a wczoraj był 10 dzień miesiąca

 



Nieutulony w piersi żal,
Bo za jedną siną dalą – druga dal.
Nie spoczniemy, nim dojdziemy,
Nim zajdziemy w siódmy las.
Więc po drodze, więc po drodze
Zaśpiewajmy chociaż raz.

Więc wczoraj samozwańczy  Naczelnik Państwa znów dochodził swojej prawdy.On tak co miesiąc idzie, idzie, tylko jakoś dojść nie może.
Ale zawsze zapewnia, że już blisko, coraz bliżej.
Ile jeszcze zakrętów będzie musiał pokonać???
A tych zakrętów coraz więcej i więcej, ta  jego droga staje się co raz bardziej wyboista…..
Przecież on cały czas tylko kręci…… 
Coraz bardziej jest ze swoją dzielną drużyną lizusów w lesie…..
Aż wreszcie dojdzie  on do zapory ogniowej i wtedy…..
Już niedługio!!!!! Mam taką nadzieję, już niedługo.
Bo on sam już zaczyna się gubić, błądzić.

A dzisiaj mamy kolejny poniedziałek. Jakaś lekka odwilż w pogodzie ma dzisiaj nastąpić i ma być całkiem jak na tę porę roku ciepło, nawet około 11 stopni, oczywiście na plusie.
I bardzo dobrze, bo dzisiaj przed pracą musze jechać na Górkę Narodową, by przedłużyć kartę autobusową na następne 3 miesiące. Szkoda, że ciągle nie mogę trafić na tę  komisję inwalidzką, bo wtedy miałabym darmowe przejazdy.
Już nie chdzi tyle o te pieniądze, tylko o pamięć, którą obciążam obowiązkiem zakupu tej karty.
Na całe szczęście jest taka opcja 3 miesięczna, więc jezeli dzisiaj przedłużę swoją kartę, będe ją miała aż do marca ważną.
Co prawda są automaty, w których można tez przedłużać kartę, ale tam trzeba dobrze uważać, co się wklepuje, a ja ze swoim słabszym nieco widzeniem na pewno coś pokreciłabym. A tu idę do kasy, płacę, dostaję karte z powrotem i kwitek do kiedy ta karta jest ważna.
A dlaczego nie wyrabiam wciąz tej grupy inwalidzkiej????? Przeciez z racji mojego zdrowia: kolanka, stopy i kręgosłup na pewno dostałabym II- gą grupę, zresztą ją już kiedyś miałam, wystarczyłoby tylko przedłużyć.
Ale gdy pomyślę sobie ile muszę przy tym pozałatwić różnych spraw, a to wizyta w MOPsie, a to porobienie wszystkich  koniecznych badań – rtg, tomografii, czy nie daj Boże rezonansu, który źle wspominam, bo leżenie bez ruchu, w dodatku z wyprostopwanymi nogmi ponad pół godziny znów sprawi mi sporo bólu. Może ten, kto nie ma takich zmian jak ja tego nie zrozumie, ale gdy  już po nocy wstaję, mam spore kłopoty, a przy takim koniecznym unieruchomieniu nóg znów musiałabym tak jak kiedyś brać silne środki przeciwbólowe, żeby jako tako do domu dojść. Ostatnim razem pielęgniarki musiały mi zrobić nawet zastrzyk przeciwbólowy, bo ból był tak ogromny, że aż wyłam z bólu.
Tak więc na żaden rezonans już się nie piszę, ale przy tomograficznym badaniu jest podobnie. Mam co prawda zdjecia rtg stawów kolanowych, robione w zeszłym roku, a takie zmiany mają to do siebie, że się pogłębiają, a nie cofają, może zrobię zdjecie stóp i wreszcie pójde do pani doktor pierwszego kontaktu, żeby wypełniła mi formularz.
No i potem stanę przed szanowną komisją, może by tym razem z racji wieku i z racji tego, że już dwukrotnie miałam przyznaną na 2 lata taką grupę inwalidzką,  dostanę to świadczenie już na zawsze?Tylko…no własnie, tylko trzeba zacząć to załatwiać.
Ale zima nie jest najlepsza pora do załatwiania takich spraw, poczekam może do marca??

Życzę przyjemnego całego tygodnia i wiele pomyślnych chwil dzisiaj, jutro, pojutrze…… 

od rana same kłopoty

 

 

 

 

Nie zapłaciłam na czas internet. To znaczy nie wpłaciłm do  Orangu za używanie telefomu miejskiego i neostrady.Własciwie ten miejski telefon tak po prawdzie nie jest mi do niczego potrzebny, bo i tak zawsze wszystko załatwiam przez komórkę, ale do niego mam podłaczoną neostradę.

Oczywiście mea culpa, tak to jest , gdy się odkłada płacenie rachunków w nieskończoność :a to zrobię to jutro, albo pojutrze, zdążę.
Nie zdążyłam, więc rano dzisiaj doznałam zdziwienia, gdy zobaczyłam napis: ograniczenie dostępu do internetu.
Chciałaś babo, to masz, jakeś taka opierzchała  w opłacaniu rachunków, to dostałaś za swoje.

Bardzo uprzejmy pan z Orangu poinformowł mi, że  do 2 godzin zdejmą mi blokadę, o ile oczywiście dokonam w ciagu 7 dni  stosowną wpłatę, Zobowiązałam się, że jeszcze dzisiaj wpłaty dokonam przez konto PKO, więc pan zdjął mi blokadę i do dwóch godzin miałam dostać z powrotem swój dostęp do internetu stacjonarnego.
Na całe szczęście mam dodatkowy internet mobilny, dzięki któremu po długim zresztą czasie zalogowania się ( mobilny ruter musiał się załadować, a to chwilkę trwa), mogłam wejsć na konto PKO i dokonać wpłaty. Ponieważ po 2 godzinach  wciąż nie miałam internetu stacjonarnego, zatelefonowałam na INFO Orangu i od razu, z automatu, bez łączenia się z konsultantem, dostałam wiadomość, że dokonano zmiany na moim koncie, mam już włączony internet, tylko muszę zreswetować ruter.
Tak zrobiłam i……… jestem 🙂 🙂 :-)Ale na wszelki wypadek, aby ustrzec się na przyszłość takich kłopotów z płatnością, dokonałam w swoim Banku stałego zlecenie na usługę ORANGE i teraz juz nie będę musiała przynajmniej o opłatach pamiętać.
Jest to fajna sprawa, bo nie dość, że nie obciążam swojej pamięci koniecznością opłat, to w dodatku biorą te pieniądze z mojego konta, czyli de facto nie odczuwam tak bolesnie wpłat, jakie musiałabym z własnej kieszeni ponosić.
No i niech mi ktoś teraz powie, że internet nie jest do niczego potrzebny.
To jest jednak szalone ułatwienie, nie muszę latac do Banku, czy na pocztę, robią to za mnie. A że za to płacę? Trudno, nic za darmo na tym świecie przecież nie ma, wszystko kosztuje, a ten niewielki koszt za obsługę można wliczyć śmiało w całosć rachunku, przynajmniej ma się tak zwany święty spokój.
Tak więc wszystko dobrze się skończyło, a ja mogę się delektować miłą niedzielą i swoim internetem.
Jednak ten Orange nie jest taki najgorszy, a trzeba przyznać, że konsultanci są naprawdę kompetentni i mili.
HAH, jeszcze po każdej takiej rozmowie przesyłają wiadomość SMS z podziękowaniem za rozmowę,  z nazwiskiem konsultanta, z którym rozmawiałam, 
BOMBA!!!!! Chociaż tam na pewno swoje grzeszki w Orangu mają, ale w sumie nie jest tak źle.
Inne firmy komórkowe wcale nie są w niczym lepsze, też słyszałam, ze niejedni klienci na takie firmy narzekają.

O polityce (narazie) nadal ani słowa.
SAMI SIĘ WYKOŃCZĄ !!!

No to udanego dnia i fajnego odpoczynku

już nic o polityce

 

 

Nawet nie chce mi się ani myśleć, ani pisać o tym, co się w Polsce dzieje. Czuję się, jakbym wróciła do lat pięćdziesiątych – szesćdziesiątych, gdzie totalny marazm człowieka ogarniał.
No, raczej w latach pięćdziesiątych nie wiele jeszcze o otaczającym  mnie świecie wiedziałam, to był czas dzieciństwa, lalek i różnych zabaw, ale  potem moja świadomość już po mału ogarniała bezmiar nonsensów.  Tylko dlaczego na stare lata znów do tego samego muszę  wracać?
Ale wtedy wydawało się, że nie jest możliwe, by coś się mogło zmienić, a teraz?……… 
Wszystko jest możliwe, tylko cierpliwości co raz mniej……

Dzisiaj jest sobota, więc zwalniam się od złych myśli i oddaję się samym przyjemniościom. A sen jest najlepszym na to lekarstwem.
Przynajmniej jest w nim wesoło, oczywiście, gdy nie śnią jakieś horrory, no i nic nie boli, jest ciepło, bo ostatnio troszkę jednak marznę w moim mieszkanku, szczególnie w łapki, mimo, że włączone jest ogrzewanie.
Ostatnio jakoś  wymagam bardzo wiele snu,. Zawsze twierdziłam, że w poprzednim życiu byłam chyba niedźwiedziem, który w gawrze przesypiał zimę.
Ja też najchętniej bym tę zimę przespała ( oczywiście z wyjątkiem Świąt, bo to czas raczej wesoły) i obudziła się, gdy za oknem będzie rano już jasno i zielono.
Okropnie nieprzyjemna jest ta pobudka „w środku nocy”, a tak niestety jest jeszcze o 7 rano,  niby noc, a już wstał nowy dzień.
Chociaż następny tydzień będzie ciekawy, w przyszły  piątek czeka mnie pracownicze spotkanie, tzw Wigilia Pracowników.
Tak szybko ten rok minął…Znów trzeba będzie sięgnąć po swój aparat fotograficzny.
Najwyższa pora, bo ten ostatnio już leży tylko w szafce. Jakoś nie mam okazji na fotografowanie, już ta pasja jakoś mnie opuściła. Kiedyś latałam po grządkach i innych zakątkach, by cos w obiektywie uwiecznić, teraz co najwyżej moim Iphonem od czasu do czasu jakąś fotkę zrobię.
Tak więc trzeba aparat   fotograficzny odkurzyć, naładowac baterie…..
Sukienka, specjalnie na tę okazję zakupiona już jest gotowa i czeka w szafie na swoje 5 minut.Tylko jeszcze jaką fryzurkę ułożę, uśmiech na usta przywołam i będzie O.K.  Co prawda na to jeszcze troszeczkę trzeba poczekać, ale co to jest te 6 dn w porównaniu z wiecznocią? zleci jak z bicza strzelił.
A potem już tylko malutki tydzień i prawdziwej Wigilii czas nastąpi.
Ale kutii w tym roku nie będzie, przecież i tak mało kto ją je, a i mój brzuch też pewnie by takiego nadmiaru „pysznosci” nie wytrzymał.
Ostatnio znów mam zły czas i zastanawiam sie nawet, czego naprawdę będe mogła na Wigilii bez przykrych konsekwencji spróbować.
Ale tort imieninowy jednak muszę upiec, jednak pozostanę chyba przy moim klasyku, czyli torcie kokosowym, on mi najlepiej wychodzi.
Miałam co prawda inne plany, ale nie będe eksperymentować.

Ale póki co, cieszę się sobotnim leniwym dniem i wskakuje już do łóżeczka. Moze mnie dzisiaj jednak nikt nie odwiedzi?
A tak jeszcze kapinkę snu mi się przyda.
Oczywiście od czasu do czasu „wskoczę” na swoją farmę, bo tam zawsze jest sporo roboty.
Taka mała odskocznia od codzienności.
W TV niewiele do oglądania, więc jakis filmik sobie na Ipli lub gdzie indziej znajdę i ogladnę.
Ot relax na całego.
A i tak przecież na spacerowanie dzisiaj nie ma odpowiedniej aury, przynajmniej nie będzie mnie kusić na wydawanie pieniędzy, bo zawsze okazuje się, ze całowiek idzie kupić jedną rzecz, a wraca z pełna siatką i bez „stówy” w kieszeni, ot taka drożyzna przecież.

Dobrej soboty

Życze przy

Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść

 

 

 

Stało się!!!! Broszka musiała odejść. Widaćw tym wielką słabośc pana K, zrobił to, co mu pisiorska młodzież kazała.
Co prawda pani Mazurek wszystkim tłumaczyła, że Pis to jedna drużyna i w sumie  nic się nie stało.
No i własciwie to nikt jej nie odwołał, sama złozyła rezygnację. Trudno, żeby tego nie zrobiła, skoro dali jej propozycję nie do odrzucenia.
No nie wiem, czy pisowski elektorat, który pani Szydło dawał spore poparcie, a  została nie wiadomo o co usunięta z tak ważnej funkcji, będzie z tego zadowolony.
Ale w końcu co tam suweren ma do gadania, ma być tak, jak chce „(B)WUC”, a raczej pisie buldogi. Na otarcie łez dadzą jej funkcje wice premiera, ale nie wiem, czy to ją usatysfakcjonuje.
A ja dodam jeszcze jedno, jakże aktualne dzisiaj powiedzenie, : służ panu wiernie, a on cię………
„Najwspanialsza z wszystkich premierów” odchodzi w kąt, takie są losy pacynek, kiedyś się już niszczą, traca blask, tracą zainteresowanie. Teraz niby jeszcze otaczają ją nimbem chwały, jutro, albo pojutrze o niej zapomną. A już na pewno zapomną wtedy, gdy pani Szydło stanie przed Trybunałem, kto z dzisiejszych kaczych  bałwochwalców bronić jej  będzie???  – NIKT!!!!!
Ale powinno to być też i auczką dla następnych pisiorów, którzy teraz siedzą na swoich stolcach, ale jutro mogą równiez w kąt zostac wepchani i nie będzie zmiłuj się. Z tego wynika, że lizanie czyjegoś tyłka nie zawsze wychodzi na korzyść, ta moze być krótka i bolesnie się konczyć.
Parodią wczorajszego dnia było to, że rano wszystkie pisiry bronili rządu pani premier i gratulowali jej zwycięstwa, ponieważ nie udało się przeprowadzić wobec niej i jej rządu votum nieufności. Były kwiaty, gratulacje, a wieczorem….bolesny kopniak.Taki właśnie jest PIS.
A co do nowego premiera? no nie wiem jak długo utrzyma się na stanowisku, bo jasno widac, ze to stanowisko zależy tylko od widzimisie pana K i jego doradców. Można mu być wiernym, przeprowadzać, nawet wbrew sobie kłamliwe akcje i tak za to nagrody się nie dostanie. Przyjdzie kaprys i fruuuuuu , fora ze dwora. A prawda jest niestety taka, że gdyby nie pani Szydło, która poprowadziła (kłamliwe) wybory i zpewniała o dobrej zmianie, która za to została zresztą premierem, rownoczesnie ukrywając za kotarą, zza której defakcto rzadził pana K. Pis nigdy by wyborów nie wygrał.
Ale wiecie co mnie w tym wszystkim cieszy??? Widzę poczatek końca Pisu.
Skoro już teraz są w tej partii rozłamy, skoro już buldogi pod dywanej się rozgryzają do krwi, to znak, że koniec Pisu bliski
I jeszcze jedno, żeby była jasność : Wcale mi pani Szydło nie jest żal, zasłużyła na to sobie, co otrzymała i co jeszcze w przyszłości, daj Panie Boże, gdy Pis odejdzie od władzy, otrzyma – sądowe rozliczenia za wszelakie krzywdy, które Polsce swoimi „rządami” uczyniła.

A co poza tym?   Ano mamy kolejny piątek, a do świąt już co raz bliżej.
Rano słoneczko pięknie nawet przyświecało, teraz zrobiło sie jakoś burawo, ale nie sądzę, żeby wielkie opady nam groziły, przynajmniej moje kolanka nic na ten temat nie wspominają, a one zawsze są świetnym barometrem.

Humor mam jako taki, nie jest najgorzej, bo przynajmniej ostatnio świetnie przez całą noc śpię i nawet się dziwię rano, że juz taka późna godzina na zegarze, gdy oczy otwieram. Dzisiaj spałam prawie aż do ósmej, przynajmniej nie obudziła mnie ciemność za oknem.

Piątek, to weekendu początek, więc życzę wszystkim przyjemnego odpoczynku i miłego planowania nadchodzących już niebawem  Świąt.
Oj, znów się będzie działo!!!

Pi

Pieniądze to nie wszystko

 

 

Właśnie takiej maksymy wczoraj się dowiedziałam, oglądając polską komedię Juliusza Machulskiego pod tym właśnie tytułem.
Świetna obsada, z Markiem Kondratem w roli głownej i samymi znanymi polskimi aktorami, jest rzeczywistym  obrazem polskiej wsi w czasach rodzącego się „kapitalizmu”.
W zapyziałej wsi, gdzie alkohol wypalał mózgi pochłoniętej po utracie pracy w PGRach wiejskiej społeczności, pojawia się prężny, robiący karierę kapitalista i wszystko nagle diametralnie  zmienia się w ich życiu, zarówno w życiu mieszkańców wsi, którzy uczą się otwierać się na nowe warunki życia, jak i kapitalisty, który wskutek rodzinnych nieporozumień nagle traci grunt pod nogami, traci  dzięki nieuczciwym wspólnikom swoją firmę.
Machulski wyreżyserował ten film ze specyficznym swoim kpiarskim spojrzeniem, ze specyficznym humorem, ale znakomita obsada filmu dopełniła całokształtu sympatycznego odbioru owej komedii. Polecam.

A czy rzeczywiście pieniądze to nie wszystko? No nie do końca bym tak twierdziła, bo truno bez nich się żyje, ale niestety staje się to co raz większą traumą naszych rodaków.
Wczoraj koleżanka opowiadała mi, że jej mąż został pozbawiony dodatku dla niepełnosprawnych, tylko dlatego, że…sprzedał swoje mieszkanie. Obliczyli więc w urzędzie, że sprzedając mieszkanie sie wzbogacił i taki dodatek mu już nie przysługuje.
Ale żaden z urzędasów nie mógł zrozumieć tego, że owszem, sprzedał mieszkanie na czwartym piętrze, bez windy, a w tym mieszkaniu mieszkał ze swoja żoną, chocdzącą o kulach i nie mogacą wchodzić na IV piętro po schodach, w bloku bez windy.. Może nie o to nawet chodziło, że chciała ona codziennie spacery uskuteczniać, ale od czasu do czasu musiała iść chociażby  na wizytę lekarską, a wejście i zejście ze schodów było dla niej prawdziwa gehenną. Dlatego zdecydowali z mężem, że sprzedadzą to mieszkanie, a za otrzymane pieniądze wykupią mieszkanie na parterze, tak, by wejście po schodach nie sprawiało już trudności.
Jak postanowili, tak i zobili, tylko, że urzędasy z MOPS-u nie przyjmowali do wiadomości, że ci ludzie wcale się nie wzbogacili, skoro za sprzedane mieszkanie wykupili nowe, mąż dostał odmowe dodatku i już.
Nie wiem gdzie jest tu jakakolwiek logika, czy te urzędasy nie rozumieją, że życie osób niepelnosprawnych jest na tyle utrudnione, że pomoc z MOPS-u niejednokrotnie jest rzeczą konieczną do przeżycia, do jakiegoś godnego , (jak to podkreślają szczególnie pisiory) życia.
No i gdzie tu jest ta obiecana troska rządzacych o losy osób pokrzywdzonych, chorych, biednych?
Wszystko to pic na wodę, fotomontaż, to tylko puste słowa, które ciemny lud chłonie i wmawia sobie, że nic złego się nie dzieje,  jest dobrze.
No tak, tylko, że to 500 zł, które niektórzy dostają,  nie pokrywają wszelkich podwyżek, które ostatnio w zasteraszającym tempie następują.
Czy ci ludzie nie umieją liczyć? Dostali 500 zł, a wydają 1000. Tylko jest taka różnica, że w sumie oni wydają tylko 500 zł (1000-500=500), a ty szary człowieku wydajesz na życie dwa,albo trzy razy tyle, a tobie akurat manna z nieba nie spada.
Ech życie.Pieniądze to nie wszystko? wszystko, bo kiedyś robiłam zakupy za 20-30 zł, a teraz wdaję na nie około 100 zł, a po przyjściu do domu stwierdzam, że nic szczególnego własciwie niek upiłam, ot, takie potrzebne produkty pierwszej potrzeby.
Drożeje prąd, gaz, woda…….po kolei wszystko „idzie w górę”, prócz……pieniędzy. Te pozostają niezmienne.
Ale żyć jakoś trzeba, bardziej lub mniej „godnie”, byle do przodu.

No to idziemy w ten mile , bo bez śniegu rozpoczynający się dzień.
Miłego czwartku

Do Uli też przyszedł św Mikołaj

 

Hallo Uleczko! Otwieraj szeroko drzwi, dzisiaj pewien wesoły mały św Mikołaj przynosi Ci środowe różyczki.
Mam nadzieję, że do Ciebie dotrze, chociaż sniegu co raz mniej wokoło, ale kto, jak kto, ale św.Mikołaj na pewno sobie poradzi.
Życzę Ci więc wiele radości przy rozpakowywaniu prezentów i wiele niespodzianek na ten dzisiejszy, szczególny, świąteczny dzień.
A ja dokładam oczywiście serdeczne całuski, prosto z Krakowa.

Dzisiaj wiele dziecinnych serduszek mocno bije, w oczekiwaniu na prezenty.Jaki to był błogi czas, gdy człowiek niby nie do końca może wierzył, że on jest prawdziwy, żywy, ale jednak…….w każdym z nas jeszcze bije serce małego dziecka i na pewno   prezentu wyczekuje.
Bo może jednak….. kto wie……..
Ja też spotkałam dzisiaj rano św Mikołaja.
Co prawda nie przyniósł mi prezentu, pewniem mu się gdzieś on zawieruszył, a może dzielni pomocnicy zapomnieli go do sań zapakować, ale za to Święty zostawił mi karteczkę, na którym są życzenia dla nas Wszystkich.
Oto one :

By się Wszystkim dobrze działo
w sklepach wszystko potaniało
życie w bajce niech Wam płynie
po pełnej obfitości dolinie
Kaczy ród niech pójdzie precz
to jest najważniejsza rzecza
a następny dobry rząd
niech przewietrzy kaczy swąd
niech wreszcie szczęście  w domach zagości
pełnej Polaków wszelakiej radości
Niech uśmiech lica dzieci i dorosłych  umaja
to są życzenia od Świętego Mikołaja

A ja tylko pod tymi życzeniami się podpisuję.
Wspaniałego dnia, pełnego samych przyjemnych, rodzinnych chwil, pełnego radości i miłych niespodzianek

HURRA !!!

 

 

Będziemy mieć nowego premiera pana Morawieckiego.Jedyny pożytek z tego jest taki, że przynajmniej będzie rozumiał, co do niego w Unii mówią, bowiem trzeba mu przyznać, że jest na tyle lepiej wykształcony od poprzedniczki, że zna języki  obce i nie będzie siedział jak  głupek na tureckim kazaniu, kiwał głową, robił mądre miny,  udając, że rozumie co do niego mówią. 
Ale obawiam się, że to jest tylko jedyny pożytek ze zmiany na tymn stanowisku, bo nie sądze, byMorawiecki  chciał, a raczej mógł się wybić na niezalezność od prezesa.  Już Kaczor na to mu na pewno nie pozwoli.
Jednym słowem, zrobili z Beaty murzyna : murzyn zrobił swoje (kłamliwymi obiecankami wygrał wybory), murzyn może odejść.
Ba, nie tylko może, ale  m  u  s  i  !!!!! 
Takie są losy marionetki,  szybko się  zużywa i staje się szmacianą, niepiotrzebną nikomu pacynką, śmieciem do wyrzucenia.
Na osłodę dadzą jej jakąs tam mniej lub więcej ważną funkcję, w której będzie znów „brylowac” swoją głupotą.
Ale niestety taka jest prawda : dobre stanowiska PIS obsadza ludźmi tylko miernymi, ale za to wiernymi, których potem zawsze można łatwo się pozbyć.
Przykładem może być tu Waszczykowski, który wiernie płakał kiedyś „nie zabijajcie mnie” i za to został ministrem Spraw  Zagranicznych, a teraz z hukiem z krzesła spada, zresztą słusznie, bo tak głupiego ministra na tym stanowisku to jeszcze w Polsce nie mieliśmy.
Następny premier też będzie uległy, ale moze czasami jednask coś zrozumie i uda mu się  przemówić do kaczorkowego umysłu, że tak całkowicie z ludzi bałwanów zrobić nie można, nie każdy da się omotać, a kiedyś za te wszystkie machlojki trzeba będzie  przecież zapłacić.
Chociaz teraz akurat jest dobra pora na bałwany….zimę mamy, wiosna moze już być dla Pisu nieco gorsza. OBY!!!

Zimna, zima, śnieg wokoło, dzieci smieją się wesoło.
Dzieci, my tu w miescie niekoniecznie, zwłaszcza, gdy rano chodniki lód pokrywa, ślisko jak cholera, szczególnie póżnym wieczorem, gdy mróz nieco  ściśnie i rankiem, gdy słonko jeszcze nie zaświeci.
No i znów sliskie szosy i drogi przeszkadzają sprawnemu poruszaniu się, a niestety nadal w niektórych gminach nie nadążają z sypaniem piaskiem, czy solą uliczek. Jak to dobrze, że jednak nie mieszkam w Modklnicy, miałabym teraz takie same kłopoty z dojazdem, jakie ma Magda, czy Maciek.
A to dopiero poczatek zimy, co będzie dalej???
A co poza tym ??? ano nic szczególnego się nie dzieje.Dzisiaj wieczorem, albo jutro przyjdzie do niektórych święty Mikołaj z prezentami, ja go nie wypatruję, bo wiem, że i tak do mnie nie dotrze,.
Za to dotarł już do rządzacych i sypnął im niezłą premią za „wybitnie ciężką pracę”, jakiej się musza poświęcać, biedaki.
Dziwne, przecież każdy gdzieś pracuje i aż takich dodatkowych premii z tego tytułu nie dostaje, a poza tym, to oni sami pchali się na te stanowska, czasami nawet tak podlizywali się, aby te stanowiska otrzymac, to o co teraz ten płacz, że pracować musza????

No dobra, niech im tam. Grunt, żebyśmy zdrowi byli i szczęśliwie Świąt Bożego Narodzenia doczekali, a potem będzie już, mam nadzieję, z górku.
Do wiosny coraz bliżej…  Odwilż przyjdzie……..
Dobrego wtorku.

dla Basi

 

 

Wszystkim Barbarom, a w szczególności  Tej najbliższej mojemu sercu, mojej Bratanicy, w Dniu Imienin życzę samych wspaniałych i wzniosłych chwil, bez kłopotów i łez, za to przepełnionych  samą pomyślnością i radością.
Niech Wam się Baśki dobrze dzieje!!!!

I znów zaczynamy nowy tydzień.
Z wielkim przerażeniem przeczytałam bardzo niepokojące wieści ze wschodu, gdzie stan napiecia przedwojehnnego sięga już zenitu i wystarczy jedna mała iskierka, jedna  nierozsądna decyzja, jeden nieroztropny krok i…. świat, który znamy może przestac istnieć.
Przyznam, że nie do konca przeczytałam ten artykuł, moje nerwy nie wytrzymały. Jak to świat ma przestać istnieć? Co się stanie z Bogu winnymi ludźmi, którzy chcą przecież żyć,  chcą się kochać, rodzić dzieci, piastowac wnuki….. chcą być  po prostu szczęsliwi, bo po to na ten świat zostali powołani.
W imię czego jednostki mają decydowac o losach ludzkości???
Kto daje im prawo o decydowaniu za innych?
To nie Bóg podejmuje takie decyzje, a przecież na Niego powołują się najbardziej radykalni politycy wschpdu.
To mamona i zło rządzi światem.
No dobra, ja już swoje zycie prawie przeżyłam, chociaz nie powiem, że nie mam apetytu, mimo mych niektórych zdrowotnych niedociągnieć, na dalsze życie.
Ale co mają powiedzieć młodzi, którzy własnie doszli do wieku, w którym świat staje przed nim otworem, którzy chcą działać, tworzyć.
Co mają powiedziec małe dzieci, dla których wiele rzeczy, w tym słowo wojna jest na szczęscie niepojętne, ale już teraz ich przyszłe życie jest zagrożone?
Straszna jest taka świadomośc, że wszystko nagle może się za pstryknięciem jednego guziczka skończyć, obrócić w niwecz.
Dlatego każdego dnia powinniśmy się cieszyć, Bogu dziękować, że się obudziliśmy wciąż w wolnym kraju, chociaż i ta nasza polska rzeczywistośc jest bardzo gorzka, cieszyć się, że jesteśmy w miarę zdrowi i co najwazniejsze, że mamy koło siebie Najbliższych, których kochamy i obdarzani jesteśmy takze i ich uczuciem.
Wszak jutro może wyglądać już nie tak samo…..
Nie powiem, żeby mój poniedziałkowy wpis był optymistyczny, niestety  dosyć  zatrwozona nuta przez niego przebija.
Przyznam, boję si śmierci, boje  się jej jak cholera, ale tak się zastanawiam, że chyba w sytuacji, gdyby rzeczywiście taka tragedia wojennych dni dotarła do Polski, nie potrafiłabym w niej się poruszać. Nie jestem na to duchowo przygotowana, nie jestem taka silna.
Wystarczym, że zabrakie prądu, gazu i wszystko będzie bardzo trudne do przeżycia.
Więc może i lepiej by było, żeby juz na poczatku jakas bombka mnie „załatwiła”, niż czekac na smierć i cierpieć?
Wiem, piszę okropne rzeczy, ale takie czarne ostatnio sa moje myśli, a jeszcze po przeglądnieciu dzisiejszego artykułu złe przeczucia osiadły w moim sercu.

Już nie będe dłużej o tym pisała, po co straszyć innych?

Za oknem śnieg i prawdziwa zima.
Też mnie ona nie cieszy, ślisko i zimno, z czego tu sie radowac?
Zdecydowanie wolę wiosnę, ale…….czy doczekamy?

Bądźmy jednak dobrej myśli, może jeszcze nie bęzie tak strasznie, jak pisałam?
Może przyjdzie na niektórych  opamiętanie?

Spokojnego poniedziałku i pogodnego tygodnia ( zdecydowanie bez sniegu!!)

Dzisiaj Imieniny Ksawerego

 

 

 

 

 

Koniecznie muszę to umieścić w moim blogu, bo czasami  Ksawer czyta mój blog, a jest dla mnie Bardzo Ważną Osobą, wszak to mój Chrzestny Syn. Zawsze to podkreślał, zawsze dla Niego to było ważne, przedstawiając mnie komuś  mówił, to jest Moja Chrzestna Mama.
Bardzo mnie to cieszyło, czułam się wyróżniona, chociaz rzadko kto teraz to podkreśla.

Czego Ksawer mam Ci dzisiaj życzyć?Ty wiesz to sam przecież  najlepiej.
Oczekujesz swojej Córeczki (ja też niecierpliwie na tę chwilę czekam), więc życzę Ci, by była , mądra, oczywiście zdrowa, zawsze miała szczęśliwe dni i żadne kłopoty poważne Jej niech sie nie imały. Będzie miała wspaniałych Rodziców, więc mam nadzieję, że i Ona wda się w Nich i też będzie wspaniała i też o swojej Cioci Prababci Ewie będzie pamiętała,tak jak Jej Rodzice.
Ale to ostatnie życzenie jest już tylko dla mnie, wiec na tym pozostaję.
A co jeszcze mam Tobie dzisiaj życzyć?
Aby Twoje dzieło w tworzeniu cukierni Batida było zawsze pomyślne, owocne, przede wszystkim w sukcesy, ale też i pieniądze, bo te niestety zawsze nam do życia są niezbędne.
Życzę Ci też, by Twoja Dianka kochała Ciebie zawsze tak samo mocno i tak samo szczerze jak teraz.
A te wszystkie Twoje skryte marzenia, o których nie wiem, a które pod sercem nosisz, niech zawsze stają się realne i skuteczne.

WSZYSTKIEGO, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !!!

Czy lubicie niedziele?
To zależy od pory roku.
Te grudniowe są o specjalnym znaczeniu, wyczekiwaniu na Święta.
Chociaż, czy ja wiem, czy czekam na nie tak jak kiedyś?
Kiedyś……. no tak, Święta pachniały wtedy  pastą do podłogi, choinką i makowym ciastem.
No i moją wspaniałą liczną Rodzinką kolędującą pod olbrzymią choinką w jadalnym pokoju, ale to już się nie wróci…..
Dzisiaj niektóre tylko panie wypiekają, wolą iść do Buczka, czy do innej cukierni i kupić „gotowce”
Ale to nie to samo, nie ten smak, czuć je jednak, choćby nie wiem gdzie były wypiekane, tylko sztucznością, jakimiś dziwnymi aromatami.
Kiedyś czytałam komentarze dotyczące pewnych krakowskich, domowych wypieków. Boże, jakie tam były ochy i achy, ile pochwał, jakoby to były naprawdę domowe wyroby.
Ci komentujący chyba nigdy nie jedli prawdziwych, robionych przez nasze Mamy i nasze Babci ciast czy tortów
To dopiero były wyborne smaki. Były robione z dobrych produktów, w odpowiednio wymierzonych proporcjach, nie było oszczędności na jajach, czy na maśle, dodawało się wszystkie potrzebne produkty, nie patrząc na ich cenę.
A teraz? teraz to tylko komercja, byle jakość, przez to te wszystkie ciasta i torty są obrzydliwie słodkie i nie posiadają tej nuty tajemniczości i elegancji.
Dawniej panienki przyuczane były przed zamążpójściem do prac w kuchni, nie znaczy to, że same gotowały, ale podpatrywały swoje mamy i poznawały wszelakie tajniki dobrej kuchni.
W lecie gospodynie robiły wspaniałe konfitury, teraz też je kupujemy w sklepach, pod jesień przetwory owocowo – warzywne, no a święta….to już było prawdziwe szaleństwo, któremu chętnie panie domu się poddawały.
Gdzie podziały się tamte czasy?
Ano, dzisiejsze kobiety są zbyt zabiegane, zbyt zapracowane, aby całkowicie poddać się domowym obowiązkom, ale i tak trzeba pochwalić je za to, że pracując zawodowo, znajdują czasu na tyle, że domownicy mają przynajmniej erzac dawnego domowego ogniska.

Miłej niedzieli Kochani, odpoczywajcie i spacerujcie póki śnieg nas całkowicie nie zasypie.
Wszystkiego dobrego 

i znów kolejny ponury dzień

 

I nawet śnieżek pada.
Nie robiłam wczesniej dzisiaj  wpisu, bo musiałam iśc na zakupy.  Podejrzewałam, że przyjdzie do mnie Maciek, więc musiałam kupić ulubione jego paluszki jaśkowe.
Zresztą ja też je bardzo lubię, szczególnie wieczorem, gdy już się położę do łózezka i oglądam jakiś serial na ipli, lubię sobie je pochrupać.
I dobrze, że się pospieszyłam z tymi zakupami, bo rzeczywiście Maciek przyszedł i naprawił mi kabinę prysznicową, Ciekawe, jak długo jeszcze uda mi się ją bez awarii używac. Przyszła tez i Wika i oczywiście sunia Sisi.  Zresztą najpierw do mieszkania wpadła jak suseł Sisi, za nią wlokła się bardzo długa smycz, a na jej drugim końcu uwiązana była Wiktoria, Fajnie to wyglądało. Sunia przywitała mnie dzikimi pląsami, ta to naprawdę umie się cieszyć.
Posiedzieliśmjy troszkę, wypiliśmy kawkę, porozmawialismy, oczywiście wcześniej Maciek dokonał wymiany uchwytu w brodziku. A już myślałam, że tego nie da sie zrobić, Zawsze twierdziłam, że Maciek to Złota Rączka.

A co jeszcze ciekawego będe dzisiaj robiła?
Nie mam żadnych dobrych pomysłów na dzisiaj.
Nawet obiadku gotowac nie będe, bo coś mój brzuch ostatnio okropnie grymasi, dzięki temu całą porcję wedliny spałaszowała Sisi, całkiem jej smakowało.
A ja ugotuję sobie grysik na wodzie, no nie całkiem na wodzie, bo kupiłam mrożone paski warzyw, dodam jakąś kostkę, zasypię grysikiem i mam nadzieję, że to będzie mojemu brzuszkowi smakowało.
Pogoda dzisiaj jest łóżkowo – barowa, a ponieważ nie  moge pić alkoholu (znów brzuszek veto mni stawia), więc coś pooglądam, a pewnie i troszkę pospię sobie.
Najwazniejsze to przespac tę zimię, te ponure i krótkie dni, potem może być tylko lepiej.
No to życze Wszystkim miłej soboty 
Może macie jakieś ciekawsze plany na dzisiaj niż ja je mam???