udana niedziela

 

Ale jestem dobra.

Zrobiłam dzisiaj kiki kuku kaka, czylo dla niewtajemniczonych tiramisu.

Oczywiście specjalnie dla pana K.

Dobra dziewczyna ze mnie, prawda?

Kaziu przyniósł kart i graliśmy w remika.

Były cztery gry i dwa razy wygarałam ja, dwa razy on.

Sprawiedliwie.

Tak więc niedziela zeszła rozrywkowo i spokojnie , ciągle rodzina jeszcze nie zjechała, ale za momencik pewno juz będą, bo dzieciaczki jutro juz po feriach do szkoły powracać muszą.

Pewno im krzywda będzie, że znów w szkolnej ławie zasiadą.

A co mają powiedzieć Ci, którzy ferii nie mieli i pracować musieli, hę???

Idę spać, jutro znów poniedziałek, zaczynamy od początku tydzień……..

No więc się działo…..

 

Zupełnie, jakbyśmy tą maturę kilka dni temu zdawały….

Naprawdę, twarze te same, czas może trochę je przyprószył, ale wszystkie koleżanki były

( o dziwo dla mnie też) rozpoznawalne.

Przyszłam pierwsza .Nie obyło się oczywiście bez peturbacji.

Nie, nie,  spokojnie, tiramisu dowiozłam w całości  (ale i tak nie przebił wspaniałego tortu

orzechowego, który upiekła Ewelina)

 Podjechałam taxi pod blok Eweliny,a tu okazało się, że jest aż siedem klatek.

Oczywiście, tuż przed wyjazdem nie sprawdziłam w mailu dokładnie adresu i rozpoczęłam

wędrówkę po bramach, aby odszukać znajome nazwisko. I oczywiście poszłam dokładnie

w przeciwną stronę, niż trzeba było. Telefonu Eweliny do komórki oczywiscie też nie miałam

wbitego, ale na szczęście miałam telefon do ( przyjaciela) Gosi.

Całę szczęście, że znalazłam dużą torbę, do której mogłam wsadzić tortownicę z zawartoscią,

inaczej ręka by mi chyba odpadła od  jej trzymania przy tej bieganinie od klatki do klatki) .

W końcu wytaskałam się na III cie piętro,a tam stała już Ewelina, która zdjęcie przywitalne

mi zrobiła – fajny pomysł, to była taka swoiste sprawdzanie listy obecności .

Zresztą każdą kolejną koleżankę tak wspólnie potem witałysmy zdjęciem.

Było nas w sumie siedem ( plus dochodząco mąż gospodyni czyli Eweliny- zostawiał nas

samych, abysmy swobodnie mogły sobie porajdać).

No i zajadałysmy pyszności przygotowane przez Ewelinke , popijałyśmy dobre winko

( na przywitanie oczywiscie był szampam) i wspominałyśmy…..

Pamięć niektóre miały wspaniałą ( fakt, były razem dłużej, ja z nimi tylko jeden rok uczęszczałam

do X LO – do maturalnej klasy).

Oczywiście zatelefonowała do nas Basia z Australii i z każdą zamieniła kilka słów – tak

jakby była z nami…….

No i nie wiadomo kiedy zrobiła się już godzina 23-cia, trzeba było się w końcu rozejść

do domów , ale przyrzekłyśmy sobie, że znów niedługo się spotkamy, może do tego

czasu więcej koleżanek się odnajdzie???

Po przyjściu do domu oczywiście zaraz usiadłam do komputera i odrazu przekopiowałam

wszystkie robione zdjęcia, aby jak najszybciej dokumentacja dotarła do każdej uczestniczki

spotkania – przesłałam im link do mojej strony, gdzie zdjęcia umieściłam.

Jakie to proste, prawda? Inaczej musiałabym posłać kilka maili, aby zdjęcia sie zmieściły, a tu jeden

link i już naraz wszystkie slajdy mają….

Tak więc jestem całkiem dzisiaj niewyspana, a mam gościa popołudniu, nie ma czasu na lenistwo.

Cóż, pójdę dzisiaj wcześniej ( może) spać .

I Wam miłej niedzieli życzę