moja wiosenna kompozycja
Do weekendu jeden niewielki juz krok.
I czemu sie cieszę?. Przecież znów w domu go przesiedze, przed telewizorem i komputerem.
Żeby chociaż jakis dobry program w tej TV dawali.
Wczoraj jakoś nostalgicznie i wspomnieniowo byłam nasytwawiona do życia.
Odżyly wspomnienia, pewno z powodu odnalezienia na stronie nasza klasa starej sympatii.
Wróciły wspomnienia, dziwne, raczej te miłe, te gorsze jakoś udało się zamazać.
Czas swoje robi.
Ciekawa jestem, czy chociaż odpisze….
Telefonowałam też wczoraj do kolegi, którego nie słyszałam całe 3 lata.
Milo sobie porozmawialiśmy.
No proszę, tylko pan K. wyjechał, a ja…
Ale przecież żadnych zobowiazań nie ma, tylko pewno akurat wcale by mu się to nie spodobało.
I wcale nie zamierzam się chwalić.
Popijam swoja kawusię i za okno spoglądam, gdzie krajobraz w deszczowej krasie wcale niezby
ochoczo do wyjscia zaprasza.Zaraz włącze swój paluszek w abrakadabrowy młyneczek i po
moim zaklęciu deszcz powinien ustąpić.
A ja spokojnie do pracy wyruszę. Cześć.