
Nie, nie mam żadnych kosmatych myśli na głowie, Chociaż Kot Bogumił , twórca moich bezsennych nocy kosmaty jest.
W dodatku jest romantykiem i tak mniej więcej około 3 – 4 rano zaczyna śpiewać kocie serenady i to tak głośno, że mnie budzi.
Jego przejmujące MIAU jest tak żałosne, że nie pozwala spać.
Taki koncert trwa mniej więcej do 5 rano, po czym kotek idzie spokojnie spać. Widać twórcza wena już mu się wtedy kończy.
Koniec koncertu – pora spać – decyduje Kot Bogumił i mi też łaskawie pozwala łaskawie zasnąć.
Tak było i poprzedniej nocy i tej, więc nie dziwota, że co prawda rano wstałam, wypiłam kawkę, ale poczułam się tak śpiąca, że poszłam nadal w kimono, odkładając mój wpis do blogu na potem.
Bogumił ma byc u mnie tylko przez weekend i bardzo dobrze, bo wcale te koncertowe nocy mi się nie podobają.
A tak poza tym Kotek jest naprawdę bardzo miły, chociaż w dzień trudno z nim sobie „porozmawiać” bo to jest akurat dla niego świetna pora na smaczne spanko.
Zwija się wtedy w kosmatą kulkę i……… nie ma kotka
A ponieważ dzisiaj po tej serenadowej nocy ciągle jestem niedospana, moja blogowa wena też gdzieś się ulotniła, dalszej części mojego wpisu już dzisiaj nie będzie.
Obowiązek wypełniony, wpis jest, a ze krótki………. to może i dobrze dla Czytelników, których nie będę dzisiaj zanudzała.
No to do następnego razu, będzie może nieco dłużej…….