po walentynkowe wspomnienia

 

Całkiem miło spędziłam ten walentynkowy wieczór.

Po pracy pojechałam do pana K.

Przygotowana już była kolacja z drinkiem.

Oczywiście nie obedzło się bez ciastka – serduszka, a jakże, takie właśnie w walentynki pieką

w cukierniach niestety, bo ja oczywiście osobiście nie miałabym kiedy upiec.

Ale moje i tak są lepsze.

Posłuchaliśmy trochę piosenek ,a potem graliśmy w remika.

Tylko dwie partie, bo tak szybko wieczór minął, że trzeba było się zbierać do domu.

Ale sprawiedliwie, każdy z nas po jednej partii wygrał.

Po wyjściu czekały mnie dwie niespodzianki : po pierwsze oczywiście o tej porze, a wg mnie

była to jeszcze całkowicie przyzwoita pora, bo omalże 23, autobusy nie jeżdżą –  trzeba

było taxi brać, MPK jakoś klientami zbytnio sie nie przejmuje…..

Ale jak się nie ma własnego transportu…..

A po drugie, zaczął pruszyć niewielki śnieżek.

I już w swojej naiwności myślałam, że obudzi mnie biały poranek, ale nie, dalej jest ponuro,

szaro i nijako.

Dzisiaj oczywiście jak w każdy piątek do pracy idę na poranną zmianę i byłoby calkiem fajnie,

gdyby nie świadomość, że i jutro też pracować będę.

Znów sobota na mnie – bęc- wypada.

Ale tym martwić sie będę dopiero jutro.