jeden krok

 



 


moja wiosenna kompozycja


Do weekendu jeden niewielki juz krok.


I czemu sie cieszę?. Przecież znów w domu go przesiedze, przed telewizorem i komputerem.


Żeby chociaż jakis dobry program w tej TV dawali.


Wczoraj jakoś nostalgicznie i wspomnieniowo byłam nasytwawiona do życia.


Odżyly wspomnienia, pewno z powodu odnalezienia na stronie nasza klasa starej sympatii.


Wróciły wspomnienia, dziwne, raczej te miłe, te gorsze jakoś udało się zamazać.


Czas swoje robi.


Ciekawa jestem, czy chociaż odpisze….


Telefonowałam też wczoraj do kolegi, którego nie słyszałam całe 3 lata.


Milo sobie porozmawialiśmy.


No proszę, tylko pan K. wyjechał, a ja…


Ale przecież żadnych zobowiazań nie ma, tylko pewno akurat wcale by mu się to nie spodobało.


I  wcale nie zamierzam się chwalić.


Popijam swoja kawusię i za okno spoglądam, gdzie krajobraz w deszczowej krasie wcale niezby


ochoczo do wyjscia zaprasza.Zaraz włącze swój paluszek w abrakadabrowy młyneczek i po


moim zaklęciu deszcz powinien ustąpić.


A ja spokojnie do pracy wyruszę. Cześć. 


 


 

pogoda barowa……

 

…..a więc może kieliszeczek

 

 

Dziewczyna mówi do chłopaka:

– Pocałuj mnie jeszcze raz i już będę Twoja na wieki

– Dziękuję, że mnie ostrzegłaś

VVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVV

 

Żona widzi, że mąz nożem skrobie patelnię więc krzyczy

– Czemy skrobiesz nożem po teflonie ?

– sama jesteś poteflon

 

VVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVV

 

Dwaj koledzy piją sobie wódkę po pracy

– nie mogę pić wódki, bo mi potem krew z nosa leci – żali się jeden

– nic się nie martw, też mam nerwową żonę- odpowiada drugi

 

 

 

a weekend coraz bliżej….

 

Tak, tylko dzisiaj i jutro i Ewusia odpoczywa.

Najchętniej wyjechałabytm gdzieś sobie na te dwa dni, daleko od ludzi, ale to niemożliwe.

Więc jak zwykle spokojny weekend przedemną, tym razem napewno samotny , bez gościa w niedzielę,

albowiem pan K. wyjeżdża. Szerokiej drogi.

Obeszłam sobie wczoraj Rynek dookoła, ale nic specjalnego się tam nie działo, to jeszcze nie ta pora

roku, gdy Rynek odżywa.

Kusiło mnie bardzo wskoczyć na obiadek do jakiejś restairacji, ale wrodzone skąpstwo pozwoliło mi

na wydanie tylko 1.20zł na precla. Trzeba przyoszczędzić trochę, bo jakos zapasy na koncie

podejrzanie szybko topnieją. Niestety na papierosy znów wydaję pieniążki ( a fe, nieładnie) , więc

na inne extrawagancje nie mogę sobie w takim razie pozwalać…

Ale jeszcze definitywnie mojej wojny z papierosem nie skończyłam, o nie, w marcu będzie następne

podejście. 

A do pracy spokojnie już sobie mogę wyjść, juz nie grozi nic złego –  Amerykanom udało się zestrzelić

tą szpiegowską sondę, która wskutek awarii zmieniła swój tor i groziła upadkiem na ziemię.

Co prawda nic nie wskazywało, że akurat w nasz piękny gród uderzy, ale….strzeżonego Pan Bóg

strzeże.

A swoja drogą niesamowita technika, potrafić tak dokładnie wycelować gdzieś tam w odległy

kosmos, w poruszający się z jakąs tam prędkością cel.

Teraz szczątki tej sondy spalają sie w atmosferze, a my, oddychając z ulgą pełną  piersią dalej

swoje życie toczymy.

Byle do weekendu 

 

 

w krakowski plener marsz

 

Nawiązując do mojego wczorajszego wpisu muszę nadmienić, że gdy człowiek o przyzwoitej porze

kładzie się spać, budzik nie jest wcale taki straszny.

Dzisiaj zdążyłam się obudzić na cały kwadrans przed budzikiem i stwierdziłam, ze chyba już rano, bo

za oknem jakoś jasno sie zrobiło.Było 10 minut po szóstej……..

Czyli i rano dzień zdecydowanie się nam wydłużył.

Co z tego, skoro znów w ponurym kolorze się obudził?

Kiedy nadejdą te urocze chwile, że człowiek oczko zaspane otworzy, a tu promyki słońca rozjasniają

zaokienny krajobraz? No kiedy?

Strasznie długi dzień się robi, gdy jednak człowiek rano pracuje.

Wczoraj miałam tak dużo czasu dla siebie…….. oczywiście znów przy telewizorze i komputerze

go straciłam – bezsens.

Ale nawet spacerować nie bardzo się chcę, gdy chłód przeszkadza……

Dzisiaj nie będę juz tak bardzo do domu się spieszyła, troszkę pozwiedzam sobie Rynek Główny,

zobaczę jak ludzie sobie spokojnie w kawiarni na kawusi siedzą i rozmawiają, jak tłumy ludzi

przetacza się przez krakowskie Sukiennice.Nawet o tej porze roku jest przecież sporo turystów

podziwiających piękno naszego Krakowa .

Ale najpierw oczywiście do pracy spokojnie sobie pójdę, a potem szczęśliwa, że tym razem

nie muszę zakupów robić ( i dźwigać) idę w plener.

Dosyć zimowego  lenistwa 

Powodzenia na dzisiejszy dzionek

 

 

 

 

na poprawę humoru dla poprawienia samopoczucia

 

Ech szkoda gadać

 

Wraca facet do domu, patrzy a na trzepaku wisi jego dywan, a obok zwinięte jeszcze dwa inne.

Przypomniał sobie, że od dawna  obiecywał żonie, że je wytrzepie i zawsze jakoś czasu mu brakowało.

Widocznie syn zniósł te dywany aby mnie wreszcie do trzepania ich przynaglić- pomyślał

i zabrał się za trzepanie.

Nagle obok pojawił się zdziwiony sąsiad i pyta:

– czemu pan trzepie te dywany?

– bo są brudne – odpowiedział facet i trzepał dalerj

Sąsiad stanął obok i spokojnie się czynnościom przyglądał.

Wreszcie zdenerwowany i zmęczony trzepaniem facet pyta:

Czemu pan mi się przygląda? przweszkadza mi to.

Sąsiad nic nie odpowiedział i dalej tylko spoglądał.

Po wytrzepaniu dywanu facet bierze się za drugi dywan i ze zdumieniem patrzy, że to nie jego dywan.

– Czyje u licha te dywany? pyta zdumiony.

–  Moje- spokojnie odpowiada sąsiad.

– to czemu pozwolił mi pan je trzepać?

-N o bo pan się uparł

 

Śmierć budzikom

 

                               
 

Budzik – całkiem szatński wynalazek.

Człowiek śpi sobie w najlepsze, a tu masz, terkocze sobie taki jeden i bez skrupułów wyrywa biedaka

z objęć Morfeusza.

A śniły mi się psy – a pies to przyjaciel, a wiele psów, to wiele przyjaciół…….oby.

Ale wogóle czy warto w sny wierzyć????

Dzisiaj tak wcześnie wstałam, bo na poranną zmianę ten tydzień mi wypada.

I już sama nie wiem, co lepsze, wcześniej zrywać się z łóżka i potem mieć całe wolne popołudnie,

czy pospać nieco dłużej, ale za to popołudniowe godziny w pracy tracić.

Teraz poranne wstawanie jeszcze za bardzo miłe nie jest, szaro, buro za oknem,dzień wstaje dopiero

około siódmej rano….

Pierwsza moja czynność, to zawsze była kawka, niestety, dzisiaj obejść muszę się ze smakiem,

nareszcie sobie może zrobię te badania laboratoryjne,szczególnie poziom cukru, bo

moja siostra cały czas wmawia mi cukrzycę.

Owszem, miewałam kłopoty z cukrem , ale zawsze był na najwyzyszm możliwym poziomie normy, lub nieco przekroczony, więc regularna cukrzyca to nie była.

Łatwo dietą cukier potrafiłam zbić sobie.

A że ostatnio nieco sobie folgowałam… no to zobaczymy co teraz będzie.

Zwłaszcza, ze te rodzinne obciążenia cukrzycowe niestety mam, nie da sie ukryć. 

A teraz mykam Cześć.

 

pod psem

 



Poniedziałek znowu przywitał nas zimą.


Pruszy niewielki śnieżek, cóż takie jest prawo tej pory roku.


Wczorajszą niedzielę bardzo miło spędziłam w towarzystwie pana K.


Graliśmy w remika i chociaż  wczoraj rano odgrażałam się, że wszystkie partie będą moje, niestety tak


nie było.


Udało mi się tylko dwie partie wygrać, trzy niestety musiałam oddać przeciwnikowi.


Ale kto nie ma szczęścia w kartach…………


Miałam tej nocy piękny sen, mieszkałam sobie w nowym pięknym mieszkaniu, co prawda nie


sama ale z Magdą i jej rodziną.Bardzo cieszyłam się, że dostałam piękny, duży pokój


we swoje władanie,ale niestety ktoś mnie stamtąd wyrzucił i musiałam wracać do siebie.


No proszę, nawet we snach nie dane mi jest spokojnie pomieszkać 🙂


Dzisiaj poniedziałek, zaczynamy nowy tydzień.


A więc by tradycji zadość się stało, wszystkim miłego poniedziałku i następnych dni tego tygodnia


życzę,


A na koniec coś na wesoło :


Mąż wychodzi obolały z gabinetu dentysty. Zaniepokojona żona pyta go


– i co??


– wyrwał dwa zęby


– ale czemu dwa, przecież jeden tylko Cię bolał?


– nie miał wydać reszty.


Horror, prawda????


No to najlepszego.


P.S. 18 lutego 1980 roku przyszła na ten świat moja wspaniała bokserka Tina.


Nie mam niestety jej małego zdjęcia, więc zamieściłam zdjęcie zaprzyjaźnionego Maxika


 


 


 


 


 

Czekam…

 

 

      
 

Niedziela – dzień czekania na……

Około 9-tej rano powinna do mnie zatelefonować Basia z Australii.

Fajnie, u niej już późny wieczór będzie, u mnie dzień sie dopiero zaczyna.

Dzieli nas różnica 9 i pół godziny przecież.

Fajnie, powspominamy sobie zeszłą sobotę nieco, bo co prawda ona z nami nie była, ale

telefonowała i z każdą kilka słów wymieniła. Teraz chce ze mną obgadać pewnie wszystko to, co

się działo…wiadomo…kobiety….. 

Potem czekam na pana K.

Przyjdzie na serniczek, wcale nie moją własną rączka upieczony.

Co prawda mógłby i na obiadek wskoczyć, ale coś ostatnio chyba mu niezbyt u mnie smakowało, skoro tak zawzięcie przed obiadkiem się broni.

Jego strata, dzisiaj pierś z kurczaka z patelni serwowana będzie.

Prawdopodobnie przyniesie karty, więc znów sobie zagramy w remika, może uda mi sie złoić

mu skóre???

A za oknem całkiem przyjemnie, przynajmniej ten lodowaty wiatr zginął.

Wczoraj wyszłam do pracy bez czapki, poprostu zapomniałam, odzwyczaiłam się już od jej noszenia

i okropnie mi rozum zmarzł…….

Sprawdzałam potem , czy uszy na własnym miejscu jeszcze pozostały, na szczęście nie odpadły….

No to zaczynam oczekiwania….. Miłej niedzieli.

Regularna zima

 

Z za oknem biało, całkiem biało.

No i pewnie ślisko jak cholera, bo oczywiście wszystkie Zenki śpią ( w końcu jest sobota, co nie?),

a Służby Porządkowe  znów zostały atakiem zimy zaskoczone, co widać po nieodśnieżonycj jezdniach.

No pewnie, kto by się tam w lutym sniegu spodziewał, zwłaszcza, że przez kilka dni była wiosna??

Biedne pączuszki na moim bzie, już juz listkami chciały buchnąc, a tu przykryła je śnieżna pierzyna.

Ale może jakoś przetrwają te kilka dni, bo podobno juz w poniedziałek znów wiosna do nas wraca.

I Zenki znów dłuzej pospać będą sobie mogły, i  Służby Porządkowe miasta na piachu zaoszczędzą…

Dzisiaj dla mnie oczywiście pracująca sobota ( czemu akurat dzisiaj ten śnieg spaść musiał spadac

z nieba, lepsza byłaby już manna), na szczęście tylko do 14-stej pracuje, potem laba.

Miłego weekendu wiec życzę wszystkim.