Zupełnie, jakbyśmy tą maturę kilka dni temu zdawały….
Naprawdę, twarze te same, czas może trochę je przyprószył, ale wszystkie koleżanki były
( o dziwo dla mnie też) rozpoznawalne.
Przyszłam pierwsza .Nie obyło się oczywiście bez peturbacji.
Nie, nie, spokojnie, tiramisu dowiozłam w całości (ale i tak nie przebił wspaniałego tortu
orzechowego, który upiekła Ewelina)
Podjechałam taxi pod blok Eweliny,a tu okazało się, że jest aż siedem klatek.
Oczywiście, tuż przed wyjazdem nie sprawdziłam w mailu dokładnie adresu i rozpoczęłam
wędrówkę po bramach, aby odszukać znajome nazwisko. I oczywiście poszłam dokładnie
w przeciwną stronę, niż trzeba było. Telefonu Eweliny do komórki oczywiscie też nie miałam
wbitego, ale na szczęście miałam telefon do ( przyjaciela) Gosi.
Całę szczęście, że znalazłam dużą torbę, do której mogłam wsadzić tortownicę z zawartoscią,
inaczej ręka by mi chyba odpadła od jej trzymania przy tej bieganinie od klatki do klatki) .
W końcu wytaskałam się na III cie piętro,a tam stała już Ewelina, która zdjęcie przywitalne
mi zrobiła – fajny pomysł, to była taka swoiste sprawdzanie listy obecności .
Zresztą każdą kolejną koleżankę tak wspólnie potem witałysmy zdjęciem.
Było nas w sumie siedem ( plus dochodząco mąż gospodyni czyli Eweliny- zostawiał nas
samych, abysmy swobodnie mogły sobie porajdać).
No i zajadałysmy pyszności przygotowane przez Ewelinke , popijałyśmy dobre winko
( na przywitanie oczywiscie był szampam) i wspominałyśmy…..
Pamięć niektóre miały wspaniałą ( fakt, były razem dłużej, ja z nimi tylko jeden rok uczęszczałam
do X LO – do maturalnej klasy).
Oczywiście zatelefonowała do nas Basia z Australii i z każdą zamieniła kilka słów – tak
jakby była z nami…….
No i nie wiadomo kiedy zrobiła się już godzina 23-cia, trzeba było się w końcu rozejść
do domów , ale przyrzekłyśmy sobie, że znów niedługo się spotkamy, może do tego
czasu więcej koleżanek się odnajdzie???
Po przyjściu do domu oczywiście zaraz usiadłam do komputera i odrazu przekopiowałam
wszystkie robione zdjęcia, aby jak najszybciej dokumentacja dotarła do każdej uczestniczki
spotkania – przesłałam im link do mojej strony, gdzie zdjęcia umieściłam.
Jakie to proste, prawda? Inaczej musiałabym posłać kilka maili, aby zdjęcia sie zmieściły, a tu jeden
link i już naraz wszystkie slajdy mają….
Tak więc jestem całkiem dzisiaj niewyspana, a mam gościa popołudniu, nie ma czasu na lenistwo.
Cóż, pójdę dzisiaj wcześniej ( może) spać .
I Wam miłej niedzieli życzę