po walentynkowe wspomnienia

 

Całkiem miło spędziłam ten walentynkowy wieczór.

Po pracy pojechałam do pana K.

Przygotowana już była kolacja z drinkiem.

Oczywiście nie obedzło się bez ciastka – serduszka, a jakże, takie właśnie w walentynki pieką

w cukierniach niestety, bo ja oczywiście osobiście nie miałabym kiedy upiec.

Ale moje i tak są lepsze.

Posłuchaliśmy trochę piosenek ,a potem graliśmy w remika.

Tylko dwie partie, bo tak szybko wieczór minął, że trzeba było się zbierać do domu.

Ale sprawiedliwie, każdy z nas po jednej partii wygrał.

Po wyjściu czekały mnie dwie niespodzianki : po pierwsze oczywiście o tej porze, a wg mnie

była to jeszcze całkowicie przyzwoita pora, bo omalże 23, autobusy nie jeżdżą –  trzeba

było taxi brać, MPK jakoś klientami zbytnio sie nie przejmuje…..

Ale jak się nie ma własnego transportu…..

A po drugie, zaczął pruszyć niewielki śnieżek.

I już w swojej naiwności myślałam, że obudzi mnie biały poranek, ale nie, dalej jest ponuro,

szaro i nijako.

Dzisiaj oczywiście jak w każdy piątek do pracy idę na poranną zmianę i byłoby calkiem fajnie,

gdyby nie świadomość, że i jutro też pracować będę.

Znów sobota na mnie – bęc- wypada.

Ale tym martwić sie będę dopiero jutro.

 

W A L E N T Y N K I

 

 

14 lutego ptaszki zaczynają wić swoje gniazdka.

Początek nowego życia , które zaczyna się wielką miłością

 

i tej M I ł O ś C I dzisiaj wszystkim życzę.

Nie tylko dzisiaj, gdy jest święto wszystkich zakochanych, kochanych, kochających, przyjaciół

 

Życzę jej i dzisiaj i jutro…pojutrze…w każdy następny dzień.

Bo jednak niłość jest naszym motorem do życia

 

   K O C H A J MY  S I Ę !!!!!!!

 

 

 

Podobno

 

Podobno zima ma znów od jutra wrócić.

Czemu właśnie od jutra ???, skoro jutro taki piękny dzień : Walentynki…….

Ale (niektórym) przynajmniej ciepło na sercu będzie …………

Ja narazie żyję dniem dzisiejszym.

Chociaż muszę się przyznać po cichu, że wczorajszy dzień też nieco mnie uradował.

No bo kto by się nie cieszył, gdy usłyszy o…podwyżce

Tak, tak, dostanę o całe 200 zł więcej i…odrazu chce się pracować.

Jeszcze dowiedziałam się, że jednak dojdzie do wymiany tego aparatu rtg na nowszy typ, prawdopodonie do marca musi taka zmiana nastąpić.

Co prawda lubię na tym aparacie pracować, chociaż niejednokrotnie mnie wprost wkurza, gdy nie chce sie dostroić do sieci. W tej okolicy są duże spadki napięcia i czasami stablizator nie potrafi dostosować odpowiedniego napięcia – wtedy aparat miele i miele, buczy i buczy, a ja i pacjent cczekamy.

I zawsze boję się, że pacjent pomyśli sobie, że to aparat jest do niczego i nawieje ( już kiedyś tak było), ale nie prawda, na nim robi się całkiem ładne zdjęcia…

Tylko jest trochę nienowoczesny. 

Stworzyła go kiedyś firma , która dawno nie istnieje…proszę, a aparat wciąż jest. 

A teraz sobie pójdzie do lamusa.

Jak wszystko, co przemija, niestety człowiek też.

Ale dzisiaj jeszcze przemijać nie zamierzam, więc się zabieram za siebie, a za niedługo do pracy wymarsz.

Miłego dnia. 

no to się zaczyna nowy tydzień

 

Gdyby ktoś nie pamiętał, dzisiaj znów mamy  p o n i e d z i a ł e k.

Początek nowego tygodnia.

No nic to, że rozpoczęłam go bólem głowy.

Trochę te moje częste bóle głowy zaczynaja byc niepokojące.

A przecież porządnie się wyspałam.

Już o 22 leżałam w łóżeczku i oglądałam jakiś tam program TV, który oczywiście mnie uśpił.

I w dodatku tak mocno spałam, że nawet nie wiem, kiedy rodzina zjechała do domu.

Czyli albo oni byli tak cicho ( co jest raczej mało prawdopodobne), albo mój sen był bardzo treściwy.

Na wszelki wypadek poszłam rano posprawdzać czy juz napewno są domownicy, otóż są i mam nadzieję, że wszyscy,tylko pochowali się gdzieś w czelusciach naszego obszernego mieszkania.

Odetchnęłam z ulgą, bo przyznam, że jednak trochę się denerwowałam……

No może choleryczka ze mnie jest,ale nie taka do końca!!! 

Dzisiaj nie spodziewam się żadnych rewelacji w ciągu dnia, bo co może ciekawego w poniedziałek się zdarzyć????

Za to zauważyłam, że znów z top 1000 bloków wyleciałam z hukiem.

No to ciekawe ilu czytelników dziennie mają Ci z pierwszej dziesiątki???

No i ogólnie mówiąc, blogowanie stało się bardzo popularne ostatnimi czasy, wszyscy od przedszkolaka

przez polityków po staruszki blogują……

A ja życzę miłego poniedziałku i miłego tygodnia tradycyjnie.

 

 

 

 

udana niedziela

 

Ale jestem dobra.

Zrobiłam dzisiaj kiki kuku kaka, czylo dla niewtajemniczonych tiramisu.

Oczywiście specjalnie dla pana K.

Dobra dziewczyna ze mnie, prawda?

Kaziu przyniósł kart i graliśmy w remika.

Były cztery gry i dwa razy wygarałam ja, dwa razy on.

Sprawiedliwie.

Tak więc niedziela zeszła rozrywkowo i spokojnie , ciągle rodzina jeszcze nie zjechała, ale za momencik pewno juz będą, bo dzieciaczki jutro juz po feriach do szkoły powracać muszą.

Pewno im krzywda będzie, że znów w szkolnej ławie zasiadą.

A co mają powiedzieć Ci, którzy ferii nie mieli i pracować musieli, hę???

Idę spać, jutro znów poniedziałek, zaczynamy od początku tydzień……..

No więc się działo…..

 

Zupełnie, jakbyśmy tą maturę kilka dni temu zdawały….

Naprawdę, twarze te same, czas może trochę je przyprószył, ale wszystkie koleżanki były

( o dziwo dla mnie też) rozpoznawalne.

Przyszłam pierwsza .Nie obyło się oczywiście bez peturbacji.

Nie, nie,  spokojnie, tiramisu dowiozłam w całości  (ale i tak nie przebił wspaniałego tortu

orzechowego, który upiekła Ewelina)

 Podjechałam taxi pod blok Eweliny,a tu okazało się, że jest aż siedem klatek.

Oczywiście, tuż przed wyjazdem nie sprawdziłam w mailu dokładnie adresu i rozpoczęłam

wędrówkę po bramach, aby odszukać znajome nazwisko. I oczywiście poszłam dokładnie

w przeciwną stronę, niż trzeba było. Telefonu Eweliny do komórki oczywiscie też nie miałam

wbitego, ale na szczęście miałam telefon do ( przyjaciela) Gosi.

Całę szczęście, że znalazłam dużą torbę, do której mogłam wsadzić tortownicę z zawartoscią,

inaczej ręka by mi chyba odpadła od  jej trzymania przy tej bieganinie od klatki do klatki) .

W końcu wytaskałam się na III cie piętro,a tam stała już Ewelina, która zdjęcie przywitalne

mi zrobiła – fajny pomysł, to była taka swoiste sprawdzanie listy obecności .

Zresztą każdą kolejną koleżankę tak wspólnie potem witałysmy zdjęciem.

Było nas w sumie siedem ( plus dochodząco mąż gospodyni czyli Eweliny- zostawiał nas

samych, abysmy swobodnie mogły sobie porajdać).

No i zajadałysmy pyszności przygotowane przez Ewelinke , popijałyśmy dobre winko

( na przywitanie oczywiscie był szampam) i wspominałyśmy…..

Pamięć niektóre miały wspaniałą ( fakt, były razem dłużej, ja z nimi tylko jeden rok uczęszczałam

do X LO – do maturalnej klasy).

Oczywiście zatelefonowała do nas Basia z Australii i z każdą zamieniła kilka słów – tak

jakby była z nami…….

No i nie wiadomo kiedy zrobiła się już godzina 23-cia, trzeba było się w końcu rozejść

do domów , ale przyrzekłyśmy sobie, że znów niedługo się spotkamy, może do tego

czasu więcej koleżanek się odnajdzie???

Po przyjściu do domu oczywiście zaraz usiadłam do komputera i odrazu przekopiowałam

wszystkie robione zdjęcia, aby jak najszybciej dokumentacja dotarła do każdej uczestniczki

spotkania – przesłałam im link do mojej strony, gdzie zdjęcia umieściłam.

Jakie to proste, prawda? Inaczej musiałabym posłać kilka maili, aby zdjęcia sie zmieściły, a tu jeden

link i już naraz wszystkie slajdy mają….

Tak więc jestem całkiem dzisiaj niewyspana, a mam gościa popołudniu, nie ma czasu na lenistwo.

Cóż, pójdę dzisiaj wcześniej ( może) spać .

I Wam miłej niedzieli życzę

 

 

za pół godziny wymarsz

 

Oczko wymalowane, kreacja ubrana, aparat fotograficzny i buty na zmianę przygotowane,

tiramisu zapakowane, można wyruszać.

Jeszcze pół godzinki i….  hello, radio taxi ( tylko nie 1313) 

Ale dlaczego mam taką dziwna tremę????

Aż mnie głowa rozbolała z tych emocji.

Jestem jaka jestem, wyglądam jak wyglądam, a to są koleżanki równolatki ( hi hi).

A że nie widziałyśmy się szmat czasu?? – cóż właśnie ten czas swoje robi.

No i ciekawa jestem, jak będzie smakowało moje tiramisu, bo mam nadzieję, że dowiozę go w całości.

Jutro wszystko opowiem.

Ze szczegółami. 

 

„specjalna” sobota

 

Dzisiejsza sobota będzie nie tuzinkowa.

W końcu nie codziennie spotyka się koleżanki, które nie widziało się ponad 40 lat.

Tak, tak, dzisiaj klasowe spotkanie – szkoda tylko, że tak mało osób będzie.

O Godzinie 17 – stej spotykamy się u Eweliny na babskie pogaduszki.

Babskie, bo wtedy, gdy chodziłam do X LO, była to szkoła tylko żeńska.

Koedukację później dopiero tam wprowadzili.

Tak więc spotkanie odbędzie się nie w lokalu, ale kameralnie i coś przynieść byłoby trzeba.

Mimo, że Ewelina zastrzegała, żeby nic nie przynosić, ale z gołymi rekoma miałabyym iść??

Oj nie, to nie możliwe dla Ewusi.

Ale co takiego dobrego miałabym zrobić?

Oczywiście, że moje popisowe tiramisu.

Biedny Kaziu, załamał się, gdy dowiedział się, że jego ukochane tiki kuku kaka będzie zrobione

nie dla niego.

Ale obiecałam mu, że następne już będzie całe tylko i wyłącznie dla niego, wszak niedługo

jest okazja – 4 marca- imieniny Kazimierza.

Na szczęście, jak już pisałam domowników nie ma w domu i mogłam swobodnie sobie

urzędować w kuchni .

Mam nadzieję, że się udało i że Ewelina nie zrzuci mnie z tym moim smakołykiem ze schodów.

Wczoraj jeszcze miałam dodatkową pracę domową.Mój siostrzeniec Marcin zaprosił mnie

do tworzenia drzewa genealogicznego naszej rodziny,

Jest taka specjalna strona http://www.moikrewni.pl gdzie wypełnia się odpowiednie rubryki i już masz

wymalowaną rodzinkę od pokoleń jak na dłoni.

Ba, wcale to nie łatwe, bo tam są tak szczegółowe informacje, np. data śluby, rodzice chrzestni,

data śmierci itp, a skąd mam wiedzieć niby, kiedy moje pradziady się żeniły i kto był ich świadkiem.

Ha, nawet mniej dociekliwe wiadomości są nieraz mało osiągalne, bo już na imionach moich

prapradziadków połamałam palce.

Oczywiście, ze jeszcze tam nieraz będę wracała i coś uzupełniała, ale pamięć o przodkach jest

niestety bardzo zawodna.

Ale przynajmniej wnuki mojej siostry będa wiedziały, skąd ich ród się wywodzi.To już coś.

A teraz zabieram się pomału do porządkowania chałupy, a potem pora będzie na szykowanie

się do wyjścia na imprezkę. 

Przecież nie mogę straszyć swoich koleżanek, ale jedno jest pocieszające.

One są w tym samym wieku co ja hahaha.

Nie będzie tak źle. 

 

 

przegapiłam

 

O j, nie dobrze ze mną, nie dobrze.

Wybierałam się dzisiaj na koletańskie spotkanie koleżeńskie, a okazało się, że to spotkanie

odbyło się ………wczoraj.

Siedziałam sobie wieczorkową porą wczoraj przed telewizorem ( i komputerem też),

a tu nagle telefon z wymówką "a jednak nie przyszłaś"

Jedna z moich koleżanek, ta, która mi kontaktowy sms  o spotkaniu podesłała dwa dni temu, właśnie

do mnie zatelefonowała, że siedzą oto w restauracji Cechowa i na mnie czekają.

No masz, a ja tu tkwiłam w niewiedzy całkowitej.

Więc szybko się zebrałam i pognałam na to spotkanie….

Dziewczyny siedziały już tam 2 godziny i rajdały ( one czasami się właśnie tam spotykają),

więc ja, która nie widziałam je ponad 10 lat ( bo 10 lat temu było 75-lecie jet szkoły i wtedy

było też spotkanie) zostałam zasypana przez nie masą pytań.

Oczywiście znów miałam trochę kłopoty z rozpoznaniem Who is Who , ale w końcu jakoś

się sprawa identyfikacji pozytywnie rozwiązała.

No i jeszcze przerajdałysmy następne 2 godziny.Następne takie nasze spotkanie odbędzie

się w okolicy 8 marca, może jeszcze kilka koleżanek do nas doszlusuje?

W związku z tym gryplan na dzisiejszy mój dzień uległ automatycznie zmianie.

Może i lepiej, będę miała więcej czasu na przygotowanie się do jutrzejszego spotkania.

Dobrze, że przedwczoraj zdążyłam sobie chociaż  tą fryzurkę zrobić …………

A jutro to dopiero będę miała kłopoty rozpoznać koleżanki, z niektórymi nie widziałam się

przecież ponad………..

……..40 lat…

No a teraz idę sobie spokojnie do pracy, wszak popołudniu nigdzie się nie spieszę.