Napad na….

 

 

Dzisiaj zrobiłam mały napadzik na zaprzyjaźnioną kwiaciarnię.

Poprostu zabrakło mi już zdjęć do mojego bloga, tego i fotobloga.

Jak ktoś ciekawy, można tam zaglądnąć : http://www.photoblog.pl/jasna0

A tak wogóle to nie zrobiłam zdjęcie tylko tego misia ( chociaż przystojniaczek z niego),ale

też i przeróżnych kwiatuszków, które będę sukcesywnie zamieszczała. 

A teraz idę sobie oglądnąć Modę na sukces.

Ale się ostatnio tam wiele dzieje……. 

 

Latawce,dmuchawce,wiatr

 



daleko z betonu świat……


 


Takie motto przeczytałam wczoraj na gg jednej z mojej koleżanek.


Zadumałam się : Co to miałoby znaczyć???


I otóż doszłam do wniosku, że to jest poprostu wyraz tęsknoty.


Tęsknoty za wiosną, która nas mami swoimi kilkudniowymi porywami , by znów jesienną


pogodą nas nakarmiać. ( przypominam tym, którzy dają się zwodzić, aktualnie mamy zimę)


I człowiek i przyroda zagubieni są w tej niesamowitej huśtawce pogodowych nastrojów.


I tym bardziej pragną, by ta wiosna już zawitała.


Wcale nie jestem w takim myśleniu odosobniona.


A wracając do wczorajeszej mojej fryzurki : oczywiście, że na żelu jest układana !


A co, poszaleć na starsze lata nie można???


Trochę nowoczesności i nieco starszej główce się należy.


Najwyżej co, znów mi miejsca w autobusie nie będą ustępowali…..


Powstał oto za oknem następny szary i mokry dzień, co prawda ma się rozpogodzić pono,


ale póki co, mży deszcz .


Na całe szczęście wczoraj kupiłam sobie parasolkę.


Zwyczajną, za całe 14 zł, nawet gdy wiatr ją połamie, żalu nie będzie.


Poprzednia moja parasolka (prezent od mojej siostry) wylądowała właśnie z tego


powodu w koszu.


Była niesamowita, ile razy ją brałam, gdy lał deszcz, odrazu przestawało padać –


– jednym słowem magia.


Miała też i wady, popierwsze była na kiju, więc długa i nie można jej schować było do


torebki, ( no i łatwo było niechcący można ją zostawić) ale za to mogła za laskę robić,


gdy teren jakiś niepewny był przedemną.


A po drugie, niestety, była automatyczna, czyli otwierała się sama i to w najmniej potrzebnych


momentach ( np przy wsiadaniu do autobusu, czy przy wchodzeniu do sklepu), przez co


wprawiała mnie w niemałe nerwy.


No cóż, wyżej wymienione kłopoty z nią juz są historią.


Nie mam magicznej parasolki, ale sama deszcz zaklinać będę ( mam znakomite w tym osiągnięcia) 


Ale nigdy wiecej nie sprawię sobie automatycznej parasolki.


No to się rozpisałam, najwyższa pora błędy sprawdzić i nacisnąc publikuj, co niniejszym robię.


Miłego ( jednak) dnia