za pół godziny wymarsz

 

Oczko wymalowane, kreacja ubrana, aparat fotograficzny i buty na zmianę przygotowane,

tiramisu zapakowane, można wyruszać.

Jeszcze pół godzinki i….  hello, radio taxi ( tylko nie 1313) 

Ale dlaczego mam taką dziwna tremę????

Aż mnie głowa rozbolała z tych emocji.

Jestem jaka jestem, wyglądam jak wyglądam, a to są koleżanki równolatki ( hi hi).

A że nie widziałyśmy się szmat czasu?? – cóż właśnie ten czas swoje robi.

No i ciekawa jestem, jak będzie smakowało moje tiramisu, bo mam nadzieję, że dowiozę go w całości.

Jutro wszystko opowiem.

Ze szczegółami. 

 

„specjalna” sobota

 

Dzisiejsza sobota będzie nie tuzinkowa.

W końcu nie codziennie spotyka się koleżanki, które nie widziało się ponad 40 lat.

Tak, tak, dzisiaj klasowe spotkanie – szkoda tylko, że tak mało osób będzie.

O Godzinie 17 – stej spotykamy się u Eweliny na babskie pogaduszki.

Babskie, bo wtedy, gdy chodziłam do X LO, była to szkoła tylko żeńska.

Koedukację później dopiero tam wprowadzili.

Tak więc spotkanie odbędzie się nie w lokalu, ale kameralnie i coś przynieść byłoby trzeba.

Mimo, że Ewelina zastrzegała, żeby nic nie przynosić, ale z gołymi rekoma miałabyym iść??

Oj nie, to nie możliwe dla Ewusi.

Ale co takiego dobrego miałabym zrobić?

Oczywiście, że moje popisowe tiramisu.

Biedny Kaziu, załamał się, gdy dowiedział się, że jego ukochane tiki kuku kaka będzie zrobione

nie dla niego.

Ale obiecałam mu, że następne już będzie całe tylko i wyłącznie dla niego, wszak niedługo

jest okazja – 4 marca- imieniny Kazimierza.

Na szczęście, jak już pisałam domowników nie ma w domu i mogłam swobodnie sobie

urzędować w kuchni .

Mam nadzieję, że się udało i że Ewelina nie zrzuci mnie z tym moim smakołykiem ze schodów.

Wczoraj jeszcze miałam dodatkową pracę domową.Mój siostrzeniec Marcin zaprosił mnie

do tworzenia drzewa genealogicznego naszej rodziny,

Jest taka specjalna strona http://www.moikrewni.pl gdzie wypełnia się odpowiednie rubryki i już masz

wymalowaną rodzinkę od pokoleń jak na dłoni.

Ba, wcale to nie łatwe, bo tam są tak szczegółowe informacje, np. data śluby, rodzice chrzestni,

data śmierci itp, a skąd mam wiedzieć niby, kiedy moje pradziady się żeniły i kto był ich świadkiem.

Ha, nawet mniej dociekliwe wiadomości są nieraz mało osiągalne, bo już na imionach moich

prapradziadków połamałam palce.

Oczywiście, ze jeszcze tam nieraz będę wracała i coś uzupełniała, ale pamięć o przodkach jest

niestety bardzo zawodna.

Ale przynajmniej wnuki mojej siostry będa wiedziały, skąd ich ród się wywodzi.To już coś.

A teraz zabieram się pomału do porządkowania chałupy, a potem pora będzie na szykowanie

się do wyjścia na imprezkę. 

Przecież nie mogę straszyć swoich koleżanek, ale jedno jest pocieszające.

One są w tym samym wieku co ja hahaha.

Nie będzie tak źle.