniegu, głównie przez kłopoty przy prowadzeniu przez nią auta.
Ale śnieg za długo się nie utrzymał, bo już koło jedenastej słonko pięnie zaświeciło i zrobiło się nawet przyjemnie.
No to życzę Wam, by w tej przyjemnej atmosferze to przedświąteczne święto miło Wam zleciało.
Musicie, szczególnie Panie, nabrać dzisiaj sporo energii, bo czeka Was bardzo pracowity tydzień, pełen przedświątecznych przygotowań.
POWODZENIA!!!
