Czyli jednym słowem zima powróciła. Niestety!!Patrzyłam wczoraj późnym wieczorem w okno i oczom nie uwierzyłam : mimo, że w mojej Iphonowej pogodynce informowali, że w Krakowie pada deszcz, za oknem grube płatki śniegu spadały. Aż wstałam specjalnie z łóżka (bo juz przyjęłam wcześniej pozycję horyzontalną) by na własne oczy się przekonać, że to prawda.
Jakoś tak odrazu przypomniały mi się dawne dobre czasy, gdy śnieg człowieka cieszył.
Brało się wtedy saneczki do ręki i hajta nad Wisłę, tam z wałów świetnie sie zjeżdżało, wprost pod zamarzniętą i skutą lodem rzekę, Może niezbyt to było bezpieczne, ale kto z dzieci na bezpieczeństwo uwagę zwracał?
Można jeszcze było jechać na Wolę Justowską, tam górek poszukać, czy na Błonia, gdzie były już tylko niezbyt wielkie pagórki, ale zjeżdzać sie dało.
Pamiętam taką zimę stulecia, chodziłam wtedy do szkoły podstawowej jeszcze. Zima była okrutna, temperatury minusowe, więc z tego powodu odwołane były zajęcia w szkołach, ale dzieciakom wcale mróz nie przeszkadzał, wszyscy szaleliśmy na saneczkach, bo wtedy jazda na nartach jeszcze nie była w modzie. Teraz co innego, już nawet narty nie ciesza tak jak na przykład deska, na której młodzież wspaniale śmiga.
Jakie czasy, takie obyczaje.
Właściwie trudno powiedzieć, że jest to ta prawdziwa zima, bo śnieg pada i odrazu topnieje, jakieś marne resztki jej pozostaja na trawie i na drzewach.
Na szczęście chodniki są wolne od śniegu, ale mokre, gdy mróz lekko chwyci, moze być ślisko.
A pamietacie szlajki? Własnie na chodnikach takie szlajki dzieciaki wyslizgiwały, jeżdża po nich, jak po prawdziwym lodowisku.
A potem szła jakaś babcia, dziadek, czy ktokolwiek i nie zauważył przysypanej lekko śniegiem takiej szlajki i……bum, często wtedy łamało się na tych ślizgaweczkach nogi, czy ręce.
Zawsze bałam się takich szlajek (lodowiska zrewsztą też), widać już wtedy miałam kłopotry z utrzymaniem równowagi.
Raz koleżanki namówiły mnie na na taką „przejażdżkę” i….wylądowałam u chirurga ze złamaną reką.
Moze dlatego do tej pory mam uraz na śliskie chodniki??
Wczoraj miałam kłopoty z umieszczeniem swojego blogu w sieci. Napisałam zażalenie i dostałam grzeczną odpowiedź z Agory, że borykają się z jakąś poważną awarią, która własnie usuwają i wtedy na pewno mój blog będzie działał.
Tylko….to nie pierwszy raz, gdy ta strona źle działa.
Ciekawe, jak będzie dzisiaj?
A dzisiaj trzeba juz zrobić świąteczno – noworoczne zakupy, aby nie pozostawiać wszystko na tak zwaną ostatnią chwilę.
Jak to dobrze, że Oliwia dzisiaj do mnie przyjeżdża, napewno Kochanej Cioci pomoże dźwigać
No, bez przesady, aż tyle nie będe kupowala, ale zawsze dobrze jest cały towar wsadzić do auta i podwieźć pod dom, a gdy jeszcze jest ktoś, kto wniesie siatki do domu…….
Życze przyjemnego piątku, już ostatniego w tym roku, za dwa dni się bawimy
