Byłam wczoraj z Olcią na zakupach we Faktura Shop. Olbrzymia aglomeracja przeróżnych sklepów, począwszy od sprzętu domowego po ubrania, buty, ozdoby i nawet jedzenie..
Najpierw oglądałyśmy towary w AGD, urozmaicenie olbrzymie, można zawrotu głowy dostać.
Koniecznie chciałam jakiś prezent noworoczny sobie sprawić, chociażby malutki, więc moje oczy spoczęły na chusteczkach przeznaczonych specjalnie do czyszczenia monitorów. Akurat była na nie promocja, więc za pudełko, zawierające 200 sztuk tych „szmatek” zapłaciłam 12 zł. Niewiele , za jedną sztukę wypadało tylko 12 groszy, No więc sobie te chusteczki kupiłam, zapłaciłam za nie w kasie, dostałam paragon z „buźką” i skierowałyśmy się z Olcią do wyjścia.z zakupy
A tu niespodzianka, bramka przy drzwiach wejściowych zaczęła dzwonić, znaczyło to, złodziej wynosi niezapłacony towar. Tym „złodziejem” byłam ja, bo panie nie zdjęły blokady z tego pudełko. Oczywiście pan z ochrony zaraz się tym faktem zainteresował i kazał mi pokazać paragon. Ba, tylko gdzie ja ten paragon w pośpiechu upchnęłam? Chyba do torebki, ale tam tyle różnych schowków posiadam. Szukałam najpierw w portfelu, ale tam były tylko stare paragony z innych sklepów, tego potrzebnego oczywiście nie było. W kieszeniach kurtki też go nie znalazłam. Oczywiście okropnie się zdenerwowałam, zaczęłam wszystko z torebki wyjmować, a wiadomo, że w babskiej torebce jest absolutnie wszystko, prócz tego, czego akurat się szuka. Robiła się coraz bardziej nerwowa atmosfera, a pan coraz bardziej na mnie podejrzliwie patrzył. No tak, przyszła babcia do sklepu i na chusteczki za 12 zł się połakomiła. Żeby to jeszcze była jakaś komórka, czy inny mały, łatwy do ukrycia sprzęt np power bank to rozumiem, ale chusteczki??????
Na szczęście Olcia ma głowę na karku i od razu poleciała do stoiska, w którym płaciłam za te chusteczki, pani podeszła i potwierdziła, że owszem, zapłaciłam za to nieszczęsne pudełko. No i gdy się sprawa wyjaśniła, dla ironi oczywiście, znalazłam ten nieszczęsny kwitek, który wepchnęłam do bocznej kieszonki torebki i tam się gdzieś sprytnie zakamuflował.
UFFF, ale ulga. Pan oczywiscie mnie przeprosił, ale powiedział, że musiał zainterweniować, taka jest przecież jego powinność.
Zrozumiałam to, bo trzeba przyznać, że pan zachowywał się całkiem kulturalnie wobec mnie, nie szarpał, nie wołał policji, tylko cierpliwie czekał.
Ale problem tkwi w tym, że właściwie to była wina sklepu, bo to oni tę blokadę powinni zdjąć, albo przynajmniej poinformować, że takowa na pudełku jest umieszczona, a nie narażać starszej, nobliwej babci na niepotrzebne stresy.
Oczywiście musiałam odreagować swoją „złodziejską przygodę” i od razu, po wyjściu ze sklepu, musiałam dla spokojności papieroska sobie wypalić.
Taki wstyd, taki wstyd……chociaz akurat żadnej mojej winy w tym nie było.
W tym kompleksie sklepów była moja ulubiona ALMA, w której często internetowo robiłam zakupy, więc tam musiałam też wstąpić, zresztą i tak i tak zakupy na te świąteczne dni dokonać musiałam.
Kiedyś ALMA, wcześniej zwana KRAKCHEMIĄ była potężną, rozwijająca się firmą, miała w Krakowie i w okolicach kilka placówek. Sklep zawsze zaopatrzony był w towary doskonałej jakości, moze był nieco droższy, ale sporo naprawdę luksusowych produktów tam można było kupić. Prowadzili też zakupy internetowe, byli w tym niezwykle sumienni, gdy jakiegoś towaru nie bylo odrazu o tym telefonicznie zawiadamiali i proponowali zamiany, niestety Tesco teraz już tak nie działa, po prostu nie przywiozą czegoś, albo zamienia według swojego widzimisię, co prawda z mozliwością odmowy,ale nie dają wyboru, na co można zmienić brakuący towar.
Niestety ALMA zbankrutowała, najpierw usunęli sprzedaż internetową, potem usunęli wiele innych, realnych już placówe. Tak naprawdę sądziłam, że ALMA już w ogóle nie istnieje na rynku, ale okazało się, że pozostały 2 placówki w tym jedna właśnie tam, gdzie wczoraj byłam.
Z wielką przyjemnością pochodziłam po tym markecie i napawałam się ich wygladem, ich zapachem i….wspomnieniami.A potem pojechałam już z Olcią do domu.
Tak więc miło i z przygodami spędziłam wczorajsze popołudnie, a ja już myślałam, że nic ciekawego w tym starym roku mnie nie czeka. A tu taka „dreszczykowa” niespodzianka mnie spotkała…..
Dzisiaj wstał piękny słoneczny dzień, przedostatni już w tymn poczciwym 2017 roku.A jutro ogarnie nas już sylwestrowe szaleństwo, pojutrze będziemy odpoczywać i leczyć kaca (i nóżki), a jeszcze dzień później zaczniemy od nowa nasze życie, juz w nowym, 2018 roku.
No to życzę samych przyjemnych chwil na dzisiejszą sobotę, niech wszedzie słoneczko dzisiaj nam świeci 
